Pirat w habicie. Opowieść o biskupie Wimundzie, zgubie Szkocji

0
226
Jomswikingowie dołączają do bitwy pod Svolder. Autor: Nils Nilsen Bergslien, około 1900 rok. Obraz poglądowy

Zanurzymy się dzisiaj w niezwykłą historię wprost z XII wieku. Przeczytacie o biskupie Wyspy Man, który połączył żywot duchowy z pirackim rzemiosłem, twierdząc przy tym, że płynie w nim królewska krew.

Kronika

„Ta osoba urodziła się w Anglii, będąc najpodlejszego urodzenia”. Tymi słowami zaczyna się rozdział 24 księgi Historia rerum anglicarum, autorstwa XII-wiecznego angielskiego historyka Williama z Newburgh. To właśnie dzięki temu kronikarzowi z dawnych czasów dzieje biskupa-pirata przetrwały do dziś. Jego krótki wpis na temat Wimunda jest też o tyle ciekawy, że William poznał go osobiście.

Fragment ruin opactwa Furness. Fot.:Francis Bijl from Groningen, Netherlands, CC BY 2.0 <https://creativecommons.org/licenses/by/2.0>, via Wikimedia Commons

XII-wieczny historyk nie zaznacza dokładnie miejsca urodzenia przyszłego pirata, ale najpewniej przyszedł on na świat w hrabstwie Kumbria, niedaleko opactwa Furness, do którego trafił później młody Wimund. Dziś pozostały po nim już tylko ruiny, wtedy jednak zostało ono dopiero co założone.

Nie wiadomo dokładnie, jak Wimundowi udało się dostać do opactwa, lecz jego domniemane pochodzenie może trochę wyjaśniać. Widzicie, przyszły biskup Wyspy Man twierdził, że w jego żyłach płynie krew królów Szkocji. I choć ówcześni ludzie i późniejsi historycy nie traktowali słów Wimunda poważnie, to dzisiejsi badacze przeszłości podejrzewają, że bohater naszej opowieści zaiste mógł być wnukiem z nieprawego łoża Angusa z Moray, lub earla (dawny, najwyższy tytuł feudalny w Brytanii) Moray Williama. Najprawdopodobniej za syna tego drugiego uważał się Wimund, aczkolwiek obaj wspomniani panowie, byli synami królów Szkocji, pierwszy Lulacha, drugi natomiast władającego trochę później Duncana II.

Nie wiadomo też, kiedy dokładnie przyszły pirat przybył do Furness, aczkolwiek istnieją dwie wersje jego początków w opactwie. Możliwe, że wysłano go tam za młodu, aby pobierał nauki, lub zatrudniono trochę później jako kopistę, ponieważ tylko on w okolicy potrafił czytać i pisać. Obie wersje jednak zgadzają się, że w ramach pracy zakonnej przepisywał stare manuskrypty, tyle że pierwsza zakłada jego wcześniejszą naukę.

Utalentowany kapłan

Szkic opactwa Furness z 1888 roku

Przyszły biskup nie zawodził pokładanych w nim oczekiwań, a wręcz przeciwnie, przekraczał je na wielu polach. Zasłynął inteligencją, elokwencją i znakomitą pamięcią, a z zadań kopisty wywiązywał się wzorowo. W Wimundzie kipiała jednak ambicja. Nie miał zamiaru spędzić swojego życia w opactwie, pragnął piąć się w górę i wkrótce nadarzyła się ku temu okazja.

W 1134 roku do opactwa Furness przyszła wiadomość od władcy Królestwa Wysp Óláfra Guðrøðarsona, zwanego również Olafem I. Jego państwo, choć znajdowało się u wybrzeży Szkocji, Brytanii i Irlandii, podlegało Norwegom, a władali nim wikingowie, którzy zdobyli te ziemie kilka stuleci wcześniej. Królestwo Wysp nazywano też Królestwem Mann i Wysp, a sami wikingowie zwali je Suðreyjar.

Fragment ruin opactwa Rushen. Fot.:kevin rothwell / Rushen Abbey / Ballasalla / CC BY-SA 2.0 / commons.wikimedia.org

Król Olaf I prosił Furness o przysłanie duchownych, aby założyli opactwo na Wyspie Man. Zakonnicy z radością wypełnili tę prośbę i wysłali kapłanów, a wśród nich znalazł się oczywiście Wimund. Przybysze szybko przystąpili do pracy i założyli opactwo Rushen.

Przyszły pirat wywarł wielkie wrażenie na miejscowych. Natura obdarzyła Wimunda przystojną i jednocześnie miłą twarzą, a do tego zachwycał on wyspiarzy niezwykle atletyczną budową ciała. Wzbudzał również zaufanie, przyjmując każdego z szeroko otwartymi ramionami, elokwentnie dzieląc się ze swoimi gośćmi mądrością. Nie dziwi więc, że gdy król Olaf I zezwolił wiernym nowego opactwa na wybór biskupa, to właśnie Wimunda obrano na duchowego przewodnika.

Odbiorę co moje

Nadszedł rok 1140. Earl Moray William zmarł, a jego najstarszy syn liczył mniej niż 10 lat, co według szkockiego prawa oznaczało, że nie mógł odziedziczyć tytułu ojca. Obecny król Szkocji Dawid I przekazał więc tytuł earla w inne ręce.

Gdy wieści dotarły na Wyspę Man, Wimund podobno wpadł we wściekłość. Ogłosił mieszkańcom wyspy, że jest potomkiem zmarłego earla i jako najstarszemu synowi to właśnie jemu należy się tytuł oraz ziemie szlachetnie urodzonego ojca. W jego mniemaniu król go okradł, a to wołało o zemstę.

William z Newburgh uważa co prawda, że cała ta historia została zmyślona przez głodnego władzy Wimunda, współcześni badacze jednak nie są tacy pewni. Jeśli biskup Wyspy Man naprawdę miał szlachetnych przodków, mógł on poczuć się pokrzywdzony i pragnąć odzyskać to, co prawnie mu się należało. Zwłaszcza że będąc człowiekiem inteligentnym i wykształconym zdawał sobie sprawę z jeszcze jednego faktu. Jeśli był synem Williama, to w jego żyłach płynęła krew Duncana II, najstarszego syna Malcolma III, władcy Szkocji panującego przed Duncanem. Natomiast linia rodowa króla Dawida I wywodziła się od najmłodszego syna Malcolma III, co oznaczało, że technicznie nasz biskup Wyspy Man miał większe prawa do szkockiego tronu niż obecnie panujący król.

Ilustracja z 1159 roku przedstawiająca króla Dawida I

Niezależnie od tego, czy Wimund cynicznie wykorzystywał sytuację, czy naprawdę został obrabowany ze swojego dziedzictwa, to postanowił działać. Gdy przedstawił mieszkańcom Wyspy Man swój rodowód, poprosił, by wyspiarze wraz z nim ruszyli na Szkocję. Jego wrodzona charyzma, wspierana zapewne trochę funduszami kościelnymi, sprawiła, że zebrał wielką i niezwykle wierną armię. Na jej czele pożeglował ku królestwu Dawida I.

Zguba Szkocji

Katolicki biskup stojący na czele prywatnej armii to widok niecodzienny, nawet jak na tamte czasy. Nawet wierni podlegający jego opactwu nie do końca wiedzieli, jak czuć się z tym, że ich pasterz właśnie został watażką. Natomiast bogobojni Szkoci czuli lęk przed walką ze sługą bożym.

Wimund parł naprzód i nie przejmował się, co kto o nim sądzi. Przybił do wybrzeży Szkocji, pozostawiając za sobą spalone okręty jej władcy. Pierwszy zszedł na ląd i poprowadził armię szlakiem grabieży i mordów, wzbudzając strach w każdym Szkocie, widzącym jak wysoki i umięśniony biskup, góruje nad wojownikami, atakując w szale każdego wroga w zasięgu wzroku.

Biskup Wyspy Man nie walczył jednak bezmyślnie. Król Dawid I w końcu wysłał regularną armię, ale Wimund, dbał, by zwiadowcy donosili mu o wszelkich ruchach w okolicy. Dzięki temu zawsze mógł rozproszyć żołnierzy po lasach lub wycofywać się na morze, by wrócić jak wojsko opuści interesujący go rejon.

Zdawałoby się, że Wimund jest niepowstrzymany, lecz w końcu jego armię pokonał… inny biskup. Widzicie, w czasie, gdy nasz pirat plądrował Szkocję, papież postanowił odtworzyć biskupstwo Whithorn. W tym celu ustanowił na jego czele Gille Aldana i nadał mu ziemię, należącą do biskupstwa Wyspy Man. Wimund, nie chcąc tracić wpływów, ale nie mogąc też sprzeciwić się papieżowi, zażądał od nowego biskupa trybutu, ten jednak odmówił.

Konflikt narastał i Gille Aldan w końcu uznał, że trzeba go ukrócić. Udało mu się sformować własną armię i mimo mniejszego doświadczenia wojennego i znacznej przewagi liczebnej Wimunda, zaatakował jego siły. Tak doszło do bitwy dwóch biskupów, zakończonej szybkim, można by rzec, cudem. Gdy doszło do starcia, Gille Aldan, wzorem swojego adwersarza, ruszył osobiście do walki. Podczas szarży rzucił toporkiem i trafił nim prosto w biskupa-pirata, dotkliwie go raniąc. Gdy armia łupieżcy zobaczyła swojego upadłego dowódcę, wpadła w panikę i się rozpierzchła. Wimund został pokonany.

Chwilowo.

Pokój

Nie wiadomo jak Wimund uciekł z pola bitwy, ale niedługo później znów zawitał na kartach historii. Raz jeszcze udało mu się zebrać swoich ludzi i wrócić do tego, co szło mu najlepiej, czyli plądrowania wybrzeża Szkocji.

Król Dawid I w końcu uznał, że nie poradzi sobie z krwiożerczym biskupem, dlatego też, zamiast walczyć, postanowił z nim porozmawiać. Nie wiadomo czy szkocki władca porozumiał się z najeźdźcą przez posłańców, czy też negocjował z nim osobiście, ale z pewnością doszli do porozumienia. Wimund co prawda nie otrzymał ziem i funkcji swojego „ojca”, ale w zamian za zaprzestanie ataków król Dawid I nadał mu opactwo Furness, wraz ze wszystkimi należącymi do niego ziemiami. To usatysfakcjonowało pirata.

Jednakże nowi poddani krwiożerczego biskupa mieli trochę obiekcji względem swojego władcy. Możliwe, że oprócz historii związanej z plądrowaniem szkockiego wybrzeża, nie odpowiadało im, że biskup zachowuje się jak król, pusząc się i paradując otwarcie ze swoją armią. Niektórzy też uważają, że jego rządy były twarde, a nawet okrutne i to właśnie przelało czarę goryczy.

Niezależnie od ostatecznych powodów, spiskowcom nieznanym sposobem udało się oddzielić Wimunda od jego lojalnych żołnierzy. Gdy tak się stało, poddani pochwycili go, po czym wykastrowali, oślepili i wysłali do zamku Roxburgh, gdzie zamknięto go w celi.

Fragment ruin opactwa Byland. Fot.:Admiralgary, CC BY-SA 4.0 <https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0>, via Wikimedia Commons

Ostatni śmiech

Wimund nie spędził wiele czasu w więzieniu. Oślepiony nie stanowił już zagrożenia dla Szkocji, więc pozwolono mu spędzić resztę życia w opactwie Byland. I zapewne zmarłby tam zapomniany przez potomnych, gdyby nie William z Newburgh, przebywający akurat w miejscowości niedaleko opactwa. Usłyszał on o zamkniętym za zakonną kratą Wimundzie i postanowił go odwiedzić, by z pierwszej ręki usłyszeć o wydarzeniach z ostatnich lat.

Spotkanie biskupa z historykiem okazało się niezwykle ciekawe. Według Williama Wimund nie stracił choć krzty ducha przez okaleczenie. Wręcz przeciwnie; śmiał się, żartował i niczego nie żałował. Ba, dumą napawał go fakt, że król Szkocji nie zwyciężył z nim nawet w jednej, małej bitwie. Powiedział też Williamowi, że gdyby miał choć wróble oko, to jego wrogowie nie mieliby okazji do świętowania.

I tak właśnie zakończyła się historia butnego biskupa-pirata. Czy był żądnym władzy duchownym, czy człowiekiem ograbionym ze swojego dziedzictwa, tego wiedzieć nie możemy. Jedno jest jednak pewne. Samodzielnie wspiął się wysoko na szczeblach kościelnej kariery i sformował armię tak silną i wielką, że sam król Szkocji musiał się ugiąć przed piratem w habicie.

Maksymilian Jakubiak

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj