Komunistyczny aparatczyk czy ojciec śląskiego sukcesu? Cała prawda o generale „Jorgu”

0
140
Pomnik pamięci Jerzego Ziętka, Chorzów. Fot.:Adrian Tync, CC BY 3.0 , via Wikimedia Commons

Na Śląsku do dziś cieszy się szacunkiem części społeczeństwa, a próby dekomunizacji przestrzeni publicznej związanej z jego osobą napotkały kilka lat temu na silny sprzeciw. Mimo tego historycy nie mają wątpliwości, że generał Jerzy Ziętek był członkiem ścisłej elity komunistycznej Polski Ludowej – i to przez kilka dekad. Jak więc rozumieć tę postać?

Okazuje się, że odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa. Jerzy Ziętek był bowiem co prawda przedstawicielem komunistycznych władz, ale istotnie z jego osobą związane są inwestycje, które do dziś służą mieszkańcom Górnego Śląska.

Kariera Zięta nie zaczęła się jednak, jak w wielu przypadkach późniejszych członków PZPR-owskiej nomenklatury, w roku 1944 czy 1945. Przeciwnie. „Jorg” – jak zwykło określać się Ziętka – był dość wpływowym politykiem już w okresie II RP, a aktywność publiczną zaczynał jeszcze wcześniej.

Choć brakuje w tej sprawie absolutnie przekonujących dowodów, to możemy przypuszczać, że Ziętek brał udział w propolskich akcjach już w schyłkowym okresie zaborów. A żył w silnie antypolskim zaborze pruskim. Następnie włączył się (choć znów nie mamy pewności co do szczegółów) w walki o polskość Śląska. Możliwe, że brał udział w powstaniach śląskich, chociaż niekoniecznie jako żołnierz – jednak i w tej sprawie funkcjonuje sporo mitów i legend.

Absolutnie pewne jest natomiast zaangażowanie się Ziętka w budowę II RP. Pełnił wiele funkcji, które dziś określilibyśmy mianem samorządowych. Krótko mówiąc: był lokalnym politykiem średniego szczebla. Nieustannie jednak piął się w górę i już w 1930 został posłem na Sejm III kadencji (w składzie kolejnego parlamentu się nie znalazł). Podkreślmy: chodzi o Sejm Rzeczypospolitej, a nie Sejm śląski. Co godne zauważenia, Ziętek nie był wówczas, na co wskazywałaby jego późniejsza aktywność, reprezentantem komunistów lub innej formacji skrajnie lewicowej. Przeciwnie. Wspierał sanacyjny obóz władzy, a w Sejmie reprezentował klub BBWR.

Gdyby więc rozważać scenariusze historii alternatywnej, to w sytuacji braku II wojny światowej i dalszego trwania II RP, Ziętek być może piąłby się dalej w górę, choć raczej nie zastąpiłby ściślej powiązanego z obozem piłsudczykowskim powstańca śląskiego będącego później przez wiele lat lokalnym wojewodą: Michała Grażyńskiego. Mógłby jednak pełnić inną ważną funkcję na szczycie hierarchii śląskiego samorządu. Tak się jednak nie stało, gdyż nadszedł rok 1939, który bardzo wiele zmienił i w Polsce i na świecie. Zmiany zaszły oczywiście także w życiu Jerzego Ziętka.

Samorządowiec po agresji III Rzeszy został ewakuowany, ale nie udało mu się dotrzeć do Rumunii. Trafił w ręce Sowietów, którzy skierowali go do pracy w głębi ZSRR. Przebywał tam do układu Sikorski-Majski, gdy zwolniono go na mocy amnestii. Następnie nadal pracował w Związku Sowieckim – tyle, że na Kaukazie. W roku 1943 dołączył do formowanych w ZSRR polskich jednostek wojskowych, które okazały się być w pełni podporządkowane Stalinowi i komunistom. Dlaczego jednak Ziętek, któremu przed rokiem 1939 daleko było do komunizmu, nie zdecydował się na dołączenie do niekomunistycznej Armii Andersa? Nie zdążył? Uniemożliwiono mu to? Tego nie wiemy. Najpewniej jednak należy wykluczyć sytuację zmiany jego nastawienia do komunizmu jako ideologii. Wszak na własne oczy zobaczył czym jest ZSRR. Jednak mimo tego zdecydował się dołączyć do Ludowego Wojska Polskiego i został w nim oficerem. I to w dodatku oficerem oświatowym, a więc odpowiadającym za sprawy ideologiczne, w tym kształtowanie właściwych (z perspektywy komunistów) postaw wśród żołnierzy.

I w ten sposób Jerzego Ziętka, polskiego samorządowca i polityka, zastąpił Jerzy Ziętek będący przedstawicielem komunistycznego aparatu władzy i oficerem LWP. Nie ma jednak pewności, że „Jorg” naprawdę wierzył w utopijny system. Być może był koniunkturalistą lub karierowiczem albo uznał, że trzeba żyć i funkcjonować w takich realiach, jakie nastały po roku 1945 i w tych ramach robić, co można, by ludziom (i/lub sobie) było lepiej. Niezależnie jednak od motywacji fakty są dość (choć nie w stu procentach) jednoznaczne.

Okres służby w LWP podczas II wojny światowej pozwolił Ziętkowi na nawiązanie kontaktów towarzyskich, które najpewniej pozytywnie wpłynęły na rozwój jego kariery oraz chroniły go w okresie, gdy komunistyczne służby interesowały się jego osobą. Sanacyjna przeszłość Ziętka była bowiem problemem dla komunistów. Szczególnie mocno interesowano się w nim w okresie stalinowskim. Ziętek był inwigilowany, a sytuacja uspokoiła się dopiero po roku 1956, choć trzeba przyznać, że i w czasach stalinowskich Ziętek zaszedł wysoko. Był wówczas przez kilka tygodni wojewodą, a następnie (znacznie dłużej) wicewojewodą śląskim.

W okresie tym Ziętek zapisywał zarówno chwalebne, jak i haniebne karty swojego życiorysu. Z jednej strony pomagał bowiem powrócić do Polski górnikom z Górnego Śląska przymusowo wywiezionym do ZSRR. Z drugiej jednak zapisał się do PPR, a potem PZPR. I to w okresie stalinizmu, gdy represje polityczne wobec patriotów były na porządku dziennym.

Po okresie polskiego października Ziętek został posłem na Sejm PRL i ową funkcję pełnił niemalże do śmierci (ostatnia dla niego w roli posła VIII kadencja Sejmu PRL zakończyła się 31 sierpnia 1985 roku, a Ziętek zmarł 20 listopada tegoż roku). Jednak znamy go przede wszystkim nie jako polityka szczebla centralnego, ale dobrego śląskiego gospodarza. Pamięć o owym micie nie wyczerpuje jednak tematu. Ziętek pełnił bowiem wiele funkcji na centralnym szczeblu władz PRL. Był przez kilkanaście lat członkiem Rady Państwa, a więc kolegialnej instytucji pełniącej funkcję głowy państwa („kilkuosobowy prezydent”). Przez 5 lat był nawet zastępcą przewodniczącego Rady. W roku 1980 otwierał Sejm VIII kadencji jako marszałek senior. Kierował Związkiem Weteranów Powstań Śląskich. Był także członkiem władz ZBoWiDu. Z czasem awansował w strukturach wojskowych i został generałem. A to wszystko w okresie burzliwych wydarzeń i gnębienia Polaków przez władze PRL (zarówno nieustannych, ciągłych represjach, jak i chwilach eskalacji przemocy w roku 1968, 1970, 1976 czy podczas stanu wojennego – wtedy Ziętek był już jednak schorowanym emerytem).

Nie da się więc zaprzeczyć, że Ziętek należał do grona politycznej elity państwa komunistycznego i tego stanu nie zmieniły roszady na szczytach władz ani krwawe rozprawy aparatu terroru PRL z robotnikami. Można wręcz powiedzieć, że w Polsce i na świecie działo się wiele, a Ziętek trwał i nie musiał się niczego obawiać. Dlaczego? Między innymi dzięki dobrym relacjom z Edwardem Gierkiem, który nawet (najpewniej) nakazał spalić wszystkie materiały zdobyte przez bezpiekę w trakcie rozpracowywania Ziętka.

I dopiero znając owe fakty, w tym pozycję Ziętka w systemie politycznym PRL, możemy analizować jego wkład w rozwój Śląska. Był bowiem „Jorg” wojewodą i wicewojewodą (w czasach stalinowskich) śląskim, a następnie zastępcą przewodniczącego i przewodniczącym Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Katowicach. Przez kilka lat był także wojewodą katowickim.

Pełniąc te funkcje Ziętek został zapamiętany jako „dobry gospodarz” i niejako „swój chłop”, który posługiwał się śląską gwarą. Niewątpliwie wspierał część inwestycji dokonywanych w regionie i wykorzystywał swoje kontakty, a także spryt, do ich realizacji. Czy jednak należy uznawać go za ojca śląskiego sukcesu i architekta wszystkich dobrych inwestycji realizowanych w regionie?

Bez dwóch zdań komunistyczny system gospodarczy negatywnie wpływał na poziom życia mieszkańców całego kraju, w tym Śląska. Tymczasem Ziętek był przedstawicielem komunistycznych elit. Chcąc więc zaliczyć mu na plus jego wkład w rozwój Śląska należy pamiętać, że gdyby nie Ziętek i podobni mu komuniści (oraz wiele złożonych czynników politycznych, w tym międzynarodowych), ludności Śląska i całej Polski żyłoby się po prostu lepiej. I nie byłby do tego potrzebny żaden „dobry gospodarz”, który zabiegał o inwestycje u kogo było trzeba. Tym samym Ziętka można uznać nie tyle za ojca śląskiego sukcesu, co raczej człowieka, który w ramach systemu szkodzącego Śląskowi i całej Polsce próbował łagodzić szkody wynikające dla Śląska z istnienia owego systemu. Czy to jednak powód do obrony jego pomników i pozostawiania jego imienia w nazwach obiektów użyteczności publicznej? Odpowiedź na to pytanie wydaje się oczywista. Mimo tego część mieszkańców Śląska kilka lat temu postanowiła… bronić pamięci o „Jorgu”. Do dziś w Polsce istnieje kilka miejsc upamiętniających tego komunistę. Komunistę, owszem, trudnego w ocenie i mocno niejednoznacznego, ale jednak bez dwóch zdań wpływowego i niemalże „niezatapialnego”.

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj