Słonie bojowe – czołgi starożytności

0
274
Hannibal wraz ze swoimi wojskami przeprawia się Alpy w trakcie II wojny punickiej z Republiką Rzymską. Wojska kartagińskiego wodza korzystały ze słoni bojowych.

Wielkie, silne, szybkie i budzące przerażenie wśród armii nieznających takich zwierząt. Słonie bojowe siały w starożytności prawdziwe spustoszenie, a ich wartość militarna doprowadziła do rozprzestrzenienia się tego typu „broni” także na obszary, gdzie naturalnie nie występowały. Z czasem jednak ich błyskotliwa kariera została przerwana. Dlaczego?

Militarne wykorzystanie słonia to pomysł rodem z Indii. Nic jednak dziwnego. To bowiem właśnie tam żyją gatunki najlepiej nadające się do tego celu. Słoń indyjski jest bowiem duży i silny, a przy tym daje się oswoić (ale nie udomowić, co oznacza, że zwierzę w zasadzie nie rozmnaża się w niewoli, więc chcąc uzyskać wytresowanego słonia należy najpierw go złapać, a potem nauczyć go oczekiwanych umiejętności).

Oczywiście ludzie nie zaczynali swojej przygody z oswajaniem słoni od zamieniania zwierząt w maszynki do zabijania, w narzędzia do skuteczniejszego prowadzenia wojen. Słoń był po prostu zwierzęciem gospodarskim – niczym koń czy bydło. Najpewniej jednak pod koniec II tysiąclecia przed Chrystusem ktoś wpadł na pomysł wykorzystania słoni także w walce. Wskazują na to źródła z Indii.

Co jednak ważne, z czasem wiedza o przewagach, jakie na polu bitwy dają słonie, rozniosła się po świecie, a narody żyjące w innych częściach globu zaczęły oswajać lokalne gatunki. Słoń leśny z Afryki jest jednak mniejszy, a do tego dość płochliwy. Natomiast słoń afrykański to naprawdę wielkie zwierzę, jednak trudno je oswoić. Mimo tego próbowano, a w armiach starożytnych państw takich jak chociażby Egipt, Kartagina czy inne kraje afrykańskie, także zaczęły pojawiać się słonie.

Ich kariera rozpoczęła się jednak na dobre wraz z podbojami Aleksandra Macedońskiego. Wtedy bowiem zwierzęta bojowe stały się dobrze znane Europejczykom. Wcześniej oprócz Indii znano je w Afryce oraz częściowo w Iranie (Persji).

Europejczycy najpewniej po raz pierwszy poznali słonie bojowe 1 października 331 roku przed naszą erą. Wtedy bowiem rozegrała się bitwa pod Gaugamelą. W jej następstwie zwycięski Aleksander, który pokonał perskiego króla Dariusza III, docenił rolę słoni i postanowił dołączyć je do swojej armii. Warto jednak odnotować, że tuż przed owym starciem Grecy przygotowujący się do walki byli przerażeni na widok słoni.

I właśnie strach wywoływany wśród ludzi i koni był największą siłą słoni bojowych. Ludzie drżeli na widok wielkich, silnych i szybkich zwierząt pędzących wprost na ich szeregi, zaś konie bały się przede wszystkich ich zapachu (a będąc ścisłym: smrodu). Z czasem jednak pierwsze lęki udało się opanować, a później nawet opracować taktyki neutralizowania słoni. Mimo tego przez kilka wieków pozostawały groźne. Korzystał z nich nawet słynny władca Epiru Pyrrus, który zagroził istnieniu Republiki Rzymskiej – ale zamiast ją unicestwić dał się zapamiętać z pyrrusowego zwycięstwa. Skąd jednak król władający na obecnym pograniczu grecko-albańskim wziął słonie? Z importu.

Generalnie jednak uświadomienie sobie, że wielkie czteronożne stworzenie z trąbą nie jest istotną z innego wymiaru, a zwierzęciem, nie oznaczało, że słoń przestał być groźny. Dlatego też w celu neutralizacji stosowano rozmaite strategie. Były one dostosowane do działań wojsk dysponujących wsparciem słoni.

Słoń bojowy nie był bowiem samodzielnym wojownikiem. Towarzyszył mu niemały oddział. Kilka osób jechało na zwierzęciu i miotało z niego np. strzałami z łuku lub innymi groźnymi przedmiotami (z czasem na grzbietach słoni zaczęto instalować specjalne wieżyczki). Słoń miał także kierowcę, ale również kilkudziesięcioosobową eskortę. Wojownicy chronili zwierzę przed atakami. Dodatkowo słonie zabezpieczano niekiedy w rozmaite zbroje.

Nie zawsze jednak eskorta odnosiła sukces w obronie zwierzęcia, a warto odnotować, że często nawet drobny uraz powodował, że słoń wpadał w panikę i taranował tak wrogie, jak i własne wojsko. Ponadto w pewnym momencie dziejów odkryto, że tak jak konie bały się smrodu słoni, tak słonie bały się… kwiku świń. I tak metodą neutralizacji słoni bojowych stały się swoiste świnie bojowe.

Skutecznym sposobem zmniejszania zagrożenia, jakie niosły ataki rozpędzonych słoni, było także… rozstępowanie się szeregów, które miały zostać zaatakowane. Dodatkowo Rzymianie w czasach Juliusza Cezara korzystali z toporów, którymi ranili kończyny słonia.

Wraz z rozwojem metod obrony przed słoniami oraz malejącym strachem przed tymi wielkimi zwierzętami kariera słoni bojowych zaczęła się kończyć. Nie brakowało ich jednak i w średniowiecznej Europie, do której docierały w epoce wypraw krzyżowych. Kres militarnemu wykorzystaniu słoni przyniósł natomiast ostatecznie rozwój broni palnej. Ostatni raz słonie walczyły dla ludzi najpewniej w XIX wieku w niewielkich, lokalnych potyczkach w Indiach.

Koniec pełnienia przez słonie takiej roli nie oznaczał jednak, że zwierzęta całkowicie przestały służyć w armiach. Słonie bowiem odgrywały także istotną rolę podczas transportu broni i innego zaopatrzenia w trakcie II wojny światowej w Azji. W niektórych trudnodostępnych terenach okazały się o wiele lepsze niż samochody. I trzeba przyznać, że wykorzystywanie siły zwierząt do przenoszenia ładunków to o wiele lepsze rozwiązanie niż tresowanie ich do roli czołgów, a wręcz zawodowych morderców służących swoim panom (którzy, jak chociażby w czasie antycznych wojen diadochów, mogli się kilkukrotnie zmienić w trakcie życia zwierzęcia).

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj