Czego słucha rosyjski dyktator? Oto ulubiony zespół Władimira Putina!

0
646
Fot.: Skreeny z kanału Группа ЛЮБЭ/YouTube + zdjęcie Putina i Rastorgujewa: Kremlin.ru, CC BY 3.0 , via Wikimedia Commons

Muzyka od tysięcy lat stanowi nieodłączny element ludzkiego życia i chyba każdy człowiek ma swój lubiony zespół. Dotyczy to także polityków, w tym dyktatorów. Kogo lubi więc słuchać Władimir Putin? W pewnym sensie można powiedzieć, że… samego siebie. A dokładniej zespołu, z którego przekazem się zgadza.

Odpowiedź na pytanie o ulubiony zespół Putina nie jest szczególnie trudna, gdyż od wielu lat mówi się, że gospodarz Kremla najchętniej słucha Lube. W polskojęzycznym internecie można nawet natrafić na krótkie wzmianki dotyczące grupy, jednak brakuje pogłębionej refleksji na temat twórczości zespołu docenianego przez prezydenta Rosji. A warto się temu przyjrzeć, gdyż nie tylko Putin lubi Lube, ale i Lube lubi Putina.

Zespół powstał jednak zanim jeszcze Władimir Putin zamieszkał na Kremlu. Ba! Gdy muzycy nagrywali pierwsze wspólne piosenki obecny dyktator nie przebywał nawet w Rosji (wówczas jeszcze ZSRR). Pracował bowiem jako szpieg KGB w Niemczech. Słowem: nie sposób powiedzieć, że Lube dostosowało swój przekaz do poglądów Putina, by zwiększyć swoją szansę na ogólnokrajową karierę. Co więcej, grupa była rozpoznawalna w Rosji już we wczesnej epoce Borysa Jelcyna!

Skąd ten sukces? Analizę muzyki zostawmy ekspertom. Autor niniejszego tekstu nie posiada kompetencji w tym zakresie. Skupmy się więc głównie na tekstach, na przekazie.

Badając ten obszar widzimy bezapelacyjnie, że Lube stworzyło coś, co było Rosji przełomu lat 80. i 90. potrzebne. Łagodne i liryczne, choć rockowe brzmienia z elementami folkloru stały się tłem dla tekstów o wymiarze patriotycznym w nowym, nieznanym wcześniej kontekście. Rosyjski patriotyzm obecny w tekstach Lube nie był bowiem patriotyzmem sowieckim, ale – co ważne – nie przyjął też postawy antysowieckiej.

W twórczości grupy nie brakuje motywów historycznych i odwołań do wydarzeń znajdujących się niejako po dwóch stronach barykady. Lube nagrało więc piosenkę do filmu „Admirał” z roku 2008. Obraz opowiada o losach „białego” admirała Aleksandra Kołczaka i pokazuje go w pozytywnym świetle. Nie można jednak powiedzieć, że swoista ideologia grupy ocenia czasy caratu w sposób jednoznacznie pozytywny. W roku 1991 powstała bowiem piosenka pt. „Nie walaj duraka, Amerika!” (pl. Nie zgrywaj głupca, Ameryko!). Muzycy wzywają w niej Stany Zjednoczone, w sposób oczywiście żartobliwy, do zwrotu Rosji… Alaski.

W innej piosence pt. „Russkije rubjat Russkich” (pl. Rosjanie tną/wycinają Rosjan) muzycy snują opowieść o wojnie domowej, bratobójczym konflikcie „białych” i „czerwonych” Rosjan. Nie sposób jednak dostrzec w utworze wrogość do którejkolwiek ze stron. Dominuje raczej żal z powodu wewnętrznych walk w ramach jednego narodu. Z kolei w innym utworze powstałym jeszcze w czasach ZSRR – „Bat’ka Machno” (pl. Ojczulek Machno) – muzycy opowiadają o wojnie domowej niejako w kontekście ukraińskiego anarchisty Nestora Machny, który między Morzem Azowskim a Dnieprem założył quasipaństwowy organizm polityczny nastawiony wrogo zarówno do „białych”, jak i „bolszewików”.

W tekstach Lube nie znajdziemy oczywiście zachwytów nad postaciami Lenina i Stalina jednak grupa, co typowe dla owego nowego rosyjskiego patriotyzmu, nie unika odniesień do ważnego narodowego mitu – Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, a więc walki ZSRR z III Rzeszą.

Przykładowo w roku 1995, w 50. rocznicę odniesienia zwycięstwa nad nazistowskimi Niemcami, zespół zaprezentował piosenkę pt. „Kambat” (pl. Dowódca batalionu – skrót od: kamandir batalona). Opisuje ona wojskowy trud, emocje, tęsknotę żołnierzy za bliskimi oraz stałe zagrożenie śmiercią. O podobnej tematyce, także bez bezpośredniego odniesienia do któregokolwiek z konfliktów, traktuje nieco późniejsza piosenka pt. „Sałdat” (pl. Żołnierz). W zbliżonym duchu stworzono piosenkę „Dawaj za” (pl. Wypij za…). Można w niej wyczuć pewną nutę antywojenną, jednak nie w duchu pacyfistycznym, a ubolewania nad trudnym losem żołnierzy. Wymieniane są w niej także obszary, za które chwaleni żołnierze (wymienieni: z wojsk powietrzno-desantowych oraz Specnazu) walczą: Syberia oraz Kaukaz. To ostatnie pozwala łączyć tekst z trwającą wówczas II wojną w Czeczeni. Innym elementem tej piosenki jest wspomnienie rodzinnego zdjęcia z dziadkiem, oficerem Armii Czerwonej, który zdobył Berlin w roku 1945. Jako ciekawostkę można dodać, że o plagiat właśnie tej piosenki oskarżano (jak się potem okazało: niesłusznie) polskiego reprezentanta na Eurowizji w roku 2016 Michała Szpaka.

Nie można także nie zauważyć, że grupa Lube nagrała (wraz z innymi zespołami) piosenkę pt. „Prosta liubow” (pl. Tylko miłość) do filmu pt. „Awgust Wasmawa” (Avgust Vosmogo / pl. 8 sierpnia), który jest rosyjskim obrazem fabularnym na temat wojny w Gruzji w roku 2008. „Awgust Wosmawa” oznacza datę wejścia rosyjskich wojsk do tego kraju. Film natomiast, zdaniem krytyków, ma wymiar antygruziński i jest rosyjskim dziełem o charakterze propagandowym, w którym to Gruzini są „tymi złymi”, a rosyjskie wojsko niesie pomoc potrzebującym.

W twórczości grupy największe miejsce zajmuje jednak opiewanie piękna ojczyzny, w tym przyrody (np. utwór pt. „Bieriozy” – pl. Brzozy). Największym hitem pozostaje otwór pt. „Kon’ ” (pl. Koń) wykonany przed laty wraz z jednym z rosyjskich chórów. Niektóre teksty dotykają także dawnej historii Rosji – np. Kozaków („Nie dla mienia” – pl. Nie dla mnie).

O ile w każdym kraju istnieją grupy muzyczne skupiające swoją uwagę na wątkach historycznych i patriotycznych, o tyle przekaz rosyjskiego Lube tworzy specyficzną mieszankę. Znajdziemy tu odwołanie do trudnych momentów dziejowych, wobec których artyści ubolewają nad bratobójczymi walkami. Nie brak doceniania żołnierskiego trudu i odwagi – i to niezależnie, o którym konflikcie mówimy.

W owej narracji tworzonej od końca lat 80. XX wieku przez grupę Lube widać wiele elementów obecnych także w oficjalnej linii ideologicznej państwa rosyjskiego pod rządami Władimira Putina (także w wymiarze polityki historycznej). Ów model zakłada, że najważniejszym celem Rosji jest wielkość, którą można osiągnąć przez wyrzeczenia (żołnierski trud) i zjednoczenie (odrzucenie politycznych podziałów). Nie jest więc ważne, czy Rosja była prawosławna i carska czy „czerwona” i stalinowska. Ważne, że odnosiła międzynarodowe sukcesy oraz pokonywała wrogów – nie ma większego znaczenia, za jaką cenę oraz w jakich okolicznościach. Wrogów zaś, jak można wywnioskować na podstawie twórczości zespołu, nie brakuje także po upadku ZSRR.

Podobne kierunki obrało państwo rosyjskie pod rządami obecnego prezydenta. Obowiązuje w nim bowiem prawna ochrona „dobrego imienia” Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, w której Związek Sowiecki, oprócz pokonania III Rzeszy, zniewolił przecież także wiele narodów Europy Środkowej, w tym nas, Polaków. W takiej optyce wspominanie o wcześniejszym sojuszu Stalina i Hitlera nie jest oczywiście na miejscu. Dyktator rodem z Gruzji jest jednak bohaterem z konkretnego powodu: wygrał wojnę i stworzył (odrodził) imperium. Ideologiczny komunizm nie odgrywa tu istotnej roli. Wszak to samo państwo zrezygnowało z celebrowania rocznicy bolszewickiej rewolucji październikowej, a na miejsce owego święta ustanowiono inne, wcześniej nieznane i związane z historią czasów carskich i wygnaniem polskiej załogi z moskiewskiego Kremla.

I w polityce Putina i w twórczości Lube mamy więc tę samą „durną syntezę” caratu „białego” i „czerwonego” z odniesieniami do dawniejszej, świetnej historii Rosji, co w przypadku muzyków jest dodatkowo podlane sosem sentymentalnych odniesień do pięknej przyrody i życia żołnierskiego.

Oczywiście nie sposób powiedzieć, że to muzycy z Lube stworzyli ideologię dla Władimira Putina. Fakt, że już za rządów Borysa Jelcyna stali się sławni, pozwala sądzić, że po prostu odpowiedzieli na emocjonalne potrzeby Rosjan cierpiących z powodu utraty imperium, a więc tego, co w ich życiu jest niezwykle ważne. Władimir Putin po prostu ową emocjonalną odpowiedź udzielił w formie politycznego populizmu.

Artyści z zespołu Lube rzecz jasna z radością przyjęli fakt, że ideologią państwa rosyjskiego stała się doktryna bliska ich własnemu światopoglądowi, a grupa w putinowskiej Rosji święciła i święci sukcesy, odbierając liczne nagrody. Co ciekawe, o osobistej sympatii Putina do Lube świadczy fakt wspomniany w jednym z wywiadów przez lidera artystów Nikołaja Rastorgujewa. Przyznał on, że po jednym z koncertów przez kilkanaście minut na muzyków czekał sam Władimir Putin. Ów artysta natomiast – założyciel, wokalista i frontmen zespołu – obrał nietypową dla muzyka drogę życiową. Zdecydował się bowiem zostać politykiem i pełnił nawet funkcję deputowanego do rosyjskiej Dumy Państwowej z ramienia partii Jedna Rosja. Partii – oczywiście – Władimira Putina. Publicznie popierał też politykę Rosji wobec Ukrainy, w tym aneksję Krymu, a po rozpoczęciu kolejnej fazy wojny w lutym 2022 roku wystąpił na koncercie zorganizowanym w rocznicę zajęcia ukraińskiego półwyspu. Wydarzenie było wielkim festiwalem rosyjskiego poparcia dla wojny.

Nie da się więc wykluczyć, że w przyszłości muzycy zaproponują swoim fanom utwór opiewający „bohaterstwo” rosyjskiej armii walczącej przeciwko Ukrainie. Na razie jednak Rastorgujew nie ma wielkiego pola do popisu. Musiałby bowiem albo śpiewać o mordowaniu ukraińskich cywilów przez Rosjan albo uciekaniu Rosjan przed ukraińskimi wojskami. Byłby natomiast dobrze, żeby nigdy więcej rosyjska armia nie dała temu – ani żadnemu innemu – rosyjskiemu artyście powodów do dumy, zachwytu i tworzenia na tej podstawie kolejnych utworów. Bo choć grupa Lube często swoją ideę prezentuje ze smakiem i bez bezpośrednich, prymitywnych odwołań do polityki i osoby Władimira Putina, to jednak trzeba się bardzo mocno postarać, by – przynajmniej w ostatnich latach – nie uznać jej za zespół propagandowy.

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj