Ołtarz Wita Stwosza. Polsko-niemiecka bitwa o kulturę wygrana przez Karola Estreichera

0
136
Ołtarz w kościele Mariackim w Krakowie po wywiezieniu dzieła Wita Stwosza i podmienieniu przez Niemców szafy ołtarzowej. Co ciekawe, Niemcy zainstalowali w świątyni szafę ołtarzową z Kaplicy Świętokrzyskiej na Wawelu. Powstała ona z fundacji Kazimierza IV Jagiellończyka i zawiera postać Władysława Jagiełły, który pokonał Niemców (Krzyżaków) pod Grunwaldem.

Gdy Niemcy napadały na Polskę 1 września roku 1939 nikt nie wiedział, jak ciężkie lata czekają nasz naród. Co więcej, wówczas wielu, słuchając sanacyjnej propagandy, wierzyło w skuteczną obronę niepodległości. Byli jednak i tacy, którzy przezornie zabezpieczyli najcenniejsze narodowe dobra, by nie uległy zniszczeniu podczas konfliktu. Najbardziej zasłużoną postacią na tym polu jest krakowski historyk sztuki Karol Estreicher, syn profesora Stanisława Estreichera, z racji imienia dziadka nazywany niekiedy Karolem Młodszym. Zapisał się złotymi zgłoskami w dziele ochrony, a potem odzyskiwania dzieł sztuki.

Co ciekawe, kraje Europy Zachodniej, w tym Niemcy, podjęły kroki mające na celu zabezpieczenie dóbr kultury na długo przed wybuchem II wojny światowej. Wynikało to z doświadczeń I wojny światowej. Niestety polskie władze sanacyjne ignorowały temat. Czy wierzyły w zwycięstwo? Być może. Były niekompetentne i nieodpowiedzialne? Niewykluczone. Fakty są jednak porażające. W Polsce bardzo późno, bo dopiero na wiosnę roku 1939, uchwalono ustawę dotyczącą zasad ochrony dzieł sztuki. Była on jednak i tak zbyt ogólna, a zarządzenia wykonawcze nie powstały.

Jak to często w naszej historii bywa, tak i wówczas do działania przystąpił naród zastępujący niekompetentną władzę.

Latem roku 1939 pewnym było, że niemiecki najeźdźca w chwili ewentualnego zajęcia Krakowa szybko zainteresuje się ołtarzem Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny w kościele Mariackim. Jego twórcą był bowiem pochodzący z Norymbergi Veit Stoß niepoprawnie nazywany Witem Stwoszem. Jego rodowód pasował do nazistowskiej koncepcji o pragermańskich i niemieckich korzeniach Krakowa, koncepcji oczywiście absurdalnej i pseudohistorycznej. Geniusz średniowiecznego mistrza potraktowano tak instrumentalnie, że jeszcze przed wybuchem wojny jego dzieło w Krakowie przedstawiano jako dowód cywilizowania dzikiego wschodu przez Niemców, rzekomych jedynych twórców kultury na tych ziemiach.

O historię owego ołtarza, wybitnego działa sztuki późnogotyckiej, toczono jednak wówczas spory na linii Polska-Niemcy. Polacy, nie zawsze słusznie, bronili polskości dzieła i woleli milczeć o pochodzeniu autora. Niemcy zaś, absolutnie bezpodstawnie, wciągali Stwosza i jego arcydzieło w trybu swojej propagandy i ideologii. Tymczasem Stwosz był etnicznym Niemcem i mówił po niemiecku, jednak żył w średniowieczu, w czasach, gdy narodowość rozumiana na modłę XIX czy XX wieku w ogóle nie istniała, a istotniejsza dla tożsamości była wiara oraz wierność władcy.

Polacy wiedzieli jednak, że wraz z wejściem niemieckich wojsk do Krakowa wszelkie argumenty przegrają z argumentem siły. Nikt zaś nie chciał dopuścić, by zabytkowy średniowieczny ołtarz wpadł w ręce Niemców. Wtedy też pojawił się pomysł demontażu ołtarza. Sprawa była o tyle ułatwiona, że zaledwie kilka lat wcześniej, bo w roku 1933, zakończono renowację, podczas której figury i inne elementy ołtarza były demontowane.

O ochronie ołtarza dyskutowano już jednak od dłuższego czasu (oczywiście nie w szeregach państwowej administracji, a miłośników kultury i sztuki). Karol Estreicher podniósł temat zagrożenia obejmującego dzieło Stwosza już w roku 1938. Rok później, w maju roku 1939, powstał społeczny Komitet Ochrony Ołtarza Mariackiego. Organizacja zbierała fundusze na ochronę zabytku i natrafiła na zauważalny odzew społeczny. Rząd RP oczywiście nie brał udziału w pracach. Latem roku 1939 istniała więc organizacja mająca fundusze na zabezpieczenie ołtarza i wywiezienie go. Pytanie: dokąd?

Jednym ze wskazywanych kierunków były Stany Zjednoczone, gdzie ołtarz mógłby pojechać w ramach wystawy. Taki kierunek sugerował Karol Estreicher. Sprzeciw wyraził… sanacyjny polski rząd uznając takie działanie za… szerzenie paniki. Wszak w rządowej propagandzie byliśmy zwarci i gotowi do skutecznej obrony kraju, a za Polską stali wierni sojusznicy.

Wobec takiej postawy administracji postanowiono ukryć ołtarz w Polsce. Z obawy o zniszczenie zabytku niechętny wobec takich działań był proboszcz kościoła Mariackiego, jednak zgodę wydał sam metropolita krakowski kardynał Adam Stefan Sapieha. W drugiej połowie sierpnia roku 1939 ołtarz został więc rozmontowany i przetransportowany w bezpieczne, jak się wydawało, miejsce: drogą rzeczną do Sandomierza, do tamtejszego seminarium. Niektóre elementy ołtarza ukryto ponadto w innych miejscach Krakowa, a Karol Estreicher stworzył inwentarz wszystkich części. Transport do Sandomierza zdążył przed nadejściem wojsk niemieckich, choć nie przed 1 września.

Niemcy, którzy 6 września zajęli Kraków, byli z pewnością zdziwieni brakiem ołtarza. W takiej sytuacji udali się do kardynała Sapiehy, gdzie szantażując go i grożąc zamordowaniem wielu zakładników zmusili metropolitę do wyjawienia kryjówki ołtarza. Niemcy przejęli dzieło i przewieźli je do Krakowa, a potem do Niemiec, do Berlina. Szybko odnaleźli także sporą część elementów poukrywanych w Krakowie, ale nie wszystkie. Z czasem zdecydowali się wywieźć z miasta także szafę ołtarzową, która nie była schowana.

Ołtarz trafił do Banku Rzeszy, a władze nie miały pomysłu co z nim zrobić. Do roku 1941 w Niemczech podczas wystaw prezentowano… fotograficzną kopię dzieła. Zakaz zaprezentowania publice oryginału był decyzją samego Hitlera. W końcu zapadła zaś decyzja, że ołtarz trafi do miasta Wita Stwosza, ale także miasta, w którym NSDAP organizowała swoje zjazdy: do Norymbergi. W mieście przechowywano także wiele innych zrabowanych dzieł, a służył temu specjalnym, bezpieczny schron. Samo miasto nie było jednak bezpieczne, bo nieustannie je bombardowano, zamieniając średniowieczną, a wówczas już nazistowską Norymbergę w ruiny. Bunkier zdał natomiast egzamin.

Po kapitulacji Niemiec powrócił temat ołtarza, choć Karol Estreicher interesował się zagadnieniem cały czas. Po ataku Niemiec wyjechał bowiem z Polski i pracował dla rządu RP w Londynie jako kierownik Biura Rewindykacji Strat Kulturalnych przy Ministerstwie Prac Kongresowych. Tam też tworzono raporty dotyczące strat w polskiej kulturze pod okupacją niemiecką i sowiecką.

Karol Estreicher uważał, że wszystkie dzieła należy odnaleźć i sprowadzić do Polski. Był to pogląd niepopularny w części kręgów londyńskich i konserwatywnych. Prawica uważała bowiem, że kraj zdominowany, a wręcz okupowany przez Sowietów, nie powinien odzyskiwać dzieł związanych z polską kulturą. Sugerowano przewiezienie ołtarza Wita Stwosza np. do Watykanu, a inne dzieła mogłyby wrócić do właścicieli.

Estreicher widział jednak sprawę inaczej. Nie patrzył przez pryzmat władzy politycznej, a udręczonego wojną narodu, który pragnął odzyskać swoje zabytki, swoje symbole i elementy swojej tożsamości. Należy więc zrozumieć zarówno sensowną argumentację kręgów londyńskich i prawicowych, jak i podejście Estreichera. A decyzja nie do końca należała do Polaków. Oto bowiem alianci zachodni w roku 1945 wycofali swoje poparcie dla rządu RP w Londynie uznając za legalny rząd warszawski złożony m.in. z komunistów. I to po jego stronie leżała decyzja oraz moc wydawania dokumentów pozwalających na rewindykację dóbr kultury.

W takiej sytuacji Estreicher, który przecież nie kochał komunistów (podczas wojny tworzył także raporty o stratach w kulturze na obszarze okupacji sowieckiej) zdecydował się powrócić do Polski. W kraju uzyskał zaś od władz stosowne pełnomocnictwa pozwalające mu poszukiwać i odzyskiwać dzieła sztuki.

Mając potrzebne dokumenty Estreicher udał się na zachód w poszukiwaniu ołtarza Wita Stwosza. Potrzebował ku temu oczywiście oprócz zgody władz komunistycznych także zgody amerykańskich władz okupacyjnych. Otrzymał pozwolenie jesienią, gdy było już wiadomo, że ołtarz odnaleziono i że był tam, gdzie się spodziewał. Będąc w Norymberdze zdobył także zgodę Amerykanów na powrót ołtarza do Polski wiosną roku 1946.

To właśnie wtedy powstało słynne zdjęcie, na którym na dworcu, obok pociągu towarowego, najbardziej zasłużony dla odzyskiwania polskich dzieł sztuki po wojnie Karol Estreicher Młodszy w mundurze Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, tuż przed powrotem do Ojczyzny, pozując amerykańskiemu fotografowi i w towarzystwie amerykańskich żołnierzy, trzyma w rękach najcenniejszy obraz w polskich zbiorach: portret Cecylii Gallerani pędzla Leonarda da Vinci zwany Damą z Gronostajem. Wtedy też do Polski powrócił ołtarz Wita Stwosza, oczko w głowie Karola Estreichera. W ten sposób 31 kwietnia roku 1946 do Krakowa dotarł transport wielu zabytków eskortowanych kilku amerykańskich żołnierzy oraz jadącego z nimi historyka sztuki ze znanej krakowskiej rodziny intelektualistów.

Ołtarz i inne dzieła zostały poddane gruntownej renowacji. Wojenne dzieje wpłynęły bowiem negatywnie na kondycję zabytków. Ołtarz był gotowy w roku 1950, choć do kościoła wrócił dopiero w roku 1957, po gomułkowskiej odwilży.

Nie udało się natomiast osądzić i skazać Niemców zaangażowanych w grabież dzieł. Część z nich po roku 1945 już nie żyła. Inni zaś… robili kariery jako wybitni znawcy sztuki. Ponadto pożar dokumentów gromadzonych w Norymberdze zapewnił najpewniej bezkarność wielu osobom. Estreicher zdołał jednak ustalić kilka nazwisk, ale Amerykanie nie pozwolili na ich ekstradycję. Wina nie została więc ukarana, a Polska ostatecznie nie odzyskała wszystkich dzieł. Najbardziej znanym utraconym być może już na zawsze zabytkiem jest Portret młodzieńca pędzla Rafaela Santi, który dla swojej prywatnej kolekcji skradł sam generalny gubernator Hans Frank, a który zaginął w chwili wycofywania się Niemców.

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj