Bardzo biedni i bardzo bogaci. Jak zarabiali Polacy w czasach II Rzeczpospolitej?

0
191
Zdjęcie ilustracyjne. Fot.:Engin_Akyurt/pixabay.com

Nie jest łatwo porównać pensje ludzi żyjących kilka dekad temu. Wpływa na to wiele czynników ekonomicznych oraz historycznych. Pewne tendencje na dużym poziomie ogólności można jednak zakreślić. I widać, że w II Rzeczpospolitej wiele zależało nie tylko od wykształcenia oraz zawodu, ale także miejsca zamieszkania i płci.

Dziś trudno nawet wskazać przeciętne zarobki w ostatnich latach istnienia II RP. Wynika to z wielu faktów – przede wszystkim tego, że nie dysponujemy pełnymi danymi. Wobec tego najlepiej podawać pensje dla poszczególnych grup zawodowych – i to z zastrzeżeniem, że najpewniej są niekompletne gdyż obejmują tylko osoby objęte ubezpieczeniem emerytalnym. A i tak dysproporcje, jakie widzimy, są gigantyczne. O ile bowiem robotnik zatrudniony w przemyśle mógł liczyć średnio na około 120 zł miesięcznie, to robotnik rolny musiał zadowolić się pensją nieco przekraczającą 35 zł. Fatalnie wynagradzano także służbę domową. To oczywiście skrajność, bo grup zarabiających tak źle było niewiele, należy jednak podkreślić ów aspekt.

Robotnicy zatrudnieni w innych gałęziach gospodarki zarabiali lepiej, czasami znacznie lepiej. W tym miejscu można wyróżnić górników (blisko 170 zł) oraz hutników (230 zł).

Owe kwoty w wyraźny sposób przekraczał statystyczny pracownik umysłowy (średnia blisko 290 zł). O ile był mężczyzną. Kobiety były bowiem wynagradzane wówczas znacznie słabiej. I to niezależnie od zawodu.

Zarobki znacznie powyżej tych wartości były domeną urzędników państwowy średniego i wyższego szczebla, w tym sędziów oraz wojskowych. Nauczyciele zarabiali zaś kwoty bliskie dobrze wynagradzanym robotnikom, a więc ponad 200 zł – a w szkołach średnich jeszcze więcej, nawet do blisko 300 zł.

Statystycznie w roku 1935 co 4 pracownik płacący składki nie przekraczał pensji na poziomie 120 zł. Z kolei co 3 cieszył się pensją powyżej 180 zł.

W przypadku niektórych zawodów związanych z państwem istniały ponadto specjalne dodatki. I o ile w wielu przypadkach wynosił kilka lub kilkanaście złotych, o tyle ludzie z administracji centralnej mogli być naprawdę zadowoleni, a ministrowie mogli liczyć nawet na ponad tysiąc złotych! Była to oczywiście skrajność i rzadkość.

Należy jednak pamiętać, że 100, 200 czy 300 zł wówczas miały zupełnie inną wartość niż dziś – inną siłę nabywczą. Przykładowo: kilogram ziemniaków kosztował 10 groszy, litr mleka poniżej 30 groszy, a kiełbasa około 2 zł za kilogram.

Mimo tak niskich cen osoba zarabiająca (orientacyjne) przeciętne wynagrodzenie mogła pod koniec lat 30. nabyć mniej takich samych produktów niż współcześnie za średnią krajową. Problem w tym, że wiele osób zarabiało wówczas znacznie poniżej tej kwoty.

Lepsza lub gorsza sytuacja wynikała zarówno z płci (mężczyźni zarabiali lepiej), jak i miejsca zamieszkania. Najlepiej zarabiali ludzie w centrum kraju. Nieco gorzej było na zachodzie, ale i tak mogli im zazdrościć mieszkańcy południa. Tragicznie zarabiali natomiast ludzie na Kresach Wschodnich. Widać więc, że rozwarstwienie społeczne było wówczas większe niż obecnie.

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj