Co by było gdyby Polacy zwyciężyli w powstaniu warszawskim?

0
608
Niemiecki transporter Sd.Kfz.251 zdobyty przez powstańców ze Zgrupowania „Krybar” i nazywany „Szarym Wilkiem”

Zawsze na przełomie lipca i sierpnia polską debatę publiczną rozgrzewa temat powstania warszawskiego. Wydaje się jednak, że 1 sierpnia nie jest najlepszym dniem do narodowego rachunku sumienia czy wręcz rozdrapywania ran i rozliczania winnych. Zamiast więc mówić dziś o porażce i jej przyczynach zastanówmy się jak potoczyłyby się losy kraju i stolicy gdyby powstańcy zrealizowali swoje cele.

Na wstępie należy poczynić jednak istotne zastrzeżenie. Niniejszy tekst to próba odpowiedzi na pytanie o polityce losy Polski po odniesieniu hipotetycznego zwycięstwa w walce z Niemcami o Warszawę. Ów artykuł to dywagacje z dziedziny historii alternatywnej. Ponadto autor nie ma ambicji do militarnego przeanalizowania polskich szans na sukces, gdyż nie posiada wystarczających kompetencji w zakresie historii wojskowości, uzbrojenia i taktyki. Pozycją wyjściową w niniejszym tekście jest moment hipotetycznego zwycięstwa Polaków, osiągnięcia celów mogących zostać uznanymi za zadowalające oraz zmuszających okupanta niemieckiego i Sowietów do podejmowania odmiennych (lub takich samych) działań niż to miało miejsce w rzeczywistości, ze szczególnym uwzględnieniem decyzji politycznych.

Sukces w pierwszych dniach sierpnia i kompromitacja Stalina

Wychodząc z takiego założenia przyjmijmy, że 1 sierpnia Polacy zaskakują niemieckiego okupanta w większym stopniu niż to miało miejsce w rzeczywistości. W ciągu kilku pierwszych dni sierpnia nazistowskie siły zbrojne zostają zmuszone do wycofania się z polskiej stolicy na jeszcze większą skalę. Dotyczy to zarówno Warszawy lewobrzeżnej jak i prawobrzeżnej – Pragi. Tym samym dramaty takie jak chociażby rzeź Woli, jedna z największych zbrodni całej II wojny światowej, nie mają miejsca.

Jednocześnie Sowieci, którzy w celach propagandowych oraz politycznych w okresie przed 1 sierpnia intensywnie zachęcali Polaków do zrywu, po wybuchu powstania zmienili swoje nastawienie i zaczęli szkalować w swoich mediach oraz na forum międzynarodowym powstańców i ich liderów. Tak było w rzeczywistości i taki scenariusz przyjmujemy w naszym wariancie historii alternatywnej jako prawdopodobny – tak mogłaby wyglądać rzeczywistość pierwszych kilkudziesięciu godzin sierpnia roku 1944 w sytuacji odnoszenia przez powstańców sukcesów, ale braku pełnej wiedzy na ten temat wśród władz na Kremlu.

Gdy jednak w naszym schemacie po kilku dniach walk wyraźnym stało się polskie zwycięstwo – zajęcie sporej części miasta oraz utrzymanie pozycji – sowiecka propaganda antypowstańcza została skompromitowana. Z pewnością taki cios Stalin wziąłby bardzo do serca i potraktował osobiście. Nie miały jednak możliwości nazywania w rozmowach z przywódcami aliantów zachodnich powstańców mianem awanturników (a takie słowa padały). Widząc, że Armia Krajowa ma w swoich rękach niemalże całą Warszawę oraz że dzięki zdobytemu sprzętowi i amunicji stawia zacięty opór Niemcom, nie mógłby kłamać, że nie udziela pomocy miastu w celu ochrony ludności cywilnej i infrastruktury. Musiałby co najmniej zgodzić się na udostępnienie Brytyjczykom i Amerykanom (w rzeczywistości chętnym do udzielenia pomocy) lotnisk będących pod kontrolą ZSRR. Tym samym zrzucanie walczącej Warszawie broni, amunicji i wszelkiej pomocy humanitarnej byłoby możliwe na szerszą skalę i to znacznie wcześniej niż to miało miejsce naprawdę.

Warszawa w rękach Polaków. Co dalej?

Po kilku dniach sukcesów wynikających z (poza dobrym wyszkoleniem polskich żołnierzy i niesłychaną odwagą osobistą powstańców) zaskoczenia Niemców, doszłoby do pewnego ustabilizowania się frontu. W rękach Polaków byłyby mosty na Wiśle oraz wielkie obszary Warszawy po obu stronach rzeki. Ponadto powstańcy wspierani zrzutami przez aliantów zachodnich i zmuszonych do tego Sowietów nie odczuwaliby braku żywności, broni i amunicji. W takiej sytuacji można by mówić o wyzwoleniu polskiej stolicy rękami samych Polaków, o wygnaniu Niemców z Warszawy bez kluczowego udziału sowieckich sił zbrojnych. Wpłynęłoby to pozytywnie na sytuację polityczną Polski, także w wymiarze międzynarodowym, ale skala korzyści zmieniałaby się z czasem na niekorzyść naszego narodu.

Z pewnością jednak w tamtym momencie, po ustabilizowaniu się sytuacji wojskowej, Polacy powołaliby własną administrację w stolicy. Tym samym dotychczasowe podziemie wyszłoby z ukrycia. Warszawa pierwszy raz od jesieni roku 1939 byłaby w polskich rękach. Wobec takiego faktu ani alianci zachodni ani Sowieci nie mogliby przejść obojętnie.

Z militarnego punktu widzenia jednak nadal głównym celem Brytyjczyków i Amerykanów było pokonanie III Rzeszy. Utrata Warszawy, ważnego miejsca z punktu widzenia logistycznego oraz potencjalnej twierdzy broniącej nazistowskiego państwa przed nadciągającą ze wschodu Armią Czerwoną, była dla Niemiec ciosem, ale nie powodowała rewolucji na froncie. Nadal Hitler miał dostępnych wiele dywizji, a działania toczyły się daleko od Berlina, a nawet ziem etnicznie niemieckich. Tym samym Londyn i Waszyngton ciągle potrzebowały ścisłej współpracy z Moskwą. Nie mogłyby więc drażnić Stalina zbyt radykalnymi zmianami w relacjach międzynarodowych. Polska zyskałaby w oczach sojuszników, poprawiłaby się karty w rękach rządu na uchodźstwie, ale o przekreśleniu postanowień wcześniejszych konferencji wielkiej trójki, gdzie zdecydowano o oddaniu Polski w strefę wpływów ZSRR (tak, jeszcze przed Jałtą!) nie było mowy. Nie było także szans na wycofanie się Stalina z prowadzonej już od roku 1943 polityki pełnego podporządkowania sobie Polski. Wszak sowiecki dyktator nie wahał się zerwać stosunków dyplomatycznych z rządem w Londynie po ujawnieniu zbrodni katyńskiej. Dlaczego to zrobił? Najbrutalniejsza, ale i najszczersza odpowiedź brzmi: bo mógł. Bo sytuacja Sowietów na froncie wschodnim była wystarczająco dobra, by uznać Polaków za zbędnych Sowietom (ale też aliantom zachodnim). Co więcej, wówczas pozycja ZSRR była tak silna, że każdy realistycznie oceniający rzeczywistość uczestnik koalicji antyhitlerowskiej widział w Stalinie czynnik niezbędny do zwycięstwa. W przypadku Polaków było zupełnie inaczej. Reakcja Anglików i Amerykanów na ujawnienie zbrodni katyńskiej wiosną roku 1943 pokazuje, że Stalin celnie ocenił rzeczywistość. Po zerwaniu stosunków z Polakami z Londynu mógł bezkarnie przygotowywać własne, polskopodobne struktury władzy, które instalował następnie na wybranych przez siebie obszarach zajętych przez Armię Czerwoną.

Sukces – jedyny sposób na ochronę życia mieszkańców i miasta

Wobec takiej sytuacji zajęcie Warszawy przez Polaków nie zmieniałoby wiele w kwestiach politycznych oraz militarnych. Bez wątpienia jednak miasto uniknęłoby dramatu, który rozegrałby się w hipotetycznej sytuacji braku powstania oraz miał miejsce w realnej rzeczywistości klęski zrywu. Należy bowiem pamiętać, że Warszawa zostałaby zrujnowana także wtedy, gdyby nie doszło do powstania. Niemcy już końcem lipca roku 1944 przystąpili do budowy umocnień w mieście. Ewidentnie byli zdeterminowani, by bronić się w Warszawie, więc miasto nie uniknęłoby walk jak to stało się chociażby w przypadku Krakowa.

W naszym hipotetycznym wariancie Warszawa zostaje jednak zdobyta i utrzymana przez powstańców, a sojusznicze zrzuty pozwalają bronić się Polakom przez dłuższy okres i nawet miejscami przechodzić do ofensywy, zająć kilka miejscowości pod miastem. Tym samym nie wydarzyłby się dramat setek tysięcy ludzi: zamordowanych, rannych, wziętych do niewoli i wygnanych ze swoich domów, które zostały zniszczone. Byłby to więc gigantyczny sukces polskiego państwa podziemnego. I to nawet w sytuacji, w której polityczne wykorzystanie zwycięstwa nie było możliwe.

Sowieci stoją pod Warszawą. Ale tylko przez chwilę

Niewątpliwie jednak w sytuacji wyzwolenia Warszawy przez AK wstrzymanie ofensywy sowieckiej nie miałoby większego uzasadnienia politycznego (jak w istocie zrobiono, by „zająć się” Polakami niemieckimi rękami). Być może uczyniono by tak na pewien czas, ale z pewnością bezczynność nie mogłaby trwać w nieskończoność. Po pierwsze dlatego, że Armia Czerwona traciłaby wówczas inicjatywę na froncie. Po drugie zaś dlatego, że nie dałoby się wytłumaczyć opinii międzynarodowej całkowitego zignorowania miasta obleganego przez Niemców, miasta wspieranego przez brytyjskie i amerykańskie lotnictwo. A z pewnością zupełna stagnacja na tym odcinku frontu w końcu doprowadziłaby do pokonania powstańców przez sprowadzane pod Warszawę kolejne dywizje Wehrmachtu. Byłaby to porażka aliantów. Porażka poniesiona w chwili zyskiwania coraz potężniejszej przewagi nad III Rzeszą. Nikt nie ryzykowałby głupiej z militarnego punktu widzenia klęski, bo wpływ takiego rozwoju wypadków na całą wojnę był trudny do przewidzenia, ale niósł za sobą wiele niebezpieczeństw dla uczestników koalicji antyhitlerowskiej.

Tym samym Stalin musiałby w końcu ruszyć na Zachód. Doszłoby wtedy do nieuniknionego kontaktu sił sowieckich i Armii Krajowej w Warszawie. Co by się stało? Z jednej strony Armia Czerwona odsunęłaby od oblężonej stolicy niemieckie zagrożenie. Z drugiej jednak wiadomym było, że Stalin nie toleruje sił podległych rządowi polskiemu w Londynie.

Stolica w rękach AK i Armia Czerwona w Warszawie

Zapewne spektakularny i głośny na całym świecie sukces, jakim byłoby odzyskanie Warszawy przez samych Polaków, uniemożliwiłby Stalinowi błyskawiczny atak na polską administrację warszawską podległą rządowi w Londynie. Historia akcji „Burza” pokazuje jednak, że Sowieci nie mieli żadnych oporów przed aresztowaniem i prześladowaniem żołnierzy AK, którzy walczyli z Niemcami, a nawet współdziałali w owych bataliach z Sowietami. W Polsce wschodniej i centralnej dochodziło wówczas – i to na masową skalę – do wywożenia na wschód oficerów oraz wcielania żołnierzy do podległych Sowietom jednostek polskich. Często stosowano podstęp. I o ile w Warszawie odbitej samodzielnie przez Polaków takie działanie byłoby trudniejsze, to nie byłoby niemożliwe. Chyba, że Sowieci nie weszliby do Warszawy, ale najpewniej Stalin skutecznie zażądałby od aliantów zachodnich wymuszenia na Polakach wpuszczenia Armii Czerwonej do miasta. Mógłby to – skądinąd zgodnie z prawdą – tłumaczyć względami strategicznymi, choć wiadomo, że byłby to zaledwie jeden z celów.

Stalin po wejściu do Warszawy Armii Czerwonej i podążającego za nią NKWD najpewniej chwilowo wstrzymałby się z otwartą wojną z AK w mieście, ale historia pokazuje, że w realizacji swoich złowrogich zamiarów był konsekwentny i cierpliwy. Najpewniej więc gdy emocje i świeża pamięć o bohaterstwie i sukcesie Polaków w stolicy w skali międzynarodowej wygasłyby, doszłoby do aresztowań, lub – co również prawdopodobne – skrytobójstw i porwań. Wszak i takie działanie Sowietów wobec polskiego państwa podziemnego są nam znane. Warto bowiem przypomnieć, że komunistyczna buta, bezczelność i pewność siebie były tak wielkie, że w roku 1945, w tym samym czasie, gdy w Moskwie polskojęzyczne siły komunistyczne i prokomunistyczne negocjowały ze skorymi do ugody politykami emigracyjnymi stworzenie wspólnego rządu, w mieście trwał proces szesnastu przywódców polskiego państwa podziemnego. Natomiast w omawianym tu scenariuszu historii alternatywnej Stalin czułby najpewniej wielką determinację do dokonania zemsty za ośmieszenie jego linii propagandowej na początku sierpnia roku 1944 i mógłby przeprowadzić podobne działania.

Czy polityczny sukces powstania warszawskiego był możliwy?

Wobec tego należy stwierdzić, że wielki sukces, jakim byłoby samodzielne zdobycie i utrzymanie Warszawy przez powstańców, uchroniłby przed śmiercią tysiące ludzi. Zwycięstwo oznaczałoby także zachowanie infrastruktury i większości budynków w mieście. Ludzkie życie to potężna wartość, więc tak rozumiany sukces byłby czymś wielce pożądanym. Pod względem militarnym jednak znaczenie wygranego powstania byłoby mniejsze, a jego waga polityczna miałaby znikomy charakter. Nie było bowiem wówczas odwrotu od włączenia Polski w sowiecką strefę wpływów. Niestety wraz z przegraniem wojny obronnej roku 1939 Polska z podmiotu stała się przedmiotem polityki międzynarodowej i nasz los w większym stopniu zależał od innych rządów niż nas samych. Bez wątpienia jednak budowanie komunistycznej Polski Ludowej byłoby dla Stalina znacznie trudniejsze w sytuacji przeżycia wielu przedstawicieli polskiej elity politycznej, społecznej, kulturowej, ekonomicznej i religijnej, którzy w rzeczywistości zginęli w powstaniu warszawskim (ale przecież nie tylko, wszak obaj okupanci mordowali polskich liderów narodowych przez cały okres konfliktu oraz po nim). Ale jak wyglądałby PRL, w którym żyłoby znacznie więcej przedstawicieli prawdziwych polskich elit, a naród miałby możliwość konfrontowania stworzonej przez komunistów elity zastępczej z faktycznymi reprezentantami polskich elit? To już temat na zupełnie inny tekst z cyklu „Co by było gdyby…?”.

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj