Cała prawda o przywódcy rabacji galicyjskiej! Historia Jakuba Szeli. Część II: rzeź i dalsze życie

0
426
Rabacja galicyjska

Nadszedł 18 lutego 1846 roku. Tej nocy powstańcy mieli zamiar uderzyć na Tarnów. Ich plan był prosty. Zebrać nocą siły w kilku grupkach, utworzyć z nich parę oddziałów i na umówiony znak, czyli spalenie karczmy na górze św. Marcina, przeprowadzić szturm. Powstańcy mieli broń i przewagę liczebną nad nielicznym austriackim wojskiem. Do ataku jednak nie doszło. Karczma nie została podpalona, a niepewni powstańcy odwołali akcję. Wkrótce wielu z nich miało znaleźć się w więzieniach, a niektórzy na cmentarzach.

Noc powstania, dni rabacji

Ogień nie zapłonął z prostego powodu. Chłopi, widząc zbrojenie się panów, przekonani o tym, że to oni będą celem ataku, utworzyli patrole przy drogach i pod wodzą wójta Stelmacha z Lisiej Góry powstrzymali powstańców zmierzających do karczmy. Aresztowali większość z nich, załadowali na wozy żywych i martwych i zawieźli do Tarnowa. Tam wyszedł im na spotkanie Breinl, wpierw przestraszony, że chłopi dołączyli do szturmu, a później uradowany ich wiernością. Zapłacił chłopom i obiecał kolejne nagrody jeśli przyprowadzą następnych powstańców. Tak rozpoczęła się rabacja.

W ciągu kolejnych dni niezorganizowane acz liczne bandy chłopskie przeprowadzały potyczki z powstańcami, a później wzięły się za szlacheckie dwory. Każdą grupą dowodził ktoś inny, ba, zdarzały się nawet kobiety u steru. Jedna na przykład wykrzykiwała rozkazy z ambony grabionego właśnie kościoła. Każda banda inaczej podchodziła do swojej części rzezi. Niektórzy zabijali na dworach wszystkich, łącznie ze służbą, inni tylko mężczyzn lub szlachtę. Znalazły się osoby, które widząc wywieszonego austriackiego orła odpuszczały oraz chłopi stający w obronie troszczących się o nich dziedziców. Kolejni nie przepuszczali kościołom, a inni po zabiciu mężczyzn z dworu, oddawali rodzinie nawet zegarek znaleziony na ręce zamordowanego.

To ostatnie wynikało z początkowego strachu przed konsekwencjami kradzieży, ale zanikał on z każdym kolejnym dniem, gdy chłopi zobaczyli, że mogą to bezkarnie czynić. Najpierw głównym źródłem zysku stały się trupy zwożone do Tarnowa, za które hojnie płacił Breinl. Ciała docierały często zmasakrowane, nie tylko z tego powodu zabijania dziedziców przez chłopów na okrutne sposoby, ale także dlatego, że pilnujący dróg wyładowywali lata tłumionego gniewu, tłukąc cepami zarówno martwych, jak i pojmanych ludzi wrzucanych wspólnie na wozy.

Gdzie jednak znajdziemy Jakuba Szelę? Opowieść o jego działaniach nieco różni się od tego, jak wyglądała reszta krwawych porachunków.

24 godziny

Rabacja Szeli trwała tylko jeden dzień. 18 lutego zwołał chłopów do swojego domu na naradę opowiadając im o zniesieniu pańszczyzny i obiecanych 24 godzinach od Breinla. 19 lutego do chłopów dotarła wieść o atakach na powstańców i dwory. Tego samego dnia Bogusze na swojej siedzibie organizowali imieniny i nie przeczuwali nadchodzącej chłopskiej zemsty. Dla Szeli wybuch rabacji był obiecanym znakiem.

Krwawe dzieło Szeli rozpoczęło się 20 lutego. Wtedy to Wiktoryn Bogusz wyruszył saniami z Siedlisk do innej wsi, jednak został po drodze zatrzymany przez chłopów, złapany i zaprowadzony do karczmy. Tam przyszedł do niego Szela – według niektórych powstrzymujący chłopów przed przesadnym okrucieństwem, za co miał nawet w zamieszaniu dostać kilka kijów, według innych zaś osobiście znęcający się nad dziedzicem lub wydający bezprawny „wyrok śmierci”. Niezależnie od tego co zaszło Wiktoryn został pierwszym zamordowanym Boguszem.

Po wszystkim Szela wraz z chłopami ruszył do dworu, gdzie doszło do krwawej rozprawy  z męskimi członkami rodu. Kobiety kazał umieścić w swojej chacie, aby nie stała im się krzywda. Nie tylko szlachta padła ofiarą rzezi. Służba dworska, urzędnicy i oficjele również byli mordowani, często w brutalny sposób. Nie każdego jednak spotkał ten los. Znajdziemy przypadki osób, które przetrwały rabację w Siedliskach i później służyły Szeli jako pisarze. Wiadomo też, że tłum miał zamiar zlinczować proboszcza parafii, u którego Szela stał zimą boso z rozkazu Boguszy, ale samosąd został powstrzymany przez samego Jakuba. Koniec końców 20 lutego przez grupę Szeli zostały zabite 23 osoby.

Sam Jakub uczestniczył w mordach jako ich „dowódca”. Wydawał rozkazy i często zostawał z tyłu, czasem tylko podobno podchodząc do władców Siedlisk i rzucając im w twarz parę cierpkich, mściwych słów, przed wydaniem „wyroku śmierci”. Jego krwawym pułkownikiem dowodzącym chłopami na polu bitwy był jego syn Stanisław, który nie miał litości dla nikogo.

21 lutego chłopi Szeli zaprzestali mordów. Jakub motywował to końcem czasu otrzymanego przez Breinla na załatwienie spraw z panami. To sprawia, że rabacja Szeli była jedną z najkrótszych.

Krwawa rozprawa Szeli miała więc specyficzny charakter. Nie tylko została zakończona wcześniej, ale taż z Siedlisk i okolic, czyli z terenów, na których działał, chłopi nie zwozili ludzi do Tarnowa po zapłatę. To potwierdza teorię, że Szela zapewne traktował tę sprawę bardziej jako zemstę i walkę o brak pańszczyzny niż okazję do zarobku. Oczywiście nie znaczy to, że nie wzbogacił się na zrabowanych dworach.

Ta wiedza cały czas nie tłumaczy dlaczego to akurat Szela stał się twarzą rabacji. Owszem, działał inaczej, ale czemu to właśnie na nim skupiła się zarówno propaganda szlachecka, a później i opowieści chłopskie? Otóż Jakuba Szelę odróżniało coś jeszcze. Miał on nie tylko plan na samą zemstę, ale i na to, co po niej powinno nastąpić.

Nowy dzień w Siedlisku

Szela szybko zabrał się do roboty. Zakazał pracy na pańskich polach, wprowadził we wsi własne porządki, powołał straż składającą się z około 600 chłopów, a z niezamordowanych urzędników stworzył swoją administrację. Pozostali przywódcy rabacji i nowo powołani wójtowie już na początku marca zaczęli przychodzić do Szeli po radę, a nawet uznawali jego zwierzchność w pewnych sprawach. Dzięki organizacji stał się on ważną osobą nazywaną przez wielu mieszkańców wsi „chłopskim królem”. Gdy jego zemsta na Boguszach została zakończona, na pierwszy plan już całkowicie wysunęła się walka z pańszczyzną.

Rabacja stała się tak głośnym wydarzeniem, że władza cesarska w końcu zainteresowała się Galicją. W połowie marca cesarz wydał odezwę przekazując, że pańszczyzna nadal obowiązuje i każdy chłop ma wrócić do pracy. To tylko wzbudziło gniew i poszerzyło wpływy Szeli, który w tym czasie stał się prawie absolutnym władcą ponad 50 wsi wykraczających już nawet poza obwód tarnowski.

Władze we Lwowie postanowiły dokonać pacyfikacji wojskowej zaczynając jednak od rozmów, odezw i przekonywań. Siła miała być ostatecznością. Lażański, urzędnik zarządzający pacyfikacją, szybko się zorientował, jak wiele znaczy Szela w okolicy i postanowił się z nim spotkać. Ostatecznie uczynił to w towarzystwie Breinla w Tarnowie 18 marca. Oficjel lwowski nie rozkazywał, tylko prosił i doprowadził do kompromisu. Szela nakazał pracę na polach, ale mówił, że to nie pańszczyzna, a praca dla dobra społeczności, z której wszyscy będą czerpać zyski.

Wkrótce sytuacja szybko się zmieniła. Szela został aresztowany przez Breinla 19 kwietnia. Akcja ta przebiegła spokojnie, ba, Szela nawet podobno dość chętnie poszedł ze starostą. Co nim kierowało? Nie wiadomo, ale podejrzewa się, że Breinl wiedząc jak obchodzić się z „chłopskim królem” zmanipulował nim opowiadając o zazdrosnych chłopach i mściwych panach czyhających na jego życie. Możliwe też, że Szela po prostu się załamał widząc, że staje przeciwko wielkiej sile. Wkrótce później pańszczyzna została ponownie wprowadzona przez wojsko, które z łatwością poradziło sobie z chłopami pozbawionymi lidera.

Szela mógł chodzić po Tarnowie w towarzystwie policjanta i otrzymywał parę groszy na utrzymanie. Trwało to ponad rok. W tym czasie Breinl został odwołany ze stanowiska i przeniesiony, a policjanci zaczęli traktować Szelę z wrogością, co doprowadziło do jego skarg. W końcu władze cesarskie przypomniały sobie o chłopie i zdecydowały, że jest zbyt niebezpieczny, aby odesłać go do domu. Zdecydowano, aby przenieść go do Bukowiny oraz w ramach nagrody za służbę zwolnić z podatku i nadać taką samą ziemię, jaką posiadał w Siedlisku. Szela zgodził się na to, choć nie wiadomo czy miał alternatywę i co naprawdę o tym myślał.

Ostatni rozdział

Szela i jego rodzina nie mieli łatwego życia na Bukowinie. Mieszkańcy i urzędnicy robili co mogli, by się ich pozbyć. Zdarzało się, że Szelę bito, tak samo zresztą, jak jednego z jego synów. Sąsiedzi niszczyli mu pola wypasając na nich krowy, a urzędnicy nie respektowali anulowania podatków. Wszelkie skargi lokalne były zbywane, ba, dochodziło nawet do okradania go przez cesarskich oficjeli.

Szela podyktował wiele listów, a w każdym był grzeczny, przedstawiając się zawsze jako cesarski sługa i prosząc o wysłuchanie. Listy do cesarza nie przynosiły skutku, głównie przez powolność biurokracji austriackiej i ogromną ilość próśb przychodzących z całego kraju. W końcu udało mu się uzyskać trochę spokoju, kiedy nawiązał kontakty z żandarmerią. Skargi kierowane do niej przynosiły skutki, a Jakub Szela między innymi dzięki posiadaniu licznej rodziny nawet się lekko zasymilował.

Zmarł w 1860 roku, a miejsce jego pochówku pozostaje nieznane. Niektórzy twierdzą, że jako zbrodniarza zakopano go na niepoświęconej ziemi, co jest jednak mało prawdopodobne. Możliwe, że miejscowy proboszcz odmówił pochówku, ale to by tylko znaczyło, że syn Szeli zawiózł ciało na inny cmentarz.

Kim więc tak naprawdę był Jakub Szela? Odpowiedź może zależeć od prywatnych przekonań, które utrudniają odcięcie się od narastających przez lata mitów, legend i przekłamań powstających po obu stronach sporu na linii dwór-chłopi. Z pewnością nie należy traktować go jako rewolucjonisty bez skazy, gdyż najzwyczajniej w świecie odpowiada za ludzkie cierpienie i śmierć. Warto jednak pamiętać, że ciężko mówić o zdradzie Polski w sytuacji człowieka, który Polakiem się nie czuł. Bez wątpienia natomiast Szela w pewien sposób osiągnął swój cel. W 1848 roku Ferdynand I Habsburg zniósł bowiem pańszczyznę, a jednym z powodów tej decyzji była właśnie rabacja, która choć na chwilę uświadomiła światu do czego prowadzi uciskanie tak wielkiej grupy ludzi. Nie jest to jednak wytłumaczenie dla skali przemocy, jaka ogarnęła Galicję.

Maksymilian Jakubiak

Część I tekstu można przeczytać klikając TUTAJ.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj