Czas się dla nich zatrzymał! Poznaj plemię, które żyje tak jak przed tysiącami lat. I to w całkowitej izolacji!

0
495
Zdjęcie satelitarne Sentinelu Północnego (NASA, domena publiczna) + materiały z filmu nt. Sentinelczyków (fot.: TRT World/YouTube).

Wraz z odkryciami geograficznymi dokonywanymi przez Europejczyków oraz kolonizacją świata nasza wiedza o ludach zamieszkujących planetę stała się bardzo szeroka, co nie znaczy, że jest kompletna. Nadal żyją bowiem plemiona odizolowane od cywilizacji. W tym gronie najpilniej swoich tajemnic chronią Sentinelczycy.

Termin Sentinelczycy to egzoetnonim co oznacza, że tym słowem mieszkańców wyspy Sentinel Północny określają ludzie mieszkający poza tamtą zamkniętą kulturą. Jak nazywają siebie natomiast oni sami? Nie wiemy. Nie jest to jednak jedyna rzecz stanowiąca w tym przypadku tajemnicę.

O owym ludzie wiemy bowiem mniej niż niewiele. Wiemy prawie nic. Nie wiemy nawet ile osób mieszka na wyspie Sentinel Północny należącej formalnie do Indii, a wchodzącej w skład archipelagu Andamanów położonego między Indiami, a Mjanmą i Tajlandią. Jak to możliwe, że w dobie niezwykle zaawansowanej techniki żyją na świecie ludzie całkowicie odizolowani od reszty? Odpowiedź na to pytanie także jest poniekąd tajemnicą.

Oczywiście Sentinelczycy nie są jedynym izolowanym plemieniem na świecie, ale w ich przypadku owa izolacja osiągnęła najwyższy poziom. Najpewniej lud należy do grupy Andamańczyków, a więc rdzennej ludności archipelagu Andamanów. W przypadku tej wyspy i jej ludności nie nastąpiła jednak brytyjska kolonizacja. Ograniczone były także kontakty ze światem zewnętrznym. Nie oznacza to jednak, że podbijający świat Anglicy nie próbowali zająć Sentinelu Północnego.

Stosowne działania podjęto w XIX wieku. Wtedy też Brytyjczycy w ramach ekspedycji oficera floty Maurice’a Vidala Portmana siłą zabrali z wyspy 6 osób – czworo dzieci i dwójkę starców (reszta plemienia uciekła w głąb wyspy). Zapewne planowano przyjąć ich godnie w stolicy Andamanów Port Blair, a więc poniekąd w lokalnej namiastce świata zachodniego i pokazać im zalety otwarcia na Wielką Brytanię, by następnie pozwolić im wrócić do ojczyzny, gdzie docelowo mieliby lobbować na rzecz pozytywnego przyjęcia reprezentantów Londynu. Problem w tym, że dwoje porwanych seniorów zmarło. W tej sytuacji Anglicy odstawili dzieci na wyspę i nie podejmowali kolejnych prób nawiązania kontaktu. Możliwe, że owo doświadczenie wpłynęło na negatywne nastawienie Sentinelczyków do świata zewnętrznego. Niektórzy sugerują też, że chorobę, która zabiła dwoje starszych porwanych osób, młodzi przywieźli na wyspę, co doprowadziło do epidemii, a późniejsza wrogość wobec obcych stanowi właśnie reakcję na tamte wydarzenia. Pewności jednak nie mamy.

Wiemy natomiast, że kolejne, organizowane w XX wieku próby nawiązania kontaktu z mieszkańcami wyspy, ponosiły klęskę. Zwykle Sentinelczycy atakowali przybyszów, choć pojedyncze wydarzenia miały inny przebieg.

W roku 1947 terytorium formalnie stało się częścią niepodległych Indii, co nie zmieniło jednak podejścia ludu do obcych. Od lat 60. próbowano nawiązać kontakt z ludnością wyspy. Bez większych sukcesów. W 70. XX wieku plemię ostrzelało z łuków ekipę National Geographic pragnącą nagrać film na ten temat. Ranny został jeden uczestnik wyprawy. Zły los mógł spotkać także załogę statku, który w roku 1981 osiadł na mieliźnie w okolicy. Wtedy ocalenie przyniosła ewakuacja helikopterem. Sentinelczycy zaatakowali także samolot, który po tragicznym trzęsieniu ziemi i tsunami z roku 2004 sprawdzał, czy ktoś na wyspie przeżył (wszak w tej okolicy kataklizm dokonał największych spustoszeń). Śmierć z kolei ponieśli kłusownicy łowiący w okolicy kraby. Ten sam los spotkał ró1)nież Johna Allena Chau – protestanckiego misjonarza z USA, który pragnął ewangelizować Sentinelczyków.

Co ciekawe, po zamordowaniu kłusowników oraz misjonarza władze Indii nie wyciągnęły konsekwencji karnych wobec Sentinelczyków. Wyspa ma bowiem pełną, wręcz totalną autonomię, a od roku 1997 otacza ją 3-milowa strefa ochronna, które nie wolno przekraczać. Wobec tego konsekwencje śmierci Johna Allena Chau ponieśli jedynie rybacy, którzy pomogli mu nielegalnie dostać się na wyspę.

Powodem izolowania Sentinelczyków nie jest jednak troska o ewentualnych gości wyspy, ale bezpieczeństwo samego plemienia. Nie ma bowiem pewności, czy kontakt z patogenami obecnymi w naszym świecie, nawet tymi stosunkowo niegroźnymi, gdyż dobrze znanymi naszej populacji, nie okazałby się dla owego ludu zabójczy.

Sentinelska ludność natomiast żyje w sposób wręcz prehistoryczny. Możliwe, że w ich codzienności nie zaszły większe zmiany od 30, a nawet 60 tysięcy lat. Najpewniej wtedy bowiem ich przodkowie zasiedlili wyspę o powierzchni 72 km kw (w tej materii po tsunami z roku 2004 zaszły pewne zmiany). Mówimy więc o społeczności zbieracko-łowieckiej żyjącej niczym w środkowym lub ewentualnie górnym paleolicie.

Wspominany wyżej Brytyjczyk Maurice Vidal Portman, który z zainteresowaniem badał lokalne społeczności uważał, że zwyczaje Sentinelczyków bardziej przypominały zachowania społeczności Onge z Małego Andamanu niż nacji z bliższego Wielkiego Andamanu. Nie wiemy jednak i nie zweryfikujemy tego czy miał rację. Brak możliwości zbadania zwyczajów Sentinelczyków powoduje, że wiemy o nich mało, praktycznie tyle, ile… zobaczymy z oddali.

Wiemy więc, że mówimy o plemieniu należącym do grupy Negrytów. Są to ludzie o ciemnej skórze i niskim wzroście. Sentinelczycy ponadto mieszkają w prostych chatach, używają łuków, harpunów, oszczepów i noży. Budują niewielkie łodzie oraz sieci do łowienia ryb i skorupiaków. Najpewniej używają ognia, ale nie wiemy, czy potrafią go rozpalić czy podtrzymują go tylko gdy dojdzie do jakiegoś pożaru (np. w wyniku uderzenia pioruna). Nie umiemy też oszacować populacji wyspy, a wszelkie rachunki są obarczone wielkim ryzykiem błędu oraz dużą rozpiętością (od kilkunastu do kilkuset osób). Niekiedy zarzuca się mieszkańcom wyspy praktykowanie kanibalizmu, ale nie ma na to dowodów. Wiemy natomiast, że Sentinelczycy nie czekają na nasze przybycie z otwartymi ramionami.

Należy jednak odnotować, że w roku 1991 miał miejsce względnie spokojny i bezkrwawy kontakt. Sytuacje, gdy członkowie ekspedycji mogli zostawić Sentilenczykom podarki i oddalić się bez towarzystwa gradu strzał i oszczepów należały jednak do rzadkości, a dziś ich zaniechano.

I nie zmienia tego fakt, że kilka lat temu Sentinel Północny stał się bohaterem internetowych żartów. Użytkownicy sieci zostawiali bowiem liczne… fejkowe wspomnienia z rzekomego pobytu na wyspie zachęcając innych do spędzenia tam wymarzonych rodzinnych wakacji z dala od cywilizacji i zgiełku codzienności, za to w towarzystwie bardzo otwartych tubylców, którzy jedynie na potrzeby turystyki udają groźnych.

W rzeczywistości jednak Sentinelczycy pozostają najbardziej odizolowanym plemieniem na świecie, zaś ich wyspa – jednym z najbardziej niedostępnych miejsc na naszej planecie. Sytuację chroni indyjskie prawo oraz fakt, że tubylcy są wrogo nastawieni do obcych i swoją niechęć manifestują w sposób zagrażający zdrowiu i życiu ewentualnych turystów.

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj