Co tak naprawdę działo się w Polsce na kilka miesięcy przed przewrotem majowym?

0
555
Józef Piłsudski (pierwszy plan w płaszczu i czapce „maciejówce”) przed swoją willą odbiera raport od dowódcy kompani honorowej podczas zmiany warty z okazji swoich imienin (Sulejówek 19 marca 1925 r., źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Przewrót, którego 96. rocznica przypada za niespełna 2 miesiące, zapisał się w naszej zbiorowej pamięci (i tak postrzegany jest do dziś) jako słuszne przejęcie władzy przez zatroskanego losem Ojczyzny Józefa Piłsudskiego i wiernych mu legionistów, którzy już raz stanęli do walki o wolną Polskę. Czy aby na pewno ten obraz jest prawdziwy? Czy nie jest zbyt wyidealizowany? Spróbujmy przybliżyć atmosferę tamtych dni, ale przede wszystkim spojrzeć szerzej na przyczyny wydarzeń z maja 1926 roku.

Nie maj, a listopad 1925?

Przejęcie władzy przez piłsudczyków mogło nastąpić znacznie wcześniej, bo już w listopadzie 1925 roku. W społeczeństwie wzrastało niezadowolenie z rządów gabinetu Władysława Grabskiego, na co wpływ bez wątpienia miał kryzys w sektorze bankowym oraz słaba pozycja nowej polskiej waluty – złotego. I choć premier Grabski chciał podjąć stosowne kroki celem przełamania gospodarczego impasu, na jego drodze stanęła polityka prezesa Banku Polskiego Stanisława Karpińskiego, który nie zgodził się na zaproponowaną przez szefa rządu interwencję giełdową Banku. Ostatecznie drugi gabinet Grabskiego zdymisjonowano.

To właśnie moment przesilenia rządowego był dla piłsudczyków impulsem do podjęcia próby przejęcia władzy. 15 listopada grupa oficerów warszawskiego garnizonu na czele z kilkoma generałami zjawiła się w willi Piłsudskiego w Sulejówku. Oficjalnie obchodzono rocznicę powrotu Komendanta z Magdeburga. Nieoficjalnie wizyta związana była z ultimatum, jakie dzień wcześniej Piłsudski wystosował wobec prezydenta Wojciechowskiego. Były naczelnik państwa w pisemnej deklaracji ostrzegł głowę państwa przed objęciem resortu spraw wojskowych przez generała Władysława Sikorskiego oraz generała Stanisława Szeptyckiego. Co ciekawsze, Piłsudski zażądał potwierdzenia na kopii. Prezydent zaś – ku jeszcze większemu zdziwieniu Komendanta – podpis złożył i poprosił o personalną sugestię na to stanowisko. Gra sił, której szalę Piłsudski przechylił na swoją korzyść, była bardzo ważna w perspektywie kulminacyjnych dni maja następnego roku, bowiem dała mu złudne przeświadczenie, że głowa państwa stoi po jego stronie.

W imieniu przybyłych do Sulejówka wojskowych mowę wygłosił generał Orlicz-Dreszer. Przybliżył w niej zasługi Komendanta dla nowo odrodzonej Rzeczpospolitej, zaakcentował trudną ekonomiczną sytuację, w jakiej w owych czasie znaleźli się żołnierze i ich rodziny oraz, a właściwie przede wszystkim, złożył deklarację: „niesiemy Ci oprócz wdzięcznych serc i pewne, w zwycięstwie zaprawione szable”. Również w Wilnie 19 listopada miała miejsca akademia – o wiele liczniejsza od tej z Sulejówka – z udziałem oficerów, podczas której wystosowano depeszę o dość patetycznej formie, ale ważnej treści: „ślubując wytrwać w nieustannej walce pod Twoim przewodem, o wielką, szlachetną i ofiarną Duszę Polską”.

Oba wydarzenia były bezprecedensowe oraz mocno wstrząsnęły opinią publiczną. Marszałek odniósł się jedynie do słów Dreszera dając odpowiedź wymijającą i niezbyt jasną, co z resztą leżało w jego naturze. Od razu nasuwa się pytanie, dlaczego przewrót nie dokonał się już wtedy? Być może Piłsudski czuł, że fala niezadowolenia w społeczeństwa z dotychczasowych rządów nie jest jeszcze wystarczająco dużo. Ponadto także kandydatura na stanowisko premiera nowego gabinetu w osobie Aleksandra Skrzyńskiego mogły odwieść Marszałka od decyzji o walce o władzę już w listopadzie. Otóż kiedy w drugim rządzie Władysława Grabskiego teki ministra spraw zagranicznych pozbawiono Maurycego Zamoyskiego, jego miejsce zajął właśnie Aleksander Skrzyński, którego kandydaturę poprali posłowie lewicy oraz piłsudczycy. Istnieje również jeszcze jedna możliwość, na którą uwagę zwraca wybitny biograf Marszałka Andrzej Garlicki, który stwierdził, iż Piłsudski mógł w ostatniej chwili zrezygnować z sięgnięcia po władzę na drodze zamachu wojskowego, co mogło wynikać z charakterystycznej dla niego obawy przed podejmowaniem decyzji.

Podwaliny pod przyszły przewrót

Manifestacja oficerów dała silną pozycję Piłsudskiemu, co doskonale zrozumiał prezydent. Wiedział, że w sprawach wojskowych musi liczyć się z jego zdaniem, bowiem wciąż ma mocne poparcie w armii. Właśnie dlatego Wojciechowski zaprosił Marszałka do Belwederu, gdzie razem z generałami Majewskim oraz Stanisławem i Józefem Hallerem miano debatować nad obsadą teki ministra spraw wojskowych. Interesujący opis tego spotkania w swoich pamiętnikach zanotował Maciej Rataj: „Piłsudski zachowywał się wyzywająco, traktował Wojciechowskiego jak służącego. Wydobył z kieszeni jedną kartkę przygotowaną, odczytał z niej szereg inwektyw na Sikorskiego (…). Zakwalifikował jako dobrych generałów (i kandydatów na ministra spraw wojskowych) Żeligowskiego, Tokarzewskiego, Skierskiego i Berbeckiego”. Wersję tę w swoim dzienniku potwierdza Juliusz Zdanowski – senator w latach 1922-1927.

Zachowanie Piłsudskiego, który już po raz drugi w obecności głowy państwa wygłasza swoje wcześniej przygotowane oświadczenia, a właściwie roszczenia „z kartki” potwierdza, iż w konfrontacji z władzami czuł się coraz silniejszy, na co bez wątpienia wpływ miały wydarzenia z Sulejówka i Wilna.  I tym razem wola Marszałka została zrealizowana, bowiem ministrem spraw wojskowych został zaufany człowiek piłsudczyków – generał Lucjan Żeligowski.

Wybór ten miał bardzo duży wpływ majowe wydarzenia. Obóz Komendanta zaczął obsadzać najważniejsze stanowiska w armii swoimi zwolennikami. I tak np. korpus brzeski, grodzieński czy lubelski niemalże całkowicie podporządkowano piłsudczykom. Nie bez przyczyny to właśnie oddziały ze wschodnich terytoriów kraju opowiedzą się za Piłsudskim i zaangażują w zbrojne starcia na ulicach Warszawy.

„Starania” o czynnik społeczny

Marszałek i jego najbliższe otoczenie doskonale wiedzieli, że czynnik społeczny może okazać się decydujący w przejęciu władzy. Dlatego Piłsudski, który niemalże od 3 lat był biernym obserwatorem życia politycznego osiadłym w Sulejówku, zintensyfikował swoją aktywność w przestrzeni publicznej. W połowie stycznia 1926 roku rozpoczął serię wywiadów prasowych, w której krytykował projekt ustawy o naczelnych władzach wojskowych. Było to jednak tylko preludium do ogólnej krytyki rządu Skrzyńskiego, którą coraz mocniej oprócz Marszałka prowadziła cała piłsudczykowska prasa na czele z „Kurierem Porannym”.

Częste komentowanie wydarzeń politycznych z kraju przez Piłsudskiego zbiegło się, jeśli nie przyczyniło, do wyczekiwanej przez piłsudczyków reakcji społecznej na sytuację w kraju. I jak to już wielokrotnie miało miejsce w historii, czynnik ekonomiczny okazał się decydujący. Już w końcu listopada 1925 roku sytuacja gospodarcza było bardzo zła. Wspomniany kryzys bankowy, który przyczynił się do dymisji rządu Grabskiego, tylko się pogłębił, produkcja przemysłowa malała, a liczba bezrobotnych 1 grudnia osiągnęła liczbę 311 tysięcy przy 193 tysiącach w wrześniu. Rosła inflacja, a płace wciąż pozostawały na tym samym poziomie. Podrożała żywność i artykuły przemysłowe odpowiednio po 15 i 16 procent. Prosperity nie nadchodziło.

Sytuacja na przełomie lutego i marca była jeszcze gorsza. Przybywało bezrobotnych, a w dodatku wybuchały strajki. I tak w Warszawie protestowali pracownicy centrali telefonicznej oraz tramwajarze, w Kaliszu uaktywnili się bezrobotni wywołując liczne rozruchy, a do starć z oddziałami policji doszło w Lublinie, Stryju i Włocławku. Poruszenie było widać również po stronie komunistów, którzy zwiększali liczebność własnych bojówek. Zła koniunktura również odbiła się na zawodowych żołnierzach, których sytuacja materialna z każdym miesiącem pogarszała się. Zwolennicy Piłsudskiego mieli podobno zyskiwać zwolenników obietnicą podwyżek w wojsku, gdy do władzy wróci Marszałek.

Aktywizacja zwolenników Piłsudskiego

Wszystkie te wydarzenia pozwalały piłsudczykom przypuszczać, że w momencie konfrontacji społeczeństwo opowie się po ich stronie. Na tym jednak nie poprzestali i przystąpili do aktywizacji zwolenników własnego obozu. Idealną okazją były imieniny Józefa Piłsudskiego z marca 1926 roku. Artykuły w prasie, akademie, manifestacje i liczne obchody miały być pokazem siły oraz scalić społeczeństwo w obliczu kryzysu wokół osoby Marszałka, który już raz wywalczył państwu wolność. Teraz miał uratować Polskę ponownie. Atmosferę tamtych dni bardzo dobrze oddał i przewidział wspominany już senator Juliusz Zdanowski, który niespełna miesiąc po głośnych obchodach imienin Komendanta zanotował: „Idziemy do wielkiego kryzysu. Możliwość wojny domowej widoczna”.

Piłsudczykom pozostała już tylko jedna rzecz do wykonania, aby możliwie jak najlepiej przygotować grunt do przewrotu wojskowego – osłabić endecję. Należało w tym celu pozyskać lewicę, a gdyby to się nie udało, sprawić, by ta w obliczu konfliktu zachowała się neutralnie. I tak prasa przychylna Marszałkowi rozpoczęła serię publikacji o domniemanym zamachu faszystowskim, który na wzór włoskiego zagraża krajowi. Atakowano również rządzących. Zarzucano im korupcję, marnotrawienie grosza publicznego, upadek moralny oraz przekonywano o niewydolności systemu parlamentarnego.

Kulminacyjny moment

20 kwietnia sejmowa koalicja, która powołała rząd Aleksandra Skrzyńskiego rozpadła się. Jednakże nagląca potrzeba uchwalenia prowizorium budżetowego na miesiąc następny sprawiła, że rząd działał aż do 5 maja. To właśnie w tym czasie miał uformować się nowy gabinet. Piłsudski bez wątpienia już wtedy wiedział, że to właśnie ten moment jest najbardziej odpowiedni do dokonania przewrotu. 29 kwietnia w „Nowym Kurierze Polskim” opublikowano wywiad, na łamach którego Marszałek mówił: „próby rządzenia za pomocą jakiejś grup ludzkich, za pomocą to dajmy na to 444 posłów i 111 senatorów, prowadzą do niepożądanych celów”. Skrytykował tym samym po raz kolejny parlamentaryzm, którego (jego zdaniem) kryzys Polska przeżywa najmocniej w Europie. Słowa te można potraktować jako preludium, a zarazem wytłumaczenie przez Piłsudskiego motywów jakimi kierował się przejmując władzę kilkanaście dni później.

Przewrót majowy trwał od 12 do 15 maja. Pochłonął 379 ofiar, a 920 osób zostało rannych. Od tego czasu Polska przestaje być państwem demokratycznym, a system rządów ewoluuje do autorytaryzmu, który z biegiem lat coraz mocniej się radykalizował.

Michał Wolny

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj