Kanada, Ukraina, Polska, Rosja i Żydzi. Dlaczego za oceanem uczczono żołnierza dywizji Waffen-SS?

0
151
Kanadyjski parlament. U góry: owacja na stojąco dla Jarosława Hunki. Na dole: Jarosław Hunka pozdrawiający kanadyjski parlament. Fot.: CBC News: The National/YouTube.

Do skandalicznej sytuacji doszło kilka dni temu w Kanadzie podczas wizyty prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. Lokalny parlament wraz z premierem Justinem Trudeau oraz europejskim gościem uczcili Jarosława Hunkę, w trakcie II wojny światowej członka kolaboranckiej dywizji Waffen-SS.

Dla nikogo zainteresowanego historią nie stanowi tajemnicy fakt, że część Kanadyjczyków pochodzenia ukraińskiego znalazła się w tym amerykańskim kraju z powodów politycznych. Wielu z nich uciekało przed prześladowaniami faktycznymi lub spodziewanymi. Problem w tym, że ciężko nazwać ich wyłącznie ofiarami. Uciekali, gdyż mogła spotkać ich kara za czyny: udział w ukraińskim ruchu nacjonalistycznym zajmującym się m.in. terroryzmem, kolaborowaniem z niemieckimi nazistami oraz przeprowadzaniem ludobójstwa na Polakach z Kresów.

W obliczu faktu, iż wiedza na ten temat jest dość powszechna i łatwo dostępna, dziwi zaproszenie Jarosława Hunki do kanadyjskiego parlamentu. Tymczasem 98-letni Ukrainiec żyjący w Kanadzie w młodości należał do nazistowskiej dywizji Waffen SS, a konkretnie do 14. Dywizji Grenadierów.

Był to jeden z kolaboranckich oddziałów powołanych przez Niemców na terenach okupowanej Europy oraz części Azji. Niemcy korzystali z nazistowskich przekonań wielu Europejczyków i ich zapał przekuwali w formacje zbrojne walczące w wielu częściach świata. Często zamiast walki formacje pełniły obowiązki „porządkowe”, co w warunkach okupacyjnych mogło sprowadzać się do pacyfikowania miejscowości.

Wiele nacji walczyło u boku wojsk hitlerowskich wbrew swoim oficjalnym rządom, które po przegranej walce z III Rzeszą emigrowały, a obywatelski zapał do służenia nazistom powodował, że w Waffen-SS znalazły się nie setki, a tysiące i dziesiątki tysięcy obywateli różnych krajów. W czołówce takiego zaangażowania znajdziemy Holendrów, Belgów, Łotyszy, Estończyków, obywateli ZSRR różnej narodowości (w tym rosyjskiej i białoruskiej) oraz Ukraińców z terenów należących przed rokiem 1939 do ZSRR oraz Polski.

Warto podkreślić, że nigdy nie powstała tego typu jednostka założona z Polaków, choć przedwojenni obywatele polscy przyznający się do narodowości niemieckiej (folksdojcze) oraz garstka pronazistowskich mieszkańców Podhala zasilali szeregi dywizji (w tej drugiej grupie mówimy o bardzo małych liczbach, zbyt małych, by powołać jakieś góralskie zgrupowanie operacyjne). Niemcy w obliczu porażek na froncie wschodnim rozważali co prawda powołanie polskiego Waffen-SS, ale nie zdecydowali się na to z powodu świadomości niechęci Polaków do kolaboracji. Natomiast pojedynczy Polacy i nieliczne organizacje, które sugerowały zainteresowanie wspólną walką z ZSRR, były marginalne w swoim zasięgu i nie miały żadnego mandatu do reprezentowania polskiej opinii publicznej.

Oddziały Waffen-SS miewały w swojej historii przypadki dopuszczania się zbrodni. Czarną kartę w tym obszarze zapisała także ukraińska 14. Dywizja Grenadierów SS, w której służył m.in. Hunka. Sprawy są aktualnie wyjaśniane przez historyków, w tym pracowników IPN. Osobiste losy Hunki w trakcie II wojny światowej nie są bliżej poznane.

Mimo iż żadna z podanych wyżej informacji nie jest sekretna i aby zdobyć taką wiedzę nie trzeba spędzić miesięcy w archiwum, w Kanadzie doszło do kuriozalnej, ale także haniebnej sytuacji. Oto bowiem w ramach wizyty w Kanadzie prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego kanadyjski parlament w obecności premiera Justina Trudeau uhonorował Jarosława Hunkę. Członka dywizji Waffen SS nazwano… bohaterem. Nazistowskiemu kolaborantowi brawo bił sam prezydent Zełenski mający żydowskie pochodzenie.

Nie wiadomo dlaczego zdecydowano się na takie działanie. Możliwym powodem jest absolutna ignorancja historyczna. Problem w tym, że parlament Kanady nie jest instytucją kabaretową. Kanada to ważny gracz na światowej arenie politycznej i ekonomicznej, a jej rząd aspiruje często do roli strażnika praw człowieka w świecie (nie czas i miejsce by oceniać, czy ma ku temu podstawy). Nikt nie posądza parlamentu tak poważnego kraju o skrajną niekompetencję pracowników każdego szczebla oraz totalną niewiedzę polityków na temat historii mniejszości ukraińskiej w Kanadzie. Z drugiej strony nikt nie posądza kanadyjskich elit o nazistowskie sympatie.

Geneza tej żenującej imprezy wydaje się więc trudna do racjonalnego wyjaśnienia. Faktem jest natomiast jednoznaczna reakcja na całe zajście polskiej dyplomacji, żydowskich instytucji międzynarodowych zajmujących się zwalczaniem nazizmu i neonazizmu (m.in. Centrum Szymona Wiesenthala) oraz… dyplomacji Federacji Rosyjskiej. Tak zwana „denazyfikacja Ukrainy”, czyli obalenie rzekomo rządzących tam nazistów, było dla Moskwy jednym z głównych pretekstów do pełnowymiarowego ataku w lutym roku 2022. 1,5 roku później Kanada i Ukraina dały Rosji piękny propagandowy prezent: od teraz Kreml może bez uciekania się do kłamstwa pokazywać, że na Zachodzie w towarzystwie prezydenta Ukrainy honoruje się członka dywizji Waffen SS. Wpływu tej sytuacji na zakres międzynarodowej pomocy dla Ukrainy możemy się tylko domyślać. I przeprosiny ze strony speakera kanadyjskiej Izby Gmin Anthony’ego Roty na niewiele się tutaj zdadzą, bo w obliczu wielkiego skandalu słowa o niewiedzy po prostu umkną.

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj