Jędrzej Wittchen – mało znana historia wielkiego polskiego sukcesu

2
1276
Zdjęcie ilustracyjne (nie jest to produkt opisywanej firmy). Fot.:SplitShire/pixabay.com

Jędrzej Wittchen to jedna z postaci, która odniosła sukces w trudnych czasach początków kapitalizmu w Polsce. Dzięki swej przedsiębiorczości i trosce o jakość osiągnął doskonałe rezultaty. Nie byłoby to jednak możliwe, gdyby nie pewna rodzinna historia.

Jędrzej Wittchen rozpoczynał karierę jako student geografii. Niestety, w latach 80. XX wieku, gdy ukończył ten kierunek, w Polsce brakowało perspektyw dla jego absolwentów. Młodzieniec nie poddawał się jednak i zdecydował się na wojaż zagraniczny.

Jako pretekst wykorzystał prowadzenie programu badawczego na Saharze. W ten daleki świat wyruszył z grupą kolegów. Zdawali sobie oni sprawę, że w cierpiącej pod komunistycznym jarzmem Polsce brakowało dla nich perspektyw i zdecydowali się na szukanie szans za granicą.

Jędrzej Wittchen przybywa do Polski

Wskutek zmian ustrojowych w Polsce sytuacja uległa jednak zmianie. W efekcie na przełomie 1989 i 1990 roku Jędrzej dowiedział się, że założenie poważnej firmy stało się już w naszym kraju możliwe. Mężczyzna nie zastanawiał się długo. Zdecydował się wrócić do Ojczyzny i rozpocząć w niej działalność.

Podstawowym wyborem dla każdego początkującego przedsiębiorcy jest decyzja o branży. Jędrzej Wittchen również stanął przed tą niełatwym wyborem. Mężczyzna zdecydował się na galanterię skórzaną.

Skąd jednak wziął się ten wybór? Otóż wynikał on z inspiracji pewnym na pozór zwykłym, lecz w tym przypadku wyjątkowym przedmiotem. Był nim portfel otrzymany od dziadka. Skórzany, najwyższej jakości. W porównaniu z wszechobecną amatorszczyzną postpeerelowskiej Polski stanowił powiew z Zachodu. Byłem bardzo dumny z prezentu od dziadka […] już wtedy poruszyła mnie magia rzeczy pięknych, trwałych, które mogą nam długo służyć – wspomina Jędrzej Wittchen.

Szybkiemu sukcesowi sprzyjał też czas przybycia przedsiębiorcy nad Wisłę. Był nim okres okołoświąteczny, a więc czas panującej nad Wisłą gorączki zakupowej.

Jędrzeja Wittchena sukces dzięki dziadkowi

Dodatkowym atutem okazało się jego obcobrzmiące nazwisko pozwalające na zabłyśnięcie w znudzonym postpeerelowską szarzyzną świecie. Za nazwiskiem tym stoi rodzinna historia. Otóż familia Wittchenów mieszkała w Międzychodzie na dawnym pograniczu polsko-niemieckim (czy raczej polsko-pruskim). Wobec tej sytuacji nie było czymś dziwnym, że tamtejsi mężczyźni często poślubiali Polki. Po I wojnie światowej doszło do zmian w umiejscowieniu granicy, a dziadek Jędrzeja Wittchena otrzymał możliwość wyboru narodowości. Zdecydował się na polskość. Nazwiska jednak nie zmienił, choć zapewne nie przewidział, że to ono przyczyni się wydatnie do sukcesu biznesowego jego wnuka.

Cudze chwalicie – swego nie znacie

Częściowo sukces ten okazał się zresztą dziełem pomyłki. Okazało się bowiem, że klientki pozytywnie wyrażały się o butach Wittchena do czasu… aż okazało się, że pochodzą one z Polski. Oddajmy głos samemu Jędrzejowi Wittchenowi:

W momencie, gdy na polskim rynku produkty zagraniczne uważane były za lepsze, nasze produkty również uchodziły za zagraniczne, sądzono, że są z Austrii, Anglii lub Włoch. Zorganizowaliśmy badanie fokusowe na grupie kobiet. Pytaliśmy najpierw o jakość produktów – wszystkie panie wyraziły się pozytywnie, następnie o ich pochodzenie – wszystkie uczestniczki były przekonane, że są to wyroby zagraniczne – wspominał przedsiębiorca w 1997 roku.

Powiedzieliśmy im, że są to produkty polskie i natychmiast ich entuzjazm ostygł – wycofały się z zachwytów, zaczęły padać stwierdzenia: No, jak na polskie, to niezłe – dodaje. – Było to dla nas ostrzeżenie, żeby zaczekać jeszcze z afiszowaniem się polskością – mówił przedsiębiorca*.

Jak doszło do sukcesu Wittchena

Niemniej sama zagraniczna nazwa, choć pomocna, jednak nie wystarczyłaby do sukcesu. Co najmniej równie istotna okazała się troska o najwyższą jakość produktów. Ta towarzyszyła jej od samego początku. Mawiają, że Wittchen osobiście sprawdzał wykonanie każdego portfela.

Spojrzyjmy teraz krótko na historię firmy Wittchen. Otóż „wystartowała” ona we Wrocławiu. W niedługim czasie otworzyła liczne salony w galeriach. Z biegiem czasu rosła coraz dynamiczniej. W 1998 roku utworzono sieć galanterii skórzanej o nazwie Da Vinci.

Wittchena ekspansja zagranicę

Następnie, już na początku XXI wieku, Wittchen rozpoczął budowanie swojej sieci detalicznej. Po umocnieniu pozycji w kraju przyszedł czas na ekspansję zagraniczną. Firma rozpoczęła proliferację do innych krajów Europy Wschodniej, takich jak Białoruś i Rosja. Z planów ekspansji na Zachód zrezygnowano. Na tamtejszym rynku istniały bowiem już zbyt potężne firmy.

Warto też zauważyć, że w 2010 roku Wittchen stał się spółką akcyjną. Debiut na warszawskim pakiecie nastąpił jednak później – w 2015 roku.

O sukcesie przedsiębiorstwa świadczy fakt, że również w 2015 roku firma doradcza KPMG uznała Wittchena za jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek luksusowych w Polsce. Spółka posiada około 100 salonów w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Mało osób jednak wie, że jest to równocześnie zakład pracy chronionej. Wittchen zajmuje się także działalnością charytatywną.

Firma ta – jak chyba każda – ma swoich zwolenników, ale i przeciwników. Krytyka związana jest chociażby z produkowaniem znacznej ilości dóbr w Chinach, co zdaniem niektórych kłóci się z deklarowaną jakością. Sam Wittchen cytowany przez portal „Obserwator Finansowy” w 2014 roku twierdził, że osobiście jeździ do Państwa Środka kilka razy w roku, by pilnować jakości produkcji.

Naszym zadaniem nie jest jednak rozstrzyganie tego sporu, ani wypowiadanie się za lub przeciw konkretnej firmie. Chodzi o pokazanie, że w polskich warunkach można odnieść spektakularny sukces na rynku. A że często pomaga w tym obco brzmiące nazwisko? To już inna sprawa. 

dr Marcin Jendrzejczak

 

* Cytat za opublikowaną przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości [parp.gov.pl] pracą pt. „Siedem dekad polskiej przedsiębiorczości”. Jej autorzy to: Mirosława Płyta, Aleksandra Janiszewska, Łukasz Bertram, Maciej Kowalczyk)

2 KOMENTARZE

  1. Niby doktor, a nie zna prawidłowego znaczenia słowa proliferacja. Udawanie na siłę intelektualisty budzi tylko usmiech zażenowania u inteligentnych odbiorców.

  2. Tekst niezły, ale autor powinien skupić się więcej na bieżących dyskusjach wokół firmy. Takie historyczne suche fakty, to nie wszystkich zainteresują. Ja wolę mieć dobre buty, a nie dbam jak się nazwywa firma i szef. Chodzić można? To jest OK.

    „budzi tylko usmiech zażenowania u inteligentnych odbiorców”
    Czyli przepraszam u kogo? 🙂 Warto pomyśleć, nim się skomentuje, szczególnie na poważnym portalu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj