Niemcy akceptują zachodnią granicę Polski, czyli najszczęśliwszy dzień w życiu Gomułki

0
636
Znaczek pocztowy z wizerunkiem Władysława Gomułki z okazji 40. rocznicy włączenia do Polski tzw. Ziem Odzyskanych.

Jedną z wielu cech Władysława Gomułki było silne nastawienie antyniemieckie. Ciężko się jednak dziwić zarówno takim poglądom u człowieka, który doświadczył II wojny światowej, jak i przeżywanej przez niego 7 grudnia roku 1970 radości.

Realnie bowiem do tego momentu zarówno Polska Rzeczpospolita Ludowa jak i Republika Federalna Niemiec nie tylko nie utrzymywały stosunków, ale także prezentowały skrajną wrogość wobec drugiej strony. O ile jednak w propagandzie komunistycznych władz w Warszawie elity Niemiec Zachodnich jawiły się jako spadkobiercy krzyżaków i nazistów (co – przynajmniej częściowo – odnajdywało uzasadnienie w rzeczywistości), o tyle Bonn nie uznawał polskiej granicy zachodniej, a więc wysuwał realne roszczenia terytorialne. Odzwierciedlenie tego dostrzec można nawet w tamtejszej Konstytucji, a jej artykuł 116 do dziś brzmi: „Niemcem w rozumieniu niniejszej Ustawy Zasadniczej z zastrzeżeniem odmiennej regulacji ustawowej jest każdy, kto posiada niemiecką przynależność państwową lub kto jako uchodźca lub wypędzony narodowości niemieckiej, jego małżonek lub potomek znalazł przyjęcie na obszarze Rzeszy Niemieckiej według stanu z dnia 31 grudnia 1937 roku”.

Owo prawne – ba! konstytucyjne – uznawanie granic z czasów sprzed Anschlussu Austrii i zajęcia Czechosłowacji nawet wyłącznie w kwestii tak wewnętrznej jak obywatelstwo w sytuacji braku oficjalnego uznania granic na Odrze i Nysie Łużyckiej budziło przerażenie zarówno w Warszawie, jak i na Ziemiach Odzyskanych. Strach przed powrotem Niemców na tereny Dolnego Śląska, Ziemi Lubuskiej, zachodniej Wielkopolski, Pomorza Zachodniego czy południowej części dawnych Prus Wschodnich był tak silny, że przez dekady przesiedleni tam Polacy z Kresów i innych części kraju często nie podejmowali się nawet poważniejszych prac remontowych w domach, które zasiedlili.

Oczywiście formalnie Polskę zabezpieczał układ zgorzelecki zawarty między PRL a komunistycznymi Niemcami Wschodnimi w roku 1950, jednak każdy – od pierwszego sekretarza po zwykłego obywatela – zdawał sobie sprawę, że porozumienie wyłącznie z enerdówkiem czyni Warszawę zakładnikiem Moskwy w kwestii granicy zachodniej.

Szansą na przełom okazało się przejęcie władzy w Niemczech Zachodnich przez tamtejszą socjaldemokrację. Owa formacja planowała dokonać rewizji dotychczasowej polityki wschodniej. Stanowiło to niejako wyjście naprzeciw zmianom wynikającym ze społecznej rewolucji końca lat 60. oraz popularyzacji pacyfizmu w zgodzie z ideami przyświecającymi hippisom – zauważa serwis twojahistoria.pl. Pewna zmiana kursu w polityce jawiła się jako konieczność także w obliczu głośnych procesów dotyczących zbrodni nazistowskich dokonywanych w Europie Środkowej i Wschodniej. Najgłośniejsze z nich dotyczyły czterech członków załogi KL Auschwitz i odbywały się w latach 1963-1976 – podaje portal Muzeum Auschwitz-Birkenau (auschwitz.org). Część opinii publicznej RFN zrozumiała wtedy, jak wiele spraw pozostało nierozliczonych. Więcej – że nowe, demokratyczne i teoretycznie zdenazyfikowane państwo musi nadrobić olbrzymie zaległości w rozliczaniu się z hitlerowską przeszłością i należy skończyć z cichym tolerowaniem błyskotliwych karier w administracji czy samorządzie ludzi zaangażowanych w budowanie narodowego socjalizmu oraz zbrodnie reżimu. Niektórzy Niemcy dopiero wtedy poznali prawdę o działaniach własnego państw w trakcie II wojny światowej lub przestali skutecznie ją wypierać, a międzynarodowy charakter problemowi niedostatków denazyfikacji nadał proces Adolfa Eichmanna (Jerozolima, 1961-1962). Dodatkowo – jak zauważa dr hab. Tomasz Dubowski w artykule pt. „Układ między Polską Rzeczpospolitą Ludową a Republiką Federalną Niemiec o podstawach normalizacji ich wzajemnych stosunków z 1970 r. – refleksje na tle bońskiej polityki europejskiej i wschodniej” – konfrontacyjne nastawienie RFN w obliczu dostrzegalnego wtedy na świecie trendu odprężeniowego mogło negatywnie wpłynąć na opinię o Niemczech Zachodnich jako państwie wiarygodnym, a przez to utrudnić realizację innego elementu polityki Bonn: zjednoczenia.

Rękę do zgody wyciągnęli jednak przede wszystkim Polacy. Myliłby się jednak ten, kto spodziewałby się przyjaznych gestów wobec Niemiec ze strony Władysława Gomułki i jego ekipy. Uczynili to ludzie z całkowicie przeciwnego mu świata, wręcz z innej cywilizacji – polscy biskupi katoliccy, którzy wystosowali list do biskupów niemieckich. To właśnie w tekście z roku 1965 padły słynne słowa: „W tym jak najbardziej chrześcijańskim, ale i bardzo ludzkim duchu wyciągamy do Was, siedzących tu na ławach kończącego się Soboru, nasze ręce oraz udzielamy wybaczenia i prosimy o nie”, co zostało zapamiętane w nieco bardziej publicystycznej formie „wybaczamy i prosimy o wybaczenie”. I choć władze PRL odniosły się do listu w sposób skrajnie krytyczny, to skorzystały na pojednawczych procesach zapoczątkowanych przez Kościół.

Oto bowiem kilka lat po owym orędziu – w roku 1969 – dotychczasowy wicekanclerz i szef dyplomacji RFN wraz ze swoją socjaldemokratyczną partią SPD odniósł zwycięstwo wyborcze i zamiast tworzyć rząd wielkiej koalicji wspólnie z niechętną do nowej polityki wschodniej chadeckimi ugrupowaniami CDU/CSU sam staną u steru rządów. Umożliwiło to nowe otwarcie w zachodnioniemieckiej polityce zagranicznej, co w praktyce oznaczało dążenie Bonn do normalizacji stosunków z ZSRR, PRL i NRD.

Jako pierwszy – latem roku 1970 – zawarto Układ między Republiką Federalną Niemiec a Związkiem Sowieckim (Brandt, Scheel-Kosygin, Gromyko). Z kolei niespełna pół roku później, 7 grudnia, szef niemieckiej administracji złożył kwiaty i uklęknął pod pomnikiem Bohaterów Getta w Warszawie, a następie – w obecnym Pałacu Prezydenckim – kanclerz Karl Herbert Frahm zwany Willym Brandtem oraz premier Józef Cyrankiewicz podpisali przełomowe porozumienie, w którym władze RFN uznały polską granicę zachodnią na Odrze i Nysie Łużyckiej.

Artykuł I układu głosił: „1. Polska Rzeczpospolita Ludowa i Republika Federalna Niemiec zgodnie stwierdzają, że istniejąca linia graniczna, której przebieg został ustalony w rozdziale IX uchwał Konferencji Poczdamskiej z dnia 2 sierpnia 1945 roku od Morza Bałtyckiego bezpośrednio na zachód od Świnoujścia i stąd wzdłuż rzeki Odry do miejsca, gdzie wpada Nysa Łużycka, oraz wzdłuż Nysy Łużyckiej do granicy z Czechosłowacją, stanowi zachodnią granicę państwową Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. 2. Potwierdzają one nienaruszalność ich istniejących granic, teraz i w przyszłości, i zobowiązują się wzajemnie do bezwzględnego poszanowania ich integralności terytorialnej. 3. Oświadczają one, że nie mają żadnych roszczeń terytorialnych wobec siebie i nie będą takich roszczeń wysuwać także w przyszłości”.

Nawet wrogowie Władysława Gomułki musieli przyznać, że był to niewątpliwy sukces, szczególnie, że I sekretarz KC PZPR osobiście nadzorował wszystkie etaty negocjacji.

Gomułka zabiegał o częściowe samostanowienie swojej władzy, a zatem o warunkowe i selektywne uniezależnienie od Moskwy. Ponieważ strona sowiecka uznawała się za jedynie władną, by decydować o gwarancjach niemieckich dotyczących zachodniej granicy PRL, a Gomułka w tej sprawie nie ufał Moskwie do końca, postanowił więc sam doprowadzić do dwustronnego porozumienia z Niemcami Zachodnimi. I udało mu się to. Pamiętajmy, że nie była to decyzja łatwa, wymagała pewnej dozy odwagi. Z jednej strony problem granicy zachodniej był faktem, ale z drugiej strony każde bilateralne porozumienie świata zachodniego z państwem z obozu sowieckiego osłabiało Moskwę. On to doskonale rozumiał i wiedział, że Breżniewowi to się nie spodoba. Z kolei zachowanie Gomułki było dla Niemców „w to im graj”, gdyż każdy rozdźwięk w obozie socjalistycznym wzmacniał świat zachodni, a samych Niemców stawiał w roli samodzielnego, istotnego gracza w Europie Środkowej – zauważył w opublikowanej na ipn.gov.pl rozmowie z Maciejem Foksem dr Robert Spałek z Oddziałowego Biura Badań Historycznych IPN w Warszawie, autor książki pt. „Na licencji Moskwy. Wokół Gomułki, Bermana i innych (1943-1970)”.

Ci, którzy obserwowali Gomułkę już w trakcie finału tych zabiegów w Warszawie, 7 grudnia 1970 r., czyli podczas podpisywania umowy o normalizacji stosunków między PRL a RFN, mówili, że to był jeden z niewielu momentów, kiedy można było zobaczyć u niego łzy szczęścia w oczach – dodaje historyk.

Radość wręcz chorobliwie wyczulonego na punkcie Niemiec Władysława Gomułki nie trwała jednak długo, gdyż kilka dni po zawarciu układu z RFN doszło do masakry polskich robotników na Wybrzeżu. Krwawe stłumienie wystąpienia przez podległe komunistom wojsko i policję spowodowało wstrząs polityczny, który zmiótł I sekretarza KC PZPR ze sceny politycznej i zajmowanego od roku 1956 stanowiska.

Bliskie upadku okazało się także porozumienie z grudnia 1970, gdyż opozycyjna wobec SPD i Brandta niemiecka centroprawica spod znaku CDU/CSU oraz środowiska tzw. wypędzonych sabotowali traktat akceptujący polską granicę zachodnią. Próbowano m.in. skarżyć układ jako niekonstytucyjny. Ostatecznie jednak trybunał w Karlsruhe odrzucił skargi, a niemiecki parlament 248 głosami „za”, 10 „przeciw” i 238 wstrzymującymi się w maju roku 1972 ratyfikował układ. Widać więc wyraźnie, że entuzjaści porozumienia nie stanowili zdecydowanej większości, a na potwierdzenie ustaleń trzeba było czekać bardzo długo. Dodatkowo Bundestag w osobnej uchwale przyjął pewne zastrzeżenia i wyłączenia budzące – w czasach jednoczenia się Niemiec – obawy strony polskiej o respektowanie ustaleń.

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj