Niepodległość i co dalej? 6 wyzwań stojących przed Rzeczpospolitą odrodzoną w roku 1918. Część I

0
200
Zdjęcie ilustracyjne. Fot.:jwvein/pixabay.com

Zawsze 11 listopada cieszymy się z niepodległości, którą po latach niewoli odzyskaliśmy w roku 1918. Zwykle też tego dnia w mediach goszczą eksperci wypowiadający się o drodze do narodowej wolności i chwilach, w których odrodziła się Rzeczpospolita. Co jednak było dalej? Jakie wyzwania stanęły przed nowym państwem? I jak nasi przodkowie poradzili sobie w roli gospodarzy? Prezentujemy Państwu 6 największych wyzwań, z którymi musieli radzić sobie Polacy po roku 1918. Dziś część I – i trzy z sześciu największych zagadnień.

Obrona niepodległości i walka o granice

Oczywistym jest, że odzyskanie niepodległości, a więc de facto zdobycie władzy nad konkretnymi ziemiami dotąd zarządzanymi przez inne państwa, państwa zaborcze, wiązało się z koniecznością walki o to, co przejęte. Co prawda bowiem wszyscy zaborcy skończyli rok 1918 jako przegrani (z różnych powodów i w różnych okolicznościach), jednak ich sukcesorzy nie akceptowali polskich ambicji oraz wizji granic państwa tworzonego przez nasze elity. Sprzeciw wobec koncepcji polskiego autorstwa wysuwały także narody, które – podobnie jak my – zaczęły budować swoją państwowość na gruzach trzech środkowoeuropejskich cesarstw.

W pierwszych tygodniach po 11 listopada roku 1918 najbardziej oczywistym konfliktem był spór z Niemcami. Dla Polski bowiem posiadanie żyznej Wielkopolski, pomorskiego dostępu do Bałtyku oraz Śląska z jego przemysłem było kwestią być albo nie być. Podobne spostrzeżenia miał jednak i Berlin – już nie cesarski, a republikański, jednak nadal antypolski. Niemcy jednak po kapitulacji i rozejmie z Compiègne musieli uznać wolę mocarstw zachodnich. One zaś popierały część polskich postulatów. O szczegóły musieliśmy jednak walczyć. Tak też doszło do trzech powstań śląskich i powstania wielkopolskiego. Zrywy doprowadziły do dość pomyślnego dla Polski wyznaczenia granicy zachodniej. Gorzej natomiast wyglądała sytuacja na Warmii i Mazurach, gdzie w plebiscycie zorganizowanym w chwili marszu bolszewików na Warszawę sprawa polska poległa. Ostatecznie jednak nasz kraj zachował większą część Wielkopolski, stabilny dostęp do morza (choć bez ważnego portu w Gdańsku) oraz niewielką, ale uprzemysłowioną część Śląska.

Największe walki, których przegranie oznaczałoby kolejną likwidację Polski i zapanowanie nad Wisłą komunizmu, toczyliśmy z bolszewicką Rosją. Początkowo jednak „czerwoni” deklarowali poszanowanie dla samostanowienia narodów. Na deklaracjach się jednak skończyło. Tym samym młode państwo polskie toczyło ciężkie boje z większym sąsiadem. W roku 1920 odnieśliśmy jednak niemało sukcesów. Najpierw zajęliśmy bowiem (wspólnie z Ukraińcami) Kijów, następnie zaś, gdy w wyniku bolszewickiej kontrofensywy Rosjanie znaleźli się pod Warszawą i zagrozili egzystencji państwa polskiego, zdołaliśmy ich odepchnąć i ostatecznie pobić nad Niemnem. Traktat pokojowy z marca roku 1921 z Rygi nie był jednak szczytem polskich osiągnięć. I wpływ na to mieli nie tylko bolszewicy, ale i polskie wizje dotyczące polityki wschodniej oraz stosunku do mniejszości narodowych. Polscy negocjatorzy w największym stopniu powiązani z endecją nie chcieli przyłączenia do Rzeczypospolitej zbyt wielu terenów zamieszkałych przez ludność niepolską. Obawiali się bowiem utraty przez Polaków większości w swoim państwie. Rezygnacja oznaczała jednak pozostawienie w Związku Sowieckim kilkuset tysięcy, a może nawet do 2 milionów Polaków, którzy z czasem byli represjonowani (zob.: operacja polska NKWD). W roku 1921 nikt jednak tego nie mógł przewidzieć. Liczono bowiem na rychły upadek komunizmu.

Walki z bolszewikami wiążą się także z naszym konfliktem z Litwinami o Wilno – miasto wówczas bezsprzecznie polskie pod względem narodowościowym, które z przyczyn historycznych stanowiło dla Litwinów istotny punkt odniesienia. Polacy zdołali jednak zająć w roku 1919 Wilno i Sejny (powstanie sejneńskie), ale utracili tereny wraz z bolszewicką ofensywą z lata roku 1920. Wtedy też Rosjanie przekazali Litwinom Wilno i Suwalszczyznę. Gdy więc Polacy wyparli bolszewików, w rękach naszych północnych sąsiadów pozostało jedno z największych polskich miast. Otwarty atak był jednak wykluczony. Józef Piłsudski zdecydował się więc na pozorowany bunt jednego ze swoich zaufanych generałów. Lucjan Żeligowski zajął miasto i utworzył państewko: Litwę Środkową. Na wiosnę roku 1922 władze owego organizmu zdecydowały o przyłączeniu się do Polski. Konflikt spowodował jednak, że relacje Rzeczypospolitej oraz Litwy Kowieńskiej przez niemal całe dwudziestolecie międzywojenne były fatalne.

Walki z narodem, który na gruzach upadłego imperium Romanowów próbował stworzył własne państwo, miały miejsce również na południowym wschodzie. Ukraińskie struktury państwowe były uznawane przez Niemców i Austro-Węgry już od początku roku 1918, a na mocy traktatu brzeskiego państwa centralne przekazały nawet Ukraińskiej Republice Ludowej ziemie polskie – Chełmszczyznę. Spotkało się to ze zdecydowanym sprzeciwem Polaków. Następnie Ukraińcy próbowali zająć Lwów jeszcze przed ostatecznym upadkiem Niemiec i Austro-Węgier – już 1 listopada roku 1918. Tym samym rozpoczęła się wojna niepowstałej jeszcze Polski i tworzącej się Ukrainy. W kilka miesięcy Polacy zdołali jednak zająć całą Zachodnioukraińską Republikę Ludową, a następnie, w roku 1920, Polacy i Ukraińcy (z Ukrainy centralnej) wspólnie walczyli z bolszewikami. Traktat pokojowy z Rygi nie ustanawiał jednak niepodległej Ukrainy. Tym samym Polska zadbała o swoje interesy nie patrząc na sojuszników. Ukraina znalazła się w rękach ZSRR, a w południowo-wschodnich województwach II RP mieszkały miliony Ukraińców niechętnych polskiej państwowości.

Na tym jednak nie kończy się lista krajów, z którymi przyszło nam walczyć o granice – o ile bowiem naszej niepodległości zagrażali głównie Rosjanie i w mniejszym stopniu Niemcy, to chrapkę na część Polski mieli również Litwini, Ukraińcy i Czesi. Ci ostatni zresztą zachowali się w roku 1920 podobnie jak Litwini: haniebnie. Z tą różnicą, że wbijając nam nóż w plecy nie zostali sojusznikiem ZSRR. Z Czechami walczyliśmy bowiem o ustalenie granicy – tak jak z Litwinami – już w roku 1919. Spór dotyczył Śląska Cieszyńskiego oraz Spiszu i Orawy. Czeskie wojska odnosiły jednak pewne sukcesy, gdyż Polacy walczyli także na innych frontach. Ostatecznie problem umiędzynarodowiono, a niekorzystne dla Polski postanowienia przyjęto w lipcu roku 1920, a więc wówczas, gdy nie mieliśmy wyboru i musieliśmy zgodzić się na straty w zamian za jakąkolwiek pomoc w egzystencjalnej walce z bolszewikami. Problem, jako że nie został rozwiązany w sposób kompromisowy, odżył gdy to Czechosłowacja musiała mierzyć się ze śmiertelnym zagrożenie – w roku 1938.

Polska i kruchy ład międzynarodowy

Okoliczności towarzyszące powstaniu Polski i wywalczeniu jej granic wpłynęły na naszą międzynarodową sytuację w dwudziestoleciu międzywojennym. Z jednej strony byliśmy bowiem wielkim beneficjentem ładu wersalskiego. Ów porządek oparto wszak na wyniku I wojny światowej, a więc klęsce Niemiec, rozpadzie Austro-Węgier oraz wydarzeniach, które dokonały się w Rosji. W wyniku tych procesów w Europie Środkowej powstało niejako miejsce dla nowych państw. Jednym z nich byliśmy my.

Zależność od międzynarodowego ładu, w którym wiodącą rolę odgrywała Wielka Brytania i Francja, niekiedy bywała dla nas korzystna, ale często wiązała nam ręce. Tym samym polityka mocarstw zapewniała nam w momencie kształtowania się granic pewne fundamenty, takie jak chociażby dostęp do Bałtyku, z drugiej jednak strony musieliśmy liczyć się z ich głosem np. w sprawie Zaolzia.

Większym problemem był jednak fakt, że ład wersalski kontestowały dwa bardzo silne kraje, które co prawda wyszły z I wojny światowej jako przegrane, ale nadal posiadały duży potencjał militarny oraz cechowały się wrogością wobec istnienia Polski. Mowa o Niemczech i Związku Sowieckim (realnym sukcesorze Rosji). Oba kraje zresztą już w latach 20. zawiązały współpracę pozwalającą im omijać międzynarodową izolację. Niemcy ponadto, wychodząc z owej izolacji w Europie Zachodniej, chętnie podkreślały szacunek dla swoich granic na zachodzie, milcząc w sprawie granicy wschodniej – z Polską. Było to dla nas duże zagrożenie, szczególnie, że Berlin swoimi deklaracjami i obietnicami sprytnie wiązał Francję – naszego głównego sojusznika w potencjalnym starciu z Niemcami. Zarazem Berlin nie stronił od podważania powagi państwa polskiego nazywając naszą Ojczyznę „państwem sezonowym”. Toczyliśmy także konflikty gospodarcze (wojna celna).

Bezpieczeństwo międzynarodowe i pozycja Polski były więc tym większe, im stabilniejszy był ład wersalski. Ów porządek jednak słabł praktycznie od początku jego powstania, a w latach 30. stawał się coraz większą fikcją. Odejście od porządku wersalskiego akceptowały nawet zachodnie demokracje godząc się na rozstrzyganie sporów poza forum Ligi Narodów – jak to miało miejsce chociażby w sprawie rozbioru Czechosłowacji dokonanego za plecami Pragi. W drugiej połowie lat 30. raczej nikt nie miał wątpliwości, że po względnie stabilnych latach 20. nadciąga burza, przed którą nie zabezpieczy nas porządek światowy, ale armia – samodzielnie lub najlepiej przy wsparciu dwustronnych sojuszy. I formalnie pod tym względem byliśmy przygotowani zarówno na agresję niemiecką jak i sowiecką. Rok 1939 boleśnie zweryfikował jednak nasze nadzieje.

Mniejszości narodowe

Warto przy tym pamiętać, że pewien wpływ na międzynarodową pozycję Polski miała także kwestia mniejszości narodowych. Po pierwsze grupy narodowościowe posiadające państwa – ze szczególnym uwzględnieniem Niemców – w relacjach z Warszawą chętnie odwoływały się do swoich ojczyzn. Zawsze stanowiło to nowe zarzewie sporów. Po drugie nawet nieposiadający państwa Ukraińcy mogli odwoływać się w konfliktach z rządem polskim do Ligi Narodów na mocy Małego Traktatu Wersalskiego, który – choć zaakceptowany przez Polskę i słuszny w założeniach – ograniczał część suwerenności Rzeczpospolitej. Po trzecie niektóre mniejszości bywały narzędziem w ręku sowieckiego wywiadu – chodzi tu szczególnie o sprzyjającą komunizmowi ludność białoruską oraz ludności żydowskiej (oczywiście nie wszyscy przedstawiciele tych narodów byli antypolskimi komunistami). Tym samym owe grupy mieszkające szczególnie na Kresach Wschodnich, ale nie tylko, stanowiły doskonałe zaplecze dla działalności sowieckich służb w Polsce oraz niejako z definicji kontestowały polską państwowość.

Ponadto – co w sprawie pozostaje najważniejsze – mniejszości narodowe stanowiły w dwudziestoleciu międzywojennym 1/3 polskiej populacji. To olbrzymia grupa, która – co istotne – w sporej mierze nie była przychylna Rzeczypospolitej. Niemcy spoglądali bowiem na Berlin, a jako społeczność zamożna mieli duży wpływ na sytuację w kraju. Żydzi stanowili grupę zróżnicowaną – od biedaków po bogaczy i od osób zasymilowanych, przez tolerujących polską państwowość po komunistów kontestujących istnienie Rzeczypospolitej. Ukraińcy czuli się oszukani przez Polskę i ład międzynarodowy, gdyż liczyli na powstanie własnego państwa, ale ich próby okazały się nieudane. W sporej mierze wybrali więc sprzeciw wobec Rzeczpospolitej, a niekiedy dokonywali nawet zamachów terrorystycznych na polskich urzędników oraz… Ukraińców próbujących doprowadzić do porozumienia. Białorusini natomiast, choć nie posiadali szczególnie silnych elit politycznych, ciążyli w stronę komunistycznej Rosji, na co wpływ miała także bieda panująca na terenach przez nich zamieszkałych (Polesie należące do II RP było jednym z najbiedniejszych skrawów Europy). Litwini i Czesi także nie mieli powodów, by kochać Polskę. Tym samym jedyną mniejszością narodową życzliwie nastawioną do Polski i Polaków byli nieliczni Ormianie – i tak zresztą silnie zasymilowani. Pozostałe narody jak Słowacy, Rusini czy Romowie nie ogrywali istotnej roli w ogólnokrajowej polskiej polityce.

Sytuację na linii rząd w Warszawie-mniejszości narodowe pogarszała ponadto niekonsekwentna polityka władz Rzeczypospolitej. Nasi rządzący najpierw – naiwnie – chcieli polonizować słowiańskie mniejszości narodowe (Ukraińców i Białorusinów), a potem – naiwnie – doprowadzić do stania się przez nich wiernymi obywatelami państwa przynależącymi do innej narodowości. Owa polityka była chwiejna, gdyż najpierw realizowali ją endecy, a po roku 1926 piłsudczycy. Obie grupy miały odmienne zapatrywania w kwestii polityki wschodniej oraz narodowościowej. Mniejszości odbierały jednak sprzeczne sygnały płynące z Warszawy, co łatwo sprzyjało zaognianiu konfliktów.

Michał Wałach

Zapraszamy do lektury II część tekstu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj