Ląd wzbudzający strach w sercach najodważniejszych podróżników. Czym przerażała „Wyspa Demonów”?

0
468
Obraz przedstawia Leifa Erikssona na pokładzie drakkaru, wskazującego właśnie swojej załodze nowy ląd, czyli Amerykę Północną.
Leif Eriksson odkrywa Amerykę. Obraz norweskiego malarza Christiana Krohga z 1893 roku.

Przy samym czubku Wielkiego Półwyspu Północnego Nowej Fundlandii leży piękna kanadyjska wyspa Quirpon. Kiedyś jednak nosiła inne miano, a podróżnicy wszelkiej maści drżeli na samą myśl o przepłynięciu w pobliżu Wyspy Demonów.

Winlandia

Rok 1000. Drakkary i Knarry wikingów pod wodzą Leifa Erikssona płyną przez Ocean Atlantycki, aby założyć kolejną osadę. Zmierzają do Winlandii, zielonej krainy opisanej kapitanowi przez normańskiego odkrywcę, Bjarniego Herjólfssona.

Po długiej podróży wikingowie spostrzegli ląd. Nie był może aż tak żyzny, jak opisywał to Bjarni, ale i tak znakomicie nadawał się na osadę. Podróżnicy, szukając dogodnego miejsca na założenie przyczółku, trafili na otoczoną wirami wyspę. Mimo trudności podpłynęli bliżej, a gdy to uczynili, ich serca zamarły.

Usłyszeli krzyki z innego świata.

Przeraźliwe wrzaski wdzierały się w uszy osadników, paraliżując strachem mięśnie i umysły. Dźwięki te nie należały do ludzkich istot, a złych duchów, czyhających na życie nieostrożnych podróżników. Czując śmierć na karku, kapitan nakazał zawrócić w stronę półwyspu. Tajemnicza Wyspa Demonów została za nimi, a w kolejnych latach każdy wiking omijać ją będzie szerokim łukiem.

Oczywiście odkrycie Wyspy Demonów nie musiało odbyć się dokładnie tak, jak wam to opisałem. Żeby zbadać początki tajemniczego lądu, musimy poruszać się w świecie legend i sag, jednakże jeśli połączyć je z nowofundlandzkimi wykopaliskami archeologicznymi, możemy sobie wyobrażać, że tak właśnie wyglądało pierwsze spotkanie z tajemniczym lądem i zamieszkującym go ludem, który dał narodziny legendzie.

A co naprawdę usłyszeli wikingowie? Do końca nie można stwierdzić, ale z pomocą przychodzi nam Raymond Ramsay oraz Winlandzkie sagi z XIII wieku. W opowieści wikingów znajdziemy wzmiankę, że na odkrytym lądzie mieszkał tajemniczy lud wyjców, wydających z siebie tajemnicze, magiczne wręcz dźwięki. Według Raymonda Ramsaya wyjcami mogli być Beothukowie, lub też Skrælingowie, jak nazwali ich wikingowie, czyli rdzenni mieszkańcy Nowej Fundlandii. Zapewne wydając przeraźliwe odgłosy w nieznanym języku, wydawali się złymi duchami dla zaskoczonych podróżników. Możliwe też, że to nie głosy przestraszyły odkrywców, a wiry, często pojawiające się w okolicach wyspy. A najprawdopodobniej przerażało ich jedno i drugie.

500 lat później

Po próbach osadnictwa wikingów Wyspa Demonów jeszcze długo nie zmieniła swojej mrocznej reputacji. W XVI wieku ludzie nadal wierzyli, że zamieszkują ją dzikie bestie i demony, wydające potępieńcze dźwięki i gotowe rozszarpać każdego, kto jest na tyle nierozsądny, by zejść na ląd.

Kolejna wzmianka, która jednocześnie jako pierwsza określiła Wyspę Demonów właśnie tą nazwą, pojawiła się na mapie Johannesa Ruyscha z 1508 roku. Zaznaczył on pomiędzy Grenlandią a Labradorem nie jedną, a dwie Insulae Demonium. Pomnożenie lądów zapewne wynikło z pomyłki i połączenia ich z Wyspami Szatańskimi, znajdującymi się podobno na Antylach.

Do pojedynczej Wyspy Demonów powrócił Sebastian Cabot w 1544 roku, przemieszczając ją jednocześnie bliżej Labradoru. Ostatecznie dopiero Gerard Merkator umieścił ją ponownie u wybrzeży Nowej Fundlandii, ale za to znów jako dwie wyspy.

W 1556 Giovanni Ramusio wyjątkowo sugestywnie podkreślił charakter przeklętego lądu, umieszczając na swojej mapie ilustracje przedstawiające demoniczne postaci z rogami i kopytami. Prawdopodobnie wynikało to z interpretacji rytualnego stroju Irokezów z sąsiedniej wyspy przez jego znajomego, podróżnika Cartiera. A że ląd z Indianami był wyjątkowo niewielki, to Ramusio uznał go za część Wyspy Demonów, zwłaszcza że obecność „diabłów” pasowała do znanych mu podań. Takie przedstawienie trwało aż do 1570 roku, kiedy to kartografowie powrócili do wersji Cabota.

Inny wiek, ten sam strach

Legendy o Wyspie Demonów nie zanikały z czasem, wręcz przeciwnie, jeszcze w XVI wieku pojawiały się nowe. Ruysch przytacza historie rybaków twierdzących, że gdy tylko płynęli w pobliżu wyspy, demony dręczyły ich tak mocno, że musieli uciekać od lądu, by ratować życie i duszę. Kolejni geografowie powtarzali te opowieści.

Unikana przez podróżników ziemia jest także miejscem akcji podania o ciężarnej arystokratce Marguerite de la Roque. Według niego, gdy wuj bohaterki odkrył jej romans z marynarzem, wysadził oboje, wraz ze służącym, właśnie na przeklętym lądzie. Mężczyźni na wyspie szybko zmarli, tak samo zresztą, jak dziecko Marguerity. Na szczęście bystrością i Bożą pomocą udało się jej odganiać przed straszliwymi bestiami, aż została uratowana przez baskijskich rybaków i odstawiona do Francji. Tam została nauczycielką i zdała swoją relację księdzu Thevetowi. On spisał ją i dołączył do La Cosmographie Universelle, pracy, mającej opisywać cały znany świat. I choć naprawdę usłyszał tę historię, to jej źródło było inne. W rzeczywistości to nie bohaterka podania rozmawiała z Thevetem, a Małgorzata z Nawarry, która ponoć zasłyszała tę historię od wuja Marguerity.

Co do André Theveta, on również dodał swoją historię z Wyspy Demonów, lub też Isola des Demonias, jak sam ją nazywał. Francuski ksiądz pełnił służbę nie tylko duchową, ale był również geografem i odkrywcą. Według Edwarda Brooke-Hitchinga autor Cosmographie odwiedził ów przeklęty ląd i opisał go jako miejsce pełne zgiełku niezrozumiałych i wymieszanych ludzkich głosów. Opisuje również, jak stanął oko w oko z demonami i bestiami, ratując się przed nimi Ewangelią według św. Jana.

Demony poszły precz

Od początków XVII wieku wyspa znikała z map, tak samo, jak mroczne opowieści z umysłów ludzi. W 1659 roku anonimowy kartograf po raz ostatni umieścił Wyspę Demonów na mapie, zawartej w dziele Les Etats et empires du monde.

Choć Quirpon najlepiej pasuje swoją lokalizacją i kształtem, by uznać go za Wyspę Demonów, możliwe, że tak naprawdę odkrywcom chodziło o któryś z sąsiednich lądów. Najwięcej map i opisów wskazuje jednak na to miejsce, dlatego wielu badaczy to właśnie je uznaje za legendarną wyspę.

Dzisiaj Quirpon stał się lądem całkowicie odkrytym i pięknym, oferującym szereg atrakcji turystycznych, a co najważniejsze, całkowicie pozbawionym krwiożerczych bestii.

Maksymilian Jakubiak

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj