Marny los studenta, czyli o sytuacji żaków w II Rzeczpospolitej

0
421
Studenci na Krakowskim Przedmieściu (źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Nowo odrodzone państwo polskie musiało stawić czoła licznym trudnościom. Rzeczą najpilniejszą okazało się scalanie w jeden organizm trzech różnych od siebie rozbiorowych części. Dokonano zatem gradacji spraw na najważniejsze, ważne i drugorzędne. Niestety szkolnictwo wyższe trafiło do trzeciej puli”, a najbardziej ucierpieli na tym studenci.

W II Rzeczypospolitej funkcjonowało kilka dużych ośrodków akademickich, m.in. Uniwersytet Jagielloński, Uniwersytet Warszawski (w 1935 roku przemianowany na Uniwersytet Józefa Piłsudskiego), Uniwersytet Jana Kazimierza, Politechnika Warszawska, Politechnika Lwowska, czy Uniwersytet Stefana Batorego. Były to uczelnie prezentujące wysoki poziom dydaktyczny, a ich absolwenci uzyskiwali gruntowne wykształcenie. Nie mniej sytuacja przedwojennych studentów była o wiele gorsze niż ich kolegów studiujących kilkanaście lat później w Polskiej Republice Ludowej.

Trudności studentów

Jako najbardziej bolesny dla żaków jawił się obowiązek płacenia za naukę na państwowych uczelniach. Studenci musieli ponosić koszt rocznego czesnego przeznaczonego na pokrycie różnych opłat (np. jednorazowe wpisowe, opłata za seminarium i laboratorium, opłata biblioteczna oraz składka na budowę akademików i domów profesorskich). Gdy dodamy do tego koszty utrzymania (i tak znacznie je minimalizując), tj. wynajmu stancji/pokoju akademickiego, wyżywienie, kupno podręczników i ceny biletów komunikacji miejskiej, to łączna suma przekracza 250 ówczesnych złotych (czyli około 2500 zł wedle współczesnych realiów).

Z danych zawartych w „Małym Roczniku Statystycznym 1939” wynika, że przeciętne miesięczne zarobki robotnika w 1935 roku, zatem gdy Polska wychodziła już z ogólnoświatowego kryzysu gospodarczego, wynosiły 102,77 złotych. Porównanie to na pierwszy rzut oka nie jest idealne, jednak obrazuje pewną zależność. Gdyby bowiem przeciętny robotnik chciał wykształcić choć jedno dziecko, musiał na ten cel wygospodarować aż 20% swojego rocznego dochodu. Biorąc pod uwagę, że studenci pochodzenia proletariackiego i chłopskiego stanowili zaledwie 3% ogólnej liczby studentów w II RP, powyższe porównanie obrazuje nierówność społeczną w dostępie do wyższego wykształcenia. Gdy porównamy to z także przecież niesprawiedliwym systemem punktów za pochodzenie robotniczo-chłopskie premiującym kandydatów tych warstwy społecznych w dobie PRL-u, to sytuacja studentów w II RP wydaje się nad wyraz trudna.

Inny palący problem stanowiło zaplecze mieszkalne dla żaków. Nowych akademików ciągle brakowało, istniejące pozostawały natomiast przepełnione, a ich stan sanitarny często należał do fatalnych. Skoro zatem nie mogło pomóc państwo, złą sytuację postanowili zmienić… studenci. Skupieni w Towarzystwie Wzajemnej Pomocy „Bratniak” już od lat dwudziestych pomagali zapewnić studiującym odpowiednie lokum, wyżywienie czy opiekę medyczną.

Wielki kryzys i prześladowania na tle narodowościowym

Wspominana już zła sytuacja gospodarcza kraju sprawiła, że aż 75% studentów w 1932 roku deklarowało podejmowanie prac zarobkowych. Było to wyzywanie szalenie trudne, bowiem w czasach „wielkiego kryzysu” zmniejszeniu uległa podaż na korepetycję i prace dorywcze stanowiące główne źródła dochodów żaków. Dodatkowo opinia publiczna oraz partie polityczne podnosiły kwestię rzekomego przeludnienia na uczelniach wyższych. „Ilustrowany Kuryer Codzienny” pisał o „masówce uniwersyteckiej”, a politycy endeccy podnosili, że „za dużo mamy uczonych, za mało szewców”.

W ostatnich latach istnienia II Rzeczpospolitej studenci, szczególnie wyzwania mojżeszowego, musieli zmierzyć się z ostrym atakiem nacjonalistycznych grup. Getta ławkowe czy antysemickie hasła, jak np. „Bij Żyda, bo to twój konkurent w pracy zawodowej”, były codziennością studenckiego życia w końcu lat trzydziestych. Z dyskryminacją wywołaną na tle narodowościowym zmierzyć musieli się również polscy studenci na niemieckich uniwersytetach, szczególnie w Gdańsku, gdzie często w ich obronie musiał interweniować Komisarz Generalny Rzeczypospolitej Polskiej.

O nieudanej polityce oświatowej rządów doby międzywojnia niech świadczy fakt, że wyższe wykształcenie w II Rzeczpospolitej uzyskało jedynie 83 tysiące osób. Akcje pacyfikacyjne wymierzone w polską inteligencję dokonywane przez okupantów, jak np. Sonderaktion Krakau czy mord na lwowskich profesorach, znacznie utrudniły organizację szkolnictwa wyższego po zakończeniu II wojny światowej. Być może gdyby nowo odrodzone państwo polskie dołożyło więcej starań w proces kształcenia nowych elit, odbudowanie kadr profesorskich na uniwersytetach przebiegłoby znacznie szybciej.

Michał Wolny

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj