Dlaczego Rosjan boli silna Polska? To skutek zajęcia przez nas Moskwy!

0
870
Hołd carów Szujskich, Jan Kanty Szwedkowski

Polaków i Rosjan łączą specyficzne relacje, w których dominuje wzajemna nieufność wynikająca ze skomplikowanej przeszłości. Jakby jednak tego było mało, każdy z narodów – a mówimy o dwóch obecnie najliczniejszych i historycznie najbardziej wpływowych etnosach słowiańskich – odczuwa względem drugiego skomplikowaną mieszaninę emocji: wyższości i kompleksów. Jednym z powodów, dla którego Rosjan boli silna Polska, jest fakt zajęcia przez nas moskiewskiego Kremla na początku XVII wieku.

My, Polacy, generalnie (i niesprawiedliwie) uważamy Rosjan za nieokrzesanych i należących do kultury niższego rzędu, mimo że przecież dziećmi wschodniosłowiańskiego narodu byli Puszkin, Tołstoj, Dostojewski, Bułhakow, Czajkowski, Rachmaninow, Chaczaturian, Prokofiew, Szostakowicz, Mendelejew i wielu, wielu innych wybitnych ludzi sztuki oraz nauki. Z kolei Rosjanie mają nas, Polaków, za „judaszy słowiańszczyzny” i przeszkodę w realizacji ich globalnych celów oraz ambicji.

Część stereotypów jest oczywiście uzasadniona. Ciężko bowiem dziwić się naszym przodkom, że myśląc o Rosjanach mieli na myśli kradnącego im zegarek sałdata, a nie któregoś z artystów srebrnego wieku. My z kolei wielokrotnie staliśmy na drodze do sukcesu Rosji czy to w polityce europejskiej czy też w duchowo-ideowym przewodnictwie narodom słowiańskim. Polska bowiem była i jest wolnościową alternatywą dla rosyjskiej praktyki politycznej wywodzącej się z przedziwnej mieszaniny tradycji bizantyjskich i tatarskich.

Niechęć we wzajemnych relacjach wynika także z bardzo konkretnych sytuacji historycznych. O ile jednak z wielką łatwością wskazalibyśmy liczne przykłady atakowania naszej Ojczyzny przez państwo carów, o tyle mało kto nad Wisłą pamięta, że i my dawaliśmy się Rosjanom w kość. I to nie raz!

Najbardziej dotkliwą porażką Rosji w starciach z Polakami było bez wątpienia zajęcie Moskwy przez wojska Rzeczpospolitej w roku 1610. Wtedy też – w odpowiedzi na rosyjsko-szwedzkie porozumienie wymierzone w nasz kraj i oznaczające zerwanie dotychczasowego rozejmu – armia pod dowództwem hetmana polnego koronnego Stanisława Żółkiewskiego rozbiła liczniejsze siły wrogów, co otworzyło Polakom drogę na Moskwę. W stolicy państwa sąsiadów nasze wojsko utrzymało się 2 lata. W tym czasie – w roku 1611 – Rzeczpospolita dodatkowo zajęła Smoleńsk, a więc kluczową twierdzę w tej części Europy, zaś podczas jednego z polskich Sejmów zdetronizowany car (uznawany przez nasz kraj li tylko za wielkiego księcia) Wasyl Szujski złożył hołd Zygmuntowi III Wazie. Formalnie jednak wtedy już od kilku miesięcy władcą państwa moskiewskiego był syn polskiego króla – Władysław. Jego wybór stanowił konsekwencję negocjacji hermana Żółkiewskiego z bojarami (ważnymi arystokratami tej części Rusi).

Można powiedzieć, że rok 1611 stanowił apogeum polskiej siły i dominacji Rzeczypospolitej nad całkowicie złamaną potęgą Rosji. Mieliśmy bowiem w rękach Moskwę, królewicz Władysław szykował się do objęcia wschodniego tronu, a przed Zygmuntem III padali w pokłonie dotychczasowi władcy Wielkiego Księstwa. Nic dziwnego, że wspomnienie owej historycznej klęski, wręcz kompromitacji, pozostało w pamięci Rosjan – tak jak np. my pamiętamy rozbiory.

Dość powiedzieć, że rocznica odbicia Moskwy z rąk Polaków została w putinowskiej Rosji ogłoszona świętem narodowym, a z racji zastąpienia przez tę uroczystość obchodzonego wcześniej w podobnym czasie święta wybuchu rewolucji bolszewickiej stała się jedną w kluczowych rocznic we współczesnej świadomości historyczno-politycznej Federacji. Wybór takiego dnia – nawet jeśli początkowo miał jedynie „przykryć” komunistyczne dziedzictwo – jest wymowny i znaczący: porażka, jaką stanowiła utrata stolicy na kilkanaście miesięcy, to w historii Rosji doświadczenie bolesne, a odbycie miasta zasłużyło na szczególne upamiętnienie i świętowanie.

Dodatkowo smak klęski potęguje fakt, że Moskwy nie zajął wtedy żaden z narodów zachodnioeuropejskich, które od czasu cara Piotra I Wielkiego stanowią inspirację dla rosyjskiego imperium, ale właśnie Polska – państwo będące zagrożeniem najpoważniejszym, bo ideologicznym i pokazujące, że narody słowiańskie wcale nie muszą ślepo kroczyć za wskazaniami rezydujących na Kremlu kniaziów, carów, imperatorów, pierwszych sekretarzy czy prezydentów.

Co więcej, to właśnie ci kłopotliwi Polacy okazali się jedynym narodem z grona trzech kiedykolwiek zdobywających miasto, który utrzymał zdobycz przez dłuższy czas, przejął ją w wyniku skutecznej akcji militarnej i zarazem w chwili, gdy Moskwa cokolwiek znaczyła. Bądźmy bowiem szczerzy: w trakcie podboju Rusi przez Mongołów Batu-Chana miasto stanowiło drugorzędny ośrodek Księstwa Włodzimiersko-Suzdalskiego (źródła historyczne wspominają o nim dopiero od połowy XII wieku). Dodatkowo zanim siedziba prawosławnego metropolity Rusi, a więc duchowa stolica wschodniej Słowiańszczyzny, znalazła się w Moskwie, głównym ośrodkiem religijnym był Kijów, a następnie – po mongolskich dewastacjach – nie Moskwa, ale Włodzimierz nad Klaźmą. Z kolei Francuzi po bitwie pod Borodino (1812) wkroczyli do miasta opuszczonego, ewakuowanego oraz niebronionego i szybko je opuścili.

Widać więc wyraźnie, że o ile w kilkusetletnich dziejach Rosji wschodniosłowiańskie państwo ponosiło klęski z rąk różnych nacji, to jednak cios zadany przez Polaków w dobie „wielkiej smuty” spełnił liczne warunki, by zostać zapamiętanym i wpływać na świadomość historyczną społeczeństwa i stosunek do nas, sąsiadów. Wpłynęły na to rozmaite czynniki: od ogólnonarodowego zrywu przeciwko „polskim panom”, na czele którego stanął nie tylko kniaź Dymitr Pożarski, ale też kupiec Kuźma Minin, poprzez złe traktowanie mieszkańców Moskwy przez wojska Rzeczypospolitej, po niewiele nieznaczący, ale symbolicznie bardzo przykry hołd ruski złożony przed Zygmuntem III i bolesne dla wrogo nastawionych do papizmu prawosławnych narzucenie katolickiego królewicza Władysława jako cara. I najpewniej to właśnie dlatego Rosjanie tak mocno świętują odzyskanie Moskwy. Zapominają jednak, że mówiąc o sukcesie przypominają także wcześniejsze o kilka miesięcy dotkliwe porażki.

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj