Krzysztof Ibisz posłem partii emerytów? I to jeszcze przed „trzydziestką”? Tak, to nie żart, tak było!

0
397
Po lewej: politycy PPPP (od prawej: Bubel, Rewiński). Po prawej: Krzysztof Ibisz, zdjęcie współczesne. Fot.:Halicki, CC BY-SA 3.0 , via Wikimedia Commons+Fryta 73, CC BY-SA 2.0 , via Wikimedia Commons

Polska polityka doby transformacji ustrojowej była, delikatnie mówiąc, dziwna. Oto bowiem w roku 1991 do Sejmu dostała się partia powołana w formie żartu. Dzięki zdobyciu 367 tys. głosów wprowadziła do parlamentu 16 osób o poglądach… od Sasa do Lasa. Mowa oczywiście o Polskiej Partii Przyjaciół Piwa.

Po rozwiązaniu parlamentu wybranego w wyborach kontraktowych, gdzie na mocy umowy między władzami komunistycznymi, a częścią opozycji pewna liczba mandatów została z góry przyznana „czerwonym”, a o pozostałą część z dużym sukcesem walczyli ludzie „Solidarności”, w roku 1991 nadszedł czas na prawdziwie wolne wybory. Wtedy nie było już mandatów przewidzianych dla ludzi (nieistniejącej zresztą wówczas) PZPR ani partii satelickich. Nie było jednak także progu wyborczego. W ten sposób w Sejmie znalazło się aż 29 komitetów wyborczych, z których 11 miało zaledwie 1 posła.

Zbudowanie koalicji i rządzenie w takich warunkach nie było łatwe, szczególnie, że kraj podejmował kluczowe decyzje i przeprowadzał gruntowne reformy mające na celu odejście od socjalizmu i uniezależnienie państwa od ośrodków władzy w Moskwie. Mnogość formacji była jednak tylko jedną stroną medalu. Większość klubów i kół poselskich istniała bowiem na serio. Większość, ale nie wszystkie.

W głosowaniu z 27 października roku 1991 aż 367 tys. głosów i 3,27 proc. poparcia zyskała bowiem Polska Partia Przyjaciół Piwa. Wynik pozwolił jej wprowadzić do Sejmu 16 posłów o poglądach niezwykle zróżnicowanych. Owa różnorodność była jednak małym problemem wobec faktu, że przez długi czas ugrupowanie nie było traktowane na serio przez sporą część jego liderów.

Partię zarejestrowano końcem grudnia roku 1990. Do dziś trwają jednak dyskusje na temat pomysłodawców jej powołania. Wiele osób zwraca uwagę na fakt istnienia pod koniec lat 80. programu telewizyjnego pt. „Skauci Piwni”. Z tego środowiska wywodziła się część polityków PPPP, w tym jej lider Janusz Rewiński. Swój udział w genezie miała jednak także redakcja miesięcznika dla mężczyzn, gazety o tytule „Pan”. To w tym czasopiśmie jeszcze we wrześniu roku 1990 opublikowano tekst pt. „4xP, czyli Polska Partia Przyjaciół Piwa”. Autor (Andrzej Kołodziejski) ubolewał, że nie ma w Polsce formacji, której program by mu odpowiadał, dlatego wraz ze współpracownikami postanowił powołać własną. Celem formacji miało być zadbanie o smakoszy piwa pragnących kulturalnie i w miłych warunkach spożywać złoty trunek wysokiej jakości. Czasopismo obok tekstu umieściło deklarację członkowską partii. Jak się rychło okazało, odesłały ją tysiące osób.

W ten sposób 28 grudnia zarejestrowano partię, której prezydentem został w kwietniu 1991 roku znany aktor i satyryk Janusz Rewiński. Wybrano go na kongresie zorganizowanym w samej Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Program partii napisał z kolei Adam Halber – wicenaczelny „Pana”. Ugrupowanie kładło nacisk na przerwanie promowania wódki w gastronomii, ale pragnęło zadbać także o środowisko, gdyż bez czystej wody i gleby nie ma szans na dobre piwo. Formacja odrzucała ponadto antysemityzm, nacjonalizm i nietolerancję, co brzmi ciekawe w kontekście wybrania na posła z ramienia PPPP, a potem nawet na jej lidera, Leszka Bubla (o czym niżej). Na razie jednak nikt nie traktował inicjatywy zbyt poważnie. Do czasu.

Wkrótce bowiem po wyborze władz partii prezydent RP Lech Wałęsa rozpisał przyspieszone wybory. Przed Polską Partią Przyjaciół Piwa pojawiła się szansa na zaistnienie w polityce. Nadal jednak nie traktowano formacji poważnie, a listy kandydatów tworzono w spontaniczny sposób zapraszając do współpracy m.in. znane osoby. Często godziły się na kandydowanie nie traktując propozycji serio. Niektórzy kandydaci, jak chociażby Marek Kłoczko, nie prowadzili żadnej kampanii, a o sukcesie wyborczym dowiedzieli się od bliskich, którzy słuchali mediów. Pochodzący z Augustowa Kłoczko został wybrany w Zielonej Górze – wspomina opisujący sprawę tygodnik „Polityka”. Z kolei antyterrorysta Jerzy Dziewulski stał się posłem z Bielska-Białej. Jak przyznaje, nigdy wcześniej nie był w tym mieście.

Znane twarze w połączeniu z kpiarską nazwą idealnie nadającą się do drwienia z nielubianego establishmentu oraz brakiem progu wyborczego okazały się sposobem na sukces. Poseł został wówczas m.in. znany dziś prezenter telewizyjny Krzysztof Ibisz, który wówczas był młodym aktorem – kilka lat wcześniej ukończył szkołę teatralną. Jako poseł Ibisz dołączył do trzyosobowego koła poselskiego PPPP Spolegliwość, zwanego Małym Piwem. Po pewnych przesunięciach personalnych koło przyjęło nazwę Koła Poselskiego Partii Emerytów i Rencistów „Nadzieja”. Ibisz nie miał wówczas nawet 30 lat, a całe koło tworzyli ludzie niewiele starsi od niego. Tymczasem pozostałych 13 posłów utworzyło PPPP Polski Program Gospodarczy, zwany Dużym Piwem.

Znaczną część posłów Dużego Piwa stanowili przedsiębiorcy, którzy swoją uwagę skupili na sprawach gospodarczych. Tym samym kpiarska partia zaczęła zajmować się poważnymi sprawami krytykując m.in rosnącą biurokrację. Zależało im ponadto na poprawie wizerunku przedsiębiorców. Owe postulaty zbliżyły część Dużego Piwa do polityków liberalnych. Wkrótce „piwosze” dołączyli do Polskiego Programu Liberalnego – klubu tworzonego przez część posłów Kongresu Liberalnego-Demokratycznego, Porozumienia Centrum oraz właśnie PPPP. Polski Program Liberalny wspierał rząd Hanny Suchockiej, a jeden z polityków piwnej formacji, Zbigniew Eysmont, został nawet członkiem rady ministrów.

Z czasem jednak coraz mniej łączyło grupę 16 posłów wybranych z list Polskiej Partii Przyjaciół Piwa – choć w rzeczywistości niektórych polityków w chwili wyboru do Sejmu nie łączyło tak naprawdę nic. Zanim skończyła się kadencja Sejmu, który rozwiązano w roku 1993, Janusz Rewiński stracił władzę w formacji. Zastąpił go Leszek Bubel, który w kolejnych latach prowadził niezwykle kontrowersyjną, choć marginalną działalność polityczną skupiającą się wokół niechęci wobec narodu żydowskiego. Sam Bubel nazywa się zresztą naczelnym antysemitą RP.

W roku 1993 PPPP pod rządami Bubla zebrała zaledwie nieco ponad 14 tys. głosów. Niektórzy jej posłowie pozostali jednak na Wiejskiej. Wybrali bowiem kandydowanie z innych komitetów.

Na takie działanie nie zdecydował się np. Krzysztof Ibisz, który w roku 1993 zakończył swoją przygodę z polityką i na stałe związał się z mediami. Realnie w tym samym czasie zakończyła się też historia Polskiej Partii Przyjaciół Piwa. Nie oznacza to jednak, że formacje na wpół żartobliwe przestały istnieć i odnosić pewne sukcesy w polskiej polityce. Dotyczy to także ugrupowań o charakterze folkloru politycznego oraz swoistego antyestablishmentowego buntu. Tego typu partie i komitety odnosiły sukcesy nawet w ostatnich latach, czego przykładem może być Ruch Palikota, Kukiz’15 oraz Konfederacja, a nieco wcześniej Samoobrona RP.

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj