Bałkany, czyli wojna światowa prosto z kotła

0
383
Zawarcie rozejmu kończącego II wojnę bałkańską (1913)

Rozwój nacjonalizmów, ekspansywne imperializmy, konflikty interesów, walka o strefy wpływów. Powodów wybuchu I wojny światowej jest wiele, jednak jednym z kluczowych jest… kocioł, w którym zupa – oczywiście metaforyczna – gotowała się od dłuższego czasu, ale wielcy tego świata próbowali siłą przytrzymywać pokrywę, jednocześnie szukając okazji do nałożenia dla siebie jak największej porcji.

W końcu jednak ograniczone wypuszczanie pary – w praktyce oznaczające krwawe konflikty o lokalnym zasięgu – okazało się być niewystarczające i kocioł wybuchł z wielką siłą najpierw zabijając austriackiego arcyksięcia Franciszka Ferdynanda i jego żonę, a później doprowadzając do wieloletniej krwawej wojny toczonej już niekoniecznie z powodów obecnych na samym początku walk.

Ów kocioł to oczywiście kocioł bałkański, jak w poetycki sposób nazywano głębokie podziały i poważne napięcia między grupami zamieszkującymi ten teren. A sytuacja międzynarodowa tylko sprzyjała eskalacji konfliktów. Wszak przez długie wieki Półwysep – zamieszkały w sporej części przez Słowian – znajdował się pod władzą Turcji, która ignorowała kwestie etniczne.

W wieku XIX większość ludów kontynentu zyskała jednak narodową świadomość budowaną najczęściej w oparciu o historię, język lub religię. Tymczasem w tej części Europy nie brakowało zarówno dialektów jak i wyznań. Gdy więc Wysoka Porta osłabła, kolejne grupy zaczęły wybijać się na niepodległość – często przy wsparciu światowych potęg zainteresowanych uzyskaniem wpływów w regionie. O ile więc na początku stulecia jedynym niezależnym krajem regionu była Czarnogóra rządzona przez ród Petrović-Njegoš (oraz częściowo Wołoszczyzna i Mołdawia – jeśli uznawać je za część Bałkanów), o tyle w chwili wybuchu I wojny światowej były to również: Serbia, Grecja, Bułgaria i Albania (oraz Rumunia powstała z połączenia leżących na północno-wschodnim skraju Półwyspu hospodarstw wołoskiego i mołdawskiego).

Z kolei do głównych imperiów dążących do uzyskania (lub zachowania) wpływów w regionie należała Rosja, Austria i Turcja, jednak także Francja i Wielka Brytania chciały zachowania równowagi. Tak było chociażby w przypadku wojny krymskiej (1853-1856), gdy sukcesy Rosjan zostały zahamowane przez zbrojną interwencję Francuzów i Anglików w obronie Turków. Ostatecznie Petersburg musiał przyjąć pokój narzucony przez Paryż i Londyn. Podobnie – choć w mniej kompromitujący dla Rosjan sposób – zakończyła się ich kolejna wojna z Wysoką Portą, bowiem traktat w San Stefano, który wzmocnił Rosję i jej sojuszników kosztem Turcji, został zastąpiony pokojem berlińskim (1878) zmniejszającym zdobycze zwycięzców.

Nikt nie interweniował natomiast wobec austriackiej aneksji Bośni i Hercegowiny w roku 1908, choć i wtedy świat stanął na krawędzi wojny, która mogła przerodzić się w konflikt światowy. Wszak działaniom Wiednia mającego poparcie Berlina i Stambułu sprzeciwiły się sprzymierzone z Petersburgiem Belgrad i Cetynia. Ostatecznie sytuację załagodzili jednak dyplomaci.

W tworzeniu nowego podziału Półwyspu po zaniku tureckiej potęgi uczestniczyli oczywiście także mieszkańcy regionu, którzy w XIX wieku walczyli o własny państwowy byt, zrzucenie obcej dominacji, a potem poszerzenie swojego terytorium – zwykle kosztem Wysokiej Porty, a we współpracy z Rosją. Nieco inaczej sytuacja wyglądała jednak u progu XX wieku, gdyż na kilkanaście miesięcy przed I wojną światową narody Bałkanów zdążyły stoczyć ze sobą dwie wojny. Najpierw Serbowie, Czarnogórcy, Bułgarzy i Grecy zachęcani przez Rosjan powołali Ligę Bałkańską i rzucili się na wieloletnich władców regionu – Turków. Kompletna porażka Stambułu i wyparcie muzułmanów z Europy spowodowało jednak… spory w obozie zwycięzców w sprawie podziału zdobytych terenów i rychłe odwrócenie sojuszy. W toczonej wręcz w kilka dni później II wojnie bałkańskiej wszyscy uczestnicy skierowali się przeciwko Bułgarom. W obliczu porażki Sofii postanowiono podzielić Półwysep w sposób nieco bardziej znośny dla Turcji i mniej faworyzujący Bułgarię. Skorzystała natomiast Serbia, co – z racji jej związków z Rosją – nie mogło podobać się Austriakom i Niemcom. Wobec tego państwa centralne wsparły niepodległościowe (a więc z ich perspektywy antyserbskie) dążenia Albanii.

I to właśnie w takich okolicznościach 28 czerwca 1914 roku serbski nacjonalista Gavrilo Princip zabił w Sarajewie habsburskiego następcę tronu arcyksięcia Franciszka Ferdynanda i jego żonę Zofię von Chotek, co rozpoczęło na kontynencie lawinę dyplomatycznych żądań, powszechnych mobilizacji i wypowiadania wojen będących konsekwencją zawieranych wcześniej sojuszy. W ten sposób rozpoczęła się I wojna światowa.

Konflikt, który wywrócił do góry nogami całą europejską politykę nie zlikwidował jednak bałkańskiego kotła, a jedynie zmienił jego charakter. Po wojnie bowiem co prawda zniknęli z geopolitycznej mapy zagraniczni rozgrywający – Austriacy i Rosjanie – zaś w regionie powstało Królestwo Serbów, Chorwatów i Słoweńców (późniejsza Jugosławia), ale w praktyce dotychczasowe spory trwały, tyle, że w ramach jednego państwa, a jeśli na poziomie międzynarodowym, to bez ingerencji Wiednia i Petersburga. Bałkańskie nacjonalizmy dały o sobie znać w diabelski sposób podczas II wojny światowej, a chwilowy spokój związany z komunistyczną władzą dyktatora Josipa Broza Tity zniknął po jego śmierci – część Półwyspu spłynęła krwią ponownie w latach 90. XX wieku, a złe emocje i wzajemne narodowe animozje obecne są do dziś.

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj