Data :

SHARE:

Papież przeprosił rdzenną ludność Kanady. Za co? Czy księża mordowali indiańskie dzieci? Obalamy fejki!

Najnowsze

Latem roku 2021 świat obiegły wstrząsające informacje. Zgodnie z przekazem medialnym w Kanadzie odkryto właśnie masowe groby indiańskich dzieci mordowanych w katolickich szkołach. W reakcji na takie doniesienia doszło do społecznego gniewu, a nawet haniebnych i przestępczych podpaleń świątyń. Z kolei w lipcu roku 2022 pielgrzymujący do Kanady papież Franciszek przeprosił rdzenną ludność za wyrządzone zło. Doceniając piękny gest Ojca Świętego należy jednak odnotować, że głębsza analiza problemu pokazuje, iż grzechy ludzi Kościoła, o których pisały media, nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. Nie oznacza to natomiast, że katolicy w tym kraju zawsze zachowywali się wzorowo i postępowali w zgodzie z duchem miłości bliźniego.

Ojciec Święty Franciszek jako ziemski przywódca Kościoła ma prawo i – zdaniem wielu – obowiązek przeproszenia za grzechy kanadyjskich katolików. Istotnie zachowanie wielu księży oraz zakonnic pracujących w XIX i XX wieku w systemie edukacji dzieci pochodzących z rdzennych społeczności było naganne, a wręcz złe. Należy jednak oddzielić prawdę, która sama w sobie nie wystawia im dobrego świadectwa, od kłamstw i fałszywych zarzutów. Przyjrzyjmy się więc historii kanadyjskiego systemu oświaty oraz polityce państwa i postawie Kościoła wobec tamtych wydarzeń.

Na początku należy podkreślić, że Kanada, podobnie jak i Stany Zjednoczone, była – i w pewnym sensie nadal pozostaje – państwem specyficznym. Jego elity polityczne, ekonomiczne i społeczne tworzyli bowiem ludzie należący do europejskiej cywilizacji. Powstanie na terenie Ameryki Północnej kolonii, a potem państw doprowadziło do zepchnięcia rdzennej ludności na margines. Ponadto ówczesna mentalność ludzi Zachodu, Kanady i USA nie wyłączając, przesiąknięta była rasizmem, poczuciem wyższości względem lokalnych społeczności stojących na niższym poziomie kultury materialnej. Tym samym wynarodowienie północnoamerykańskich Indian i wychowanie ich w duchu kultury europejskiej, w oderwaniu od własnych tradycji, uznawano za rzecz dobrą. I właśnie takiemu celowi służyły szkoły powołane przez kanadyjskie państwo. Podkreślmy to jednak wyraźnie: państwo, nie Kościół. Katolicy i protestanci zgodnie z ówczesnymi tendencjami dostali zadanie prowadzenia tych placówek, jednak pomysłodawcą były cywilne władze.

Powoływane na mocy Indian Act z roku 1876 (istniały jednak już wcześniej) szkoły z internatem dla ludności rdzennej były placówkami nastawionymi na wynarodowienie. Próbowano to osiągnąć poprzez zabieranie dziecka rodzicom, zawiezienie go do miejsca odległego od indiańskich rezerwatów i oddanie pod opiekę ludzi należących do zachodniej kultury tak aby po kilku latach młody człowiek nie był już autochtonem, a Kanadyjczykiem należącym do cywilizacji europejskiej i nie pamiętającym o zwyczajach i języku przodków. Czy nam, Polakom, taka polityka może się kojarzyć z innym wydarzeniem z tego samego okres, z XIX wieku? Skojarzenia z rusyfikacją i germanizacją są dość zasadne.

Ów proceder był nieludzki – i to nie tylko patrząc przez pryzmat dzisiejszej mentalności, ale i ponadczasowego Nauczania Kościoła katolickiego. W mechanizmie stworzonym przez kanadyjskie państwo chodziło bowiem o oderwanie dzieci od ich rodzin. Tymczasem polityka mająca na celu zmniejszenie wpływu rodziców na wychowanie dzieci, prowadzona przez liberalne rządy w Europie, spotykała się z ostrym sprzeciwem katolików na Starym Kontynencie. Warto też pamiętać, że nigdy Kościół nie akceptował w swoim Magisterium systemowej krzywdy, a od wielu wieków odrzucał także nawracanie siłą (na co wpływ miał m.in. Paweł Włodkowic, polski kapłan katolicki i uczony z Akademii Krakowskiej, który takie argumenty podnosił już w XV wieku podczas sporu z Krzyżakami).

Niestety Kościół w Kanadzie nie miał wówczas większego wyboru, gdyż decyzją władz państwa szkoły tak czy siak zostały powołane i jeśli w ich prowadzenie nie włączyliby się katolicy, to zastąpiliby ich protestanci (także mocno zaangażowani w ów system). Nie umniejsza to jednak win.

Patrząc z pełną krytyką na ów system oraz wkład ludzi Kościoła w jego funkcjonowanie należy jednak zachować wierność prawdzie i odrzucić kłamstwo. A nie jest prawdą powielana w sloganach i medialnych przekazach sugestia, że Kościół był zaangażowany w masowe zbrodnie i morderstwa na indiańskich dzieciach. Sam w sobie system nie miał bowiem na celu mordowania, a wynarodowienie poprzez edukację (a więc także działanie haniebne, ale jednak inne niż zabijanie). Udział w takim mechanizmie stanowi winę katolików zaangażowanych w ów proceder, ale szkoły nie istniały, by zabijać i Kościół (oraz inne związki wyznaniowe) nie mordowały w owych placówkach dzieci na masową skalę.

Oczywiście zdarzały się przypadki przemocy wobec uczniów. Pamiętajmy jednak, że w XIX i XX wieku nie było to zjawisko odosobnione (od ostatnich lat XIX wieku do lat 40. XX wieku ów system był obowiązkowy, potem od niego odchodzono, a ostatnia placówka została zamknięta w roku 1997). Uczniów bito w wielu miejscach świata i za różne „przewinienia”. Niewątpliwie jednak nauczyciele w szkołach dla indiańskich dzieci mogli czuć się bezkarni, gdyż edukowali osoby uznawane przez polityczne elity za gorsze (kara mogła zostać wymierzona np. za posługiwanie się swoim ojczystym językiem). Ze źródeł historycznych wiemy też, że niektórzy uczniowie umierali w wyniku zadawanych im kar. Zdarzały się także przypadki przemocy seksualnej lub eksperymentów medycznych. Z całą surowością należy krytykować sprawców tych czynów, jednak trzeba także zauważyć, że nie ma podstaw do twierdzenia, że ludzie Kościoła dopuszczali się masowych morderstw. Winne są poszczególne osoby oraz system, który umożliwił lub ułatwił im zadawanie cierpienia.

Księża, protestanccy pastorzy i siostry zakonne byli elementem systemu stworzonego przez państwo. Systemu, który sprzyjał patologiom i ukrywaniu krzywd. Systemu, który już w swoich fundamentach miał zapisane krzywdzenie indiańskich rodzin poprzez ich rozbijanie. Systemu, który doprowadził do wielu tragedii i śmierci tysięcy dzieci.

System i same szkoły były bowiem skrajnie niedofinansowane. Brakowało wszystkiego. Placówki były zatłoczone i niedostatecznie ogrzane. Higiena stała na niskim poziomie, a dostęp do ochrony zdrowia pozostawiał wiele do życzenia. To wszystko spowodowało, że śmiertelność w owych szkołach była wysoka, wyższa niż w innych miejscach kraju (wszędzie zaś, w każdej populacji i miejscu na ziemi, była znacznie większa niż współcześnie w świecie zachodnim). Choroby zakaźne szerzyły się w kanadyjskich szkołach dla Indian w zatrważającym stopniu, a osoby pochodzące z rdzennych społeczności były mniej odporne na wirusy dość łagodnie traktujące Europejczyków. Zdarzały się także wypadki i pożary.

W wyniku takich zdarzeń, wedle wyliczeń kanadyjskiej Komisji Prawy i Pojednania (2015), w szkołach z internatem zmarło co najmniej 3,2 tys. dzieci z łącznej liczby 150 tys. dzieci włączonych w ów system edukacji w trakcie ponad 100 lat jego funkcjonowania. Nie były to jednak wyłącznie ofiary systemowych morderstw, a głównie chorób i wypadków (choć niewątpliwie pewna grupa zginęła w wyniku działania pracowników szkół). Wobec takiej śmiertelności, wyższej niż wówczas w reszcie społeczeństwa, nie dziwi fakt istnienia przy szkołach cmentarzy. Oczywiście idealną sytuacją byłoby oddanie ciała dziecka rodzicom i pochowanie go w rodzinnych stronach. Mówimy jednak o wieku XIX i początkach wieku XX oraz placówkach edukacyjnych celowo umieszczanych z dala od zwartego obszaru osadnictwa indiańskiego. To właśnie dlatego dzieci chowano tam, gdzie zmarły.

Należy przy tym odrzucić jednak obraz budowany w naszej świadomości przez media oraz ideologów zainteresowanych wzniecaniem nienawiści wobec Kościoła. Dzieci nie były bowiem chowane w zbiorowych mogiłach. Ich pochówek odbywał się z zgodzie z obyczajem danej wspólnoty religijnej (katolickiej lub protestanckiej), a nad mogiłą stawiano krzyż i zwykle tabliczkę z imieniem. Ciała traktowano z należytym szacunkiem. Nie jest także prawdą powielane w przekazie twierdzenie o sensacyjnym odkrywaniu grobów. Nie. Większość takich cmentarzy była znana już wcześniej.

Podsumowując: Kościół katolicki w Kanadzie wraz ze wspólnotami protestanckimi w XIX wieku włączył się w wymyślony przez państwo i przez pewien czas obowiązkowy system edukacji dzieci pochodzących z rdzennych społeczności. Celem systemu nie było jednak mordowanie dzieci, a ich instytucjonalne i zorganizowane wynarodowienie. Teoretycznie uczniowie mogli odebrać zachodnie wykształcenie i odnaleźć się w europejskim społeczeństwie kraju robiąc kariery. Teoretycznie, bo w praktyce owe placówki stały na niskim poziomie. Skąpe nakłady finansowe państwa na takie szkoły skutkowały jednak nie tylko kiepską jakość nauczania, ale także śmiercią wielu uczniów. Ponadto system w żaden sposób nie chronił przed patologiami dotyczącymi przemocy (także niosącej śmierć) i nadużyć seksualnych. W tych przypadkach winić należy jednak poszczególne osoby sprzeniewierzające się swojemu powołaniu (zarówno w rozumieniu religijnym jak i zawodowym) oraz system stworzony przez państwo. Nie jest jednak prawdą, że Kościół i protestanckie związki wyznaniowe mordowały indiańskie dzieci i grzebały je w masowych mogiłach. Zdarzały się przypadki morderstw i innych przestępstw wobec uczniów, ale nie sposób obwinić o nie całą wspólnotę.

Michał Wałach

Michał Wałach
Historyk, dziennikarz i publicysta zainteresowany przede wszystkim dziejami Europy Środkowej i Wschodniej w średniowieczu oraz XX wieku, a także historią myśli politycznej i przeszłością Krakowa. Redaktor naczelny portalu ToHistoria.pl.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Najchętniej czytane