Grecja. Czy brytyjskie interesy pchnęły naród umęczony okupacją do wojny domowej?

0
123
Kobiecy oddział ELAS. Fot.:Υπουργείο Εξωτερικών, CC BY-SA 2.0 , via Wikimedia Commons

Sytuacja Grecji po jej wyzwoleniu z niemieckiej okupacji nie była o wiele lepsza niż sytuacja Polski. Kraj miał jednak szanse na wyjście z kryzysu, gdyż nie został zmuszony do przyjęcia komunizmu. Jak więc to możliwe, że po kilku latach to „czerwona” Polska przyjmowała tysiące uchodźców z Hellady?

Grecy byli politycznie podzieleni już od wielu lat, a spór republikanów i monarchistów istniał także przed II wojną światową. W dwudziestoleciu międzywojennym istniały tam okresy rządów republikańskich, królewskich oraz quasi-faszystowskich (z monarchą na czele państwa).

Wszystko zakończyła włoska inwazja na Grecję. Siły Mussoliniego pokazały jednak wówczas swoją nieudolność i do zwycięstwa nad znacznie słabszym państwem potrzebny był im wspierający atak ze stronie Niemiec (co zresztą opóźniło atak III Rzeszy na ZSRR). Po ostatecznym zwycięstwie państw Osi rozpoczęła się krwawa okupacja niemiecka, włoska i bułgarska. Dodatkowo utworzono marionetkowe Państwo Greckie, a w społeczeństwie znalazły się jednostki zainteresowane kolaboracją.

Formacje kolaborujące z III Rzeszą dopuszczały się zbrodni na politycznych przeciwnikach, głównie osobach o poglądach lewicowych (w tym lewicowych, antyniemieckich partyzantach). Społeczeństwo dzieliło się zaś na zwolenników monarchii oraz rządu królewskiego na emigracji i popierających owo stronnictwo partyzantów, partyzantów lewicujących (wśród których ideologia komunistyczna nie była dominująca) oraz hitlerowskich kolaborantów.

Krótka historia kolaboracyjnego, marionetkowego państewka zakończyła się jesienią roku 1944, gdy Niemcy ewakuowali się z półwyspu. Jednak dokonana podczas wojny zdrada narodowa części społeczeństwa nie oznaczała dla Grecji łatwego i bezbolesnego przejścia przez wojnę. Kraj po jej zakończeniu był zrujnowany gospodarczo i społecznie. Kilka lat okupacji oznaczało także tysiące ofiar represji oraz nawet do 300 tys. ofiar głodu spowodowanego m.in. brytyjską blokadą handlu morskiego (dostarczającego dotąd Grecji znaczny procent pożywienia). Społeczeństwo w roku 1944 było rozbite i podzielone.

Zdziwiłby się jednak ten, kto by sądził, że wracający z emigracji w probrytyjskim Egipcie koalicyjny rząd królewski Jeorjosa Papandreu mający akceptację rozgrywających w regionie Brytyjczyków przystąpił do surowego karania kolaborantów służących wcześniej nazistom w ramach Batalionów Bezpieczeństwa. Brak stanowczości w tym obszarze, a nawet cicha akceptacja dla opierania sił porządkowych na dawnych kolaborantach, doprowadziły do rozdźwięku rządu i wpływowej lewicującej formacji EAM (Front Wyzwolenia Narodowego).

Należy przy tym odnotować, że nie było to środowisko komunistyczne, a lewicowe i pod pewnymi względami narodowo-wyzwoleńcze. EAM wraz ze swoimi partyzanckimi oddziałami ELAS (Greckie Ludowe Wojsko Wyzwoleńcze) miały pewne związki z Komunistyczną Partią Grecji, ale program EAM kładł raczej nacisk na usunięcie z kraju okupantów, za których z czasem uznano także Brytyjczyków oraz stworzenie rządu republikańskiego i sprawiedliwego systemu społecznego.

Rozdźwięk między rządem słuchającym rozkazów z Londynu a EAM/ELAS zaostrzy się w chwili, gdy brytyjski dowódca wypierający Niemców z Grecji, a potem aktywny politycznie w tym kraju, generał Ronald Scobie, zażądał rozbrojenia oddziałów partyzanckich. Problem tkwił bowiem w szczegółach: Anglik oczekiwał rozbrojenia ELAS, ignorując istnienie uzbrojonych zastępów byłych kolaborantów oraz paramilitarnych oddziałów prokrólewskiej prawicy nastawionych wrogo do lewicy (a tym samym w sposób naturalny tworzących pewnego rodzaju sojusz z dawnymi nazistami). Na rozbrojenie siebie i brak rozbrojenia środowisk wrogich EAM/ELAS nie mogło pójść.

Brytyjczycy zaś, co ciekawe, nie byli zainteresowani ustępstwami czy kompromisami. Ich celem było ustanowienie w Grecji powolnych sobie rządów i restauracja monarchii. Współpraca z republikanami nie wydawał im się ważna. Korzystniejsze dla nich było natomiast tolerowanie aktywności byłych hitlerowskich kolaborantów, którzy z czasem nieformalnie przejęli od rządu władzę nad niektórymi częściami kraju i polowali na prawdziwych oraz domniemanych komunistów. Do konfrontacji parli także, inaczej niż siły EAM/ELAS, komuniści daleko idącymi zmianami w Grecji.

W ten sposób jeszcze w trakcie II wojny światowej, w grudniu roku 1944, doszło w Atenach do poważnych starć zwanych dekemvriana. Iskrą rzuconą na proch były pacyfikacje protestów dokonywane przez dawnych prohitlerowskich kolaborantów teraz na usługach Wielkiej Brytanii. W walkach do ludzi jeszcze rok wcześniej będących nazistami dołączyły formacje królewski i niewielkie oddziały brytyjskie. Sam Winston Churchill sugerował generałowi Scobiemu ostre potraktowanie Aten, a Londyn wysłał do Grecji wiele tysięcy żołnierzy z Włoch oraz czołgi i lotnictwo.

Po wielu dniach walk zawieszono broń na ustalonych warunkach, a ELAS opuściło stolicę.

12 lutego roku 1945 na lotnisku Warkiza pod Atenami zawarto porozumienie mające załagodzić sytuację. Tym razem Brytyjczycy wykazali chęć zadbania o pokój społeczny. Warunkiem było bowiem rozwiązanie wszystkich bojówek i oddziałów paramilitarnych. Przewidywano referendum na temat ustroju i wolne wybory oraz zachowanie swobód obywatelskich. Planowano także stworzyć od podstaw nowe greckie siły zbrojne w miejsce oddziałów partyzanckich oraz ukarać kolaborantów. Generalnie obowiązywać miała jednak abolicja, z której wyłączono pospolite przestępstwa. Problem w tym, że decyzje o tym, co było, a co nie było pospolitym przestępstwem, podejmowały siły prawicowe. Tym samym bojownicy ELAS nie mogli liczyć na łagodne traktowanie, a każda ich akcja uznawana była za przestępstwo kryminalne i karana.

Dodatkowo część sił ELAS nie wierzyła w porozumienie i nie uległa rozwiązaniu. Na ich czele stanął Aris Weluchiotis, z przekonań komunista. Z czasem jednak i on został otoczony przez oddziały monarchistyczne.

Wydaje się jednak, że Weluchiotis słusznie nie wierzył w porozumienie. Oto bowiem w nowych warunkach rozpoczął się nieformalny prawicowy terror. Bojówki terroryzowały ludność i mordowały zwolenników EAM/ELAS. Z kolei lewicowi partyzanci nie oddawali policji swojej broni i ukrywali ją przeczuwając, że to nie koniec. Nową armię państwa opierano zaś głównie na dawnych kolaborantach. A wszystko działo się pod czujnym okiem, a wręcz kontrolą Wielkiej Brytanii.

Doszło wręcz do tego, że jeden z premierów (a wówczas z Grecji zmieniali się oni wyjątkowo często, co tylko destabilizowało kraj) Nikolaos Plastiras został odwołany, gdyż sprzyjał… zgodzie narodowej. Taka postawa nie była tolerowana. Tolerowano natomiast dokonywane przez antykomunistów zbrodnie i sprawowanie przez prawicowe bojówki realnej władzy w niektórych regionach kraju. Formacje zastąpiły tam państwo i dokonywały ideologicznych samosądów. Gdy zaś doszło do ujęcia jakiegoś prawicowego bandyty (np. przez Brytyjczyków), to rząd w Atenach rychło go uwalniał.

W takiej atmosferze doszło wiosną roku 1946 do wyborów. Były one złamaniem postanowień z Warkizy, gdyż najpierw miało odbyć się referendum ustrojowe. Wobec tego lewica zbojkotowała głosowanie. Najpewniej gdyby tego nie zrobiła, to mogłaby liczyć na zwycięstwo lub przynajmniej tworzenie koalicyjnego rządu centro-lewicowego i legalne odsunięcie od władzy prawicy. Wobec bojkotu zwyciężyła jednak prawica kontynuująca po wyborach twarde, antykomunistyczne rządy.

Sytuacji nie zmienił powrót do Grecji niezbyt popularnego króla Jerzego II jesienią roku 1946. Monarcha co prawda ułaskawił niektórych skazanych na śmierć, ale rychło zaczęły się nowe represje. Wiosną roku 1947 król zmarł, a na tronie zasiadł jego brat Paweł.

W październiku roku 1946 tląca się wojna domowa weszła w fazę ostrą. Siły lewicowe zaczęły coraz odważniej atakować siły porządkowe państwa, w tym posterunki. Ginąć zaczęli żołnierze, a część z nich dołączała do partyzantów. Szczególne sukcesy Demokratyczna Armia Grecji, jak nazwali się komunizujący partyzanci, zaczęła odnosić na północy i zachodzie kraju. Tam też mogła liczyć na wsparcie, bowiem za granicami istniały komunistyczne kraje takie jak Albania, Jugosławia i Bułgaria. Wszystkie one w różnym stopniu wspierały grecką lewicę (czego nie czynił wówczas Stalin przekonany od początku o nieuchronnej klęsce akcji).

Siły partyzantów wynosiły do 30 tys. osób. Rząd dysponował liczniejszą, ale mniej doświadczoną w boju armią. Tymczasem Demokratyczna Armia Grecji, za cenę wsparcia z północy, przyjęła program uczynienia z Grecji kolejnego kraju w obrębie bloku socjalistycznego podległego Moskwie. W chwili, gdy z Grecji zaczęli wycofywać się Brytyjczycy mający własne problemy gospodarcze, wydawać się mogło, że kraj wpadnie w objęcia komunizmu. Stało się jednak inaczej.

Do gry w roku 1947 weszli bowiem Amerykanie obawiający się umocnienia komunizmu na południowych Bałkanach. Rząd w ramach doktryny Trumana dostarczył Atenom sprzęt wojskowy oraz doradców szkolących niedoświadczoną armię. Z czasem, szczególnie od roku 1948, komuniści zaczęli być wypierani z kraju i spychali do Albanii. I na nic zdało się nieformalne i ciche wsparcie bloku wschodniego dostarczającego „czerwonym” Grekom broń. Konflikt nie zamienił się w drugą, tyle, że europejską, Koreę. Dodatkowo greccy komuniści w konflikcie Stalina i Tity poparli sowieckiego dyktatora, co odcięło ich od wsparcia bezpośredniego sąsiada. Jakby tego było mało, komuniści dbając o czystość ideologiczną nie współpracowali z niekomunistycznymi, ale antyrządowymi oficerami mającymi doświadczenie wojskowe. Ich sytuacja była więc tragiczna.

Mimo prób zmiany taktyki greccy komuniści w roku 1949 zostali ostatecznie wyparci z kraju przez wielotysięczną armię rządową. W historii kraju rozpoczął się nowy etap.

Grecja po wojnie domowej była jeszcze bardziej zrujnowana. O pojednaniu narodowym także nie było mowy, a prawicowy rząd wsadzał przeciwników do obozów koncentracyjnych, z których najbardziej znanym był ten na wyspie Makronisos.

Kraj, który podczas okupacji stracił od 100 do nawet 300 tys. obywateli, podczas wojny domowej poniósł kolejne dotkliwe straty: nawet do 150 tys. osób. Dodatkowo tysiące Greków obawiając się represji wyjechało z kraju, kierując się zwykle do państw bloku wschodniego, w tym do Polski. Przyjeżdżali dorośli, ale i dzieci.

Zwycięstwo monarchistów pozwoliło jednak Grecji na chwilę potrzebnej stabilności. Kraj wszedł do NATO i w końcu mógł się rozwijać, choć ceną za to był polityczny autorytaryzm, skrytobójstwa przeciwników politycznych i tolerowanie karier robionych w państwie przez kolaborantów z czasów II wojny światowej. Do prawdziwej stabilności i prawdziwego rozwoju było jednak bardzo daleko. Do czasu zaprowadzenia demokracji oraz rozpoczęcia procesu narodowego pojednania w latach 70. XX wieku państwo przeszło przez serię kolejnych wstrząsów, skandali oraz protestów związanych ze skrajnie wystawnym życiem dworu oraz zamachem stanu tzw. czarnych pułkowników. Ale to temat na odrębny tekst.

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj