Deprawacja w kraju i za granicą! Tak Związek Sowiecki walczył z moralnością u siebie i na Zachodzie

0
615
fot.: gelya07 / pixabay.com

Wiele osób bezrefleksyjnie powtarza slogan o „zgniłym zachodzie”. Tymczasem okazuje się, że społeczna rewolucja w dziedzinie moralności, jaka za sprawą działań ugrupowań lewicowych dokonała i nadal dokonuje się w Europie oraz Stanach Zjednoczonych, to wynalazek leninowskiej Rosji, która później – już pod szyldem ZSRR – chętnie eksportowała ów produkt do krajów kapitalistycznych w celu… osłabiania swoich przeciwników w trwającej wtedy zimnej wojnie.

Arcymistrz zła kontra społeczeństwo

Wszystko zaczęło się jeszcze przed rewolucją roku 1917, która po wygranej wojnie domowej dała bolszewikom pełnię władzy w Rosji oraz kolejnych zdobywanych dla komunizmu krajach. Zanim bowiem w Piotrogrodzie doszło do politycznego przewrotu, Władimir Iljicz Uljanow zwany potocznie Leninem objeżdżając całą Europę obmyślał swoją potworną myśl polityczną. Efekt owych refleksji można streścić jednym słowem: władza. To bowiem ona miała dla twórcy bolszewizmu decydujące znaczenie i to jej podporządkował całą swoją polityczną praktykę. Z tego też powodu Lenin przychylnie patrzył na wszelkie szalone postulaty rewolucji obyczajowej, jakie proponowali członkowie formacji komunistycznych obojga płci. Uznawał bowiem za godny wsparcia każdy pomysł niszczący organiczne społeczeństwo scalane między innymi poprzez moralność. Wszak – jak niestety słusznie zakładał – naród rozbity obyczajową degrengoladą stanie się łatwym obiektem do zarządzania, co utoruje bolszewizmowi drogę do władzy tak pełnej i totalitarnej, że nie sposób sobie tego nawet wyobrazić.

Leninowscy burzyciele moralności

To właśnie dlatego w pierwszych latach bolszewickich rządów w Rosji a potem w ZSRR kariery robili tacy ludzie jak wieloletni minister edukacji (ludowy komisarz oświaty) Anatolij Łunaczarski czy minister opieki społecznej i ambasador Aleksandra Kołłontaj.

Ten pierwszy reprezentował szalone środowisko filozoficzne, które dążąc do przebudowy człowieka zarówno pod względem kultury jak i biologii (eksperymenty pseudomedyczne) chciało nadać mu „możliwość” samodzielnego osiągnięcia czegoś na kształt świeckiego zbawienia,

co kojarzyć może się m.in. z fragmentem ówczesnego hymnu Rosji bolszewickiej – Międzynarodówki – w której towarzysze śpiewali i niestety nadal śpiewają: „i z własnej woli sam się zbaw”. Ów reprezentowany przez leninowskiego ministra Łunaczarskiego ruch nie unikał zresztą odniesień (oczywiście wrogich) do religijności, gdyż jego członkowie określali się mianem Bogostroitieli, a więc tych, którzy (domyślnie: z nowego, sowieckiego człowieka) „tworzą” Pana Boga. Nowego człowieka chciano jednak także wyhodować w sensie biologicznym m.in. poprzez potworne i skrajnie nieetyczne próby stworzenia krzyżówek ludzi i małp. Owym procederem zajmował się – już po śmierci Lenina, ale jeszcze przed stalinowską zmianą kursu – profesor Ilia Iwanow, dopuszczając się przy tym (np. w Afryce) potwornych czynów.

Z kolei Aleksandra Kołłontaj skupiała się na kwestiach moralności seksualnej, którą pragnęła zmiażdżyć, walcząc o sprawy dziś znajdujące się na sztandarach ruchów lewicowych i feministycznych. Pierwsza kobieta-minister na świecie dążyła – niestety skutecznie – do pełnej legalizacji aborcji (jako rzekomego przejawu „wolności kobiet”) oraz skrajnego przyspieszenia i ułatwienia uzyskiwania rozwodów. Postulowała przy tym, by stosunek seksualny uznawać za sferę zupełnie niezobowiązującą pod jakimkolwiek względem – chciała ów obszar uczynić podobnym do czynności tak błahej jak picie szklanki wody. Krótko mówiąc: zupełnie przestawało być istotne kto i z kim odbywa stosunek – i nie chodzi tutaj wyłącznie o wierność małżeńską, gdyż owa zasada przekraczała także tradycyjne rozumienie zaangażowania dwóch odmiennych płci.

Warto przy tym także odnotować – na co zwrócił uwagę prof. Andrzej Nowak w wykładzie towarzyszącym premierze książki prof. Wojciecha Roszkowskiego pt. „Świat Chrystusa” – że bolszewicka wrogość wobec religii manifestowała się również w potwornej symbolice. Najlepszym tego przykładem jest pomnik postawiony w pierwszym sowieckim obozie koncentracyjnym. Ów monument prezentował znanego z kart Starego Testamentu Kaina, który został wyróżniony przez komunistów jako pierwszy buntownik wobec Pana Boga i Jego Zasad.

Stalinowska instrumentalizacja

Po przetrąceniu karku społecznej spoistości i moralności (także poprzez brutalną wojnę z różnymi wyznaniami) bolszewicy zrozumieli, że ciągłe burzenie porządku etycznego nie zaprowadzi ich do wymarzonego sukcesu. Była to o tyle istotna refleksja, że wbrew planom i ideologii rewolucja powiodła się tylko w jednym kraju (w dodatku biednym oraz rolniczym, a nie przemysłowym) i to ów sowiecki ośrodek jako jedyny mógł rozsiewać na świecie komunizm. W tym celu potrzebna okazała się jednak pewna stabilizacja oraz wzrost demograficzny. Należało więc przystąpić od korekty kursu zachowując przy tym pełną kontrolę nad społeczeństwem podbitym w trakcie pierwszych lat po rewolucji.

Reformę ideologiczną w ramach państwa sowieckiego zaczął w ostatnich miesiącach życia Włodzimierz Lenin, a dokończył ją Józef Stalin już po śmierci pierwszego wodza bolszewizmu i pokonaniu partyjnych konkurentów w walce o władzę. Nie chodziło jednak o jakiekolwiek przywiązanie komunistów do nawet luźno pojmowanej moralności, ale bardzo przyziemną potrzebę posiadania rekrutów do wojska, które musiało być liczne, aby chronić Związek Sowiecki oraz umożliwiać mu ekspansję. To samo dotyczyło przemysłu. Powszechny dostęp do aborcji stanowił zaś zaprzeczenie owego spostrzeżenia i nawet skrajnie obojętny na ludzkie cierpienie oraz śmierć dyktator pojął, że mordowanie nienarodzonych dzieci osłabia państwo.

Zgniły Zachód? Czyli eksport sowieckiej demoralizacji

Gdy jednak państwo sowieckie odniosło w roku 1945 olbrzymi sukces militarny rozszerzając swoje wpływ polityczno-ideologiczne aż do centralnych Niemiec i na Bałkany – o tzw. Polsce ludowej nie wspominając – towarzysze na Kremlu rychło doszli do wniosku, że to, co w pierwszych latach istnienia państwa bolszewickiego rozbijało społeczeństwo ZSRR, może świetnie sprawdzić się w osłabianiu wroga: kapitalistycznego zachodu.

To właśnie dlatego kolejne „czerwone” ekipy rządzące na Kremlu po cichu wspierały na Zachodzie wszelkie ruchy polityczne i ideologiczne mogące upowszechnić tam moralną degenerację. Komuniści wychodzili bowiem z założenia, że im gorzej u wroga, tym lepiej dla Związku Sowieckiego. Tymczasem w ZSRR – pomimo odejścia od nachalnej demoralizującej propagandy – sytuacja społeczna pozostawała fatalna (do dziś z powodu nadużywania alkoholu umiera bardzo wielu młodych Rosjan). Moskwa postanowiła więc zrobić wiele, by Europa i USA zostały sprowadzone na dno – do sowieckiego poziomu.

I to właśnie dlatego podległe Kremlowi ośrodki propagandowe i dezinformacyjne oraz mniej lub bardziej oficjalne lobby polityczne pozostawało aktywne, zaś służby specjalne i szpiedzy wspierali lewacką działalność terrorystyczną na przełomie lat 60. i 70. XX wieku – w trakcie tak zwanej rewolucji maja 1969. Na efekty owej operacji nie trzeba było długo czekać, a zachodnioeuropejskiej i amerykańskie środowiska lewicowe zaczęły odnosić sukces w realizacji antyreligijnego programu Anatolija Łunaczarskiego oraz wrogiej moralności wizji Aleksandry Kołłontaj, co znacznie osłabiło tamtejsze społeczeństwa i po części – za sprawą sukcesów pacyfistycznej wizji świata – osłabiło ich zdolności obronne.

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj