Nieudacznicy czy ofiary ciężkich czasów? Oto 5 najsłabszych władców w historii Polski!

0
106
Zdjęcie ilustracyjne. Fot.:falconp4/pixabay.com

Chyba każdy z nas słyszał opinię, że ten czy tamten władca Polski był leniwy lub zupełnie pozbawiony talentów potrzebnych przywódcy. Nie zawsze jednak takie uproszczenia są sprawiedliwe. Dlatego też przyjrzyjmy się 5 władcom Polski uznawanym powszechnie za kiepskich, a nawet fatalnych. Czy naprawdę byli aż tak słabi? Kolejność oparta jest o subiektywne wrażenie autora dotyczące „najgorszej prasy” danego władcy. Podobnie subiektywne jest samo zestawienie.

  1. Stanisław II August Poniatowski.

Ostatni król elekcyjny jest niekwestionowanym liderem zbierania od współczesnej opinii publicznej w Polsce ciosów za swoje panowanie. I rzeczywiście bardzo wiele zarzutów jest usprawiedliwionych. Poniatowski został królem z woli Rosji, a elekcja odbyła się pod „patronatem” rosyjskich bagnetów. Nie bez wpływu na objęcie przez niego tronu pozostawał fakt, iż już wcześniej znał on carycę Katarzynę, a ich relacja w przeszłości miała charakter intymny. W okresie swojego panowania Stanisław August próbował jednak reformować kraj. Robił to bardzo ostrożnie, ale w miarę konsekwentnie. Niestety czasy były bardzo burzliwe i Polska potrzebowała wówczas stanowczego polityka z jasno określoną wizją. Tymczasem zadłużony po uszy Stanisław okazał się człowiekiem chwiejnym, który gotów był słuchać się Petersburga w zamian za spłatę długów. Tak stało się m.in. pod trzecim rozbiorze, gdy dokonał aktu abdykacji w zamian za uregulowanie jego osobistych należności. Wcześniej, w pierwszej połowie burzliwych latach 90. XVIII, król nie wykorzystał okazji, by stanąć na czele narodu broniącego swojej niepodległości, choć wiele wskazuje na to, że chciał. Tym samym krytyczną ocenę społeczeństwa wobec Poniatowskiego należy uznać za słuszną, choć warto pamiętać, że Stanisław August nie był sprzedajnym kunktatorem, a po prostu człowiekiem słabym, który najpewniej szczerze pragnął zmieniać kraj na lepsze, ale poza Konstytucją roku 1791 nie potrafił doprowadzić swoich planów do końca. A nie jest to cecha, którą powinien mieć przywódca państwa w chwili kryzysu.

  1. Jan II Kazimierz Waza

Trzeci z Wazów na polskim tronie uznawany jest za władcę słabego, a głosy krytyki wobec jego osoby są częste. Owa częstotliwość wynika jednak przede wszystkim z faktu, że król był jednym z głównych aktorów wydarzeń, o których do dziś bardzo często się mówi (chociażby za sprawą twórczości Henryka Sienkiewicza). Jan Kazimierz panował bowiem w trakcie najbardziej (delikatnie mówiąc) problematycznego dla Rzeczypospolitej powstania kozackiego, powstania Chmielnickiego, które przyczyniło się mocno do osłabienia kraju. To jednak nie koniec, gdyż za jego rządów doszło do potężnej i fatalnej w skutkach agresji Rosji, podczas której poddani cara zajęli nawet Wilno, grabiąc Rzecząpospolitą niemiłosiernie. Owe gigantyczne straty były jednak umiarkowane w porównaniu z II wojną północną, która w naszym kraju zwykle zwana jest potopem szwedzkim. A owe wydarzenia to przecież także czasy Jana Kazimierza. I na te wyzwania król, inaczej niż np. Stanisław Poniatowski, reagował z pomysłem i ambicjami, a zarazem odwagą i stanowczością. Miał jednak ręce związane coraz bardziej wadliwym ustrojem Rzeczypospolitej. Mimo tego król próbował także reformować kraj. Niestety okazał się w tej polityce niezbyt ostrożny, a może zbyt stanowczy, gdyż działania króla rozzłościły szlachtę. Tak doszło do krwawej wojny domowej zwanej rokoszem Lubomirskiego. Także za panowania Jana Kazimierza. A jakby komuś było mało, to także za tego króla Sejm przestał działać (w miarę) sprawnie, a instytucja liberum veto rodziła się właśnie wówczas. Ciężko się dziwić, że po tak intensywnym okresie i nawałnicy fatalnych wydarzeń Jan Kazimierz w dwudziestym roku panowania abdykował. Oceniając go należy jednak zauważyć, że choć z pewnością nie należał do najwybitniejszych monarchów w naszej historii, to miał wiele pozytywnych przymiotów. Świetnie odnajdywał się na wojnie oraz dostrzegał słabości ustrojowe Rzeczypospolitej i próbował poprawiać sytuację. Niestety okazał się za słaby, by złamać szlachecki upór.

  1. Michał Korybut Wiśniowiecki

Innym człowiekiem był natomiast następca ostatniego Wazy na polskim tronie, syn przesławnego wojewody ruskiego Jeremiego Wiśniowieckiego, król Michał herbu Korybut. Na czas jego krótkiego panowania przypadła eskalacja politycznej wojny (politycznej, ale nie krwawej) w Rzeczypospolitej, która zaczęła się już za Jana Kazimierza. O królu Michale jako o władcy w zasadzie nie sposób jednak powiedzieć czegoś dobrego. Był bowiem politykiem gorzej niż marnym. Był politykiem żadnym. Żadnym był także wodzem. Na króla zupełnie się nie nadawał i sam o tym dobrze wiedział. Nie pragnął zresztą królewskiej korony. Ta przypadła mu w udziale nieco przez przypadek, przez wzgląd na jego wielkiego ojca oraz brak realnych zalet, co wówczas w oczach mas szlacheckich uchodziło za zaletę niemalże równą z jego lokalnym pochodzeniem (kraj, poza magnaterią, był bowiem zrażony do monarchów z za granicy). Przypomnijmy przy tym opinię wybitnego historyka profesora Władysława Konopczyńskiego, który uznał, że ów władca, choć znał 8 języków, w żadnym nie miał nic ciekawego do powiedzenia. Michał Korybut Wiśniowiecki zmarł młodo, a jego panowanie było krótkie. W ciągu tych czterech lat Polska poniosła jednak haniebną klęskę w walce z Turkami i została zmuszona do zawarcia haniebnego traktatu w Buczaczu, który czynił z Rzeczypospolitej ottomańskiego lennika. Nieco ponad rok później król odszedł. I choć po ludzku żal człowieka, który umiera mając zaledwie 33 lata, to należy zauważyć, że gdyby dożył sędziwego wieku jako władca, to być może do rozbiorów doszłoby o sto lat wcześniej. I to pomimo faktu, że jego następcy także byli zwykle władcami kiepskimi. Z drugiej jednak strony cały czas Rzeczypospolita miała elity i potencjał do obrony się przed egzystencjalnymi zagrożeniami. I być może taką obroną była… detronizacja króla Michała, co opozycja miała w planach. Nie doszło jednak do tego.

  1. August III Sas

Michała Korybuta zastąpił Jan III Sobieski, władca wybitny jeśli chodzi o zasługi wojskowe i przeciętny gdy oceniamy go w roli polityka. Po Sobieskim rozpoczęła się w Polsce epoka dwóch władców rodem z Saksonii z incydentalnymi rządami Stanisława Leszczyńskiego. I o ile pierwszy z Sasów, August II, był człowiekiem z wizją polityczną, o tyle jego syn, August III Sas, stanowił zupełne przeciwieństwo ojca. Na polityce się nie znał, ale na nasze nieszczęście w pewnym stopniu próbował ją uprawiać. Doprowadziło to do fatalnych dla Polski wydarzeń, w tym przerwania trwającego od kilkunastu lat potrzebnego krajowi okresu pokoju. Formalnie bowiem Rzeczypospolita wówczas nie walczyła, ale przez kraj maszerowały rosyjskie wojska zachowujące się u nas jak na podbitym terenie. Ponadto tocząca wojnę z Prusami Saksonia, dziedziczne władztwo Augusta, utraciła na rzecz tego państwa… polskie stemple mennicze. W ten sposób Berlin rozpoczął zalewanie Polski bezwartościową monetą, co podkopało naszą gospodarkę. Należy więc stwierdzić, że August w pewnym stopniu uprawiał politykę (zwykle poprzez swoich ministrów), a lepiej by było, gdyby skupiał się jedynie na tym, co lubił: wystawnym życiu i sztuce, na której świetnie się znał. I oceny tego władcy nie może w sposób wyraźny poprawić fakt, że za jego panowania rozbudowano Warszawę, która w tamtym okresie stała się stolicą europejskiego formatu. Nieco łagodniej można natomiast oceniać czasy saskie, które pełne były pozytywnych zjawisk społecznych w Polsce.

  1. Mieszko II Lambert

Za władcę słabego uznaje się jednak nie tylko królów elekcyjnych. Takie miano przypisuje się bowiem również Mieszkowi II, drugiemu królowi Polski, synowi Bolesława Chrobrego. Na negatywną opinię o Mieszku II wpływa jednak nie tylko tło jego ojca, który w trakcie swojego panowania odnosił niemalże same sukcesy zwieńczone królewską koronacją. Owe zwycięstwa Bolesława I były bowiem podglebiem klęski jego syna. Pierwszy król walczył wszak ze wszystkimi, co oznaczało, że Polska nie tylko wszędzie wygrywała, ale także wszędzie miała wrogów. A system polityczny, społeczny i wojskowy nie przeszedł za Bolesława I koniecznych reform. Kraj nadal opierał się na drużynie żyjącej z sukcesów. Początkowo jednak Mieszko II, władca wspaniale wykształcony i światły, z powodzeniem kroczył drogą ojca. Po kilku latach popełnił jednak kluczowy błąd: wmieszał się w sprawy niemieckie. Co prawda czynił tak już Mieszko I. Jego wnuk spóźnił się jednak z interwencją, a popierając obóz antycesarski w pewnym momencie został sam. Dodatkowo tak złupił fragment Niemiec, Saksonię, że ówcześni kronikarze pisali, iż po przejściu wojsk Mieszka II trawa nie chciała rosnąć. Powątpiewano także w chrześcijańską wiarę człowieka, który dopuścił się takiego ataku. Od tego momentu zaczęła się lawina. Króla szybko opuścili węgierscy sojusznicy, a cesarstwo zorganizowało pełnowymiarową koalicję przeciwko Mieszkowi. Udział w niej wzięli, oprócz Niemców, także Czesi i Rusini. Mieszko II jednak nie tylko stracił wszystkie zdobycze ojca, ale został obalony w kraju. Władzę przejął jego brutalny brat Bezprym, a Mieszko musiał uciekać. Problem w tym, że wszędzie miał wrogów. Gdy więc udał się do Czech, to został tam wykastrowany. Po kilku miesiącach i fatalnych rządach Bezpryma oraz tleniu się w kraju buntów społecznych, a być może także religijnych, dotychczasowi wrogowie uznali, że należy ustabilizować sytuację nad Wisłą. Mieszko mógł powrócić, ale musiał zrzec się korony królewskiej oraz podzielić władzą z krewnymi: Dytrykiem i Ottonem. Rychło jednak Otto zmarł, a Mieszko wypędził Dytryka. Znów był więc władcą Polski, ale pozbawionej wcześniejszych zdobyczy oraz prestiżu posiadania na swoim czele króla. Mając jednak centralny ośrodek władzy państwa polskiego można było przystąpić do reform. Niestety Mieszko szybko zmarł, a kraj nadal pogrążał się w chaosie. I o ile ciężko przypisać Mieszkowi II całą winę za ów stan, wszak wielu wrogów Polska miała już po panowaniu Chrobrego, to jednak wykształcony władca, jakim był wnuk Mieszka I, mógł przewidzieć owe skutki i podjąć się reformowania kraju, zamiast kontynuowania dawnej polityki. Ów błąd kosztował go i Polskę bardzo wiele.

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj