Kinowy amant, a potem folksdojcz i kolaborant. Jak skończył Igo Sym?

0
245
Igo Sym. Po prawej: okupacyjne obwieszczenie dotyczące represji po wykonaniu wyroku śmierci na kolaborancie.

Choć nie musiał, to przed rokiem 1939 wielokrotnie deklarował swoje przywiązanie do Polski. Gdy jednak kraj zajęli Niemcy, celebryta poczuł, że ma szansę wypłynąć na jeszcze szersze wody. Postawa Igo Syma ściągnęła jednak na niego problemy, ale zanim Polskie Państwo Podziemne wydało na niego wyrok śmierci, aktor zdążył uprzykrzyć życie innym.

Syn Polaka i Austriaczki wcale nie musiał wybierać Rzeczypospolitej. Urodził się wszak w Innsbrucku, a następnie studiował w Wiedniu kształcąc się w kierunkach artystycznych. Tam też zastała go I wojna światowa, podczas której służył w armii Austro-Węgier. Po roku 1918 znalazł się w Polsce i służył w wojsku Rzeczypospolitej. Założył rodzinę i miał dziecko, jednak jego małżeństwo szybko się rozpadło, a po kilku latach syn Igo Syma zmarł. Zanim doszło do tej tragedii ojciec nieutrzymujący kontaktu z dzieckiem zdążył stać się rozpoznawalnym aktorem, do którego wzdychały kobiety tak w Polsce, jak i w Niemczech oraz Austrii.

Sławę zapewniała mu uroda amanta oraz maniery i sposób bycia. Często grał oficerów lub arystokratów. Ówcześni oceniali, że świetnie wyglądał i jak mało kto potrafił zachować się przed kamerą. Był prawdziwym celebrytą swoich czasów. Także dlatego, że w swoim podstawowym zajęciu – grze aktorskiej – był raczej średniakiem. Nadrabiał jednak dzięki umiejętnemu eksponowaniu innych zalet.

Po kilku latach dynamicznej kariery nad Wisłą, która rozwijała się mniej więcej od połowy lat 20. XX wieku, Karol Antoni Juliusz Sym – bo tak się naprawdę nazywał – z powodzeniem próbował swoich sił w Austrii oraz Niemczech. W tym czasie występował m.in. ze sławną do dziś Marleną Dietrich, a niektórzy sugerują nawet, że aktorów łączyło uczucie. Z pewnością natomiast łączy ich muzyczny instrument: Sym słynął bowiem z gry na… pile. Do dziś taki przedmiot podarowany Dietrich przez polskiego aktora znajduje się w jednym z berlińskich muzeów.

Jego kariera – podobnie jak w przypadku wielu aktorów tamtej epoki – natrafiła jednak w końcu na niespodziewany problem. Wraz z rozwojem kina dźwiękowego zaistniała konieczność mówienia przez aktora. Tymczasem w Niemczech i Austrii problemem było niewymawianie przez Syma jednej ze zgłosek, zaś w Polsce – wyraźny niemiecki akcent i niedostateczna znajomość poprawnej mowy.

Sym znalazł jednak dla siebie drogę. Na początku lat 30. wrócił do Polski i odnalazł się w kabarecie. Występował także grając na fortepianie. Owo połączenie stało się dla niego kluczem do kolejnej odsłony sukcesu. Sym znów zachwycał tłumy, brylował na salonach, a nawet uczestniczył w spotkaniach z politykami. Z pewnością nie żył biednie, a fanki w całym kraju szalały na jego punkcie. Ponadto aktor publicznie deklarował swoją polskość i patriotyzm oraz krytykował sytuację w Niemczech rządzonych przez Adolfa Hitlera. Jednak już w 30. polski wywiad zaczął mieć podejrzenia co do szczerości Igo Syma.

W roku 1937, po latach przerwy, aktor ponownie zaczął grać w Niemczech. Gdy więc udał się do niemieckiego wówczas Szczecina na premierę filmu „Serenada”, polski wywiad nie mógł zignorować owego faktu. Dziennikarz i publicysta historyczny Marek Teler, autor książki pt. „Upadły amant. Historia Igo Syma”, nie ma wątpliwości, że wówczas, podczas wizyty w Szczecinie, Sym po bankiecie udał się do lokalnej siedziby Abwehry. Podobnego zdania jest Roman Czejarek badający sekrety Szczecina. Ów „spacer” Syma do biura niemieckiego kontrwywiadu wojskowego nie umknął uwadze polskich służb. Wtedy jednak sprawę zignorowano, a aktor jeszcze we wrześniu roku 1939 uchodził za polskiego patriotę. Bo jak tu nie ufać człowiekowi, który tuż przed napaścią Niemiec pomagał budować polskie umocnienia, a podczas walk wrześniowych pomagał rannym i sam odniósł obrażenia.

Rychło jednak okazało się, że polski patriotyzm był w jego przypadku jedynie deklaratywny. Jeśli bowiem Sym już przed wojną pracował jako nazistowski agent, to po podbiciu Polski przez Niemców przestał udawać. Jeśli zaś przed rokiem 1939 nie zdradził kraju, to zrobił to po klęsce w kampanii wrześniowej. Tym samym jego polskość była wyłącznie efektem koniunkturalizmu. Możliwe, że niemieckość – podobnie.

Sym był bowiem, jak zauważają ludzie, którzy znali go osobiście, człowiekiem ambitnym, ale niespełnionym. I to właśnie Niemcy oraz kolaboracja z okupantem stały się dla niego okazją do wypłynięcia na szerokie wody. A naziści w zamian za zdradzenie polskości hojnie go wynagrodzili. Sym uzyskał status reichdeutschera, a więc Niemca żyjącego poza Niemcami lub Austrią. Jako folksdojcz aktor niegdyś deklarujący polskość został współpracownikiem okupantów w dziele kontrolowania życia artystycznego Warszawy. W ramach awansu zawodowego umożliwionego mu przez nazistów Sym objął także funkcję dyrektora Theater der Stadt Warschau, jak niemiecki okupant nazywał dawny Teatr Polski. Aktor kierował także kinem tylko dla Niemców („nur für Deutsche”) oraz prowadził Teatr Komedia.

To jednak nie koniec. Odpowiadał bowiem za produkcję nazistowskiego filmu propagandowego pokazującego Polaków w złym świetle. „Heimkehr”, a więc „Powrót do ojczyzny”, powstawał na zlecenie samego Josepha Goebbelsa i miał prezentować rzekome cierpienia Niemców żyjących przed rokiem 1939 we wschodniej Polsce. Dzieło posłużyło wzmacnianiu antypolskich postaw urzędników i żołnierzy okupujących nasz kraj. W pracach nad obrazem uczestniczył sam Heinrich Himmler. Rolą Syma było werbowanie do udziału w obrzydliwej hitlerowskiej propagandzie polskich aktorów. Większość jednak odmówiła, a część tych, którzy się zgodzili, uczyniła to w nadziei na uniknięcie represji lub ochronę bliskich narodowości żydowskiej.

Polscy aktorzy, którzy musieli mieć wówczas kontakt z Igo Symem, oceniają go negatywnie, jednak w opiniach nie brakuje różnic dotyczących niuansów. Z jednej strony słychać głosy, że był to człowiek niebezpieczny, u którego wizyta budziła przerażenie. Mówiono, że za odmowę współpracy Sym wysyła ludzi do obozów. Z drugiej jednak nie brak opinii przeciwnych: że był pobłażliwy i próbował przekonywać raczej obietnicami, a straszenie opornych polegało na informowaniu, że rząd niemiecki uzna to jako akt wrogości – słowem: raczej to nie on odpowiadał za wysyłanie ludzi do obozów. Miał nawet przekonywać aktorkę Irenę Górską pracującą podczas wojny jako barmanka, by uciszyła swojego partnera, Dobiesława Damięckiego, publicznie grożącego Symowi, by słowa autora nie ściągnęły na niego problemów. Z kolei przekonując innego aktora, Bogusława Samborskiego, miał wyrazić ignorancję wobec możliwości zabicia go przez Polskie Państwo Podziemne mówiąc, że w razie problemów ucieknie do Wiednia.

Można więc uznać, że Sym nie był fanatycznym nazistą, a koniunkturalistą, który wykorzystał nadarzającą się okazję, by osiągnąć szczyt swojej kariery. Nie umniejsza to oczywiście jego win, gdyż dokonał narodowej zdrady mimo iż przed wojną – choć wcale nie musiał – stroił się w piórka patrioty. Za swoją postawę poniósł zresztą karę.

Po blisko roku okupacji Związek Walki Zbrojnej nabrał przekonania, że Igo Sym był niemieckim agentem. Śledztwo prowadził zaangażowany w polską konspirację reżyser Roman Niewiarowicz pracujący w Teatrze Komedia – działającym jawnie i tolerowanym przez Niemców, bo kierowanym właśnie przez Syma. Na tej podstawie 5 marca roku 1941 polskie podziemie wydało na Syma wyrok śmierci.

Rankiem 7 marca roku 1941 trzej likwidatorzy Związku Walki Zbrojnej zapukali do drzwi mieszkania przy ulicy Mazowieckiej w Warszawie. Otworzyła im kobieta, którą błędnie zidentyfikowano jako służącą Syma – w rzeczywistości była to jego bratowa. Poproszono ją, aby do drzwi podszedł aktor. Gdy potwierdzono tożsamość mężczyzny padł strzał. Igo Sym nie żył. Tak skończył celebryta, który swoim talentem osiągnął wiele, ale pragnął zawędrować jeszcze wyżej, co pchnęło go do narodowej zdrady i kolaboracji.

Igo Syma uznaje się często za pierwszego kolaboranta zastrzelonego przez polskie podziemie. Wykonanie wyroku miało stanowić sygnał dla innych zdrajców, dlatego polskie podziemie odrzuciło pomysł otrucia aktora. Jednak represje, jakie spadły na Polaków po śmierci Syma spowodowały, że wielu ludzi, w tym polskie władze w Londynie, wyrażały wątpliwości co do sensu takiego działania. Niemcy przeprowadzili bowiem krwawy odwet. Dziesiątki osób, głównie aktorów i ludzi związanych z kulturą, zostało aresztowanych i wysłanych do KL Auschwitz. Ponadto 21 osób zostało rozstrzelanych w Palmirach, a podejrzewani przez Niemców o udział w organizacji akcji aktorzy Irena Górska oraz Dobiesław Damięcki musieli się ukrywać do końca wojny. Od tego momentu żaden kolaborant nie mógł czuć się bezpieczny, jednak cena za wysłanie takiej wiadomości do zdrajców była bez wątpienia bardzo wysoka.

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj