Kilka lat temu bały się go miliony. Miał wskazywać „koniec świata”. Teraz wyjaśniono kalendarz Majów

0
107
Piramidy Tikal, jednego z najpotężniejszych państw-miast Majów okresu klasycznego. Fot.:Gerd Eichmann, CC BY-SA 4.0 , via Wikimedia Commons

Zwolennicy teorii spiskowych, a nawet część ludzi, którzy na co dzień nie zachowują się w sposób irracjonalny, obawiała się 21 grudnia roku 2012. Dlaczego? Chodziło o kalendarz Majów. Już wtedy eksperci uspokajali, ale tak naprawdę na pełne zrozumienie tego mechanizmu trzeba było poczekać.

Ludzie od niepamiętnych czasów interesowali się przyszłością. I to nie tylko w sposób racjonalny: np. w ramach rozsądnego przewidywania możliwych scenariuszów i przygotowania się chociażby na czas głodu. Wielu chciało wiedzieć więcej niż można było wydedukować. I choć przyjęte w Polsce ponad 1050 lat temu chrześcijaństwo zakazywało i zakazuje interesowania się przyszłością w ramach rozmaitych systemów guślarskich, to i nad Wisłą nie brakuje fanów szarlatanerii. Podobnie jest w wielu krajach świata, skąd niejednokrotnie absurdy są „wysyłane” do naszego kraju.

Część z tych osób było przekonanych, że 21 grudnia roku 2012 światy przestanie istnieć. Dlaczego? Wtedy bowiem kończył się kalendarz Majów. W dużym uproszczeniu. W rzeczywistości bowiem owa prekolumbijska społeczność nie przewidywała na ten dzień żadnych szczególnych wydarzeń. Swoje dopisali jednak ludzie lubiący się bać oraz ci, którzy na takich lękach zarabiają.

W rzeczywistości 21 grudnia roku 2012 w kalendarzu Majów kończyła się pewna epoka. Po niej spodziewano się kolejnej, a nie końca świata. W życiu tamtej społeczności takie momenty zdarzały się nie raz. Warto jednak przy tym odnotować, że czas rozumiany linearnie, a więc od stworzenia świata do jego końca, to pojęcie judeochrześcijańskie. Wiele ludów pogańskiej Europy nie widziało czasu w ten sposób traktując go właśnie jako niekończącą się serię powtarzających się cyklów i er.

Mimo iż już w roku 2012, a nawet wcześniej, naukowcy wiedzieli, że Majowie nie spodziewali się niczego szczególnego po owym grudniowym dniu, to dopiero dziś nasza wiedza o kalendarzu tamtej wspólnoty jest na tyle szeroka, by móc tłumaczyć wszystkie zawiłości.

Wiemy i nie jest to wiedza nowa, że Majowie swój kalendarz oparli o obserwacje pozornego (i rzeczywistego) ruchu gwiazd i planet po niebie  Owe ruchy mają swoje cykle. Niektóre są dłuższe, a inne krótsze. I to właśnie nakładanie się na siebie rozmaitych cykli oraz wynikających z nich sposobów rachuby czasu stoi za zawiłością kalendarza pełnego kończących się i zaczynających epok.

Najpewniej Majowie odziedziczyli kalendarz po innej, starszej społeczności, być może swoich przodkach. Wiele wskazuje na to, że takie mechanizmy liczenia czasu były znane im kilka tysięcy lat przed Chrystusem. A był to system odmienny od znanego nam dziś.

Coś, co umownie możemy nazwać rokiem (świeckim) liczyło 365 dni: 18 miesięcy po 20 dni plus 5 dni dodatkowych. Inną konstrukcję miał kalendarz religijny. Liczył on mniej, bo 260 dni, podzielonych w dość niecodzienny dla nas sposób. Oprócz tego istniała tzw. długa rachuba rozpoczynająca się od legendarnego dnia początkowego. Dziś wiemy, że przypadał on późnym latem roku 3114 przed Chrystusem lub… wcześniej, może nawet o kilkaset lat.

Nałożenie na siebie kalendarzy pozwalało je zsynchronizować raz na 18980 dni. A wszystko oparte było na wnikliwych obserwacjach nieba i ruchu gwiazd oraz planet. Dziś wiemy na ten temat więcej dzięki pracy naukowców, którzy swoje ustalenia przedstawili w „Ancient Mesoamerica”.

Wiemy, że wśród Majów istniały także poniekąd alternatywne (a może raczej: uzupełniające) systemy związane z obserwacjami astronomicznymi na innych odcinkach. Chodzi to o cykle długości 819 dni.

To jednak ciągle nie koniec, gdyż z najnowszych ustaleń wynika, że cykl 819 dni łączony był w większe sekwencje po 4 takie okresy, a nawet, jak ustalili badacze, 20. Taki czas to 45 lat, a więc wystarczająco wiele na powrót gwiazd i planet na ich pozorne miejsce na nieboskłonie względem innych obiektów widzianych z ziemi. Badacze zauważyli, że takie systemy synchronizują się z innymi.

Nie ma w tym jednak miejsca na jakiś koniec świata, który mógłby znów rozgrzewać emocje ludzi, którzy cenią sobie strach zamiast racjonalnej refleksji.

Źródło: national-geographic.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj