7 października – to dziś powinniśmy obchodzić Święto Niepodległości! Dlaczego?

0
384
Marsz Niepodległości w roku 2021. Fot.:MOs810, CC BY-SA 4.0 , via Wikimedia Commons

Każde polskie dziecko wie, że odzyskanie niepodległości świętujemy w dniu, gdy Józef Piłsudski po powrocie do Warszawy z Magdeburga otrzymał od Rady Regencyjnej stanowisko Naczelnego Dowódcy Wojsk Polskich. Problem w tym, że nasz kraj ogłosił niepodległość ponad miesiąc wcześniej, a ów akt ogłosił monarchiczny organ władzy w Królestwie Polskim, o którym nikt dziś nie pamięta.

11 listopada roku 1918, jeśli brać pod uwagę tylko sytuację w Polsce, to chyba najmniej uzasadniony dzień do świętowania niepodległości. Cóż się wtedy stało? Wiele rzeczy ważnych, Piłsudski przejął władzę wojskową, ale umówmy się: w bliskim sąsiedztwie były dni ważniejsze. Globalnie – owszem, oczywiście, bardzo proszę. Wtedy bowiem zawarto rozejm w Compiègne, który kończył działania zbrojne I wojny światowej. Dla Polski to o tyle ważne, że dwaj z trzech dotychczasowych zaborców byli w tym konflikcie przegranymi (trzeci, choć należał do bloku zwycięzców, wypadł wówczas na aut historii za sprawą rewolucji). Bez klęski zaborców niepodległości byśmy nie odzyskali. Ale jeśli mówić o wydarzeniach w kraju – 11 listopada nadaje się na świętowanie niepodległości bardzo przeciętnie, szczególnie, że znamy jedną, konkretną, dzienną datę ogłoszenia niepodległości.

Ów dzień to 7 października roku 1918. Wtedy to bowiem legalna władza w Królestwie Polskim ogłosiła niepodległość, a ów akt miał – jak się wydaje – solidne podstawy prawnomiędzynarodowe. Chcąc być bowiem skrajnym legalistą należy przypomnieć, że Królestwo Polskie powołane na Kongresie Wiedeńskim formalnie było złączone z Rosją osobą cara. Gdy w Rosji na fali rewolucji lutowej zniesiono ustrój monarchiczny – cara na tronie już nie było. Można było więc myśleć o nowej przyszłości Królestwa Polskiego, szczególnie, że w kraju byli regenci. Tym samym już od obalenia caratu w Rosji nawet na polu prawa międzynarodowego istniała szansa na unieważnienie trwających od dekad związków z Rosją.

W owym czasie jednak, od roku 1915, Królestwo Polskie znajdowało się pod okupacją państw centralnych: Niemiec i Austro-Węgier. Jednak i one z powodu przedłużającej się wojny dostrzegały konieczność zmiany polityki polskiej. Nie było to jednak motywowane miłością do Polaków, a chęcią zmobilizowania nas do walki za Berlin i Wiedeń. Nie można jednak rekrutować żołnierzy na terenach okupowanych. Ale sojusznicze Królestwo – to już co innego.

Wobec tego 5 listopada 1916 roku w oparciu o ustalenia konferencji w Pszczynie władze Niemiec i Austro-Węgier zapowiedziały utworzenie samodzielnego Królestwa Polskiego. Ów akt nie obfitował w szczegóły dotyczące formy zależności od Berlina i Wiednia, o granicach nie wspominając, jednak dokument stanowił podstawę, na mocy której Polacy mogli przejmować coraz więcej inicjatywy i przyspieszać bieg wydarzeń.

Rychło, bo już w styczniu roku 1917, powstała Tymczasowa Rada Stanu w Królestwie Polskim. Organ nie miał zbyt szerokich kompetencji, ale w symboliczny sposób przywracała do życia polskie instytucje polityczne i przedstawicielskie, polski parlamentaryzm. Ważne symbolicznie było także to, że okupanci Królestwa Polskiego przyznali polskim instytucjom uprawnienia w obszarze edukacji i sądownictwa. Niby niewiele, ale wyroki zaczęto wydawać w imieniu Królestwa Polskiego!

Jesienią tego roku natomiast Królestwo Polskie w końcu dostało swojego „monarchę”. W cudzysłowie, gdyż państwa centralne nie wskazały ciągle króla, a jedynie jego monarchicznego zastępcę, regenta – i to nie jednego, a aż trzech. W ten więc sposób na czele Królestwa Polskiego stanął kolektywny organ zastępujący króla, którego nie było.

Radę tworzyły trzy wybitne persony kojarzone jednak tylko z jednym środowiskiem politycznym: konserwatystami i szeroko pojętą prawą stroną sceny politycznej, a będąc ścisłym: dwaj politycy-społecznicy oraz jeden reprezentant Kościoła. Byli to: ziemianin Józef Ostrowski, arcybiskup warszawski Aleksander Kakowski oraz Zdzisław książę Lubomirski. Niezależnie jednak od braku poparcia masowych ugrupowań takich jak narodowa demokracja, ruch ludowy i patriotyczna część ruchu socjalistycznego, Rada Regencyjna była autentycznie polską instytucją władzy. Wydawała dokumenty z pieczęcią z orłem białym oraz tworzyła zręby administracji i polskiego prawa. Co ciekawe, owe rozporządzenia publikowano w Dzienniku Ustaw Królestwa Polskiego i Monitorze Polskim. Funkcjonują one do dziś!

Choć formalna uległość Rady Regencyjnej wobec Niemców i Austriaków irytowała gorące głowy – skorych do walki, a nie ugody, socjalistów – to dziś z całą pewnością możemy powiedzieć, że bez takiej właśnie Rady, działającej powoli, bez skandali i tworzonej przez szanowane persony, powstanie Polski jesienią roku 1918 byłoby o wiele trudniejsze.

Rada Regencyjna przygotowała bowiem wolnej Polsce podstawy prawne potrzebne do funkcjonowania, polską administrację, szkolnictwo, instytucje wojskowe (stanowisko szefa Sztabu), a nawet przedstawicielstwa dyplomatyczne i polski rząd! I choć początkowo gabinety musiały zyskiwać akceptację państw centralnych, to z czasem przestano o to zabiegać (pierwszy rząd bez akceptacji zaborców to rząd Józefa Świeżyńskiego powołany 23 października 1918, już po deklaracji niepodległości). Wraz z pogarszaniem się wojennej sytuacji zaborców Rada zaczęła bowiem coraz wyraźniej ujawniać swoje propolskie cele, które dotąd przysłonięte aurą ugodowych reakcjonistów. Słowem: Realpolitik.

Wpływ na zmianę sytuacji i stanowiska regentów miało także oddanie Ukrainie przez państwa centralne etnicznie polskiej Chełmszczyzny (luty 1918), co wywołało powszechny opór polskiego społeczeństwa, w tym Rady.

Kilka dni po tym akcie Rada Regencyjna odrzuciła swoje podporządkowanie państwom centralnym. Ogłosiła bowiem, że swoje prawo do sprawowania władzy czerpać będzie z woli Narodu, który pragnie niepodległości.

Kolejnym krokiem, tym razem z października roku 1918, było ogłoszenie niepodległości Polski całkowicie wprost. Powołano się przy tym na 14 punktów prezydenta USA Thomasa Woodrowa Wilsona. Ów plan opisywał m.in. sprawę Polską, a państwa centralne przyjęły go jako podstawę do rokowań pokojowych kończących I wojnę światową.

Tym samym Polska odzyskała niepodległość nie 11 listopada roku 1918, ale już 7 października. I przez ponad miesiąc swojego niepodległego, choć dopiero kształtującego się bytu, była Królestwem – aczkolwiek bez króla (kandydaci, jeszcze przed jesienią 1918, byli różni, ale to temat na zupełnie inną opowieść).

Polska pozostawała Królestwem nawet 11 listopada, gdy Józef Piłsudski od Rady Regencyjnej przyjmował władzę wojskową. Monarchiczny charakter miała Polska również i 14 listopada, gdy Rada rozwiązała się i przekazała pełnię władzy Piłsudskiemu. Pojawienie się w aktach prawnych pojęć republikańskich to dopiero ostatnie tygodnie listopada.

Gdy więc 16 listopada roku 1918 Józef Piłsudski wystosował telegram do prezydenta USA oraz rządów Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Włoch, Japonii oraz państw wojujących oraz neutralnych, ustrój Polski ciągle nie był przesądzony. Można powiedzieć, że wówczas trwaliśmy w stanie przejściowym. Nikt jeszcze nie wykluczył monarchii, a jednocześnie nie potwierdził republiki. Na ostateczne decyzje nie trzeba było jednak długo czekać. Polska występuje jako republika już w ostatnich tygodniach roku 1918. I choć była to w zasadzie osobista decyzja Piłsudskiego, to w owym czasie nikt nie miał ochoty walczyć o króla, którego imienia nawet nie znano. Nikt. Nawet monarchiści, reakcjoniści, konserwatyści i przedwojenni lojaliści. Jesień roku 1918 była po prostu słabym czasem dla monarchizmu. Wtedy trony padały, a nie powstawały. Gdyby wojna zakończyła się miesiąc wcześniej – pewnie byłoby inaczej.

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj