Zbrodniczy interes wczesnego średniowiecza. Tragiczna historia niewolnictwa Słowian

0
390
Targ w kraju wschodnich Słowian, obraz Siergieja Iwanowa przedstawiający sprzedawanie Słowian muzułmanom przez Wikingów.

W wielu językach Europy Zachodniej wyraz oznaczający niewolnika brzmi bardzo podobnie do określenia stosowanego wobec Słowian. Co więcej, nie jest to efekt przypadku, a bolesnej historii z naszymi przodkami w roli głównej. Historii, w której za krzywdę Słowian odpowiadali także ich rodacy.

Proceder niewolenia ludzi i traktowania ich niczym towaru nie był typowym zjawiskiem jedynie dla śródziemnomorskiej starożytności i nie powrócił po latach niebytu w czasach kolonializmu oraz słusznie owianych złą sławą plantacji bawełny w Ameryce Północnej. Niewolnictwo istniało w najlepsze – choć wypadałoby raczej powiedzieć: w najgorsze – także w wiekach średnich.

Mocno zapomnianym elementem przykrej historii niewolnictwa jest tragiczny los Słowian, których traktowano jak towar tak często, że aż ich określenie etniczne stało się synonimem niewoli w wielu językach świata. Nasi przodkowie, Słowianie z Polski, ale także Czech, Połabia, Rusi, Bałkanów i innych terenów, byli masowo wywożeni ze swoich ojczyzn.

Głównymi kupcami słowiańskich niewolników byli Arabowie z kalifatu Kordoby na południu Półwyspu Iberyjskiego oraz z Bliskiego Wschodu. Nasi przodkowie trafiali jednak i do innych państw, w tym krajów Europy Zachodniej oraz Wschodniej, a także na pogranicze Europy i Azji, do nadwołżańskiego państwa turkijskich Bułgarów Kamskich oraz do Kaganatu Chazarskiego.

Słowiańscy niewolnicy pracowali na roli, w kopalniach, jako pomoc domowa, ale także służyli w specjalnych jednostkach wojskowych. Mężczyźni bywali niekiedy kastrowani, natomiast kobiety często trafiały do haremów.

Skala zjawiska była tak gigantyczna, że wielu muzułmańskich władców miało na usługach nawet po kilka tysięcy Słowian. Jedni walczyli, inni pracowali. Dziś, z braku wystarczającej liczby szczegółowych źródeł pisanych, nie dowiemy się ilu ludzi wywieziono ze Słowiańszczyzny. Mówimy jednak o wielu tysiącach, a być może nawet owa liczba winna zostać wyrażona w milionach. To jednak tylko przypuszczenia, choć nie bezwartościowe – proceder uprawiano bowiem na masową skalę, trwał przez kilka wieków, był sprawnie zorganizowany i uczestniczyli w nim wielcy ówczesnego świata, a gospodarki wielu państw mogły przyjąć wręcz nieograniczoną liczbę niewolniczych rąk do pracy.

Handlem Słowianami często zajmowali się kupcy żydowscy będący w owym czasie, od wieku VIII do XI, pośrednikami między światem islamskim, a Europą. Możliwe, że ludźmi handlował także Ibrahim ibn Jakub, autor pierwszego opisu państwa Mieszka I, ale także relacji o czeskiej Pradze i naszym Krakowie.

Tu dochodzimy do mocno szokującego elementu owej układanki. Nieludzki handel tzw. żywym towarem nie mógłby odbywać się na tak wielką skalę przez tyle wieków gdyby nie zaangażowali się w niego lokalni władcy słowiańscy. O ile na Rusi sytuacja mogła wyglądać nieco odmiennie, gdyż od połowy IX wieku elitę polityczną stanowili tam obcy etnicznie Wikingowie, o tyle w Polsce czy w Czechach zyski ze sprzedaży rodaków czerpały lokalne dynastie. Początkowo były to z pewnością liczne, acz mniej wpływowe rody, ale z czasem rywalizacja polityczna, a być może także walka o rynki zbytu i samych niewolników sprzedawanych potem na zewnątrz, doprowadziła do szerszych konfliktów. Zwycięzcy walk to najpewniej (choć brakuje w tej sprawie źródeł pisanych) rody, które w przyszłości założyły państwa.

Nie ma przy tym wątpliwości, że Praga stanowiła wówczas jedno z największych centrów handlu ludźmi. Możliwe więc, że władcy tamtych stron pokonali innych czeskich sprzedawców zniewolonych Słowian i obłowili się na handlu pokonanymi, umacniając swoją pozycję – także w wymiarze politycznym. W kolejnych latach natomiast Praga stała się także logistycznym centrum handlu Słowianami pochodzącymi z innych stron, najpewniej również z Polski. Niewykluczone ponadto, że Piastowie (i nie tylko) posiadali specjalne grody o cechach obozów, w których trzymano niewolników pędzonych właśnie do Pragi. Archeolodzy odnaleźli na ziemiach polskich i w innych miejscach Słowiańszczyzny grody bez wyraźnych śladów zamieszkania. Wielu ekspertów uważa, że przetrzymywano tam niewolników podczas ich transportu.

Teoria o silnym zaangażowaniu się przodków Mieszka I, a możliwe że i nawet jego samego, w międzynarodowy handel ludźmi może być prawdziwa również dlatego, że na ziemiach polskich archeolodzy odnajdują wiele arabskich monet – srebrnych dirhemów. Tymczasem nie posiadamy wiedzy o żadnym cennym towarze eksportowym, który zapewniłby tak wielki strumień arabskich pieniędzy płynących nad Wartę i Wisłę. Z kolei źródła pisane wskazują, że w świecie arabskim Słowian – zwanych Saqaliba – było naprawdę wielu. Żyjący w IX wieku poeta al-Husayni pisał nawet o „słowiańskiej szarańczy” w Bagdadzie. Słowianom w świecie arabskim zdarzało się także robić (potwierdzone źródłowo) kariery polityczne i wojskowe, a jedna z niewolnic był nawet matką kalifa. Archeolog profesor Przemysław Urbańczyk wyraził nawet swego czasu pogląd, że na dworach w świecie arabskim konieczna była znajomość słowiańskiej mowy.

Krótko mówiąc: choć nie mamy na to niepodważalnych bezpośrednich źródeł pisanych, to liczne inne źródła, analogie oraz badania archeologiczne wskazują, że w procederze masowej sprzedaży Słowian uczestniczyli także założyciele państwa, które w przyszłości stało się Polską – Piastowie. Możliwe nawet, że bez gigantycznych dochodów ze sprzedaży ludzi nie byliby oni w stanie stworzyć stabilnej struktury politycznej oraz nie byłoby ich stać na utrzymanie drużyny (o słowiańsko-nordyckim rodowodzie) służącej podporządkowaniu dynastii innych plemion polskich oraz odnoszeniu zwycięstw w wojnach z sąsiadami.

Proceder masowego wywożenia Słowian do państw arabskich osłabł jednak około XI wieku. Wiąże się to z kryzysem świata muzułmańskiego. Słowem: nie było aż takiego zapotrzebowania na ręce do pracy, a nawet jeśli niewolnicy nadal byli przydatni, to trudniej było o fundusze na zapłatę. Nie jest natomiast w stu procentach jasna relacja między kryzysem świata arabskiego, a umocnieniem się państwa polskiego i chrystianizacją. Początkowo bowiem Kościół w Europie Środkowej nie był przesadnie radykalny w walce z niewolnictwem, a krytyka dotyczyła przede wszystkim niewolenia chrześcijan. Do rezygnacji ze sprzedaży ludzi wierzących wzywał m.in. święty Wojciech – niestety władcy jego ojczystych Czech niebyli zbyt chętni nawet na takie ograniczenie procederu. Nie wiadomo natomiast czy to kryzys w świecie arabskim spowodował zmniejszenie popytu na niewolników, co wpłynęło na sytuację państw słowiańskich czy też ów kryzys został wywołany przez zahamowanie sprzedaży Słowian. Mogłoby ono być spowodowane albo presją Kościoła albo niechęcią Piastów do sprzedaży rodaków i osłabiania potencjału demograficznego własnego państwa lub też brakiem dostatecznej liczby niewolników na sprzedaż (coraz trudniej było o podboje). Nie da się jednak nie zauważyć, że kryzys świata arabskiego i mniejsze zapotrzebowanie na niewolników zbiegły się z kryzysem monarchii wczesnopiastowskiej. Czy więc państwo Polan znalazło się w kryzysie, bo nie otrzymywało z Bliskiego Wschodu pieniędzy służących m.in. finansowaniu drużyny? Czy to jednak świat arabski podupadł, bo Słowianie przestali sprzedawać Słowian? Wszystko jest możliwe, ale z braku źródeł ciężko o potwierdzenie takich hipotez. Należy jednak odnotować, że gdy państwo Piastów było w kryzysie, Czechy Przemyślidów – nie.

Zahamowanie popytu i spadek podaży słowiańskich niewolników nie oznaczało jednak całkowitego końca procederu. Niewolnicy w państwie polskim byli sprzedawani i kupowani jeszcze w czasach rozbicia dzielnicowego. Nie była to już jednak wówczas istot część dochodów władców. Wpływ na zaniechanie dawnych haniebnych praktyk miały zarówno zmiany w światowym układzie sił jak i chrystianizacja. Głos biskupów sprzeciwiających się handlowi ludźmi był bowiem przez lata ignorowany, ale kropla drążyła skałę.

Średniowieczne niewolnictwo Słowian koniec końców przygasło, ale nie zniknęło. Wiele osób uważa, że w kontekście procederu niewolnictwa można analizować nawet pańszczyznę w Rzeczpospolitej. Choć jest to pogląd bardzo odważny i może nie wytrzymać krytyki, to sytuacja chłopów w nowożytnej Rosji była już znacznie bliższa niewolnictwu. W niewolę – jasyr – brani byli także mieszkańcy krajów słowiańskich, w tym Polski, podczas najazdów tatarskich i tureckich (osmańskich). Niewolnictwem można nazwać ponadto także sytuację narodów słowiańskich (ale również Żydów i Romów) na terenach okupowanych przez niemiecką III Rzeszę oraz Związek Sowiecki. Ponadto, mimo upływu wielu wieków, proceder sprzedaży i wywożenia kobiet z krajów słowiańskich ma miejsce także i współcześnie. Organizacje międzynarodowe alarmują, że wiele kobiet z naszej części świata – szczególnie z krajów byłej Jugosławii i byłego ZSRR – jest porywanych i wywożonych do krajów arabskich oraz Izraela, gdzie jako niewolnice seksualne są zmuszane do prostytucji. Owa tragiczna sytuacja dzieje się dziś, tu i teraz, dlatego nie jest tematem dla historyków. Warto jednak o tym wiedzieć i w miarę możliwości wspierać walkę ze współczesnym niewolnictwem.

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj