Pomożecie? Pomożemy! Czyli najbardziej (nie)znana esbecka ustawka w historii Polski

0
572
Edward Gierek wizytujący PGR

Niby wszystko jest jasne, niby Edward Gierek zapytał trójmiejskich robotników, czy udzielą władzy pomocy i niby robotnicy zadeklarowali wsparcie.

Okazuje się jednak, że w systemie totalitarnym nawet spontaniczność była starannie wyreżyserowana. Przenieśmy się myślami do stycznia roku 1971. I sekretarzem Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej jest od kilkunastu dni Edward Gierek. Powody, które stały za robotniczymi strajkami z grudnia 1970 roku jednak nie wygasły. Ludzie pamiętają także o krwawej reakcji władzy komunistycznej na masakrę na Wybrzeżu. Tymczasem znów w nadbałtycki zakładach zaczyna wrzeć.

Nowy „gensek” nie chce podzielić losu swojego poprzednika – Władysława Gomułki, który całkiem niedawno stracił władzę. Postanawia więc działać i udaje się do Szczecina, gdzie osobiście rozmawia z robotnikami. Po burzliwych negocjacjach wracają tam do pracy. Gierek nie chce jednak ignorować Trójmiasta – wynika z relacji innego ważnego komunisty Franciszka Szlachcica – i jedzie również do Gdańska. To właśnie tam dochodzi do pamiętnej pogawędki I sekretarza z… osobami wyselekcjonowaniami przez Służbę Bezpieczeństwa w ramach operacji „Przyjazd 25”.

Bezpieka zdecydowała, że najlepsze miejsca na spotkaniu przydzielone zostaną partyjnemu aktywowi. Dodatkowo selekcji zostali poddani i sami robotnicy, których oficjalnie zgłaszano poprzez bezpieczniacką agenturę czy kierownictwo zakładów. Wszystko po to, aby partia miała możliwość wpływania na nastroje innych delegatów wysuwających postulaty „realne, korzystne politycznie i ekonomicznie”.

W konsekwencji operacji – jak podaje IPN – na 181 delegatów co 6 był współpracownikiem SB, a 45 należało do PZPR. Reszta nie miała nic wspólnego z władzą, ale – z braku własnej organizacji i w obliczu przygotowania przeciwnika – była niejako na straconej pozycji. Ci normalni, niezwiązani z PZPR czy SB, byli ponadto w pewnej licznie inwigilowani przez bezpiekę, a dla pewności w tłum delegatów wmieszało się w pewnym momencie 25 esbeków. Dodatkowo robotników zaskoczył fakt, że na rozmowy nie jadą specjalnie podstawionymi autobusami do Warszawy, ale… do Gdańska.

Mimo tego na sali padały trudne pytania chociażby o prowokację z grudnia 1970, a część obecnych żądała ukarania winnych. I to właśnie w takiej atmosferze, wśród dziesiątek podstawionych „przedstawicieli” robotników, Gierek otrzymał zapewnienie o pomocy.

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj