W. Kruk – od prosperity do piwnicy i z powrotem

0
233
Biżuteria. Zdjęcie ilustracyjne. Fot.:Hans/pixabay.com

W Polsce co trzecia nowa firma upada w pierwszym roku działania. Wiele z nich chwieje się pod ciężarem podatków i biurokracji, ale także własnej niekompetencji. Niektóre jednak trwają nawet w obliczu najtrudniejszych politycznych warunków – i to mimo nonkonformistycznej postawy właścicieli. Przykładem takiego przedsiębiorstwa jest W. Kruk – najstarsza polska firma jubilerska.

Historia przedsiębiorstwa W. Kruk sięga głęboko wieku XIX. Wówczas bowiem, w 1840 roku przy ulicy Wodnej 12 w Poznaniu, Leon Skrzetuski otworzył warsztat sprzedaży. Oferował przede wszystkim paramenty liturgiczne i biżuterię na zamówienie Kościoła. Wśród zamawiających znajdywały się również dwory.

Z kolei w 1893 roku po śmierci Skrzetuskiego firmę przejął jego siostrzeniec – Władysław Kruk. To właśnie od tego ostatniego pochodzi nazwa firmy – W. Kruk. Władysław trzy lata po objęciu sterów firmy zdecydował się na utworzenie pierwszego salonu. Powstał on w 1896 roku w centrum handlowym Poznania.

Henryk Kruk i zmienne koleje losu

Władysław przeprowadził firmę przez początek XX wieku i kierował nią do 1927 roku, gdy „rządy” przejął młodszy syn – Henryk Kruk. Wówczas przedsiębiorstwo zajęło się produkcją biżuterii ze złota i platyny, zdobionej dodatkowo kamieniami szlachetnymi. Ponadto w 1936 roku właściciel firmy dodał do oferty produkty marek takich jak OMEGA oraz Longines. W tym okresie przedsiębiorstwo produkowało również obrączki – czytamy na stronie firmy. Marka cieszyła się uznaniem Polaków i skutecznie budowała swą pozycję na rynku.

Międzywojenną prosperity przerwała jednak hitlerowska agresja na Rzeczpospolitą. Istniał jednak sposób na „poradzenie” sobie w tej sytuacji. Otóż Niemcy namawiali Henryka Kruka do podpisania volkslisty. Zaakceptowanie tej „oferty” pomogłoby uratować biznes. Henryk jednak nie zdecydował się na akt zdrady i odmówił. W efekcie okupanci aresztowali go, a firma została objęta zarządem komisarycznym. Wprawdzie po roku Henryk wyszedł na wolność, lecz zdecydował się na opuszczenie rodzinnego miasta i wyjechał do Warszawy. Tam też pracował jako rzeczoznawca jubilerski.

Gdy wojna się skończyła Henryk zdecydował się wrócić do Poznania. Niestety koniec niemieckiej okupacji nie oznaczał końca wszystkich problemów rodzinnego biznesu. A wręcz przeciwnie. Moszcząca się na powojennych zgliszczach komunistyczna „władza ludowa” rozpoczęła tak zwaną „bitwę o handel” (trwała ona w latach 1946-49). Jej cel był jasny: zdławienie prywatnej działalności gospodarczej. Rozwijający się wówczas realny socjalizm nie tolerował bowiem konkurencji ze strony prywatnego biznesu.

Komuniści skonfiskowali sklep firmie W. Kruk. Henryk wraz z żoną nie zamierzali się jednak poddać. Mimo wybitnie niesprzyjających warunków kontynuowali produkcję… w piwnicy. W najgorszym okresie przedsiębiorstwo zatrudniało tylko jednego pracownika.

Dopiero w latach 1956-1974, wraz z tak zwaną małą stabilizacją, nadeszła chwila wytchnienia. Firma zdecydowała się zwiększyć skalę działalności. Zatrudniła wówczas w swym warsztacie rzemieślniczym kilku złotników.

Wojciech Kruk i powiew świeżości

Z kolei w 1974 roku przedsiębiorstwo przejął Wojciech Kruk, syn Henryka. To dzięki niemu firma w większym stopniu otwarła się na nowe technologie. Zwiększono też zakres produkcji. Podczas „rządów” Wojciecha Kruka poszerzono też działalność produkcyjną. Firma skorzystała również na zwiększonym w tym okresie zapotrzebowaniu na biżuterię z bursztynu.

Dalszy rozwój następował już w wolnej Polsce. W 1990 roku w Poznaniu powstał pierwszy salon jubilerski oferujący biżuterię złotą, srebrną i zegarki pod szyldem W.KRUK. Z kolei w połowie lat 90. firma przejęła pracownię jubilerską „Rytosztuka”.

„Zaczęliśmy myśleć nad wyborem strategii firmy w kolejnych latach. Realne były tylko dwa warianty: albo poprzestać na takim etapie, na jakim byliśmy, to znaczy 2–3 sklepy, większy lub mniejszy warsztat i mocna pozycja cenionego w Poznaniu jubilera, lub podjąć wyzwanie i stać się znaczącą firmą w Polsce. Takim polskim Cartierem. To moje marzenie. Zdałem sobie sprawę, że jak ja tego nie zrobię, zrobi to ktoś inny – mówił Wojciech Kruk w 1995 roku.

„Znalezienie partnera [Polsko-Amerykański Fundusz Przedsiębiorczości] z dużym doświadczeniem w tej dziedzinie, w powiązaniu z dopływem kapitału okazało się dla firmy bardzo korzystne. Dzięki temu mogliśmy w ostatnich latach otworzyć szereg następnych sklepów w kraju, sprywatyzować Rytosztukę i uruchomić firmę i pierwsze sklepy w Czechach. […] Gdy zaczynałem, nigdy bym nie uwierzył, że będę mógł robić to, co robię” – dodawał przedsiębiorca*.

Przedsiębiorstwo rozwijało się dynamicznie w początkowych latach transformacji. W 2000 roku przedsiębiorstwo przejęło włoską firmę odzieżową – Dani Clerr. Ponadto cztery lata później stało się oficjalnym przedstawicielem na Polskę producenta luksusowych zegarków ROLEX. Dynamiczny rozwój pozwolił przedsiębiorstwu W.KRUK zadebiutować w 2002 roku na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.

Firma W. Kruk poza rodziną

Kolejnym ważnym wydarzeniem okazała się fuzja firm W.KRUK i Vistula Wólczanka dokonana w 2 połowie pierwszej dekady XXI wieku. W efekcie powstała Vistula Group S.A. W jej skład wchodzą W.KRUK, Vistula, Wólczanka i Deni Cler. Wojciech Kruk zdecydował się wówczas sprzedać większość udziałów – wobec niemożności zapewnienia sobie pakietu kontrolnego.

Choć zarządzane już przez kogoś innego i dalekie od bycia firmą rodzinną przedsiębiorstwo W. Kruk wciąż pozostaje rozpoznawalną marką oraz dynamicznie się rozwija. W 2016 firma otworzyła swój setny salon, a w 2017 roku luksusowy Warszawski Dom Marki przy placu Trzech Krzyży. Przedsiębiorstwo jest także fundatorem nagród za utwory muzyczne, literackie oraz za dyrygenturę. Współpracuje ponadto z prasą kobiecą.

Należy przy tym odnotować, że w roku 2017 część opinii publicznej negatywnie zareagowała na jedną z pozabiznesowych form zaangażowania firmy W. Kruk. Do bojkotu konsumenckiego jubilerskiego potentata wzywał m.in. publicysta Rafał Ziemkiewicz zwracając uwagę na fakt, iż firma sponsorowała galę Wysokich Obcasów, na której Superbohaterką ogłoszono piosenkarkę Natalię Przybysz. Nagrodę przyznano jej za… pochwalenie się dokonaniem aborcji. Vistula Group groziła Ziemkiewiczowi pozwem z powodu nawoływania do bojkotu firmy W.Kruk. Odnotujmy także dla porządku, że nie posiadamy informacji czy przedsiębiorstwo wiedziało kto i z jakiego powodu zostanie wyróżniony na gali.

dr Marcin Jendrzejczak

 

* – Cytat za opublikowaną przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości [parp.gov.pl] pracą pt. „Siedem dekad polskiej przedsiębiorczości”. Jej autorzy to: Mirosława Płyta, Aleksandra Janiszewska, Łukasz Bertram, Maciej Kowalczyk)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj