Uratował świat od atomowej zagłady, a historia o nim zapomniała

0
669
Wasilij Archipow. Fot.: Olga Arkhipova, CC BY-SA 4.0 , via Wikimedia Commons

W znanej nam historii świata odnotowano kilkanaście tysięcy wojen, a z każdym stuleciem stawały się one bardziej krwawe, gdyż ludzie dysponowali coraz bardziej śmiercionośną bronią. Apogeum rozwoju broni masowego rażenia ludzkość osiągnęła w XX wieku i trwamy w tym stadium do dziś ­­– chodzi oczywiście o broń jądrową. Podczas Zimnej Wojny wiele było sytuacji, w których ludzkość stała na skraju zagłady. Jedna z nich miała miejsce w październiku 1962 roku podczas Kryzysu kubańskiego.

Na przełomie lat 1959-1960 Amerykanie, pod przewodnictwem Prezydenta Johna F. Kennedy’ego, rozmieścili w 20 europejskich bazach swoje rakiety balistyczne. W odpowiedzi na to posunięcie Nikita Chruszczow, znany ze swojego konfrontacyjnego nastawienia względem zachodu, zaplanował analogiczną operację w pobliżu zachodniego wybrzeża USA ­­– na Kubie, która po przejęciu władzy przez komunistę Fidela Castro w 1959 roku mocno zbliżyła się do ZSRR.

W 1962 roku zapoczątkowało to jeden z najgorętszych okresów zimnej wojny, tzw. Kryzys kubański ­­– kiedy to Rosjanie rozpoczęli dostawy rakiet balistycznych na Kubę. Gdyby im się udało, Amerykanie w bezpośredniej odległości mieliby sowiecką broń stanowiącą bardzo realne zagrożenie. Takiego faktu Stany Zjednoczone zaakceptować nie mogły. Podjęto natychmiastowe działania prowadzące świat na skraj wojny ­­– zablokowano drogę morską na Kubę, a prezydent Kennedy zaakceptował odstraszanie z użyciem siły.

Choć wydawałoby się to skrajnie nieodpowiedzialne, bowiem wywiad zachodni dysponował dowodami na to, że wojska sowieckie ­­– zwłaszcza atomowe ­­– nie są gotowe do otwartego konfliktu. Z tego właśnie wynikało tak stanowcze i ryzykowne działanie.

27 października 1962 roku losy świata nie zależały jednak od politycznych decydentów w Moskwie, a od trójosobowego zarządu jednej z atomowych łodzi podwodnych w pobliżu Kuby. Sowiecki okręt podwodny dążący do ominięcia amerykańskiej blokady morskiej został zlokalizowany przez okręty U.S. Navy. Podjęto natychmiastowe, bardzo ryzykowne działanie ­­– użyto odstraszających ładunków hukowych, a następnie prawdziwych bomb głębinowych. Wtedy to sowiecki dowódca okrętu B-59, pozbawiony komunikacji z Moskwą, wypowiedział sławetne słowa: Zdmuchniemy ich teraz! Umrzemy, ale zatopimy ich wszystkich. Nie przyniesiemy wstydu naszej marynarce!

Słowa Walentina Sawickiego, dowódcy jednostki, oznaczały zarządzenie użycia torpedy atomowej o mocy 11 kiloton (dla porównania ­­– Little Boy zrzucony na Hiroszimę miał moc niewiele większą: 15 kiloton). Wobec głębokiego zanurzenia sowiecka łódź podwodna pozbawiona była jednak kontaktu z Kremlem, więc decyzja użycia broni atomowej leżała w rękach 3 osób na pokładzie: dowódcy okrętu, który tę decyzję zainicjował, oficera politycznego, który również zgodził się na jej użycie oraz Wasilija Archipowa, drugiego kapitana okrętu. Spośród wymaganej trójki, tylko ten trzeci nie zgodził się na użycie broni jądrowej, zachowując zimną krew do końca.

Ostatecznie okręt wynurzył się i pod nadzorem Amerykanów był przygotowywany do powrotu na wschód, co nastąpiło dwa dni później. Wielu historyków, w tym dyrektor jednej z jednostek Amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa, przyznaje, że był to jeden z tych momentów w historii, kiedy jeden człowiek uratował cały świat przed atomową zagładą.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj