Gestapo w Nowym Jorku, czyli historia szpiegowskiej kompromitacji

0
673
Statua Wolności w Nowym Jorku

Nie tylko europejskie stolice na kilka miesięcy przed wybuchem II wojny światowej stały się teatrem działań wywiadowczych podejmowanych przez rządy państw Starego Kontynentu. Po ujawnieniu nazistowskich archiwów okazuje się bowiem, że Berlin, a właściwie Hamburg, chciał infiltrować amerykańskie struktury i to nie przy wykorzystaniu wywiadu wojskowego Abwehry, a – co może dziwić – Gestapo, czyli tajnej policji państwowej.

Początkowo, po dojściu Hitlera do władzy, naziści byli zbyt słabi, by realizować śmiałe, a przede wszystkim fanatyczne i – jak myślała ówczesna opinia publiczna w krajach europejskich – irracjonalne pomysły niemieckiego kanclerza spisane w Mein Kampf – publikacji wywołującej na twarzy zdroworozsądkowego człowieka raczej uśmiech politowania, niż jakiejkolwiek refleksje.

Apokalipsa nadchodzi

Wraz z umacnianiem swych wpływów w państwie, a także rozpoczęciem masowego programu zbrojeniowego, Hitler czuł się coraz mocniejszy, a przede wszystkim zdolny do zachwiania wersalskiego ładu. Jego destabilizację rozpoczął już w 1935 roku od przywrócenia (zakazanej traktatem wersalskim) obowiązkowej służby wojskowej, zwiększenia stanu liczebność Wehrmachtu (mającego liczyć tylko 100 tysięcy żołnierzy), odbudowy różnego rodzaju siły zbrojnych, aż wreszcie zdecydował się na remilitaryzację Nadrenii w marcu 1936 roku. Później przyszedł czas na anschluss Austrii, konferencję monachijska oraz zajęcie reszty terytorium Czechosłowacji. Był 15 marca 1939 roku. Wojna coraz mocniej pukała do drzwi Starego Kontynentu, a jej pierwszą ofiarą miała być Polska.

Nie dziwi zatem fakt, iż Warszawa (co świetnie obrazuje miniserial „Szpiedzy w Warszawie” będący koprodukcją Telewizji Polskiej oraz BBC Films), a także Paryż, Rzym, Watykan, Londyn czy Lizbona, stały się teatrem działań wywiadowczych, w który zaangażowani byli najlepsi oficerowie wywiadu, w tym również naszej słynnej przedwojennej dwójki (potoczna nazwa Oddziału II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego).

Dziwi natomiast, że nazistowski aparat bezpieczeństwa już w 1938 roku obrał sobie za cel działalność w odległych Stanach Zjednoczonych kompletnie niezaangażowanych w europejską politykę, nie licząc interesów amerykańskiej finansjery. Być może wizja skutecznego inwigilowania struktur tej największej potęgi świata rozpalała wyobraźnię prominentów w Berlinie. Ponadto w wyniku antysemickiej polityki nazistów ogrom niemieckich obywateli pochodzenia żydowskiego zmuszony został do emigracji, a część z nich za cel przymusowej wędrówki wybrała właśnie USA. Gro emigrantów stanowiła część niemieckiej inteligencji, jak np. wybitny uczony Alfred Einstein, a to stwarzało pewne zagrożenie dla narodowosocjalistycznego reżimu.

Kelner szefem Gestapo

Jednakże do Waszyngtonu, Chicago czy Nowego Jorku nie zostali wysłani zawodowi oficerowie wywiadu z Abwehry, a kelner – zagorzały piewca i orędownik nazizmu.

Owym kelnerem był Karl Friedrich Hermann, o którym pewnie nigdy byśmy nie usłyszeli, gdyby nie amerykański agent specjalny pracujący w Federalnym Biurze Śledczym – Leon George Turrou specjalizujący się w tropieniu nazistowskich szpiegów w USA. Jego książka zatytułowana Nazi Spies in America stała się bardzo popularna w ojczyźnie autora m. in dlatego, że Turrou zdradza w niej tajniki swojej niecodziennej i niezwykle ekscytującej pracy.

Wracając do Hermanna, który od 1934 trudnił się zawodem kelnera w kilku miejscach na terenie całych Niemiec, znany był ze swoich pronazistowskich poglądów. Gdy w końcu został na dłużej w jednej z hamburskich restauracji, zakonspirowani funkcjonariusze tajnej policji państwowej kontrolujący społeczne nastroje najprawdopodobniej wytypowali go na potencjalnego współpracownika (w III Rzeszy na porządku dziennym było ciągłe monitorowanie społeczeństwa przy wykorzystaniu tysięcy tajniaków, czyli ubranych po cywilnemu gestapowców, którzy to obecni byli w kawiarniach, kinach, szkołach, uczelniach, a przede wszystkim państwowych urzędach i którzy z podsłuchanych rozmów sporządzali szczegółowe raporty, a w razie wykrycia „wrogiego elementu” po prostu go eliminowali lub poddawali represjom).

W procesie werbunkowym uczestniczył sam szef Geheime Staatspolizei w Hamburgu o nazwisku Schleckenbag. Hermann okaz się być kandydatem idealnym, wobec czego Schleckenbag oświadczył mu, iż zostanie on jego odpowiednikiem w… Nowym Jorku!

Grupa Manville

Kilka tygodni później oddany nazista zjawił się na „nowej placówce” i rozpoczął pracę w swoim ulubionym zawodzie, co najpewniej miało służyć należytej konspiracji. Jednakże służby obcych państw doskonale zdawały sobie sprawę, iż Stany Zjednoczone to idealny kierunek dla działań różnych agentur, bowiem żadne federalne agencje nie interesowały się tropieniem i zwalczaniem działalności wywrotowej, czym w większości państw tego okresu zajmowała się służba kontrwywiadu i to najczęściej wojskowego. Zatem figurujący w Nowym Jorku gestapowiec Hermann pracujący w renomowanych restauracjach – Longchamps Restaurant na Manhattanie, a następnie w Brooklyn Club na Brooklynie – był praktycznie nieuchwytny.

W końcu nadeszło pierwsze zadanie. Karl Hermann miał rozbić antynazistowską siatkę kontrwywiadowczą, której zadaniem było tropienie niemieckich agentów i uniemożliwianie im prowadzenia działalności. Kierownictwo grupy miały tworzyć dwie kobiety: Antonie „Astra” Strassmann oraz Mrs. Manville (matka Thomasa Manville’a Juniora, słynnego bywalca nowojorskich salonów, spadkobiercy ogromnej fortuny znanego również z zarejestrowania aż 13 związków małżeńskich). Antonie Strassmann była natomiast emigrantką z Niemiec, które to musiała odpuścić ze względu na żydowskie pochodzenie swych przodków.

Hermann w niespełna dwa tygodnie namierzył kolejnych czterech członków siatki, obywateli Niemiec: mężczyzn Hassfurtera i Aichnera, a także dwie kobiety – Drachau i Fichtner. Wszyscy oni mieli kontaktować się oraz spotykać z Manville, którą wytypowano na szefa antyniemieckiej siatki. Ta szalenie bogata kobieta bardzo często podróżowała – szczególnie na niemieckich transatlantykach. Bardzo łatwo nawiązywała kontakty oraz miała hojnie nagradzać członków obsługi, a z niektórymi zaś nawiązywać bliższe relacje. Była również znana z zapraszania nowo poznanych gości do własnych apartamentów na Manhattanie, a także do hotelu Savoy-Plaza. Hermann sądził, iż liczni odwiedzający Manville, szczególnie Niemcy, przekazują jej instrukcje od przełożonych zakonspirowanych w Berlinie lub innym niemieckim mieście, zaś kobieta zdaje im raporty o działalności siatki na terenie USA.

Drugą najważniejszą osobą miała być Antonie „Astra” Strassmann przyjaźniąca się z Manville. Ta piękna kobieta zdobyła niezwykłą popularność najpierw w Niemczech, później również i w USA. Jej gwiazda rozbłysła m. in. dzięki fascynacji lotnictwem. Otóż w maju 1932 roku pilotowała samolot Dornier DO-X lecąc z Ameryki do Berlina. Eskapada przebiegła pomyślnie, a Niemcy wręcz oszaleli na punkcie urodziwej rodaczki.

W Hamburgu sądzono, iż dwie wpływowe i urodzone w Niemczech obywatelki USA pałają rządzą rewanżu. Szczególnie Strassmann mogła żywić urazę do nowych nazistowskich władz za szykany, które spotkały nie tylko ją, ale i całą jej rodzinę. Dodatkowo jej wpływowe kontakty wśród elit amerykańskich, jak np. znajomość z szefami administracji prezydenta Roosevelta, wysokimi rangą wojskowymi czy kongresmenami dawały podstawy do twierdzeń, iż jej mocodawcy są powiązani w władzami w Waszyngtonie, a sama Strassmann odgrywa znacząca rolę w siatce.

Wyimaginowana rzeczywistość

Hermann dość szybko pojął, iż owa siatka nie istnieje i nigdy nie istniała. Blisko 70 letnia Manville okazała się niegroźną, starszą kobietą lubiącą towarzystwo młodych ludzi, a piękna Antonie Strassmann zabieganą bizneswoman podróżująca po świecie celem doglądania interesów (trudniła się w handlu patentami). Natomiast wspomniana czwórka Niemców okazała się być zwykłymi pracownikami jednego z transatlantyków, którymi tak ochoczo podróżowała Manville.

Przyszli niemieccy szpiedzy w USA dbali już o należytą konspirację, a inne kuriozalne pomyłki w stylu „Grupy Manville” już się nie przydarzyły. Leon Turrou wspominał, iż działający agenci Gestapo po pamiętnej wpadce byli o wiele niebezpieczniejsi i uważniejsi niż ich poprzednicy. Przełożeni z Berlina zadbali ponadto o lepsze kanały kontaktowe. Jednym z nich do tamtego momentu była m.in. rubryka z ogłoszeniami w New York Times.

Michał Wolny

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj