Co by było gdyby Polacy przegrali wojnę z bolszewicką Rosją?

0
591
Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski na początku sierpnia 1920. W środkowym rzędzie od lewej: Iwan Skworcow-Stiepanow, Feliks Dzierżyński, Julian Marchlewski, Feliks Kon (źródło: Wikipedia Commons)

Zwycięska wojna polsko-bolszewicka z lat 1919-1921 nie tylko uratowała i tak z trudem wywalczoną niepodległość oraz pozwoliła zachować na dwie dekady względny spokój, ale przede wszystkim obroniła Rzeczpospolitą oraz Stary Kontynent przed czerwoną zarazą, apokalipsą gorszą od I wojny światowej, gdzie liczne akty ludobójstwa dokonywane na tle klasowym (i nie tylko!) utopiłyby we krwi większość europejskich państw. Lata terroru, a przede wszystkim strachu przed nowym, największym konfliktem w dziejach ludzkości, nastałyby na dobre, a zimna wojna jaka rozegrała się tuż przed połową XX wieku, rozpoczęłaby się znacznie wcześniej! Zapraszamy na tekst z cyklu Co by było gdyby, w którym analizujemy możliwe scenariusze historii alternatywnej.

Cud się nie zdarzył

Kreślenie alternatywnej, a właściwie katastroficznej wizji Polski oraz Europy po triumfie Armii Czerwonej najłatwiej rozpocząć od przegranej bitwy warszawskiej, jednakże jako punk wyjścia można również przyjąć klęskę kampanii kijowskiej. W rzeczywistości Józef Piłsudski w wyprawie do ukraińskiej stolicy upatrywał wyprzedzającego (prewencyjnego) uderzenia, które miało zniszczyć oddziały wroga oraz pozwolić wskrzesić Ukraińską Republikę Ludową pod rządami Symona Petlury. Jednak w wyniku wycofania się wojsk Armii Czerwonej za linie Dniepru do żadnych większych walk nie doszło, a Kijów wzięto bez oddania ani jednego wystrzału.

Koncentracja sił nieprzyjaciela jednak postępowała. Piłsudski parł do konfrontacji, choć głównodowodzący polskimi oddziałami Edward Śmigły-Rydz otrzymał wolne rękę w podjęciu decyzji: walka lub odwrót. Historia pokazał, iż Śmigły się nie mylił. Starcie pozbawionego zaplecza Wojska Polskiego przy rozciągniętych linii zaopatrzeniowych musiało zakończyć się istną masakrą, co pozbawiłoby życia przyszłych obrońców Warszawy z sierpnia 1920 roku.

Załóżmy więc, że to nie klęska wyprawy kijowskiej, a obrony stolicy była bezpośrednią przyczyną polskiej porażki w wojnie cywilizacyjnej, jak nazywały ją propagandowe plakaty rozwieszane na ulicach miast w całej Rzeczpospolitej.

Nieudana kontrofensywa znad Wieprza lub siła tzw. Grupy Mozyrskiej nadciągającej z terenów białoruskich, której tak obawiał się Piłsudski (w rzeczywistości mocno przeceniając jej siły, a o jej prawdziwej, skromnej liczebności doniósł polski wywiad przejmując bolszewicką depeszę) okazała się gwoździem do trumny dla Wojska Polskiego.

Niemal wszystkie siły skoncentrowano na przedpolach Warszawy, a rezerw praktycznie nie było. Licząca 300 tysięcy Armia Czerwona niczym walec zdobywała kolejne prawobrzeżne dzielnice stolicy, gdzieniegdzie przeprawiając się już do jej lewobrzeżnej części. Paryż Północy konał.

Katyń 20 lat wcześniej

Lenin nie ukrywał, jak wielką nienawiścią darzył burżuazyjne polskie władze na czele z Józefem Piłsudskim. Zapewne marzył o jego fizycznej eliminacji i to najlepiej na oczach proletariackiej widowni. Nie byłoby zatem mowy, by Komendant jak i premier Witos, a także inne najwyższe władze państwowe, zostały zgładzone po cichu, w należytej tajemnicy, jak to zrobiono z ostatnim carem Rosji i jego rodziną.

Jeśli ówcześni rządzący w obliczu nadchodzącej klęski, nie zdecydowaliby się wydostać z Warszawy, to opisany wyżej los dosięgnąłby ich bardzo szybko, chyba że wybraliby śmierć godną żołnierza i sami chwycili za broń w krytycznym momencie, ginąc w walce. Natomiast decydując się na opuszczenie stolicy najpewniej w ślad za nimi podążyłyby specjalne oddziały Czeka celem ich ujęcia.

Tak czy inaczej, po zwycięstwie bolszewicy przystąpiliby do masowej eksterminacji polskich elit: inteligencji, przemysłowców i duchowieństwa. Dziki szał rewolucji proletariackiej z 1917 roku obecny w Rosji, a później także i w Polsce, byłby o wiele gorszy niż ten, który zafundował nam Stalin (choć takie porównanie może wywoływać oburzenie, niemniej w niniejszym artykule jest konieczne). Część pozostałych rodaków nie popierających komunizmu również zostałaby wymordowana, a Rzeczpospolitą topiono by w niewinnej krwi.

Władze w kraju kontrolowanym przez bolszewików objąłby natomiast powołany 23 lipca 1920 roku w Smoleńsku (w rzeczywistości ulokowany w Wilnie, potem Białymstoku oraz częściowo w Wyszkowie) Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski na czele z polskojęzycznymi komunistami Julianem Marchlewskim i Feliksem Dzierżyńskim.

Konferencja Spa bis

Co czekało pozostałe europejskie kraje? Dywagacje warto rozpocząć od przypomnienia, że rewolucyjne nastroje już raz ogarnęły naszych ówczesnych sąsiadów: Niemcy oraz Węgry. Istniejąca od marca do sierpnia 1919 roku Węgierska Republika Rad, a także tzw. rewolucja listopadowa w Niemczech potwierdziły, że proletariackie siły w państwach kapitalistycznych zdolne były do powstania i chwycenia za broń.

W obliczu zwycięstwa Armii Czerwonej i jej ewentualnej pomocy dla proletariuszy wszystkich nacji (na razie jednak tylko europejskich) zapewne ruch komunistyczny zmobilizowałyby się raz jeszcze celem obalenia burżuazyjnych władz. Kraje Europy Środkowo-Wschodniej najprawdopodobniej rychło stałyby się ofiarami bolszewików. Później kolej przyszłaby także na Bałkany Zachodnie, Rumunię, Bułgarię oraz Finlandię. Nie da się też wykluczyć, że Sowieci poszliby (tak jak w rzeczywistości zakładali latem roku 1920) prosto na Niemcy i Włochy.

Przerażeni zachodni przywódcy parliby natomiast do jak najszybszego zatrzymania pochodu bolszewików i zaoferowaliby im być może nawet strefę wpływów większą niż Imperium Rosyjskie sprzed roku 1914, co przypominałoby konferencję ze Spa z lipca 1920 roku, na której sprzedano Polskę w zamian, jak zdawało się Aliantom, za zachowanie europejskiego pokoju. Niemcy, słabe i wyniszczone I wojną światową, były jednak cały czas zbyt cenne dla Brytyjczyków, Francuzów oraz Amerykanów, zatem akceptowana przez Zachód strefa komunistycznych wpływów przebiegałaby wzdłuż zachodniej granicy II RP, Czechosłowacji, Austrii i Jugosławii aż po granicę grecko-bułgarską.

Armia Czerwona była zbyt słaba, aby pokonać wojska alianckie, niemniej nie można przewidzieć, do czego rzeczywiście dążyłyby Lenin, gdyby bolszewicy odnieśli zwycięstwo pod Warszawą. Marsz na Paryż raczej nie wchodził w grę, jednak przywódca bolszewików liczył na zajęcie Niemiec, gdzie siły proletariackie było duże i dobrze zorganizowane. A mając Berlin droga do Paryża staje się o wiele łatwiejsza.

Konfrontacja z Zachodem zapewne byłaby nieunikniona, jednak dopiero w perspektywie co najmniej 20 lat. W tym czasie Europę podzieliłaby Żelazna Kurtyna w granicach mocno zbliżonych do tych z 1945 roku, a oba polityczne bloki szykowałyby się do najważniejszego starcia w dziejach ludzkości, które pewnie przerodziłoby się w II wojnę światową. Natomiast w zajętych krajach, podobnie jak w podbitej Polsce, rozpoczęłyby się masowe czystki, mordy, a Europa Środkowa i Wschodnia utonęłaby we krwi.

18. bitwa w dziejach świata

Ta apokaliptyczna wizja losów Polski i Europy na szczęście się nie ziściła, choć w pewnym stopniu Stalin zrealizował ją po 1945 roku. Niemniej krótki rys ewentualnych alternatywnych losów Starego Kontynentu uświadamia nas jak wielki, heroiczny trud wykonali nasi przodkowie odpierając bolszewickie hordy na przedpolach Warszawy. Dzięki temu Europa, a przede wszystkim Rzeczypospolita, cieszyła się względnym spokojem i wolnością przez ponad 20 lat, a spuścizna II RP, w której dorastało pokolenie pierwszych wolnych Polaków (pokolenie Kolumbów) pośrednio przyczyniła się do powstania Solidarności oraz ostatecznego zwycięstwa nad komunizmem pod koniec XX wieku. Bez tych kilkunastu lat wolności naród po ponad wieku niewoli mógłby nie wytrzymać kolejnych kilku dekad zniewolenia, które przyjęłoby totalitarną formę. Walkę Polaków z 1920 roku docenił lord Edgar Vincent D’Abernon klasyfikując wiktorię warszawską jako 18. najważniejszą bitwę w dziejach świata. I ciężko mu się dziwić.

Michał Wolny

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj