„Mała Moskwa” – sowieckie miasto w Polsce

0
796
Sowieckie czołgi T-72, lata 80. XX wieku. Zdjęcie ilustracyjne

Dwa oddzielne światy sąsiadujące ze sobą niemal przez 50 lat. Historia sprawiła, że w dolnośląskiej Legnicy Rosjanie (czy szerzej: przedstawiciele narodów ZSRR) i Polacy musieli nauczyć się żyć razem, a właściwie obok siebie. Dlaczego?

ZSRR, niekwestionowany zwycięzca II wojny światowej, wprowadzając socjalizm na zajętych terenach musiał zadbać o należyte zabezpieczenie swoich interesów. Oczywiście, według dobrze znanego rosyjskiego rozwiązania owym zabezpieczeniem stały się garnizony Armii Sowieckiej, które pełni funkcję straszaka przed potencjalnymi próbami zerwania zależności od Moskwy.

Świat po 1945 roku pogrążył się w zimnej wojnie i zawisła nad nim groźba kolejnego konfliktu zbrojnego. Dlatego obecność sowieckich żołnierzy w Polsce spełniała również cele strategiczne.

Pomimo rozlokowania Sowietów w różnych polskich miejscowościach i miastach, a także na terenach Niemieckiej Republiki Demokratycznej, to właśnie dolnośląską Legnicę wybrano na miejsce stacjonowania sztabu Północnej Grupy Wojsk Armii Sowieckiej, dowództwa 4. Armii Lotniczej oraz kilkudziesięciotysięcznego garnizonu. Legnica, choć doświadczona wojennymi zniszczeniami (jednak nie tak bardzo jak oddalony o 70 kilometrów Wrocław), była idealnym wyborem, gdyż w mieście zachowała się wojskowa infrastruktura z czasów III Rzeszy: po obecności w mieście jednostek Wermachtu i SS. Dodatkowo bliskie sąsiedztwo z NRD i Czechosłowacją usprawniało logistykę w czasie potencjalnego konfliktu lub innego rodzaju wydarzeń (o czym w 1968 roku boleśnie przekonali się nasi południowi sąsiedzi, bowiem to właśnie z Legnicy w kierunku Pragi wyruszyły sowieckie czołgi).

Zgromadzenie tak dużych sił wymagało zaopatrzenia w personel cywilny oraz odpowiedniej infrastruktury (np. gmachów urzędów publicznych, zabudowań mieszkalnych). Wobec tych palących potrzeb Rosjanie wybrali najbardziej reprezentacyjne i najlepiej zachowane budynki. W ten sposób około 1/3 powierzchni Legnicy stało się de facto eksterytorialnym, sowieckim obszarem.

Rzecz jasna wstęp do rosyjskiej części miasta dla obywateli polskich został zakazany. Rosjanie mieli własne urzędy, banki, szpitale, szkoły, kina czy restauracje. Najbardziej znanym obszarem stał się tzw. kwadrat, czyli blisko 40 hektarowy teren otoczony 2 metrowym murem, obejmujący willową dzielnice Tarninow, gdzie mieścił się gmach sztabu oraz rezydencje sowieckiej generalicji i wyższych rangą dowódców.

Rosjanom zagwarantowano kolejowe połączenie z Moskwą (raz dziennie kursował pociąg Legnica-Moskwa), dostęp do moskiewskich kanałów telewizyjnych, świeżej prasy i poczty, której dostarczanie umożliwiał samolot wykonujący codziennie lot z Moskwy.

Dla sowieckiego żołnierza, oficera, stacjonowanie w zachodnich garnizonach było największym zawodowym wyróżnieniem. Każdy marzył o służbie w tych jednostkach pomimo tego, że jej maksymalny czas wynosił zaledwie 3 lata. Dla wielu z nich była to pierwsza zagraniczna podróż i zetknięcie się z innym cywilizacyjnym kręgiem, tak odmiennym od rosyjskiego.

Ze względu na wspomnianą częstą personalną rotację Rosjanom zakazano jakichkolwiek kontaktów z polską ludnością, co oczywiście w praktyce nie zdało egzaminu. Dochodziło bowiem do wymiany barterowej, co umożliwiało bogate zaopatrzenie sowieckich sklepów, a także dobrej jakości polskie wyroby rzemieślnicze. Zawierano liczne przyjaźnie, znajomości.

Jednakże obecność tak ważnych dla Moskwy sił miała też negatywne konsekwencje. Legnica nie mogła rozwijać się w harmonijny sposób. Każde większe pracę budowlane na terenie miasta musiały być konsultowane z Sowietami, którzy często ich zakazywali, a miasto patrolowali żołnierze stanowiący swoisty straszak przed wolnościowymi wystąpieniami.

Patrząc jednak na ogólną sytuację Rosjan w mieście nie powinien dziwić fakt, że ostatnie opuszczające miasto jednostki oraz wyjeżdżający cywile w maju 1993 roku żegnali Legnicę z wielkim sentymentem. Niestety, co stanowiło problem przez całe lata dziewięćdziesiąte, Sowieci wywieźli niemal wszystko, co było możliwe, plądrując m.in. zabudowę mieszkalną, którą przez kolejne lata z mozołem remontowały lokalne władze.

Michał Wolny

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj