Artylerzysta, generał, banita. Opowieść o Krzysztofie Arciszewskim cz. 1

0
256
Richelieu stojący na morskiej ścianie podczas oblężenia La Rochelle. Autor: Henri Paul Motte, 1881

Krzysztof Arciszewski może się poszczycić niezwykłą historią. Przeszedł długą drogę od żołnierza Radziwiłła do banity, sławnego najemnika i w końcu polskiego generała. W tym artykule przeczytacie pierwszą część opowieści o jego awanturniczym życiu.

Narodziny banity

W Wielkopolskiej wsi Rogalin, w domu ariańskiej rodziny Arciszewskich, herbu Prawdzic, 9 grudnia 1592 roku przyszedł na świat chłopiec, któremu nadano imię Krzysztof. Jego rodzice wykazywali się niezwykłą religijnością. Ojciec Krzysztofa hojnie wspierał ariański zbór w Śmiglu, gdzie zresztą był pastorem. Również wzorem pozostałych braci polskich, nosił on przy pasie drewniany miecz, pokazując tym samym swój skrajny pacyfizm, oraz głosił potrzebę rewolucji społecznej. Można rzec, że życie religijne pochłaniało go bez reszty, a to później stało się jednym z powodów zejścia jego syna na drogę bezprawia.

I tu na scenę wkracza osoba zaiste straszliwa, czyli prawnik. Kacper Jaruzel Brzeźnicki również należał do braci polskich, ale nie można powiedzieć, by przyswoił sobie wszystkie ideały arian. Z jednej strony wspierał hojnie zbory swojej wspólnoty, z drugiej zajmował się pożyczkami i nie przejmował się przy ich ściąganiu ariańskimi zasadami ubóstwa.

I właśnie to zniszczyło rodzinę Arciszewskich. Ojciec Krzysztofa pożyczył od Brzeźnickiego sporo pieniędzy, których potem nie mógł oddać. Jako że wszelkie pożyczki udokumentowano, Brzeźnicki zgodnie z prawem przejął majątek Arciszewskich. Rodzina próbowała jeszcze walczyć w sądzie o swoje ziemie, lecz bezskutecznie. Dobra przeszły w ręce prawnika.

Krzysztof Arciszewski. Grafika niemiecka z 1639 roku.

I trzeba rzec, że Brzeźnicki nie zachowywał się na nich, jak na religijnego arianina przystało. Prawnik nie tylko zabrał większość majątku Arciszewskich, ale przez kolejne kruczki prawne wciąż wyciągał ręce po więcej. Doszło nawet do tego, że żądał od młodego Krzysztofa dowodów jego szlachectwa! Można powiedzieć, że wyszła mu słoma z butów, jako że sam udawał szlachcica ze starego rodu Jaruzelów, a tak naprawdę był mieszczaninem z Brzezin, wżenionym w szlachecką rodzinę.

Majątek albo życie

Krzysztof Arciszewski nie mógł patrzeć na upadek rodu. Z każdym dniem rosła w nim nienawiść do aroganckiego prawnika. W końcu czara goryczy została przelana. Krzysztof postanowił rozprawić się z Brzeźnickim już nie z pomocą prawa, a szabli.

Trzeba tu zaznaczyć, że nasz bohater nie odziedziczył pacyfistycznych poglądów ojca i już wcześniej sprawdził się na polu bitwy, gdy pod wodzą Krzysztofa Radziwiłła wziął udział w wyprawie inflanckiej w latach 1621-1622. Wtedy też, w bitwie pod Mitawą, wykazał się odwagą i umiejętnościami, gdy wraz ze swoim przywódcą i jego wojskiem stawiał czoła przeważającym siłom Szwedów, prawie oddając przy tym swoje życie. Zyskał sobie tym zaufanie Radziwiłła, dla którego czasem badał nastroje panujące na dworze królewskim.

Krzysztof Radziwiłł. Obraz z XVII wieku.

Gdy po tej wyprawie Arciszewski wrócił do domu, postanowił raz na zawsze rozwiązać rodowy problem. 19 kwietnia 1623 roku zaczaił się na trakcie z 60 ludźmi i dwoma braćmi; Bogusławem i uchodzącym za okrutnika Eliaszem. Długo czekali na Brzeźnickiego, aż ten w końcu ukazał się na drodze.

Panowie szybko ruszyli do dzieła. Krzysztof podjechał do prawnika, zacisnął mu pętlę na szyi i zaciągnął na miejsce kaźni przestępców w Poninie. Tam zarzucił powróz na szubienicę i nakazał, wobec świadków, zrzec się majątku Arciszewskich. Brzeźnicki, wierząc zapewne, że tylko na groźbach się skończy, odmówił i ponoć nawet wyśmiał młodego szlachcica. Krzysztof wpadł wtedy w szał. Wystrzelił do prawnika z rusznicy, a w ślad za nim poszli jego bracia. Prawnik jakimś cudem to przeżył, więc przywódca bandy poderżnął mu gardło, wyrwał język i przybił do szubienicy, wściekły, że nie udało mu się odzyskać majątku.

Za granicą

Krzysztof i Eliasz wzięli winę na siebie, żeby Bogusław mógł po ich wyczynie pozostać w domu z rodziną. Sami natomiast wiedzieli, że wkrótce staną się ściganymi bandytami i udali się pod protekcję Radziwiłła. Hetman polny litewski jednak nie mógł wstawić się za nimi w sądzie. Nim bracia do niego dotarli, już zostali skazani na banicję, infamię i utratę wszelkich dóbr. Radziwiłł próbował jeszcze zawrzeć ugodę z wdową po prawniku, ale kobieta odrzucała wszelkie rekompensaty finansowe, dlatego hetman wsparł braci inaczej. Używając swoich wpływów, wysłał banitów do Holandii, gdzie nie sięgała ręka polskiego prawa.

Gdy panowie wylądowali w porcie w Hadze, od razu zachwyciła ich potęga holenderskiej floty. Eliasz szybko zaciągnął się do armii, a Krzysztof wsiąknął w świat nowych technologii wojennych i zaczął je studiować. W tym celu nawet odbył spacer podwodny, żeby zobaczyć całość  umocnień w Scheveningen! Umożliwił mu to specjalny, skórzany strój z metalowymi rurami, doprowadzającymi powietrze do hełmu, ale i tak groziło to niebezpieczeństwami. I Arciszewski ich nie uniknął, ukąsiła go jadowita ryba, zapewniając mu bolesną, półtoratygodniową rekonwalescencję.

Maurycy Orański. Autor: Michiel Jansz. van Mierevelt, pomiędzy 1613-1620 rokiem

Najemnik

W końcu banita postanowił przekuć teorię na praktykę i zaciągnął się jako najemnik do wojska księcia Nassau Maurycego Orańskiego. Został wysłany do obrony Bredy przed Hiszpanami, aczkolwiek ta misja ostatecznie zakończyła się porażką. Po tej nieudanej walce nasz banita postanowił podjąć próbę powrotu do ojczyzny, licząc, że weźmie udział w wyprawie przeciwko Szwedom pod wodzą Radziwiłła.

Hetman jednak obmyślił dla niego inne zadanie. Potrzebował kogoś zaufanego, kto pomoże mu wcielić w życie plany obalenia Zygmunta III Wazy. W tym celu wysłał Arciszewskiego do Francji, by ten zbierał poparcie dla Gastona Orleańskiego, brata króla Francji Ludwika XIII. Intryga jednak wyszła na jaw, gdy przechwycono korespondencję między Arciszewskim a Radziwiłłem. Hetman oczywiście zrzucił wszystko na swojego sługę, sprawiając, że jego szanse na podróż do domu drastycznie zmalały. No, chyba że w kajdanach, bo król Zygmunt tak się zawziął, że wysłał za banitą list gończy aż na ziemie swoich sojuszników.

I w tym właśnie momencie Krzysztof Arciszewski postanowił, że ma serdecznie dość polityki, sądownictwa i czczego gadania. Uznał, iż zajmie się tym, co potrafi najlepiej. Wojną.

Kardynał Richelieu. Autor: Władysław Bakałowicz, XIX wiek

W służbie kardynała

Krzysztof raz jeszcze zaciągnął się do holenderskiego wojska, a tego samego roku Eliasz zmienił trochę klimat i wstąpił do sił Duńczyków. Główny bohater tej opowieści jednak szybko przyćmił sławą swojego brata.

Dzięki służbie u Holendrów Arciszewski znalazł się w ogniu wydarzeń wojny trzydziestoletniej. Wraz z wojskiem wysłano go na pomoc kardynałowi Richelieu, znanego dzisiaj między innymi z Trzech muszkieterów Aleksandra Dumasa. Co więcej, polski banita brał, pod komendą duchownego, udział w oblężeniu La Rochelle, gdzie znacząco przyczynił się do zwycięstwa. Tym razem jednak nie odwagą i szablą, a inżynierskimi zdolnościami Widzicie, Arciszewski zaprojektował wielką morską groblę, odcinającą La Rochelle od dostaw, co doprowadziło do kapitulacji wygłodzonych obrońców.

Sława Arciszewskiego rozlała się na Europę. Po oblężeniu otrzymał wiele lukratywnych ofert, choćby od Habsburgów, szukających zdolnych ludzi do swojej armii. Banita jednak odmówił brania udziału w europejskich wojnach. Niektórzy twierdzą, że z szacunku do Radziwiłła, inni, że po prostu miał chwilowo dość starego kontynentu. Ostatecznie zaciągnął się do Holenderskiej Kompanii Zachodnio-indyjskiej, ruszającej właśnie na podbój Brazylii, a konkretnie jej bogatej kapitanii (portugalska jednostka administracyjna), o nazwie Pernambuco. O tym jednak przeczytacie w drugiej części.

Maksymilian Jakubiak

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj