Ojciec półprzewodników. Nie Kopernik, nie Skłodowska-Curie, ale samouk spod Nakła to najczęściej cytowany polski naukowiec

0
197
Jan Czochralski

Kto jest najchętniej czytanym na świecie polskim autorem? Wielu z nas wskazałoby pewnie Bolesława Prusa, Henryka Sienkiewicza lub św. siostrę Faustynę Kowalską. A kto z naszych jest nie tylko czytany, ale też cytowany? I to cytowany w nauce? Zapewne pomyślimy o Marii Skłodowskiej-Curie lub ewentualnie tworzącym przed powstaniem metody naukowej Mikołaju Koperniku. Ale okazuje się, że odpowiedź na to pytanie jest inna!

Aby dobrze zrozumieć skalę sukcesu naszego rodaka musimy rozejrzeć się w około. Tak. Spojrzeć w lewo, w prawo, przed siebie. Co widzimy? Z pewnością niemało urządzeń elektrycznych. Ich wspólną cechą jest korzystanie z półprzewodników. To bowiem na układach scalonych opiera się cała współczesna elektronika: telewizory, telefony, komputery, a nawet pralki, zmywarki i wiele, wiele innych, nie wyłączając nawet samochodów.

Półprzewodniki z krzemu, a właśnie takie nas tu interesują, nie byłyby możliwe do uzyskania gdyby nie metoda opracowana w roku 1916 przez Polaka. Metoda nazwana nazwiskiem chemika-samouka urodzonego w roku 1885 w Kcyni na terenie obecnego województwa kujawsko-pomorskiego.

Mowa oczywiście o metodzie Czochralskiego i Janie Czochralskim, człowieku niezwykle utalentowanym i ambitnym, którego historia życia była niestety tak skomplikowana jak losy Polski w XX wieku.

Ponoć niezadowolony ze swoich ocena uzyskanych na maturze Czochralski miał podrzeć świadectwo, jednak swojemu ojcu zadeklarował, że powróci do Kcyni dopiero gdy stanie się sławny. A było to dość odważne zważywszy na fakt, że bez świadectwa o studiach mógł zapomnieć. Oczywiście sława nie jedno ma imię, ale Czochralski właśnie z nauką złączył swoje życie.

Szybko okazało się jednak, że brak formalnego wykształcenia nie stanowi dla niego problemu. Żyjąc w Berlinie pracował w przemyśle i zajmował się chemią uczestnicząc w wykładach z tego przedmiotu na zasadach wolnego słuchacza.

Rychło powiązał współpracę z przemysłem ze światem nauki i zaczął publikować teksty naukowe poświęcone krystalografii, szczególnie zaś metalografii. I właśnie wówczas, będą człowiekiem młodym, zdołał dokonać największego odkrycia związanego z wykorzystywaną do dziś metodą produkcji monokryształów krzemu.

Za sprawą odkrycia, na którym opiera się współczesny przemysł i cała rewolucja technologiczna części XX i całego jak na razie XXI wieku Jan Czochralski do dziś uważany jest za najchętniej cytowanego polskiego naukowca. Wszak owa metoda obecna jest nie tylko w przemyśle, ale i nauce, skąd pomysły i zastosowania nadal są importowane do zakładów produkcyjnych.

Czochralski oczywiście nie spoczął na laurach i nadal pracował. Doprowadził m.in. do rewolucji na kolei za sprawą swojego odkrycia dotyczącego stopu łożyskowego. Wykorzystywano go w wielu krajach. Ów tzw. metal B pozwolił Czochralskiemu zarobić wielkie pieniądze. W tym też czasie Henry Ford proponował mu pracę w laboratorium jego firmy w USA, jednak Czochralski odmówił i postanowił wrócić do Polski.

Nad Wisłą doceniono jego talenty i znaleziono sposób, by pomimo braku formalnego wykształcenia nadać Czochralskiemu tytuł procesora. W kraju prowadził prace służące Wojsku Polskiemu. Niektórzy sugerują przy tym, że powrót do Polski związany był z faktem jego pracy w roli agenta polskiego wywiadu w Niemczech i Czochralski uciekł z Republiki Weimarskiej przed dekonspiracją.

Należy przy tym zauważyć, że swoim majątkiem, który za sprawą patentów ciągle rósł, dzielił się z polskim społeczeństwem. Fundował m.in. liczne stypendia oraz współfinansował odbudowę dworku Chopina i badania w Biskupinie.

Niestety w latach 30. poparł w konflikt z prof. Witoldem Broniewskim, a sprawa znalazła finał w sądzie i negatywnie wpłynęła na wizerunek Czochralskiego. De facto bowiem spór dotyczył zrzeczenia się przez niego obywatelstwa niemieckiego i tego na ile jest Polakiem i służy Polsce, a na ile jest… Niemcem. Ostatecznie Czochralski wygrał, ale liczba jego nieprzyjaciół wzrosła.

Po roku 1939 Czochralski, za zgodą polskiej konspiracji, wystąpił do Niemców o zgodę na prowadzenie działalności i zgodę utrzymał. Celem była ochrona środowiska akademickiego, a nawet żołnierzy AK przed prześladowaniami poprzez zatrudnianie ich, ale kontrowersje wzbudzał fakt, że jego zakład prowadził prace m.in. dla Wehrmachtu. Należy jednak podkreślić, że u Czochralskiego realizowano także zamówienia zbrojnego podziemia, a prace dla Niemców były przez szefa instytucji sabotowane. Dodatkowo w tym czasie Czochralski, korzystając ze swoich koneksji, ratował ludzi z niemieckich obozów i więzień Gestapo. Czynił to wszystko jako obywatel Rzeszy.

Niestety po roku 1945 Czochralski nie został uznany za bohatera. Przeciwnie. Komuniści widzieli w nim Niemca i kolaboranta III Rzeszy. Trafił do więzienia. Na szczęście uniewinniono go, jednak w nowych realiach Politechnika Warszawska nie chciała przyjąć wielkiego naukowca z powrotem do pracy. Co najtragiczniejsze w tej części jego biografii: fakt, że współpracował z AK, musiał zatajać z troski o swoje bezpieczeństwo i nie mógł użyć go jako argumentu na swój patriotyzm. Komuniści wszak źle widzieli tego typu zaangażowanie.

Czochralski wrócił więc do Kcyni i prowadził działalność gospodarczą. W roku 1953 komunistyczny Urząd Bezpieczeństwa dokonał przeszukania jego willi, co wywołało u sędziwego wynalazcy problemy zdrowotne. 22 kwietnia tego roku zmarł na zawał serca. Pochowano go w rodzinnej miejscowości, jednak przez wiele lat na jego grobie nie było nawet tabliczki z imieniem i nazwiskiem.

Historia najchętniej cytowanego polskiego naukowca skończyła się więc w bardzo smutny sposób, a jego nazwisko przez długi czas było praktycznie zapomniane. Dopiero w ostatnich latach polska opinia publiczna coraz częściej dostrzega, że rewolucja technologiczna i elektroniczna XX i XXI wieku nie byłaby możliwa bez wynalazku Polaka.

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj