Harnaś nad harnasiami, czyli zbójowanie Józka Baczyńskiego

0
413
Rycina z 1858 roku, przedstawiająca Babią Górę i jej okolice

Góry Beskidzkie. Traktem podróżuje do swojego dworu rodzina Lisickich. Harnaś Józek Baczyński, jadący akurat tą samą drogą, wyczuwa okazję, widząc dobrze odzianych podróżnych. Uśmiecha się pod nosem i daje znak. Jego kompanii błyskawicznie obskakują Lisickich, oferując im prosty układ. Kosztowności, w zamian za ich życia.

Pierwszy zbój

Na początku XVIII wieku, we wsi Skawica, leżącej w Beskidzie Żywieckim, na świat przyszedł Józek. Jego rodzice osiedlili się tam tuż przed jego narodzinami. Wcześniej najprawdopodobniej mieszkali w wiosce Baczyn. Stamtąd właśnie wzięło się nazwisko beskidzkiego harnasia.

Rodzina Józka ledwo wiązała koniec z końcem. Byli komornikami, czyli chłopami nieposiadającymi własnej ziemi, służącymi u bogatszych gazdów. Wkrótce po narodzinach przyszłego zbójnika, zmarł ojciec Józka. Młody chłopak szybko go zastąpił i rozpoczął pracę u właścicieli ziemskich, a gdy osiągnął odpowiedni wiek, znalazł sobie wybrankę i wraz z nią zamieszkał u nowego szwagra, Błażeja Ficka, w miejscowości Jaszczurowa. Wkrótce doczekał się również dzieci.

Wieś leżała niedaleko Wadowic. Józek, wraz ze szwagrem, niejednokrotnie wybierał się tam na jarmark. Tak też było 25 kwietnia 1732 roku. Panowie przybyli do Wadowic i tam poznali kilku mężczyzn. Jeden z nich zaproponował nowym kolegom napad. Mieli udać się wspólnie do wsi Mikołaj i na wychodzącej z niej drodze, obrabować bogatego krawca Sowę.

Józek i Błażej przystali na ten układ. Udali się we wskazane miejsce i wraz z nowymi towarzyszami złupili rzemieślnika. Co prawda nie ukradli pieniędzy, jako że Sowa akurat tego dnia rozdał zarobiony grosz córkom, ale zagarnęli jego wysokiej jakości towary. Po akcji Józek wraz z kompanami udał się do rodzinnej Skawicy, gdzie spieniężył skradzione dobra i podzielił pieniądze między towarzyszy.

Pierwszy zbój po raz drugi

Co ciekawe, ludowa opowieść o Józku Baczyńskim, przytacza zupełnie inną wersję początków zbójowania. Nie ma jednak co się dziwić, historie o słynnych harnasiach rządziły się własnymi prawami. Opowieść ludowa, nie tylko czyniła z Józka człowieka silnego ponad miarę i mądrego bez żadnego wykształcenia, ale też dawała jego życiu antagonistę. A opowieść o początkach harnasia, przedstawia się tak:

Józek Baczyński wyrósł na niezwykle silnego chłopa. Jego wola była niezłomna i tak zaimponował nią staroście czorsztyńskiemu, że szybko otrzymał w jego zamku posadę ekonoma. Sługą był Józek dobrym, ale też krnąbrnym. W końcu sprowadził na siebie nieszczęście, gdy uwiódł córkę jednego z zamożniejszych gospodarzy. Ojciec dziewczyny poskarżył się staroście, a ten kazał wybatożyć ekonoma. Chłopak przyjął karę, ale gdy tylko wyzdrowiał, zbiegł z zamku.

Natchniony rządzą zemsty Józek, zebrał kompanię i wraz z nią rozpoczął zbójowanie. Jego sława stała się wielka, a grupa liczna. Gdy zgromadził wystarczające siły, zaatakował zamek, przebił się przez straże i rzucił na kolana struchlałego z przerażenia starostę czorsztyńskiego. Nie zamierzał jednak go zabijać. Zamiast tego, przywiązał go do woła, mocując jego głowę tuż przy zadzie zwierzaka, po czym puścił „wierzchowca” czorsztyńskimi ulicami, wystawiając starostę na pośmiewisko.

Oczywiście, ta opowieść nie opowiada konkretnie o pierwszym rabunku naszego harnasia, ale za to pokazuje inną historię powodów jego zbójowania, ale prawda historyczna, tak jak pisałem wcześniej, pozostaje znacznie prostsza. Jak jednak ze zwykłego rabusia, stał się jednym z najsłynniejszych harnasiów?

Bogactwo

Józek szybko złupił więcej pieniędzy. Jego następnym celem stał się żydowski browar w Dobczycach pod Krakowem, na który napadł wraz z kilkoma innymi mieszkańcami Skawicy. Przywódcą grupy został Maciej Giertug. Rabunek udał się idealnie. Józek, jako jeszcze niedoświadczony zbójnik, stał wtedy jedynie na czatach. Mimo to łup okazał się tak wielki, że przyszły harnaś nie mógł narzekać na brak pieniędzy.

Świętowanie nie trwało długo. Józka szybko aresztowano i osadzono w Jaszczurowych lochach, z których jednak zdołał zbiec. I trzeba powiedzieć, że nie przejmował się poszukującymi go żołnierzami. Ba, tuż po ucieczce, nosząc wciąż kajdany na rękach, udał się na wesele do Skawicy! Dopiero gdy aresztowano Macieja Giertuga i jego braci, postanowił na chwilę zniknąć z widoku.

Uniknięcie sprawiedliwości natchnęło Baczyńskiego do działalności na własną rękę. Dogadał się z dwoma innymi zbójnikami i wraz z nimi, napadł na bogatego chłopa Jakuba Bielę, a później na karczmę w Gachówce. Obie akcje przyniosły zbójnikom pokaźne zyski, mimo to ich drogi się rozeszły. Nadeszła zima i Józek postanowił spędzić ją u swojego znajomego, Jakuba Kowalczyka. Wkrótce potem jego dom stał się jedną z kryjówek zbójników, a sam Jakub został pierwszym członkiem bandy harnasia Józka Baczyńskiego.

Zabawa na cudzy koszt

Nowy harnaś stanął na czele siedmioosobowej grupy, a jego zbójowanie odznaczało się niezwykłą brawurą. Już na początku napadł na kolejny browar i dwa szlacheckie dwory, wynosząc z nich pokaźne łupy. Zbójnicy wrócili również do Jakuba Bieli. Tym razem odwiedzili go w jego domu, a chłop, widząc Józka, tak się przestraszył, że nie tylko nie stawiał oporu, ale i zaprosił rabusiów na obiad.

Pewnego razu, gdy zbójnicy wracali do domu Jakuba Kowalczyka, trafili na trakcie na zamożną rodzinę Lisickich. Józek, wietrząc okazję, obrabował ich, ale zaraz potem dał upust fantazji i obiecał, że jeśli Lisicki wyprawi zbójnikom wielką zabawę, to odda mu skradzione dobra. Ofiara zgodziła się od razu. W pobliskiej karczmie rozbrzmiała muzyka, wódka lała się strumieniami, a na stół trafiły najprzedniejsze mięsiwa. Do zabawy Józek zaprosił nawet miejscowego księdza, a także samego Lisickiego, który w końcu za nią płacił. Po wszystkim zbójnik słowa „dotrzymał” i oddał część łupów. Pijanego Lisickiego przekonał przy tym, że resztę zrabowanych dóbr mu skradziono. A jakby tego było mało, od razu po zabawie ruszył do dworu Lisickich i nim gospodarze powrócili do domu, wraz z kompanią go obrabował.

Nie taki bohater jak go malują

Po udanej kradzieży harnaś przezimował w Pieninach, po czym udał się do Beskidu Żywieckiego, by tam napadać na dwory i bogatych gospodarzy. Jego kompania rozrosła się o kolejnych członków, a on okradał nie tylko bogatych, ale i osoby donoszące władzom na znajomych mu rozbójników.

Józek zaczął też wtedy uchodzić za niezwykle pobożną osobę, w czym pomógł mu pewien rabunek. Pewnego razu napadł na Inwładzką plebanię. Zakradł się wraz ze swoją bandą do kościoła i gdy spotkał tam samotnego księdza, nakazał mu oddać wszystkie pieniądze. Kapłan odpowiedział, że nie posiada własnych dóbr, a wszystko, co tu Józek znajdzie, należy do kościoła. Słysząc to, zbójnik postanowił nie obrabowywać bożego domu, a zamiast tego pomodlił się wraz z kapłanem przed obrazem Maryi. Gdy skończyli, harnaś poszedł na plebanię. Tam spostrzegł na ścianie piękną strzelbę i postanowił ją zabrać. Zostawił jednak duchownemu swoją broń, by ten mógł się w razie problemów obronić. Ponadto nakazał mu przynieść po gąsiorze wina i wódki z zapasów proboszcza. Gdy tylko otrzymał trunki, wraz z kompanią opuścił plebanię.

Dziś wiemy, że taka sytuacja zaszła, nie wiadomo jednak czy takie podejście było podyktowane bogobojnością harnasia. Oczywiście mogło, ale nie ma też wątpliwości, że Józek wiedział, jak ważna dla górali jest religijność i hojność zbójników. Jeśli harnaś odznaczał się tymi cechami, mógł liczyć na niezwykle potrzebną pomoc zwykłego człowieka. Możliwe więc, że Józek z pomocą tej historii budował po prostu swoją legendę.

Niezależnie od wszystkiego, harnasiowi nad harnasiami daleko było do dobrego człowieka. Z wieloma osobami Józek nie obchodził się tak łagodnie. Nie wahał się torturować tych, którzy nie chcieli powiedzieć, gdzie ukryli pieniądze. Co więcej, im dłużej zbójował, tym częściej dopuszczał się tego rodzaju czynów. Z drugiej strony trzeba mu oddać jedno. O swoją kompanię dbał jak o własną rodzinę, pomagając członkom grupy na każdy możliwy sposób.

Koniec szczęścia

Jednakże wszystko, co dobre, musi się skończyć. Do pewnego momentu każdy rabunek kończył się dla harnasia wielkimi łupami i małymi problemami, co sprawiło, że bandyci stracili czujność. Bawili się wszędzie i otwarcie. Ignorowali pościgi i uważali, że są nietykalni.

A to wielki błąd.

Pewnego razu, gdy hulali w karczmie w Sidzinie, zostali zaatakowani przez stróżów prawa. Jako że byli pijani i otoczeni, rzucili się do ucieczki. Harnasiowi udało się zbiec wraz z kilkoma kompanami, lecz większość została aresztowana, a wszystkie łupy zbójników stracone.

Józek powrócił do żony, żeby odpocząć po stresujących przygodach. Po kilku tygodniach zapewne skończyły mu się resztki odłożonego grosza i znów zebrał bandę, złożoną z ocalałych z pościgu oraz kilku nowych górali. Wspólnie ruszyli na szlak, plądrując w Beskidzie Sądeckim, Średnim i Wyspowym, lecz tym razem łupy były, lekko mówiąc, rozczarowujące.

Niedobrze w Dobrej

Szczęście już nie wróciło do harnasia nad harnasiami. Zbójnicy, za skradzione grosiwo, postanowili urządzić sobie zabawę. Porwali w tym celu skrzypka i sprowadzili go do karczmy w Dobrej, jednak hulanka nie trwała długo. Zabawę przerwało wtargnięcie harników, czyli policjantów górskich. Bawiącego w karczmie Józka aresztowano wraz z jednym z jego towarzyszy. Pozostali kompani harnasia uciekli lub szukali akurat we wsi wódki, unikając tym samym obławy.

Wkrótce później, na przełomie 1735 i 1736 roku, wyrokiem sądu krakowskiego skazano Józka Baczyńskiego na śmierć. Wkrótce po usłyszeniu wyroku, zbójnik został ścięty.

Nie znaczy to, że jego legenda przestała istnieć. Wielu górali nie uwierzyło w śmierć harnasia. Niektórzy twierdzili, że zbiegł i się ukrywa, inni, że wstąpił do wojska i tam, po wsławieniu się na polu bitwy, darowano mu winy. Jednakże dzięki bogatym w szczegóły zeznaniom sądowym Józka Baczyńskiego oraz różnym wpisom z ksiąg parafialnych, możemy prześledzić życie legendarnego harnasia.

Legendy też głoszą, że harnaś nad harnasiami ukrył skarb gdzieś w stokach Babiej Góry. Składa się on ze złotych, srebrnych i miedzianych monet, pereł i pięknej biżuterii. Józek Baczyński już nie zdołał po niego wrócić, przeszkodziła mu w tym jego przedwczesna śmierć. Jego kompanii nie wiedzieli nawet o skarbie, więc i oni go nie znaleźli, więc kto wie, może ukryte kosztowności są prawdziwe i kiedyś ktoś odnajdzie zbójeckie łupy w Babiej Górze? A może już ktoś je znalazł, ale nic nikomu o tym nie powiedział?

To wie już tylko krążący po górach wiatr.

Maksymilian Jakubiak

 

A jeśli komuś mało opowieści o beskidzkich zbójnikach, zapraszam do lektury mojego poprzedniego artykułu, opowiadającego o losach Ondraszka Fucimana. https://server840744.nazwa.pl/pzm/tohistoria/ondraszek-fuciman-legenda-zbojnika-z-beskidzkich-gor/

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj