Komuniści kontra Kościół, czyli aresztowanie Jasnogórskiego Obrazu i kompromitacja Gomułki

0
127
Prymas Wyszyński i tłumy wiernych na uroczystościach z okazji Milenium Chrztu Polski.

Wszystkie władze niechętne rozwojowi polskości obawiały się Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Już w XIX wieku zaborcy widząc intensyfikację ruchu pielgrzymkowego na Jasną Górę wiedzieli, że Polacy „coś knują”. Co? Na przykład powstanie. Ale żeby aresztować Obraz? Na to mogli wpaść tylko komuniści, ekipa Władysława Gomułki zwana słusznie dyktaturą ciemniaków.

Komunistyczne władze rządzące w Polsce po roku 1944 z pewnością możemy uznać za niechętne polskości rozumianej w sposób tradycyjny, a więc polskości nierozerwalnie związanej z katolicką wiarą. Tym samym komuniści na celownik wzięli zarówno polski patriotyzm, jak i pobożność.

W różnych okresach walka z Kościołem przybierała jednak różne formy. Po okresie stalinowskiego terroru, który przybrał na sile tuż po śmierci Stalina, gdy nawet prymas Wyszyński został internowany, a biskup Kaczmarek sądzony pod absurdalnymi zarzutami, przyszła odwilż. Władysław Gomułka początkowo złagodził represje wobec Kościoła. Nastała pewna umiarkowana normalizacja. Nie trwała ona jednak zbyt długo, choć mroki epoki stalinowskiej nie wróciły już nigdy.

Gomułka w pewnym sensie próbował rywalizować z prymasem Wyszyńskim. Chciał zastąpić go w roli narodowego lidera, swoistego króla-ducha, choć nie miał ku temu predyspozycji ani moralnych, ani intelektualnych, a jego przewodzenie narodowi opierało się na fakcie tolerowania jego władzy przez Moskwę.

Gdy więc w roku 1957 prymas Stefan Wyszyński zdecydował, że czas przygotować naród polski do tysięcznej rocznicy Chrztu Polski, Władysław Gomułka nie był zachwycony. Władze PRL postanowiły zorganizować własne, konkurencyjne obchody absurdalnego i niehistorycznego tysiąclecia państwa polskiego.

Niehistorycznego, bo rok 966 nie był początkiem państwa. Władza Piastów zaczęła się bowiem wcześniej, a monarchia wczesnopiastowska w XI wieku przeżyła kryzys i państwo niemalże zanikło. Kolejny zanik nastąpił w dobie zaborów. Państwo nie trwało więc nieustannie od tysiąca lat. Kościół zaś trwał, a rok 966 jest konkretną datą dotyczącą konkretnego wydarzenia. Tym samym nawet tutaj ekipa Gomułki nie miała racji. Do państwowych obchodów planowano jednak przygotować się solidnie, a po jednej z takich akcji pozostały w kraju zaskakująco pozytywne owoce. Mowa oczywiście o szkołach-tysiąclatkach, czyli projekcie zainicjowanym przez Gomułkę pod koniec lat 50., gdy rozpoczęto budowę wielu szkół z okazji tzw. tysiąclecia państwa polskiego.

W latach 60. stawało się jednak jasne, że przydatny projekt infrastrukturalny jest tak naprawdę realizacją obowiązków państwa wobec obywateli i niczym więcej. Budowa szkół nie stanowiła bowiem zasługi w sytuacji wyżu demograficznego. Plan Gomułki nie był więc dobrodziejstwem, a konstruowaniem absolutnego minimum potrzebnego do stabilnego trwania społeczeństwa.

Tymczasem Kościół proponował Polakom coś więcej. Z inicjatywy kardynała Wyszyńskiego prowadzono ogólnonarodowe rekolekcje w ramach Wielkiej Nowenny. Umacniano wiarę i właściwe postawy moralne w społeczeństwie dewastowanym przez państwo oparte na zgorszeniu, demoralizacji i wielowymiarowej korupcji. W ramach przygotowania do centralnych uroczystości roku 1966 każdą polską diecezję odwiedzała kopia Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, najważniejszego obrazu w duchowych dziejach narodu polskiego, ważny punkt odniesienia dla polskiej religijności, ale także patriotyzmu i tożsamości wszystkich Polaków, w tym niewierzących.

W grudniu roku 1965 stało się coś, co podgrzało atmosferę i rozsierdziło przesiąkniętego antyniemiecką fobią Władysława Gomułkę. Biskupi Kościoła katolickiego w Polsce skierowali bowiem przełomowy list do biskupów niemieckich. Zaledwie 20 lat po zakończeniu się II wojny światowej, w której ich rodacy, Niemcy, dopuszczali się na Polakach potwornych zbrodni, z Polski wyszły słowa, bez których dalsza poprawa relacji, w tym życie w zjednoczonej Europie, nie byłoby możliwe: Przebaczamy i prosimy o przebaczenie. Komuniści wpadli w furię. W ich marksistowskim, a więc materialistycznym rozumieniu rzeczywistości liczyły się bowiem jedynie interesy, siła, zyski i straty, a nie miłosierdzie i szczere pojednanie mimo krzywd, czołgi, a nie wyciąganie ręki do zgody przez ofiary. To właśnie dlatego rozpoczęto absurdalną kampanię propagandową zarzucającą Kościołowi w Polsce wspieranie niemieckiego rewizjonizmu i dążeń Niemców do zajęcia tzw. Ziem Odzyskanych (byliśmy wówczas przed rokiem 1970, gdy władze RFN uznały granice na Odrze i Nysie Łużyckiej). Komuniści oczywiście nie mieli racji: Kościół nie wspierał niemieckich roszczeń, a katolicy, w tym duchowni, byli ofiarami hitlerowskich zbrodniarzy w stopniu znacznie większym niż komuniści, którzy często po roku 1939 uciekli do ZSRR. Władze PRL widziały jednak świat w sposób zideologizowany, nie potrafiąc przyjąć perspektywy bliskiej katolikom. Sytuacja stała się napięta.

3 maja roku 1966 w Częstochowie odbyły się oficjalne obchody Tysiąclecia Chrztu Polski. Wcześniej miały miejsce obchody o charakterze lokalnym. Za każdym razem władze PRL próbowały zakłócać uroczystości religijne, np. napuszczając prowokatorów i ORMO-wców rozpędzających siłą katolików (tak było w Warszawie w czerwcu roku 1966) lub armatami teoretycznie witającymi marszałka Spychalskiego zagłuszając Mszę świętą (w Gnieźnie w kwietniu 1966, sprawował ją abp Karol Wojtyła). Dodatkowo komuniści organizowali własne, konkurencyjne obchody o tzw. patriotycznym charakterze. Ponadto ekipa Gomułki odmówiła papieżowi Pawłowi VI prawa do przyjazdu do Polski na uroczystości zaplanowane na maj roku 1966, co było niemałym skandalem dyplomatycznym (umocnionym przez zignorowanie tradycyjnej wizyty u papieża goszczącego w Rzymie formalnego przywódcę Polski, przewodniczącego Rady Państwa Edwarda Ochaba). Mimo tego latem roku 1966 było jasne, że komuniści ze swoimi pochodami (z największym z 22 lipca) przegrywają z wydarzeniami katolickimi, które wypełnione są treścią, a nie jedynie pustą formą. Wiedzieli to komuniści, którzy przestali się łudzić, że sytuację odmieni zaplanowany na październik Kongres Kultury Polskiej mający zamknąć państwowe obchody trwające od roku 1960.

I właśnie wtedy, po kulminacji obchodów kościelnych i państwowych, władze PRL zdecydowały o aresztowaniu kopii Cudownego Obrazu Jasnogórskiego, który odwiedzał liczne polskie miejscowości. Był to oczywiście organizacyjny cios w plany prymasa Wyszyńskiego i Kościoła w Polsce. Jednakże ów cios brzmiał jak żart, karykatura i kpina, a nie działanie groźnego autorytarnego reżimu mającego za sobą wielotysięczne armie żołnierzy i funkcjonariuszy, reżimu, który i w latach 60. pokazywał, że potrafi być brutalny.

Gomułka nie należał jednak do ludzi przesadnie lotnych intelektualnie, co spowodowało, że w roku 1968 Stefan Kisielewski określił rządy gomułkowskiej ekipy mianem dyktatury ciemniaków. Z powodu umysłowej ociężałości I sekretarza KC PZPR, nie zważając na powagę prowadzonych działań, 2 września roku 1966 między Lublinem a Częstochową aresztowano… kopię Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Wcześniej obraz także zatrzymywano, ale na krócej. Zawsze przyjazdowi obrazu do miejsca docelowego, a nawet samej jego podróży, towarzyszył olbrzymi i spontaniczny entuzjazm, o jakim komuniści mogli pomarzyć.

„Czerwoni” zawiedli się jednak. Ich krok nie spowodował, że narodowy entuzjazm wygasł. Przeciwnie: trwał i wręcz został wzmożony, co jeszcze mocniej kompromitowało władze PRL. Oto bowiem po Polsce zaczęły pielgrzymować puste ramy częstochowskiego obrazu. Był to niezwykle wymowny widok przypominający co zrobili komuniści, zaś ludziom wierzącym uzmysławiający, Kogo ekipa Gomułki chciała aresztować i Kogo zwalcza.

Sytuacji aresztowanego Obrazu nie zmieniła tragedia Grudnia 70 czy zmiany polityczne i nadejście teoretycznie bardziej koncyliacyjnego Edwarda Gierka. Przełom nastąpił dopiero w roku 1972. I to nie z woli komunistów. Przeciwnie: wbrew ich planom.

Oto bowiem w czerwcu roku 1972 ksiądz Józef Wójcik, działając za zgodą prymasa Wyszyńskiego i wspólnie z ks. Romanem Siudkiem oraz siostrami Marią Kordos i Heleną Trentowską, uwolnił przetrzymywany przez komunistów Obraz. Jeszcze w tym samym roku dzieło powróciło na trasę pielgrzymkową i ponownie odwiedzało liczne polskie miejscowości. Komuniści znów zostali skompromitowani. Ponownie ponieśli klęskę w walce z katolikami. I nadal nic nie zrozumieli.

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj