Od Waregów do Greków, czyli średniowieczna „autostrada” w Europie Wschodniej

0
455
Zamorscy goście, Nikołaj Roerich, 1901. Obraz przedstawia Waregów podczas żeglowania po rzece.

Współcześnie Skandynawia i Grecja jawią nam się niczym dwa odrębne światy. Okazuje się jednak, że w średniowieczu oba obszary były ze sobą powiązane ściślej niż mogłoby się nam to wydawać.

W przeszłości – i to nie tylko zamierzchłej, ale także całkiem bliskiej – podróżowanie drogami lądowymi nie należało do najprzyjemniejszych. Delikatnie mówiąc. Często bowiem trakty były najzwyczajniej w świecie nieprzejezdne.

W okolicach dróg grasowali zbójnicy, rabusie i inni bandyci. Dodatkowo nieubite drogi (a takie dominowały) po deszczu zamieniały się w grząskie błoto. Błoto, które – gdy wysychało – tworzyło nierówne, pełne kolein i wybojów powierzchnie.

Nie trzeba było jednak deszczu, by wóz utknął na trasie. Wystarczyły roztopy. Tym samym drogi lądowe były nieprzydatne przez większą część roku, a najlepszą porą do przejazdu były… zimy. Choć i tutaj, poza temperaturą, na podróżników czyhały rozmaite niebezpieczeństwa.

Paradoksalnie więc jeszcze kilkanaście dekad temu o wiele sensowniejsze było transportowanie towarów i osobiste przemieszczanie się z wykorzystaniem cieków wodnych. Wszystkich, a nie tylko mórz i oceanów.

Tym samym nawet średniej wielkości rzeka mogła posłużyć za ekskluzywną drogę. Szczególnie, gdy podróżnik nie dysponował wielkim okrętem, ale niewielką, a zwinną i lekką łodzią. Takie zaś znajdowały się na podstawowym wyposażeniu Wikingów.

Drakkary należące do Normanów miały jednak więcej zalet. Mogły pływać nie tylko po morzach, ale także po rzekach – i to naprawdę małych. Lekkie łodzie posiadały jednak jeszcze jedną mocną stronę: Wikingowie bez trudu mogli je… przenosić między rzekami. Tym samym waleczni i odważni podróżnicy z Europy Północnej mogli przekraczać naturalne granice zwane działami wodnymi.

Stary Kontynent (i nie tylko) jest bowiem podzielony na swoiste „strefy wpływów” konkretnych rzek. I tak płynąc z Morza Bałtyckiego w górę rzeki nie sposób dostać się do Morza Czarnego. Chyba żeby drakkar został przeniesiony.

I właśnie w ten sposób funkcjonował najważniejszy szlak komunikacyjny średniowiecznej Europy Wschodniej: szlak od Waregów do Greków, którym Wikingowie docierali nie tylko na Ruś (gdzie założyli własne państwo), ale i do gospodarczego oraz kulturowego centrum ówczesnego świata, do najbardziej rozwiniętego ośrodka swoich czasów: Konstantynopola zwanego przez Normanów Miklagardem, zaś przez Rusinów Carygradem – miastem cesarza (podobne słowo funkcjonowało wówczas także w polszczyźnie).

Szlak rozpoczynał się nad Bałtykiem, a więc morzem dobrze znanym Wikingom. Stamtąd biegło kilka odnóg. Można było nawet dotrzeć nad Morze Czarne płynąc przez ziemię polskie – Wisłą i Sanem, a następnie przenosząc łódź, Dniestrem.

Najpopularniejsza była jednak trasa przez rzekę Newę, jezioro Łagodę i rzekę Wołchow do Starej Ładogi i Nowogrodu Wielkiego (Holmgard). Dalej, jeziorem Ilmień oraz rzeką Łować oraz mniejszymi ciekami w stronę Toropy – dopływu Dźwiny.

Dźwina zaś znajduje się w bliskim sąsiedztwie wododziału, a więc granicy między zlewiskiem Bałtyku i Morza Czarnego. Tym samym wpływając w jej dopływ, rzekę Udrę oraz przenosząc statki na krótkim, zaledwie kilkukilometrowym odcinku lądowym, Wikingowie trafiali na Dniepr. A stamtąd wiodła bezpośrednia droga do Kijowa (Konugard) i dalej: Konstantynopola.

I choć teoretycznie wszystko było proste, to na podróżników czekały rozmaite niebezpieczeństwa: w tym naturalne. Na południe od Kijowa znajdowały się bowiem porohy (stąd nazwa: Zaporoże), czyli progi skalne (w czasach sowieckich zbudowano zbiornik wodny, który je zalał). Dodatkowo nad Morzem Czarnym żyły nieprzyjazne podróżnikom plemiona koczownicze.

Podróż była więc niezwykle ryzykowna od samego początku do końca. Perspektywa militarnego podboju Rusi czy ograbienia niezwykle bogatego Bizancjum była jednak dla Wikingów niezwykle kusząca i niekiedy jej ulegali (z różnym skutkiem). Nie mnie atrakcyjny był także handel, jaki mimo niebezpieczeństw kwitł na szlaku od Waregów od Greków – najkrótszej drodze z dynamicznie rozwijającej się wówczas Skandynawii do kulturowego centrum świata ówczesnego: Konstantynopola.

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj