Snajperski mistrz z Kanady przybył na Ukrainę walczyć z Rosjanami. Historia strzelców wyborowych

0
568
fot.: StockSnap / pixabay.com

Legendarny kanadyjski snajper o pseudonimie Wali od kilku dni przebywa na terenie walczącej Ukrainy. Choć na współczesnym teatrze działań wojennych, tak mocno zdominowanym przez technologię i dobrze wyposażone grupy batalionowe czy też wojska zmechanizowane, pojedynczy żołnierz nie zdoła odegrać decydującej roli, to historia nie raz udowodniła, że strzelcy wyborowi potrafią zmienić bieg dziejów.

Snajper, choć w polskiej terminologii wojskowej występuje wyłącznie wspomniane określenie strzelec wyborowy (dawniej strzelec celny), pozostaje niezastąpionym ogniwem w niemal wszystkich armiach świata. Wyposażony w karabin wyborowy, celownik optyczny, specjalistyczną odzież maskującą, amunicję, a często również noktowizor pasywny, może prowadzić ostrzał celów oddalonych nawet o trzy kilometry. Snajperzy bardzo często pozostają nieuchwytni dla wroga, a ich głównym zadaniem jest eliminacja dowódców i sprzętu nieprzyjaciela oraz rozpoznanie. Ponadto ich obecność wywołuje panikę i zamęt w szeregach wroga. Dodatkowo oddziały snajperskie bardzo często wspierają piechotę w miejscach szczególnie niebezpiecznych, np. w terenie zabudowanym, co charakteryzowało misje wojskowe w Iraku i Afganistanie.

Historia snajperów

Pierwsze wzmianko na temat strzelców wyborowych pojawiają się w XVI wieku, kiedy nastąpiła prawdziwa ekspansja broni palnej. Jednakże ze względu na jej początkową słabą skuteczność oraz zdradzający zamaskowanego żołnierza dym czarnego prochu rozwój tej formacji był praktycznie niemożliwy, choć już z tych czasów można znaleźć sporo przykładów aktywnie działających strzelców celnych (np. w powstaniu kościuszkowskim, wojnach napoleońskich, powstaniu listopadowym, czy wojnie secesyjnej). Wszystko zmieniło się gdy u schyłku XIX stulecia bezdymny proch wynaleźli dwaj Niemcy (prowadząc niezależne eksperymenty): Christian F. Schonbein i Rudolph Ch. von Bottger.

Sowiecka legenda II wojny światowej

Największy konflikt w dziejach ludzkości udowodnił, że walki w mieście i trudno dostępnym terenie często nie mogą zakończyć się powodzeniem, jeżeli działań piechoty nie wspierają strzelcy wyborowi lub gdy swymi działaniami nie eliminują członków kadry dowódczej nieprzyjaciela i szeregowych żołnierzy. Doskonale zrozumiało to dowództwo Armii Czerwonej broniącej Stalingradu.

Wasilij Zajcew, bohater ZSRR i najsłynniejszy sowiecki snajper Wojny Ojczyźnianej, nad Wołgę trafił we wrześniu 1942 roku. Jego strzelecka kariera rozpoczęła się, gdy wraz z towarzyszami broni znalazł się pod silnym ostrzałem niemieckich ckm-ów. Za pomocą peryskopu zdołał jednak namierzyć stanowiska nieprzyjaciela po czym bez namysłu przymierzył ze zwykłego karabinu wprost do strzelających Niemców. Udało mu się zneutralizować zagrożenie oddalone o ponad 600 metrów. Widzący brawurową akcję dowódca Zajcewa wydał rozkaz wyposażenia go w karabin snajperski Mosin-Nagant. Uzyskał całkowitą dowolność w podejmowaniu działań, a rozkaz nakazywał eliminację jak największej liczby wrogów.

Jednak pierwsze dni nie były zbyt udane dla Zajcewa niebędącego należycie przeszkolonym w tak technicznej wojskowej profesji jak strzelectwo wyborowe. Odpowiednie ustawienie celownika optycznego i korygowanie kierunku strzału ze względu na zmienność wiatru przysparzały mu wiele problemów, co skutkowało przestrzelonymi próbami. Jednakże metodą prób i błędów sowiecki snajper ostatecznie opanował podstawy nowego żołnierskiego fachu, a liczba jego potwierdzonych trafień zaczęła systematycznie rosnąć. W specyficznych miejskich walkach, gdzie Niemcy dysponowali dużą siłą ognia, zbyt długie pozostawanie w jednym miejscu, tzn. na należycie zamaskowanym stanowisku strzeleckim, groziło rychłą śmiercią w wyniku zmasowanego ostrzału. Dlatego też Zajcew obrał taktykę ciągłego ruchu polegającą na zmienianiu kryjówek po celnym strzale lub kilku celnych trafieniach.

W pewnym momencie indywidulane sukcesy snajpera okazały się niewystarczające dla sowieckiego dowództwa, a Zajcew otrzymał nowy rozkaz likwidowania operatorów ckm-ów. Było to misja tak trudna, że w praktyce niewykonalna dla jednego snajpera. Zajcew odpowiedział przełożonemu, iż sam nie jest wstanie sprostać powierzonemu zadaniu, na co dowódca zareagował w dosyć osobliwy sposób: rozkazał Zajcewowi skompletowanie odpowiedniego oddziału delegując go jednocześnie do jego przeszkolenia.

Proces rekrutacji i wyszkolenia przebiegał na tyle sprawnie (niespełna 2 dni), że nie poprzestano tylko na jednym oddziale, a Wasilij Zajcew szkolił przyszłych snajperów niemal masowo. W krótkim czasie stalingradzkich strzelców wyborowych zaczęto nazywać zajączkami, a przyjęta zasada zmiany stanowiska po jednym celnym strzale sprawiła, iż byli oni praktycznie nieuchwytni dla Niemców, siejąc spustoszenie w ich szeregach, a przede wszystkim oddziałując negatywnie na ich psychikę. Zajcew po przekazaniu należytej wiedzy sowieckim żołnierzom sam wrócił do czynnej walki. Do końca listopada 1942 roku miał ponad sto potwierdzonych trafień.

Kolejnym ważnym etapem jego snajperskiej służby było skoordynowanie działań kilku strzelców wyborowych tworząc jeden niewielki oddział. Ich nowym zadaniem, z którym poradzili sobie bardzo dobrze, stała się eliminacja niemieckich dowódców. Najważniejszą ofiarą snajperów okazał się pułkownik Wermachtu trafiony w czasie narady z dwoma oficerami niższej rangi, którzy podzielili los przełożonego.

Sprawna sowiecka propaganda przystąpiła do rozsławiania postaci Zajcewa w społeczeństwie, jak i wśród samych czerwonoarmistów walczących nad Wołgą. Zrzucano ulotki opisujące jego osiągnięcia, a także zawierające patetyczne opisy walki sowieckiego oręża. Niewykluczone, że to właśnie dzięki tym ulotkom Niemcy zorientowali się, że za całą snajperską działalnością stoi jeden człowiek. Zgodnie z sowiecką historiografią do Stalingradu ściągnięto najlepszego niemieckiego strzelca, który miał rzucić rękawicę Zajcewowi. Pojedynek doczekał się godnego miejsca w kinematografii sowieckiej, a później także i rosyjskiej, choć nie tylko (przykładem jest zagraniczna produkcja z 2001 roku Wróg u bram opowiadająca historię Wasilija Zajcewa). Jednakże rzekomy major König nie istniał, a jeśli ktoś o tych personaliach rzeczywiście służył w Wermachcie, to na pewno nie jako snajper. Tak więc najsłynniejszy pojedynek okazał się wielką farsą wymyśloną na potrzeby sowieckiej propagandy. Ostateczny, potwierdzony wyniki Wasilija Zajcewa wynosi 125 trafień.

Wybitny Fin Simo Häyhä

Doceniając cały snajperski kunszt Zajcewa należy stwierdzić, że jego metody, taktyka oraz warunki w jakich przyszło mu walczyć, wypadają dosyć przeciętnie przy Białej Śmierci. Ten przydomek należał oczywiście do fińskiego strzelca wyborowego z czasów wojny zimowej – legendarnego Simo Häyhy. Gdy groźba sowieckiej inwazji na kraj tysiąca jezior stawała się coraz poważniejsza, w listopadzie 1939 roku zmobilizowano go do 34. pułku piechoty.

Temperatura poniżej minus 30 stopni Celsjusza i ogromne połacie śniegu wymusiły na fińskich żołnierzach odpowiednio maskujących ubiór. Nie inaczej odziany był Häyhä, a dodatkowe ciepłe ubranie i nieprzemakalne buty oraz niski wzrost (zaledwie 161 cm) ułatwiły mu kamuflaż. Fin, zaprawiony i przystosowany do niskich temperatur, pod osłoną nocy zakopywał się pod śnieżną kopułą usypując oraz polewając wodą odpowiedni kopiec przed lufą karabinu, aby podmuchy śniegu po wystrzale oraz odbijające się od  wspomnianej lufy promienie słoneczne nie zdradziły jego położenia. Legendarne opisy nabierania porcji śniegu do jamy ustnej są również zgodne z prawdą, a wszystko po to, by wydobywająca się z ust para nie pomogła nieprzyjacielowi go zlokalizować.

Podobnie jak na późniejszym etapie walk Zajcew, tak i Simo Häyhä od samego początku eliminował dowódców, obserwatorów oraz sowieckich snajperów, a później również szeregowych czerwonoarmistów dziesiątkując ich oddziały. Już po trzech dniach inwazji jego wynik wynosił 51 zabitych.

Najdłuższy dystans z jakiego strzelał wynosił 450 metrów. Jednakże, gdy weźmiemy pod uwagę, że Häyhä nie używał celownika optycznego, a jedynie… muszki ze szczerbinką, jego snajperskie osiągnięcia budzą prawdziwy podziw. Fin odrzucił to niewątpliwe ułatwienie z powodu osadzającego się na szkle celownika szronu i (podobnie jak to miało miejsce w przypadku promieni słonecznych odbijających się od lufy karabinu) mogło to zdradzić jego położenie oraz wymuszało uniesienie wyżej głowy, co zwiększało ryzyko postrzału przez nieprzyjaciela.

Co ciekawe, Häyhä na bliższym dystansie strzelał również z karabinu maszynowego, a do 6 marca 1940 roku, na kilka dni przed zawarciem rozejmu, na swoim koncie zanotował 542 trafień (z czego ponad 200 za sprawą karabinu maszynowego). Był to najlepszy w całej II wojny światowej wynik snajpera. Simo Häyhä osiągnął go w zaledwie 3 miesiące.

Kanadyjski Häyhä na Ukrainie

40-letni Kanadyjczyk jeszcze przed kilkoma dniami wykonujący zawód informatyka dziś przebywa na terenie pogrążonej w wojnie Ukrainie. Uznawany jest za najlepszego strzelca ostatnich kilkunastu lat, na co bez wątpienia wpływ ma talent i ogromne doświadczenie bojowe.

Wali, bo o nim mowa (pomimo rozpowszechnionego wizerunku Kanadyjczyka chętnie występującego w programach telewizyjnych nie znamy jego szczegółowych danych) brał dwukrotnie udział w operacjach wojskowych w Afganistanie (m.in. jako snajper Kanadyjskich Sił Zbrojnych w latach 2009-2011), a następnie (od 2015 roku) w Iraku i Syrii, gdzie walczył przeciwko ISIS. Jego macierzystą jednostką w Afganistanie był 22. Pułk Królewski, a w Iraku elitarna jednostka JTF-2 (Joint Task Force).

Te strzępy informacji o dokonaniach Wali’ego to w zasadzie wszystko, czym dysponuje opinia publiczna. Jego dane osobowe pozostają pod ścisłą ochroną kanadyjskich służb specjalnych. Natomiast pseudonim wziął się z czasów służby w Afganistanie, co oznacza w tamtejszym języku mistrza i obrońcę (już wówczas wśród afgańskiej ludności krążył ocean plotek o jego dokonaniach).

Snajperski rekord z 2017 roku, pomimo tego, że dane strzelca utajniono, utożsamiany jest właśnie z Walim.

Snajper z JTF-2 (zatem tej samej jednostki, do której należał Kanadyjczyk) używając karabinu McMillan TAC-50 oddał rekordowy strzał z odległości 3540 metrów. Strzelec usytuowany był na piętrze wieżowca, natomiast cel znajdował się kilkadziesiąt metrów niżej. Trafienie zajęło mniej niż 10 sekund.

Na profilu kanadyjskiej armii zamieszczono wówczas następujący komunikat: „Kanadyjskie Dowództwo Operacji Specjalnych może potwierdzić, że członek Połączonych Sił Zadaniowych 2 z powodzeniem uderzył w cel na wysokości 3540 metrów” – czytamy w oświadczeniu. „Ze względów bezpieczeństwa operacyjnego oraz w celu zachowania bezpieczeństwa naszego personelu i naszych partnerów z Koalicji nie będziemy omawiać dokładnych szczegółów dotyczących tego, kiedy i jak ten incydent miał miejsce” – dodały służby.

Jest to zatem najdłuższy celny strzał w historii działań wojennych. Równie spektakularny rekord padł w czasie operacji Anakonda w 2002 roku i należał również do kanadyjskiego snajpera Roba Furlonga (trafił z 2430 metrów, co wówczas było najdłuższą udaną próbą). Tor balistyczny pocisku obniżył się aż o 44,5 metra, a lot trwał około 4 sekund.

Natomiast poprzedni rekord należał do żołnierzy z australijskiego zespołu snajperski z kompanii Delta 2. pułku Commando i wynosił 2815 metrów. Jeśli wierzyć medialnym spekulacjom, Wali jako pierwszy strzelec w historii złamał barierę 3 kilometrów.

Michał Wolny

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj