Skąd się wziął zwyczaj topienia Marzanny?

0
396
Kukła tzw. Marzanna

Niektórzy uznają zwyczaj topienia Marzanny za relikt pogaństwa i z powodów religijnych stronią od takiej niechrześcijańskiej zabawy. Inni stwierdzają, że to niewinna tradycja i okazja do urozmaicenia spaceru dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym. Jak jest naprawdę i skąd się w zasadzie wzięło niszczenie kukły u progu wiosny? Sprawdźmy!

Dziś najczęściej topienie Marzanny następuje w pierwszym dniu wiosny lub na początku tej pory roku. Ponadto jest to bezapelacyjnie zabawa dzieci i żaden dorosły nie angażuje się w takie aktywności (oczywiście poza wsparciem swoich pociech np. w stworzeniu kukły). Dawniej jednak sprawa wyglądała inaczej.

Topienie Marzanny istotnie jest bowiem zwyczajem o starosłowiańskiej genezie, a jako czynność należąca do szeroko pojętej religijności mieszkańców Europy Środkowej, Wschodniej i Południowej w minionych stuleciach może być uznawane za element dawnych, pogańskich wierzeń, które przetrwały do naszych czasów. Ciężko jednak mówić o zachowaniu się dawnej warstwy duchowej tego zwyczaju. Generalnie bowiem mało kto z osób zaangażowanych w topienie Marzanny wie, że w rzeczywistości mówimy o symbolicznym uśmiercaniu pogańskiego bożka o takim imieniu. Z badań wynika natomiast, że na przestrzeni dziejów zmianom uległo w tej materii niemalże wszystko.

Możliwe bowiem, że początkowo Marzanny nie topiły dzieci, ani nawet młodzież, ale osoby dorosłe. Wynikać mogło to z faktu poważnego traktowania sprawy. Dla dawnych Słowian była to bowiem kwestia istotna, religijna i duchowa oraz związana z bezpieczeństwem socjalnym (czynność miała pozytywnie wpływać na plony, a więc oddalać widmo głodu). Nie traktowano więc topienia Marzanny jako zabawy, ale czynność konieczną do uczynienia zadość pewnej prazasadzie związanej z porządkiem świata oraz sferą sacrum.

Marzanna w starosłowiańskim systemie wierzeń pogańskich pełniła bowiem funkcję kultyczną związaną z zimą i śmiercią (stąd jej nazwa), ale poniekąd także życiem i naturą, nad którymi miała panować. Tym samym utopienie Marzanny na wiosnę oznaczało nie tyle uśmiercenie bożka, co dopełnienie obowiązków związanych z ówczesnym, przedchrześcijańskim rozumieniem czasu nie w sposób linearny (od stworzenia do końca świata, od „punktu” A do „punktu” B), ale w sposób cykliczny. Jeśli owo założenie jest prawidłowe, to topiona Marzanna nie była zabijana, ale niejako wysyłana pod ziemię, skąd w przyszłości miała powrócić, odrodzić się, by po kilku miesiącach znów odejść i tak w koło. Pogańskie rozumienie czasu nie znało bowiem jednego A i jednego B, do którego wszystko zmierzało, ale A przechodzącego w B, by potem znów wrócić do A.

Pokazuje nam to wyraźnie, jak mocno chrystianizacja wpłynęła na wszystkie aspekty naszego życia. Dziś bowiem nie tylko nie czcimy Marzanny jako bogini oraz nie wysyłamy jej na tamten świat (niezależnie już od tego co tzw. tamten świat oznaczał w rozumieniu pogan), by zatriumfowała wiosna, ale także nie pojmujemy rzeczywistości w sposób cykliczny charakterystyczny dla ludów pogańskich żyjących w kulturze rolniczej.

Warto także przy tym zauważyć, że o ile dziś zwykle zabawa w topienie Marzanny następuje w okolicach 21 marca, o tyle w czasach starosłowiańskich ów termin mógł być nieco inny. Wiązał się bowiem ze świętem początku wiosny: Jarymi Godami. Istotnie owo pogańskie święto często następowało w dniu równonocy wiosennej, która przed wiekami przypadała, tak jak i dziś, 21 marca, jednak mogło być celebrowane także nieco później. Ponadto i Marzannę można było topić w innym terminie.

A owo topienie nie zawsze przebiegało w znanym nam dziś sposób, gdy dzieci w ramach przedszkolnego spaceru maszerują w okolice cieku wodnego, do którego wrzucają małą kukłę. Dawniej Marzanna była dręczona. Noszono ją po wsi, obchodzono wszystkie domy i podtapiano we wszystkich mniejszych i większych zbiornikach wodnych. Z czasem zwyczaj utracił jednak swoją kultyczną konotację, a czynności przestali sprawować rodzice, zastąpieni przez dzieci i młodzież. W takim schemacie najpierw Marzanną zajmowali się najmłodsi, a potem starsi, zaś zwyczajowi towarzyszyły śpiewy i muzyka. Ostatecznie zaś kukła mogła być rozszarpywana i w takiej formie topiona lub podpalana i wrzucana do stawu, jeziora lub rzeki.

Taka kukła ze słomy była ubrana w prześcieradło, łachmany, strój ludowy lub ubiór charakterystyczny dla zwyczajów ślubnych. Bez wątpienia jednak występowały w tych kwestiach duże lokalne rozbieżności, a miejscami Marzannie towarzyszył (lub zastępował ją) męski odpowiednik: Marzaniok (np. na Śląsku).

Wiemy ponadto, że topieniu Marzanny towarzyszyły zastępy innych zabobonów. Dotknięcie utopionej kukły mogło oznaczać dla dotykającego zagrożenie dla kończyn górnych, spojrzenie za siebie po jej utopieniu sprowadzać na delikwenta chorobę, a potknięcie się w drodze powrotnej: śmierć w ciągu roku (lokalnie natomiast taki zabobon dotyczył tego, kto jako ostatni dobiegł do wioski). Wiemy, że w tego typu zabobony wierzono także po chrystianizacji Polski i wyparciu kultów starosłowiańskich.

Wyparcie nie okazało się jednak kompletne. Sam zwyczaj, choć zupełnie zmienił swoją dawną treść, pozostał obecny. Kościół już w średniowieczu dążył do jego wyrugowania i choć generalnie w zwalczaniu obyczajowości pogańskiej odniósł wiele sukcesów, to topienia Marzanny nie wyplenił. Należy jednak zauważyć, że zmiana treści obyczaju (brak wiary w pogańskie bożki, które należało topić, by nadeszła wiosna), to i tak bardzo wiele. Przy tej okazji zwróćmy uwagę na pozytywny wpływ katolicyzmu i katolickiego myślenia na zanik w społeczeństwach schrystianizowanych magicznego myślenia na temat zjawisk naturalnych (dziś nikt nie uznaje np. gwiazd czy piorunów za emanacje bóstw).

Natomiast średniowieczne i nowożytne próby likwidacji tego obyczaju przez duchowieństwo katolickie polegały na wezwaniach wiernych do nieuczestniczenia w wydarzeniach o pogańskiej genezie. Próbowano także zaszczepić w ludzie zwyczaje alternatywne: podobne, ale o biblijnej treści. Chodzi tu przede wszystkim o zrzucanie kukły przedstawiającej Judasza z wieży kościoła przed Wielkim Czwartkiem, a więc przed dniem judaszowej zdrady. Gdzieniegdzie do dziś ów zwyczaj jest obecny np. w formie wieszania zdrajcy Jezusa Chrystusa. O wyparciu topienia Marzanny przez taką tradycję, o zamianie jednego na drugie, nie ma jednak mowy.

Dziś starosłowiański w swojej genezie zwyczaj topienia Marzanny wydaje się więc niezagrożony. Dlaczego? Dlaczego w sytuacji zaniku wielu pogańskich obrzędów lub jednoznacznej podmiany ich treści na treść około chrześcijańską lub wprost chrześcijańską topienie Marzanny trwa? I to trwa nie jako święto pogańskie (co po jedenastu wiekach od Chrztu księcia Mieszka z roku 966 jest najzwyczajniej w świecie trudne do wyobrażenia), ale też nie jako święto katolickie, tylko po prostu zwyczaj bez transcendentnej treści, zwyczaj dla samego zwyczaju?

Być może siłą obyczaju topienia Marzanny, powodem, dla którego przetrwał przez wiele wieków, jest paradoksalnie jego semantyczna słabość i utrata pierwotnego znaczenia. Gdyby bowiem lud rzeczywiście wierzył w pogańską Marzannę i konieczność jej utopienia, by uzyskać oczekiwany rezultat: nadejście wiosny, to Kościół zdecydowanie mocniej zwalczałby ową tradycję. Byłby to bowiem bez dwóch zdań dowód na trwanie ludności przy dawnych kultach, których pogodzenie z wiarą w Trójjedynego Boga było, jest i będzie niemożliwe. Mówimy jednak o zabawie. Oszem, o bezapelacyjnie pogańskiej genezie, ale jednak dziś bez duchowych elementów. Niewykluczone więc, że to dlatego Kościół (rozumiany nie tylko jako duchowni, ale także wierni) przez wieki nie widział w topieniu Marzanny wroga numer jeden, choć zarazem nigdy nie sprzyjał tego typu rozrywkom i wyrażał wobec ich kultywowania zrozumiałą niechęć. I to właśnie owa przemiana dawnego pogańskiego zwyczaju w zwyczaj nie tyle chrześcijański, co bezideowy, pozwoliła przetrwać mu w miarę niezmienionej formie (podkreślmy: formie, a nie treści) przez wiele wieków istnienia katolickiej Polski.

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj