Akcja „Wisła”. Polska zemsta za rzeź wołyńską czy jedyny sposób na pokonanie UPA?

0
908
Przesiedlenia Ukraińców w ramach akcji „Wisła”, kwiecień 1947.

Wbrew powszechnemu mniemaniu rok 1945 nie przyniósł Polsce wymarzonego pokoju. Po pierwsze narzucony nam siłą ustrój komunistyczny wywołał zrozumiałą reakcję patriotycznego podziemia niepodległościowe. Po drugie zaś nadal istniały problemy będące konsekwencją procesów zapoczątkowanych podczas II wojny światowej: zachód kraju terroryzowały nazistowskie bandy Werwolfu, zaś wschód – sotnie Ukraińskiej Powstańczej Armii. I to właśnie przeciwko nim władze komunistyczne przeprowadziły tzw. Akcję „Wisła”. Zakończyła ona zbrodnie banderowców, jednak nie brakuje dziś – także uzasadnionych – głosów uznających ją za zbrodnię.

Akcja „Wisła” to – w największym skrócie – rozpoczęta w kwietniu roku 1947 wojskowa operacja przesiedlenia blisko 150 tys. osób mieszkających w miejscowościach południowo-wschodniej Polski w granicach pojałtańskich. Celem działania było odcięcie nacjonalistycznych terrorystów ukraińskich od zaplecza społecznego umożliwiającego im prowadzenie działań przeciwko ludności polskiej oraz komunistycznym władzom. Uznawano, że jak długo istnieć będzie na tym obszarze zwarte osadnictwo ukraińskie, tak długo wsie będą zapewniać bandom UPA wyżywienie i rekrutów oraz ułatwiać prowadzenie działań zaczepnych m.in. poprzez przekazywanie meldunków.

Co istotne – skrajni nacjonaliści ukraińscy chcieli włączyć owe obszary w skład planowanego, przyszłego państwa ukraińskiego, które w ich zamyśle winno być pozbawione mniejszości etnicznych, w tym wypadku: Polaków. To właśnie dlatego szowinistyczne zbrodnie nie ustały wraz z wycofaniem się z tych obszarów nazistowskich Niemiec, a pod pewnymi względami nasiliły się jako odpowiedź na przesiedlenia dokonywane między Polską a ZSRR.

Wobec tego władze komunistyczne uznały, że wysiedlenie mieszkających na tym obszarze ludzi (głównie Ukraińców, ale także Polaków oraz ruskich mniejszości), odetnie banderowców od tego, co umożliwiało im dalszą walkę. Tak osłabione bandy UPA miały zostać pokonane w walce lub wyłapane przez Ludowe Wojsko Polskie.

W obliczu potworności, jakich od roku 1939 (a więc w tamtym momencie od blisko 8 lat!) dopuszczali się w południowo-wschodnich województwach II RP ukraińscy szowiniści zarażeni chorą ideologią Stepana Bandery i Dmytra Doncowa, walka z sotniami UPA poprzez przesiedlenie (na lepiej rozwinięte pod względem kultury materialnej Ziemie Odzyskane) potencjalnego zaplecza społecznego dla terroryzujących owe okolice band brzmi jak rozwiązanie niezwykle humanitarne. Niestety rzeczywistość nie była kolorowa jak mogłoby się to wydawać. Wysiedlenia, delikatnie mówiąc, często stanowiły niezwykle traumatyczne wydarzenie, szczególnie, że ludność miała bardzo mało czasu na spakowanie się, a dotarcie do punktów zbornych wymagało długiego marszu. W trakcie przeprowadzania operacji mogło zginął nawet kilkadziesiąt osób (w tej liczbie nie zawierają się terroryści z UPA). Akcja miała ponadto cechy niedopuszczalnej w cywilizacji zachodniej odpowiedzialności zbiorowej. Wszak nie wszyscy Ukraińcy, którzy po zmianie granic oraz wcześniejszych akcjach przesiedleńczych przeprowadzanych wraz z władzami ZSRR pozostali w granicach Polski, wspierali banderowskie formacje. Co więcej, część z tych, którzy wspierali nacjonalistyczne sotnie czyniła to przymusowo – UPA zastraszała bowiem ludność cywilną, także ukraińską, zmuszając ją do współpracy pod groźbą śmierci.

Dodatkowo akcja objęła nie tylko Ukraińców, ale także Polaków oraz ruskie mniejszości narodowe (Łemkowie, Bojkowie, Dolinianie) mieszkające na tym terenie i uznawane (często wbrew własnej woli) przez ukraińskich nacjonalistów za część narodu ukraińskiego. Akcja „Wisła” oznaczała w tym wypadku zniszczenie dorobku kulturowego niewielkich społeczności wschodniosłowiańskich oraz narażenie ich na wynarodowienie, do czego w wielu wypadkach istotnie doszło. Nie brakuje też głosów, że przesiedlenie i rozproszenie Ukraińców oraz Rusinów było celowym działaniem komunistów pragnących doprowadzić do zatracenia przez owe grupy własnej tożsamości narodowej w ramach monoetnicznej Polski Ludowej. Warto bowiem zauważyć, że Akcja „Wisła” objęła także tereny, na których nie dochodziło do zbrodni UPA. Nie można jednak wykluczyć, że w sytuacji przeprowadzenia przesiedleń jedynie na obszarze operowania banderowskich sotni nacjonalistyczne bandy przeniosłyby się na sąsiednie ziemie zamieszkałe przez Ukraińców i ludność ruską.

Ponadto niektórzy historycy oceniają, że gdyby władza komunistyczna naprawdę chciała pokonać UPA innymi, bardziej celowymi i odległymi od odpowiedzialności zbiorowej metodami, to by to zrobiła. Wszak „czerwoni” władcy Polski pokonali polskie podziemie niepodległościowe. Należy jednak odnotować, że infiltracja banderowskich sotni złożonych z przedstawicieli mniejszości etnicznej i dodatkowo funkcjonujących na dość zwartym obszarze była zadaniem całkowicie innego rodzaju. Metody walk z UPA stosowane w latach 1945-1947 okazały się po prostu nieskuteczne i dziś ciężko ocenić czy komuniści nie byli w stanie wygrać czy też nie chcieli osiągnąć sukcesu i woleli przez jakiś czas mieć na rubieżach państwa swoistą wojnę domową, w której – jakby nie patrzeć – w chwili walki z szowinizmem ukraińskim reprezentowali polski interes narodowy. Bez dwóch zdań taki scenariusz był dla stalinowskich władz w Warszawie wygodny, także pod względem propagandowym.

Pretekstem do rozpoczęcia operacji „Wisła” stało się zabicie pod Baligrodem w Bieszczadach przez bandę UPA komunistycznego generała Karola Świerczewskiego. Niektórzy powątpiewają jednak w tę wersję wydarzeń. Niezależnie jednak od okoliczności śmierci „Waltera” do przeprowadzenia akcji władze komunistyczne przygotowywały się już wcześniej.

Operacja „Wisła”, przy wszystkich wspomnianych wyżej zastrzeżeniach dotyczących humanitaryzmu, praw człowieka, ewentualnych cech czystki etnicznej czy nawet znamion zbrodni komunistycznej, okazała się skuteczna – osiągnęła swój główny cel. Bandy UPA działające do roku 1947 na terenach południowo-wschodniej Polski (w nowych granicach) straciły wsparcie otrzymywane od ludności cywilnej (udzielającej go dobrowolnie lub pod przymusem), gdyż de facto żadnych cywilów na tym obszarze nie było.

Wkrótce – jeszcze w trakcie przesiedleń – zajmująca się całą operacją Grupa Operacyjna „Wisła” pod dowództwem generała brygady Stefana Mossora rozpoczęła walki z banderowcami, których siły na obszarze Polski szacowano wówczas na 2,5 tys. dobrze wyszkolonych i zaopatrzonych osób o wysokim stopniu determinacji w walce (fanatyzm ideologiczny) oraz nieznających litości wobec swoich wrogów. Co najmniej drugie tyle wynosiły (przed akcją „Wisła”) zdolności mobilizacyjne UPA.

W wyniku działań komunistycznego LWP część banderowców została złapana i osądzona przez Sąd Wojskowy. Nie brakowało wyroków śmierci. Wielu zginęło też w walce. Część zdołała przedrzeć się przez granicę z Czechosłowacją (choć władze w Pradze oraz komuniści z ZSRR wspierali w akcji „Wisła” rząd w Warszawie także poprzez operowanie podległych im jednostek wojskowych po ich stronach granicy) i dotrzeć na zachód. Inne formacje nacjonalistów ukraińskich udały się natomiast do ZSRR i tam prowadziły walkę. Ponadto część osób ujętych podczas operacji „Wisła” trafiła do Centralnego Obozu Pracy w Jaworznie, który w czasach okupacji niemieckiej pełnił rolę podobozu KL Auschwitz-Birkenau. Wielu więźniów nie wyszło żywych z owego COP, a obecnie nie brakuje głosów nazywających placówkę w Jaworznie mianem obozu koncentracyjnego.

Oceniając akcję „Wisła” pod kątem jej zbrodniczego charakteru należy odnotować, że winy w tej materii z całą pewnością nie mogą obciążać narodu polskiego, gdyż decyzję o takim sposobie rozwiązania problemu związanego z bestialskimi bandami UPA nie podjęli wolni i cieszący się niepodległością Polacy, a władze komunistyczne pełniące w kraju rolę sił okupacyjnych. Dlatego też nazywanie tej operacji Ludowego Wojska Polskiego mianem „polskiej zemsty za Wołyń” nie znajduje uzasadnienia. Nie można także mówić o całej sprawie w oderwaniu od kontekstu zbrodni dokonywanych na Polakach i innych narodach zamieszkujących te okolice przez ukraińskich szowinistów. Zapewne zasadnym byłoby nawet wskazywanie ich – obok komunistycznego rządu w Warszawie – jako współwinnych doprowadzenia do operacji „Wisła”. „Czerwoni” mogli bowiem podjąć rozmaite działania wobec band UPA terroryzujących Polskę południowo-wschodnią. Wybrali przesiedlenia w ramach akcji „Wisła” – być może z powodu własnych interesów politycznych. Gdyby jednak ukraińscy szowiniści nie mordowali Polaków, to nawet komunistyczni władcy Polski Ludowej nie mogliby ot tak wysiedlić kilkudziesięciu tysięcy ludzi i osiedlić ich na drugim końcu kraju.

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj