Wstrzykiwali ludziom zwierzęcy hormon. Potworne? To odkrycie uratowało życie milionów!

0
538
Strzykawka. Zdjęcie ilustracyjne. Fot.:Triggermouse/pixabay.com

Niemal każdy z nas zna osoby chorujące na cukrzycę. Może być to zarówno diagnozowana u ludzi młodych cukrzyca pierwszego typu, jak i charakterystyczna głównie dla podeszłego wieku i złej diety cukrzyca drugiego typu. Ów problem zdrowotny polega na niewydolności fragmentu trzustki, który jest odpowiedzialny za produkcję insuliny. Przez wiele wieków ludzie z takim zaburzeniem umierali dość szybko po zaistnieniu objawów, a ich ostatnie tygodnie życia nie należały do najprzyjemniejszych. Dziś jest inaczej. Wszystko dzięki dokonanym w XIX i XX wieku postępom w nauce. Obecnie olbrzymia część cukrzyków (wszyscy z cukrzycą pierwszego typu i część z cukrzycą drugiego typu) może ratować się przyjmując ów hormon w zastrzykach. Dzięki temu żyją w dobrej formie przez długie lata.

Współcześnie osoby chorujące na cukrzycę mogą w pełni korzystać z życia, spełniać się i realizować swoje plany i marzenia. Jednak jest to możliwe od stosunkowo niedługiego czasu. Przed nieco ponad stu laty chorzy na cukrzycę umierali bardzo szybko po pojawieniu się objawów – dużej i błyskawicznej utraty masy ciała, niepohamowanego pragnienia, wydalania z organizmu olbrzymich ilości moczu, ogromnego zmęczenia i ogólnego osłabienia. Przed odkryciem i zastosowaniem insuliny chorym pomóc mogła tylko ekstremalnie ścisła dieta oparta na ograniczeniu spożywania węglowodanów. Taka zmiana przedłużała jednak życie zaledwie o rok lub dwa lata. Gdy stan zdrowia ulegał osłabieniu chory zapadał w śpiączkę i umierał. Szczęśliwie dziś tak nie jest.

Sama nazwa insuliny pochodzi od greckiego słowa insula oznaczającego wyspę. Nie wzięło się ono znikąd. Przeciwnie. Ma sensowne uzasadnienie, gdyż obszary produkujące ten hormon w trzustce noszą nazwę Wysp Langerhansa. Termin odnosi się zarówno do struktury tej części ludzkiego organizmu jak i pierwszego naukowca, który zauważył je pod mikroskopem. Dokonał tego już w 1869 roku niemiecki patolog Paul Langerhans. Wtedy jednak naukowiec nie wiedział jaką dokładnie pełnią funkcję owe wysepki. Sugerował jedynie, że mogą produkować substancje zaangażowane w proces trawienny. I miał rację!

Pierwsze próby powiązania trzustki z występowaniem cukrzycy przeprowadzili w roku 1898 na uniwersytecie w Strasburgu niemiecki fizjolog polskiego pochodzenia Oscar Minkowski i jego kolega Joseph von Mering. Dokonali oni dość drastycznego eksperymentu. Usunęli bowiem trzustki psom. Zwierzęta zdychały po dwóch lub trzech tygodniach. W ich moczu pojawiał się natomiast cukier, co było jednoznacznym dowodem na to, że trzustka odpowiada za poziom glukozy we krwi. Co ważne, cukromocz jest objawem cukrzycy także u ludzi, o czym doskonale wiedzieli już starożytni lekarze diagnozujący chorobę m.in. na podstawie słodkiego smaku owego płynu.

W 1920 roku młody chirurg z Kanady Frederick Banting na kanwie wcześniejszych odkryć postanowił uzyskać „ekstrakt z trzustki” i podać go psom z usuniętą trzustką. Współpracował z nim jego asystent, student Charles Best. W badania zaangażował się również profesor John Macleod, który w tym celu udostępnił swoje laboratorium. Wspierał ich też James Collip. W 1921 roku rozpoczęły się prace, które doprowadziły do jednej z najbardziej przełomowych chwil w dziejach medycyny. Po wielu próbach naukowcom udało się obniżyć stężenie glukozy we krwi u zwierząt bez trzustki. Wszystko dzięki podaniu „wyciągu” z tego narządu. Pierwszym psem, który zareagował na leczenie insuliną, była suczka Marjorie mająca zaawansowaną cukrzycę.

Był to jednak dopiero pierwszy z etapów, które doprowadziły do odkrycia współczesnej insuliny. Po wielu próbach oczyszczenia zwierzęcego hormonu, wystarczająco czysty ekstrakt podano pierwszemu pacjentowi – Leonardowi Thompsonowi. Był to 14-letni chłopak z zaawansowaną postacią cukrzycy. W chwili podania pierwszego zastrzyku z insuliną w styczniu 1922 roku ważył niecałe 30 kg i wydawało się, że nie ma dla niego ratunku. Po iniekcjach chłopak zaczął jednak dochodzić do zdrowia, miał coraz lepsze wyniki i czuł się silniejszy. Dzięki insulinie przeżył kolejne 13 lat, co było wówczas niespotykanym osiągnięciem.

Odkrycie i zastosowanie insuliny było na tyle przełomowym wydarzeniem, że Frederick Banting i John Macleod otrzymali w 1923 roku Nagrodę Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny (Besta wówczas szwedzcy akademicy nie uwzględnili, ale Banting podzielił się z asystentem swoją częścią nagrody pieniężnej, z podobnie zignorowanym Jamesem Collipem podzielił się natomiast Macleod). W tym samym roku panowie otrzymali też patent na insulinę, który natychmiast sprzedali za symbolicznego dolara uniwersytetowi w Toronto, tym samym ofiarując swoje odkrycie wszystkim ludziom chorym na cukrzycę.

Na świecie rozpoczęła się masowa produkcja insuliny z wykorzystaniem trzustek bydlęcych, co uratowało i przedłużyło życie wielu ludzi. Natomiast w latach 80. XX wieku, dzięki kolejnym odkryciom i rozwojowi nauki, wprowadzono na rynek ludzką insulinę wytwarzaną laboratoryjnie przy wykorzystaniu komórek pałeczki okrężnicy lub drożdży piekarskich. Ta metoda zwiększyła dostępność insuliny dla chorych, co jeszcze bardziej pomogło cukrzykom prowadzić normalne życie i dożywać późnego wieku.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj