Operacja „Trust”, czyli dlaczego nigdy nie można ufać Rosji?

0
271
Matrioszki stylizowane na sowieckich kosmonautów. Fot.:Alexandermcnabb, CC BY-SA 4.0 , via Wikimedia Commons

A gdybym powiedział Państwu, że wszystko co wiemy o Rosji z rosyjskich źródeł może być kłamstwem? Że wiele z tego, co wiemy ze źródeł własnych oraz zachodnich także jest fałszem? I że Rosja może kłamać na każdy temat jeśli uzna to za opłacalne? W przeszłości tak się zdarzyło, a bolszewickie służby specjalne okłamywały cały świat na temat słabości władzy i siły opozycji. Czy dziś podobne wielopoziomowe intrygi są możliwe? Nie wiem, choć się domyślam.

Po jesieni roku 1917 bolszewikom przyszło walczyć o władzę w Rosji. Walczyć z „białymi”, a więc oficerami i żołnierzami wiernymi caratowi oraz innymi państwami i narodami, które nie były zainteresowane w przyjęciu komunistycznego systemu władzy. Tym samym Rosję ogarnęła wieloletnia wojna domowa, a ludzie Lenina dodatkowo próbowali rozciągnąć swoje rządy na sąsiednie narody, co nie udało się w przypadku Polski, Finlandii i krajów bałtyckich, ale powiodło się np. na Kaukazie i w Azji Środkowej. Jakby tego było mało, przeciwko rządom komunistów kraje Zachodu zorganizowały interwencję.

Ostatecznie jednak bolszewicy utrzymali swoją władzę w Rosji, choć spora część dawnego Imperium Romanowów uzyskała niezależność od Moskwy. Nadal jednak jedyny kraj realizujący założenia ideologii komunistycznej był izolowany i znajdował się na cenzurowanym. Żaden rząd nie akceptował ideologii Lenina i towarzyszy, a liczne stolice świata liczyły na przywrócenie w Moskwie władzy caratu lub przynajmniej utworzenie niekomunistycznej republiki.

W obalanie bolszewików włączyły się wywiady kilku państw świata. Szukały w Rosji sprzymierzeńców i próbowały wspierać ich działalność dzieląc się funduszami oraz wiedzą wywiadowczą. Nikt nie wiedział jednak wówczas, że bolszewicy przygotowali się na taką ewentualność. Co więcej, stworzyli swoiste przedstawienie, teatrzyk dla świata i obcych wywiadów.

Owa mistyfikacja przeszła do historii pod nazwą operacji „Trust”. Jej cel był stricte polityczny. Chodziło o wmówienie antykomunistycznym krajom Europy, że władza bolszewików w Rosji jest słaba i chwieje się, a w kraju działa sprawnie zorganizowana i popierana przez wielu organizacja monarchistyczna nastawiona na obalenie rządów Lenina i partii. Dodatkowym celem było ponadto ośmieszenie obcych wywiadów, ich infiltracja, a także skłócenie i zyskanie wpływów w gronie rosyjskiej „białej” emigracji. Choć wydaje się to nieprawdopodobne, żaden zachodni wywiad czy kontrwywiad w trakcie kilku lat realizowania operacji „Trust” nie rozpracował bolszewickiej mistyfikacji. Tym samym Rosjanie osiągnęli zakładane cele.

Operację realizowano od roku 1921, a oparto ją na faktycznej i realnie antykomunistycznej grupie opozycyjnej: Monarchistycznej Organizacji Centralnej Rosji (MOCR). Założyli ją carscy oficerowie i urzędnicy, ale rychło istnienie środowiska wykryła bolszewicka Czeka. Zamiast jednak zakończyć historię istnienia ugrupowania monarchistycznego, liderzy komunistycznych służb specjalnych postanowili je zachować i przejąć do swoich celów.

Nie jest do końca jasne kto wpadł na pomysł zorganizowania takiego spisku, ale wśród nazwisk wymienia się m.in. Feliksa Dzierżyńskiego. Faktem jest natomiast zwerbowanie do współpracy jednego z członków MOCR, którego bolszewicy zatrzymali. Mężczyzna w zamian za zachowanie życia zgodził się współpracować. Wkrótce MOCR została zinfiltrowana przez pracowników bolszewickich służb i w nowej roli zaczęła się błyskawicznie i dynamicznie rozwijać pojawiając się także w innych miastach Rosji oraz posiadając fikcyjnych agentów w szeregach armii i służb. Wszystko po to, by osiągnąć założone cele.

Następnym krokiem było wyjście z fikcyjną organizacją opozycyjną do świata zachodniego i pokazanie obcym wywiadom, że w Rosji istnieje realna antykomunistyczna siła, która – dzięki wsparciu zagranicy – zyska możliwość obalenia władzy bolszewickiej. Byleby tylko na razie – przekonywali uczestnicy spisku – Zachód nie prowadził wobec Związku Sowieckiego agresywnych działań. Atmosfera zagrożenia może wszak spowodować konsolidację społeczeństwa wobec władzy. Lepiej więc czekać i finansować MOCR.

Zachodnie wywiady, włączając w to grono także i polskie służby specjalne, „kupiły” bolszewicką narrację. Strumień funduszy skierowano do władz MOCR, jednak pieniądze nie zasilały rosyjskiej opozycji antykomunistycznej, ale GPU, które zastąpiło Czeka.

Rosjanie natomiast wzmacniali swój przekaz do Zachodu urządzając w kraju procesy prawdziwych oraz fikcyjnych spiskowców-opozycjonistów. Dodatkowo istnienie organizacji udającej realną antykomunistyczną siłę pozwoliło zidentyfikować w kraju wrogów władzy. Mechanizm był prosty: kto szukał kontaktu z MOCR, ten musiał liczyć się z problemami jako nieprzejednany wróg bolszewizmu.

Oprócz pieniędzy działacze MOCR będący tak naprawdę bolszewickimi agentami realizującymi operację „Trust” otrzymywali niekiedy także cenne informacje wywiadowcze. Tym samym porażka zachodnich wywiadów była kompletna, a kompromitacja – po ujawnieniu spisku – totalna.

Szczególną stratę w ramach operacji „Trust” ponieśli ponadto Brytyjczycy. As ich wywiadu, pochodzący z rosyjskiej rodziny żydowskiej Sigmund Grigorjewicz Rosenblum zwany Sidneyem Reillym, został w końcowej fazie realizacji operacji nakłoniony przez agentów udających opozycjonistów z MOCR do przyjazdu do Rosji. Wraz z przedstawicielem bolszewickich służb przedstawiającym się jako rosyjski monarchista przekroczył granicę i dotarł do Moskwy. Tam miał poznać plan wzniecenia antybolszewickiego powstania. Zamiast tego został aresztowany i rozstrzelany. Aby zmylić Zachód bolszewicy wysłali telegram, który – jak planowano – mieli przejąć Polacy. Wynikało z niego, że brytyjski agent został ranny podczas przekraczania granicy.

Jakby jednak tego było mało, korzystając z zaufania zbudowanego w ramach operacji „Trust” bolszewikom udało się nawiązać dobre kontakty, a potem zinfiltrować zachodnie wywiady. Te zaś, po ujawnieniu całej sprawy w roku 1927, z powodów wizerunkowych nie były skore do podzielenia się opinią publiczną wiedzą na temat swojej klęski. W Polsce na przykład powstała komisja śledcza mająca wyjaśnić skalę zjawiska. Realnie jednak tuszowano problem. W końcu komisja umorzyła postępowanie.

Zanim jednak Rosjanie zdecydowali się zakończyć operację „Trust”, zdołali jeszcze zinfiltrować i skłócić „białą”, antykomunistyczną emigrację polityczną Rosjan, którzy żyli głównie w Paryżu. Jednego z jej ważnych przedstawicieli, eserowca Borisa Wiktorowicza Sawinkowa, skłoniono nawet do powrotu do ZSRR, gdzie został aresztowany i skazany na karę śmierci zamienioną następnie na 10 lat więzienia (oficjalnie w trakcie odbywania kary popełnił samobójstwo, zaś nieoficjalnie samobójstwo popełnili na nim agenci OGPU).

W pewnym momencie Rosjanie z trudnych do ustalenia powodów zakończyli operację „Trust”. Niewykluczone, że osiągnięto cele. Możliwe też, że dalsze prowadzenie tego typu działań mogłoby zaszkodzić zdobytym kontaktom i doprowadzić do utraty wpływów w zachodnich wywiadach. Ponadto w pewnym momencie do Finlandii uciekł jeden z liderów spisku – szpieg znany jako Aleksander Opperput, który ujawnił szczegóły działalności MOCR. Nie wiemy jednak czy rzeczywiście zdecydował się przejść na stronę antykomunizmu czy była to kolejna rosyjska mistyfikacja kontrwywiadowcza, swoista false flag operation mająca zakończyć pewien etap działań przed wejściem operacji w nową fazę i przekonać Zachód, że wie już wszystko o bolszewickim kłamstwie.

Operację „Trust” uznaje się za największą operację dezinformacyjną w historii ZSRR. Należy jednak być ostrożnym w ferowaniu wyroków. Mówimy bowiem o kompletnie zakłamanym reżimie. Możliwe więc, że w kolejnych latach miały miejsce podobne operacje, ale o nich nie wiemy. Zresztą i w sprawie operacji „Trust” nasza wiedza jest ograniczona, gdyż Rosjanie nie ujawnili wszystkich dokumentów.

Historia operacji „Trust” pokazuje nam, że świat służb specjalnych pełen jest wielopoziomowych intryg, a Rosjanie w przeszłości potrafili świetnie grać w tę grę oraz nadawać kłamstwom zupełnie nowy wymiar. Czy tak jest do dziś? Z pewnością po operacji „Trust” Zachód musiał nauczyć się, że wszystko jest możliwe, a wszelkie informacje związane z Rosją należy traktować ze szczególną ostrożnością. Po drugiej stronie konfliktu znalazł się bowiem rywal tak cyniczny, że do tej pory nikomu nie mieściło się to nawet w głowie. Ponadto w latach 20. XX wieku świata zachodniego przed kompromitacją nie ustrzegło nawet posiadanie w ZSRR własnych szpiegów. Czy natomiast Rosja może nadal kontynuować tamte praktyki i metody? Odpowiadając na to pytanie zauważmy, że spora część elit politycznych Federacji Rosyjskiej zaczynała swoje kariery w służbach specjalnych. Dotyczy to samego Władimira Putina, który końcówkę lat 80. spędził w Niemczech jako szpieg. Rosja może więc próbować manipulować i prezentować różnym środowiskom różne obliczam, byle tylko uzyskać określone cele. Najlepiej więc w ogóle jej nie ufać!

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj