Ojciec Narodu w czasach komunistycznego zniewolenia. Cała prawda o kardynale Wyszyńskim

0
568
Prymas Polski Stefan kardynał Wyszyński w roku 1961.

Stefan Wyszyński przyjął określoną strategię działania wobec władz komunistycznych w pierwszych latach swojej prymasowskiej misji: twardość w sprawach zasadniczych, tych dotyczących wyznawania wiary i możliwości funkcjonowania Kościoła, a elastyczność w pozostałych sprawach, mniej istotnych dla misji Kościoła katolickiego. Stąd też z tej strategicznej wizji wypracowania modus vivendi z władzami komunistycznymi wynikało zawarcie porozumienia w roku 1950. Oskarżenia kierowane pod adresem Prymasa Wyszyńskiego są jednak moim zdaniem zupełnie niesłuszne, bo był to wyraz jego strategicznego spojrzenia, że to porozumienie należy zawrzeć po to, żeby Kościół w ogóle miał możliwość funkcjonowania w łączności ze Stolicą Apostolską, czego władze Polski Ludowej wcześniej Kościołowi odmawiały – mówi w rozmowie z portalem ToHistoria.pl dr hab. Rafał Łatka, historyk i politolog, Naczelnik Wydziału Historii Polski w latach 1945-1990 w Biurze Badań Historycznych IPN, specjalista w dziedzinie historii Kościoła w Polsce, autor i współautor wielu prac naukowych, w tym biografii Prymasa Wyszyńskiego.

Na początku chciałbym zapytać Pana Profesora o pewne cechy osobowościowe kardynała Stefana Wyszyńskiego. Prymas Tysiąclecia jest dziś uznawany za postać niezwykłą. A czy w podobny sposób oceniali go ludzie w jego młodości? Został bowiem biskupem w bardzo młodym wieku, miał niespełna 45 lat. Czy to oznacza, że już wtedy Kościół w Polsce widział w nim kandydata na lidera?

Zdolności intelektualne, charyzma i profil społecznej aktywności Stefana Wyszyńskiego były widoczne już w okresie II Rzeczypospolitej, gdy był kapłanem diecezji włocławskiej i angażował się mocno w życie społeczne. Pierwszym wyróżnikiem było to, że doceniając aktywność i zaangażowanie księdza Wyszyńskiego prymas August Hlond nominował go w roku 1938 do Prymasowskiej Rady Społecznej. Tam po raz pierwszy kardynał Hlond przyjrzał się bliżej aktywności ks. Stefana Wyszyńskiego.

Ponadto wiele relacji z okresu II wojny światowej i okupacji potwierdza, że ks. Wyszyński był wyjątkowym kapłanem i wygłaszał trafiające do ludzi, w tym do inteligencji, wykłady – chociażby podczas przebywania w Laskach czy w Warszawie. Już wtedy był postrzegany jako człowiek wybitny, posiadający szerokie horyzonty intelektualne i wydaje się, że to był jeden z powodów powierzenia mu funkcji biskupa lubelskiego w roku 1946. Stanowiło to także efekt dostrzeżenia tego, że ksiądz Wyszyński sprawdzał się po pierwsze jako duszpasterz, po drugie jako organizator. Trzeba bowiem podkreślić, że po zakończeniu okupacji niemieckiej brał udział w organizowaniu na nowo Wyższego Seminarium Duchownego we Włocławku. Sprawdził się więc jako duszpasterz, organizator i człowiek zaangażowany społecznie. Wszystkie te cechy dostrzegali kościelni przełożeni, ze szczególnym uwzględnieniem kard. Augusta Hlonda. To właśnie na skutek jego sugestii ksiądz Wyszyński został biskupem lubelskim.

Te zdolności ujawniły się w pełni najpierw gdy był ordynariuszem lubelskim, gdy skutecznie przez ponad 2 lata zarządzał tą diecezją. Następnie zaufanie kard. Hlonda objawiło się w jego sugestii do papieża, w której wskazywał właśnie biskupa Wyszyńskiego jako swojego następcę. Wydaje się, że te zdolności zostały dostrzeżone bardzo szybko i w pełni się zrealizowały, gdy pełnił posługę Prymasa Polski.

Stefan Wyszyński został Prymasem bardzo szybko, bo po zaledwie 2,5 roku od nominacji biskupiej na ordynariusza lubelskiego. Przyszło mu jednak kierować Kościołem w Polsce w trudnych czasach. Dlatego w tym miejscu chciałbym prosić Pana Profesora o rozwianie wątpliwości i kontrowersji, jakie pojawiają się niekiedy w debacie publicznej przy okazji omawiania wątku relacji Kościoła katolickiego i władz PRL na początku lat 50. XX wieku, w tym słynnego porozumienia, w którym m.in. skrytykowano Żołnierzy Wyklętych. Próbuje się w tym kontekście konfrontować strategię Prymasa Wyszyńskiego i Prymasa Węgier Józsefa Mindszentyego. Jak więc rozumieć tamte decyzje liderów Kościoła w Polsce?

Odpowiadając na to pytanie podkreśliłbym kilka istotnych płaszczyzn. Stefan Wyszyński przyjął określoną strategię działania wobec władz komunistycznych w pierwszych latach swojej prymasowskiej misji: twardość w sprawach zasadniczych, tych dotyczących wyznawania wiary i możliwości funkcjonowania Kościoła, a elastyczność w pozostałych sprawach, mniej istotnych dla misji Kościoła katolickiego. Stąd też z tej strategicznej wizji wypracowania modus vivendi z władzami komunistycznymi wynikało zawarcie porozumienia w roku 1950. Oskarżenia kierowane pod adresem Prymasa Wyszyńskiego są jednak moim zdaniem zupełnie niesłuszne, bo był to wyraz jego strategicznego spojrzenia, że to porozumienie należy zawrzeć po to, żeby Kościół w ogóle miał możliwość funkcjonowania w łączności ze Stolicą Apostolską, czego władze Polski Ludowej wcześniej Kościołowi odmawiały. Oczywiście znalazły się tam kontrowersyjne sformułowania dotyczące m.in. kolektywizacji rolnictwa – Kościół na to wyrażał zgodę – spacyfikowania nastrojów opozycyjnych wśród duchowieństwa i zapis dotyczący potępienia środowisk podziemia zbrojnego. Wynikało to nie tylko z wymogów komunistycznej propagandy i oczekiwań ze strony władz, ale również z przekonania, że opór zbrojny przeciwko komunistycznym władzom w tym konkretnym okresie nie miał sensu, gdyż był skazany na porażkę, a Prymas uważał, że dla Polski należy przede wszystkim dobrze żyć, a nie dobrze ginąć. Zresztą podziemie w roku 1950 było już niemal w całości rozbite, istniały tylko pojedyncze oddziały. Dlatego moim zdaniem ta krytyka jest trochę ahistoryczna, a Prymas podjął taką decyzję kierując się interesem Kościoła i narodu uważając, że to będzie najlepsze możliwe podejście. Oczywiście komuniści nie mieli zamiaru przestrzegać porozumienia i łamali je od samego początku, ale przynajmniej Prymas miał się do czego odwoływać, miał szansę przywoływać konkretny dokument podpisany przez komunistyczne władze.

Warto przy tym podkreślić, że zawarcie porozumienia nie spowodowało sytuacji, w której Prymas wiódł wygodne życie z zgodzie z komunistami. Przeciwnie – był prześladowany i trzy lata później został internowany. Chciałbym wobec tego zapytać dlaczego do tego wydarzenia doszło właśnie jesienią roku 1953, a więc po śmierci Stalina? Dlaczego stalinizm w Polsce stał się najbardziej antyklerykalny w tym okresie?

Paradoksem jest to, że to Stalin był osobą sugerującą władzom komunistycznym, żeby nie aresztować liderów Kościoła, ale raczej doprowadzić do tego, by liderzy Kościoła współpracowali z władzami. Stalin podkreślał w rozmowach z Bierutem, że nie jest sztuką aresztować Prymasa, sztuką jest mieć swojego Prymasa. Strategię tego typu Stalin proponował polskim władzom komunistycznym. I paradoksalnie dopiero na skutek śmierci sowieckiego dyktatora komuniści w Polsce podjęli decyzję, by Prymasa aresztować. Stało się tak w momencie chaosu na Kremlu po upadku Berii, który także sprzeciwiał się internowaniu Stefana Wyszyńskiego.

Do aresztowania doszło zaś na skutek przynajmniej trzech przyczyn. Bezpośrednią była niezgodna Prymasa na potępienie skazanego w procesie pokazowym biskupa Czesława Kaczmarka. Innym, bardzo istotnym powodem, był opór wobec dekretu o obsadzie stanowisk kościelnych z lutego 1953 roku, który uzależniał wszystkie decyzje personalne w Kościele od zgody władz komunistycznych. Na to nie było akceptacji Prymasa, gdyż stanowiło to głęboką ingerencję w kompetencje Kościoła i próbę ubezwłasnowolnienia poprzez uzależnienie od aparatu państwa. Stąd Prymas i pozostali biskupi wystosowali słynny listy Non possumus, w którym protestowali przeciwko tego rodzaju represjom.

Decyzja z września 1953 roku o internowaniu Stefana Wyszyńskiego paradoksalnie skończyła się tak jak przewidział to Józef Stalin. Kościół uzyskał lidera o niepodważalnym charakterze, jakim był po wyjściu z internowania Prymas. Można powiedzieć, że internowanie przyniosło skutek przeciwny od zamierzonego, bo chodziło oczywiście o zniszczenie i ubezwłasnowolnienie Kościoła, a po tych trzech latach więzienia Prymas wyszedł z izolacji wzmocniony, jego pozycja była niepodważalna w Episkopacie, a w społeczeństwie zyskał autorytet jako męczennik za wiarę. Tą decyzją komuniści przegrali i nie potrafili w skuteczny sposób wpłynąć na funkcjonowanie Kościoła katolickiego w Polsce. Już nigdy nie byli blisko objęcia nad Kościołem bezpośredniej kontroli.

Kardynał Wyszyński obronił Kościół przed zależnością polityczną, ale także obronił wiarę katolicką w kraju rządzonym przez komunistów. Jego praca w tym zakresie była wręcz tytaniczna, z najbardziej spektakularnymi inicjatywami jak Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego czy Wielka Nowenna przed rokiem 1966. Nie można także zapomnieć o setkach kazań, wpływie na funkcjonowanie Kościoła czy zachowaniu ludowej pobożności. Wobec tego chciałbym zadać pytanie z gatunku: co by było gdyby. Czy gdyby nie kard. Wyszyński to Kościół w Polsce przetrwałby komunizm lub ewentualnie byłyby w roku 1989 cieniem samego siebie?

Można i trzeba podkreślić, że rola Prymasa była Opatrznościowa i bez jego wkładu, bez przygotowania wielkich programów duszpasterskich takich jak Śluby Jasnogórskie Narodu i jeszcze bardziej Wielka Nowenna oraz projekt obchodów Milenium Chrztu Polski, to wiara Polaków na pewno byłaby słabsza. To nie ulega wątpliwości. Możemy tylko spekulować jak wyglądałaby sytuacja bez Prymasa Wyszyńskiego, ale mogę powiedzieć, że na pewno byłoby znacznie gorzej. Kościół prawdopodobnie przetrwałby komunizm, ale pewnie w znacznie gorszym stanie, bo ten lider zapewniał po pierwszej jednolite funkcjonowanie Kościoła. Po drugie dzięki autorytetowi, który uzyskał dzięki swoim działaniom, był w stanie skutecznie podejmować decyzje daleko wykraczające poza kwestie duszpasterskie. Kościół tak naprawdę od lat 70. odgrywał wiele innych ról poza działalnością ściśle duszpasterską. Inicjował opór społeczny, tworzył struktury, które umożliwiały samokształcenie czy kreował alternatywę mentalną wobec systemu komunistycznego w postaci Polski katolickiej i Prymas bardzo silnie podkreślał, że Polska musi być katolicka i w efekcie udało mu się to osiągnąć. Udało mu się również sprawić, że młode pokolenie, ci, którzy się urodzili w okresie PRL, nie tylko nie porzucili wiary przodków, ale wręcz przeciwnie, bardziej zaangażowali się religijnie, o czym świadczy masowy rozwój duszpasterstw akademickich w latach 70. na skutek zmian w koncepcji funkcjonowania tych duszpasterstw prowadzonych przez Prymasa Stefana Wyszyńskiego i kard. Karola Wojtyłę.

Chciałbym jeszcze na moment wrócić do lat 60., do epoki Władysława Gomułki. Można się bowiem niekiedy spotkać z opinią, że I sekretarz KC PZPR wykazywał ambicje aby być – podobnie jak kard. Wyszyński – duchowym liderem narodu, a obaj mieli na tym polu swego rodzaju spór ideowy. Jakie były relacje personalne między tymi dwoma osobami? Czy kard. Wyszyński i Władysław Gomułka się znali? Czy rozmawiali? Jak wyglądała ta rywalizacja o rząd dusz?

Z pewnością z dzisiejszego punktu widzenia można powiedzieć, że między Prymasem a Gomułką rozegrała się konfrontacja ideowa, walka o rząd dusz w narodzie, walka, którą Prymas Wyszyński bezapelacyjnie wygrał właśnie dzięki wdrożeniu programu Wielkiej Nowenny.

Osobiście kilkukrotnie się spotkali. Było to 4 spotkania w latach 1957-1963. Ostatnie spotkanie zakończyło się w zdecydowanie krytycznej i trudnej atmosferze. Do kolejnego już nie doszło i dojść nie mogło. Prymas był oczywiście otwarty na wszelkie spotkania z przywódcami komunistycznymi, nie dlatego, żeby je lubił czy uważał za pożyteczne, ale dlatego, że uważał, że reprezentuje zarówno Kościół jak i naród i w związku z tym należy z komunistami rozmawiać nawet po to, żeby zmniejszyli oni nacisk na społeczeństwo, zmniejszyli antykościelną działalność czy redukowanie praw obywatelskich. Stąd te spotkania miały miejsce.

Prymas bez wątpienia uważał Gomułkę za osobę prymitywną, pozbawioną szerszych horyzontów intelektualnych, ale kard. Wyszyński był generalnie nastawiony pozytywnie do wszystkich ludzi, starał się szukać w nich dobrych elementów i nawet w Gomułce tego typu cech poszukiwał. Trzeba jednak podkreślić, że to właśnie na temat Gomułki wyraził najbardziej emocjonalną i krytyczną wypowiedź dotyczącą dygnitarzy PZPR. Mówił bowiem, że Gomułka nie nadaje się do pełnienia jakichkolwiek funkcji państwowych, gdyż jest ograniczony, uparty, niedający się przekonać argumentami, uważający się za osobę najmądrzejszą.

Ta konfrontacja przybrała najbardziej ostry charakter w okresie początku roku 1966. Nieco wcześnie rozpoczęła się ostra kampania propagandowa wymierzona w kard. Wyszyńskiego i bp. Bolesława Kominka za przygotowanie orędzia biskupów polskich do biskupów niemieckich, w którym biskupi polscy wyciągnęli rękę do Niemców i zainicjowali proces porozumienia polsko-niemieckiego. Wtedy Gomułka oskarżył Prymasa o zdradę interesów narodowych i właśnie ta kampania uległa wzmocnieniu na początku roku 1966, ale przyniosła efekt przeciwny od oczekiwań, bo ostry napad na kard. Wyszyńskiego jeszcze zwiększył jego autorytet, a probierzem tej atmosfery były obchody Milenium Chrztu Polski, które cieszyły się znacznie większą frekwencją niż zorganizowane przez komunistów konkurencyjne obchody tzw. Tysiąclecia Państwa Polskiego.

To niezwykle interesujące, bo przecież ten sam Gomułka, który atakował Prymasa Wyszyńskiego i biskupa Kominka za list do biskupów niemieckich kilka lat później sam zawarł porozumienie z władzami Niemiec Zachodnich w sprawie granicy zachodniej, co tylko pokazuje „lotność” umysłu towarzysza Wiesława. Chciałbym jednak teraz zadać dość nietypowe pytanie: z którym I sekretarzem KC PZPR kard. Wyszyński miał najgorsze relacje – tutaj odpowiedź nasuwa się sama – a z którym najlepsze, o ile oczywiście taką osobę można w ogóle wskazać?

Najgorsze miał z Władysławem Gomułką z tych powodów o których mówiliśmy wcześniej. Wykazywał natomiast szacunek do Bieruta, którego uważał mimo wszystko za polskiego patriotę – oczywiście niesłusznie i tutaj Prymas niewątpliwie mylił się w ocenie kondycji Bieruta i tego jak się zachowywał wobec samego Prymasa Wyszyńskiego, a był to sposób spektakularnie kłamliwy. Stefanowi Wyszyńskiemu wydawało się, że jednak Bierut jest osobą nastawioną patriotycznie.

Prymas dość pozytywnie oceniał Edwarda Gierka uważając, że był to najlepszy z najgorszych możliwych wyborów, czyli najlepszy dla interesów Kościoła i narodu I sekretarz KC PZPR, bo nie był odporny na argumentację, dało się z nim rozmawiać i prowadzić negocjacje oraz potrafił ustąpić. Przykładem tego była sprawa poprawek do konstytucji PRL z roku 1976, gdy zrezygnowano z części zapisów w tym akcie ustawodawczym. Ponadto Gierek wyraził zgodę na przyjazd na pierwszą pielgrzymkę Jana Pawła II do Polski, a zgoda została wymuszona podczas spotkania z Prymasem w styczniu roku 1979. Pod tym względem można zaryzykować stwierdzenie, że najlepsze kontakty Prymas miał z Edwardem Gierkiem i wynikały one z tego, że Gierek był osobą, z którą dało się coś wynegocjować, a umów dotrzymywał.

Na koniec chciałbym zapytać o dziedzictwo kard. Wyszyńskiego. Oczywiście zostawił po sobie wiele przemyśleń natury religijnej, co zyskuje dodatkową rangę obecnie, gdy został wyniesiony do Chwały Ołtarzy, został błogosławiony. Jak natomiast wygląda sytuacja z jego spostrzeżeniami na temat państwa i narodu? Czy one również mogą być przydatne polskiemu społeczeństwu i dzisiaj?

Tego rodzaju spuściznę po Prymasie Wyszyńskim, spuściznę intelektualną, możemy podzielić na co najmniej dwie części. Jedna to kazania, homilie i wystąpienia kard. Wyszyńskiego dotyczące tej problematyki. Bardzo spory ich zasób posiada archiwum Instytutu Prymasa Stefana Kardynała Wyszyńskiego. Jest to ponad 10 tysięcy kazań i homilii, w których kwestie narodu i społeczeństwa regularnie się pojawiały. Druga istotna spuścizna to dziennik Pro Memoria kard. Wyszyńskiego, w którym możemy znaleźć szereg refleksji nie tylko dotyczących funkcjonowania Kościoła, ale również kwestii narodowych i społecznych, na temat których Prymas regularnie się wypowiadał. Te zapiski obejmują 33 lata, od roku 1948 do 1981. Ih lektura jest o tyle ciekawa, że nie brakuje tam uwag o charakterze bardzo pogłębionym, mówiącym wiele na temat stosunku Prymasa do spraw narodowych.

Bardzo dziękuję za rozmowę!

Rozmawiał Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj