Książę księciu na świecie nierówny – co innego w Polsce. Czyli kim jest „prince”, a kim „duke”?

0
540
Zdjęcie ilustracyjne. Fot.:Annie Sprat/unsplash.com

U nas sprawa nie jest zbyt skomplikowana. Książę to książę i tyle – choć bez wątpienia władza księcia Mieszka I czy Bolesława III Krzywoustego różniła się od pozycji książąt Czartoryskich w przedrozbiorowej Rzeczypospolitej. Na Zachodzie sytuacja jest natomiast jeszcze bardziej skomplikowana.

W Polsce tytulatura arystokratyczna nie była nigdy zbyt mocno rozwinięta. Wszystko z powodu systemu polityczno-społecznego obowiązującego w naszym kraju. Tutaj formalnie szlachta była równa. Nie było więc książąt, hrabiów, parów i innych. Herbowy albo nie – i kropka. Dodatkowo, z racji elekcyjności tronu, nie było u nas kwestii tytulatury dzieci królewskich (zwyczajowo nazywano ich po prostu królewiczami).

Tyle teoria. W praktyce bowiem biedny szlachcic zagrodowy nie miał pozycji równej magnatom. Co więcej, z czasem Rzeczypospolita zaczęła akceptować tytuły książęce przynależne członkom rodów panujących w przeszłości na ziemiach tworzących później Rzeczpospolitą, na Rusi i Litwie – Rurykowiczów i Giedyminowiczów. Potem zdecydowano się akceptować zagraniczne tytuły przyznane np. przez papieża lub cesarza. Dodatkowo tytuły książęce wiązały się z władzą biskupa niektórych diecezji: przykładowo biskup krakowski aż do XX wieku tytułował się także księciem siewierskim.

Mimo wielu wyjątków od reguły szlacheckiej równości i tak Rzeczypospolitej daleko było do rozbudowanej terminologii arystokratycznej stosowanej w Europie Zachodniej. Dziś skupmy się jednak wyłącznie na tytule, który w Polsce określa się jednym słowem, zaś w innych krajach często – dwoma.

Chodzi o księcia. U nas tym samym słowem określimy potężnego władcę Polan, który założył państwo, zjednoczył ziemie dziś nazywane polskimi i przyjął Chrzest dokonując kluczowego wyboru religijnego i cywilizacyjnego, jak i Adama Jerzego Czartoryskiego, który – choć był ważnym politykiem polskim doby zaborów i narodowym liderem – nie dysponował realną władzą poza urzędami, które sprawował z nadania władz zaborczych lub w ramach Królestwa Kongresowego.

Problem wynika z niedostatecznego rozbudowania słownictwa arystokratycznego w naszym kraju. Tam, gdzie inni mają dwa, a nawet trzy słowa, my mamy jedno.

Przykładowo: Brytyjczycy na naszego „księcia” mogą powiedzieć – zależnie od sytuacji – „prince”, ale też „duke”. Dostrzegają tym samym różnicę między tytułem księcia Walii (Prince of Wales), a księciem Edynburga (Duke of Edinburgh). W przypadku angielszczyzny jest to różnica istotna.

Tytuł księcia-prince może nie być związany (historycznie) z władzą feudalną, choć niekiedy jego geneza wiąże się z pewną odrębnością danego księstwa w ramach większej wspólnoty politycznej. Z czasem zaczął natomiast stanowić wyróżnienie członków rodzin królewskich i w takim zastosowaniu funkcjonuje w Wielkiej Brytanii – następca aktualnie panującego monarchy nosi tytuł księcia Walii (Prince of Wales).

Samo słowo „prince” wywodzi się od łacińskiego „princeps” w rozumieniu maksymy „primus inter pares” – pierwszy pośród równych. Tytułowano tak liderów rzymskiego Senatu, a potem cesarzy. W Niemczech odpowiednikiem terminu (przy uwzględnieniu lokalnych odmienności i silnego rozbicia historycznej Rzeszy) jest słowo „fürst”.

Inną genezę, a co za tym idzie nieco inne znaczenie ma termin „duke”, tłumaczony niekiedy na język polski jako „diuk” (co jednak nie wyjaśnia jego znaczenia). W niemieckim kręgu kulturowym słowem o zbliżonym znaczeniu (acz innej genezie) jest „herzog”. Słowo „duke” wywodzi się od łacińskiego „dux”, a więc wódz i było ściśle związane z władzą wojskową, dowodzeniem. W średniowieczu, w związku z rozbudową władzy politycznej barbarzyńskich wodzów germańskich, z tego terminu wyrosło słowo określające dziedziczną władzę w ramach plemienia. Tym samym ma większe związki z władzę terytorialną. Co jednak ciekawe, w Wielkiej Brytanii mąż zmarłej niedawno królowej Elżbiety, książę Filip, był tytułowały słowem „prince”, gdyż otrzymał od królowej (swojej żony) tytuł księcia Zjednoczonego Królestwa, choć terytorialnie posiadał tytuł diuka Edynburga. Warto też wspomnieć, że od łacińskiego „dux” wywodzi się również faszystowski tytuł „duce”.

Interesujące procesy językowe dotknęły natomiast kraje Europy Środkowej. Tytuł „dux” związany z władzą wojskową został tu bowiem przetłumaczony. Taką genezę ma zarówno niemiecki „herzog” jak i… „wojewoda” (dosłownie: wiedzie wojów). W polszczyźnie termin uległ jednak dalszej ewolucji wiążąc się z władzą terytorialną (urzędy ziemskie w Rzeczypospolitej), a potem samorządową. W Czechach i na Węgrzech zachował natomiast związek z pierwotnym znaczeniem.

Widać tym samym, że skomplikowana historia narodów Europy znajduje odzwierciedlenie w procesach kształtujących języki. I choć dziś kwestia ma charakter drugorzędny, to odbija się w niej blask przeszłości i jej meandry.

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj