Bitwa na stokach wulkanu Pichincha. Jak Ekwadorczycy 200 lat temu wywalczyli sobie wolność

0
345
Jeden ze szlaków przecinających wulkan Pichincha

Dokładnie 200 lat temu, 24 maja 1822 roku, 3500 metrów nad poziomem morza, na zboczu wulkanu Pichincha, odbyła się bitwa, podczas której mieszkańcy Ekwadoru wspólnie z wojskami Wielkiej Kolumbii i Peru wywalczyli niepodległość swojego kraju.

Wojna o niepodległość

Walka o wolność Ekwadoru to część większego konfliktu pomiędzy mieszkańcami Ameryki Południowej a wiernymi królowi Hiszpanii oddziałami. W historii zapisał się on jako Wojna kolonii hiszpańskich o niepodległość. Składała się ona z mniejszych i większych konfliktów zbrojnych odbywających się od 1808 do 1833 roku.

Do mieszkańców Ameryki Południowej dotarły informacje o sukcesie powstania na Haiti oraz o okupacji Hiszpanii przez Napoleona. Słysząc takie wieści zaczęli zastanawiać się nad sensem przynależności do tak słabego i dalekiego kraju, co doprowadziło do wzrostu popularności ruchów niepodległościowych. Do tego powstańcy ogłaszali postulaty zjednujące im rdzennych mieszkańców.

Jednym z najważniejszych liderów walki o niepodległość stał się Simón Bolívar, nazywany „El Libertador”. Przyczynił się on do uzyskania niepodległości przez Kolumbię, Wenezuelę, Panamę, Peru, Boliwię, Nową Grenadę i Ekwador. Został twórcą i prezydentem Wielkiej Kolumbii, zrzeszającej wyżej wymienione państwa, z wyjątkiem Boliwii, w której jednak również pełnił urząd prezydenta.

Przed bitwą

Wojna o niepodległość Ekwadoru rozpoczęła się 9 października 1820 roku, gdy port Guayaquil ogłosił niepodległość od korony po prawie bezkrwawej rewolcie. Siły powstańców przeciągały na swoją stronę kolejne prowincje, lecz zostały wkrótce powstrzymane w bitwie o Huachi.

Ekwadorczycy otrzymali jednak wsparcie w postaci sił Bolívara pod wodzą jego najbardziej zaufanego generała Antonia José de Sucre, który objął też dowództwo nad powstańcami. W późniejszych latach stanie się on bohaterem w kilku krajach Ameryki łacińskiej, pomagając między innymi Wenezueli i Peru w uzyskaniu niepodległości.

Bolívar nieprzypadkowo wysłał większe siły i zaufanego człowieka. Chciał, by tereny Ekwadoru stały się częścią Wielkiej Kolumbii. Władze portu były jednak niezdecydowane czy powinny dołączyć do republiki Bolívara czy skierować się w stronę Peru wyzwalanego przez José de San Martína lub utworzyć niezależną republikę.

Kampania przeprowadzona przez Sucre będzie w skutkach bardzo podobna do poprzedniej. Po kilku początkowych sukcesach zostanie on również pokonany w bitwie o Huachi. W związku z porażką w listopadzie podpisano zawieszenie broni, a Sucre zorientował się, że przebijanie się do Quito siłą będzie skutkowało klęską. Postanowił więc ominąć siły hiszpańskie przeprowadzając wojska po górach i wulkanach.

Powstańcy wyruszyli na początku stycznia. Plan zadziałał i armia z łatwością przemieszczała się w stronę Quito. Zajęto ważne komunikacyjnie miasto Cuenca, a Sucre zadbał, by jego władze podpisały dekret przyłączający je do Wielkiej Kolumbii. Zebrano również peruwiańskie i kolumbijskie posiłki oraz zwerbowano świeżych ochotników, po czym ruszono do ostatecznego celu. Na korzyść powstańców działał fakt, że z Quito wyruszyło akurat około 2000 rojalistów mających wesprzeć Hiszpanów w ataku na Bolívara. W tej sytuacji miasta broniło jedynie 1894 żołnierzy pod dowództwem Melchiora Aymericha. Siły powstańców liczyły 2971 ludzi.

Strzał 3500 metrów nad poziomem morza

Sucre chciał zaskoczyć rojalistów. Zebrał swoich ludzi, w skład których wchodzili Ekwadorczycy, Peruwiańczycy, Kolumbijczycy, Hiszpanie, Anglicy, Szkoci i Irlandczycy ze wspierającego powstańców batalionu brytyjskiego, a nawet kilku Francuzów. W nocy z 23 na 24 maja dowódca rozkazał wojskom wspiąć się na wulkan Pichincha, żeby obejść broniące miasta wojska.

Plany pokrzyżował mu deszcz, zmuszając go do zatrzymania się na wysokości 3500 m n.p.m. o godzinie 8 rano. Sucre postanowił, że zmęczone i dręczone chorobą wysokościową wojsko musi ukryć swoje pozycje oraz odpocząć.

Dowódca wysłał na zwiad bataliony peruwiańskie. Znalazły one dobry widok na położone pod wulkanem Quito. O 9:30 peruwiańscy żołnierze boleśnie przekonali się, że ich pozycje zostały dostrzeżone, gdy kula z muszkietu zabiła jednego z nich. Aymerich obserwując z miasta próby oflankowania go przez Sucra rozkazał wspinaczkę na wulkan w celu zaskoczenia ekwadorskich powstańców. Bitwa się rozpoczęła.

Kanonada

Sytuacja Peruwiańczyków stała się nieciekawa. Doszło do niekorzystnej dla powstańców wymiany ognia. Sucre, licząc na to, że Hiszpanie będą źle znosić walkę na wysokościach, wydał rozkaz ataku. To jednak nie pomogło. Kolumbijczycy podjęli nieudaną próbę oflankowania wrogów, a co gorsza, powstańcom kończyła się amunicja. Sucre nakazał taktyczny odwrót, licząc, że zapasy transportowane przez brytyjski batalion wkrótce dotrą. Problem w tym, że nie wiedział, gdzie dokładnie znajdowało się wsparcie. Morale jednak nie upadało między innymi dzięki bohaterskim czynom Abdóna Calderóna Garaycoi. Porucznik urodzony w Cuenca mimo czterech ran postrzałowych dowodził ludźmi odmawiając opuszczenia posterunku. Wkrótce po bitwie zmarł, ale jego poświęcenie zostało docenione. Otrzymał pośmiertny awans i order, a potomni uczynili z niego legendarną postać.

Sytuacja jednak się pogarszała. Jeden z peruwiańskich batalionów podjął ryzykowną decyzję i ruszył na wroga z bagnetami. Odnieśli sukces, co pozwoliło powstańcom na odzyskanie jakiejkolwiek kontroli na polu bitwy. Nadal jednak brakowało amunicji, a do tego Aymerich szykował paskudną niespodziankę.

Hiszpański dowódca nie zaatakował wszystkimi siłami. Wysłał on najbardziej doświadczony batalion aragoński wyżej, żeby ten mógł z góry przełamać linię wycofujących się powstańców. Plan był świetny, oddział czekał tylko na dobry moment, lecz stała się rzecz niespodziewana. Pojawił się oczekiwany oddział z amunicją, a co więcej, szlak, którym nadchodził, przebiegał jeszcze wyżej ponad hiszpańskimi wojskami. Widząc co się dzieje Brytyjczycy zaatakowali Aragończyków zadając im poważne straty. Wkrótce dołączyli do nich Kolumbijczycy, zmuszając elitarny oddział do odwrotu. Po przegnaniu Aragończyków z wulkanu wzmocnili szeregi Peruwiańczyków i po szarży z bagnetami przełamali linie wroga. Rojaliści przegrali.

Kolumbijczycy ruszyli do pościgu, lecz mimo to część Hiszpanów wracała do miasta w zorganizowanym szyku. Sucre poprowadził ludzi pod Quito, ale dopiero 25 maja oddziały powstańców wkroczyły na ulice, gdy dowódca przyjął oficjalną kapitulację z rąk rojalistów.

Bitwa trwała 3 godziny i przyniosła śmierć 600 osobom, 400 Hiszpanom i 200 partyzantom.

Wielka Kolumbia i Republika Ekwadoru

Quito już wcześniej ogłaszało niepodległość i przynależność do Nowej Grenady będącej wtedy pod władzą Wielkiej Kolumbii, dlatego po wyzwoleniu stało się jej częścią. Z Quito i Cuencą po stronie Kolumbii jedyną niezamkniętą sprawą pozostawało wciąż niepewne Guayaquil. Sucre, żeby im „pomóc” w podjęciu decyzji, wyruszył tam z wojskiem i wkroczył do portu bez Peruwiańczyków, którym pod groźbami nakazał pozostać poza miastem. Władze Guayaquil widząc wojska sprzyjające Wielkiej Kolumbii na swoich ulicach, uległy presji i dołączyły do niej.

Przynależność „Departamentu Ekwadoru” do Wielkiej Kolumbii nie trwała długo. Wiceprezydent Departamentu Ekwadoru, czyli generał Juan José Flores, chciał przejąć całkowitą władzę na terenach obejmujących Quito, Cuencę i Guayaquil. Na drodze jednak stał mu Sucre. W Quito traktowano go jak bohatera, więc gdyby się tam zjawił, położyłby kres ambicjom Floresa bez jednego wystrzału, dlatego ten w 1830 roku postanowił zlecić zabójstwo bohatera. Zamachowcy wykonali zadanie, a wkrótce potem trzy miasta podpisały dekret usuwający je z Wielkiej Kolumbii i tworzący nową Republikę Ekwadoru z tymczasowym prezydentem Floresem na czele.

Państwo Bolívara stało się kolosem na glinianych nogach, a śmierć Sucra była jednym z ostatnich gwoździ do jego trumny. Prezydent Bolívar również stał się celem zamachowców w 1830 roku, lecz w przeciwieństwie do przyjaciela udało mu się przetrwać. Widząc rozpad republiki abdykował ze stanowiska i próbował odpłynąć do Europy. Nie udało mu się to. Nim wsiadł na statek umarł w portowym mieście Santa Marta stając się ofiarą skuteczniejszego zamachowca – gruźlicy.

Dziś w miejscu stoczonej bitwy stoi pomnik, plac paradny i muzeum, a 24 maja każdego roku odbywa się tam defilada wojskowa. I choć bitwa na stokach wulkanu Pichincha nie była tak wielka lub długa jak pozostałe starcia toczone w Ameryce Południowej, to miała kluczowe znaczenie w wojnie o wolność Ekwadoru i pozwoliła wojskom Bolívara wesprzeć wyzwalające Peru siły San Martína.

Maksymilian Jakubiak

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj