Polityka i sport – nieodłączna para

0
413
Otwarcie Igrzysk w Berlinie (1936) oraz logo Igrzysk w Moskwie (1980) w Tallinie, gdzie rozgrywano zawody żeglarskie. Fot.: Bundesarchiv, Bild 183-G00372 / CC-BY-SA 3.0, CC BY-SA 3.0 DE , via Wikimedia Commons + Pudelek (Marcin Szala), CC BY-SA 3.0 , via Wikimedia Commons

Rosyjska agresja na Ukrainę przypomniała nam, jak bardzo światy sportu i polityki są ze sobą połączone. Wbrew pozorom i zaklęciom, nie jest to jednak zjawisko nowe. Wręcz przeciwnie, sport i polityka oddziałują na siebie właściwie od samego początku. Już zwycięzcy greckich igrzysk wracali do swoich miast jako wielcy bohaterowie, którzy udowodnili wyższość nad sąsiednimi państwami. Chociaż relacje sportu i polityki są na ogół krótkotrwałe, to bywa również tak, że przenikają się one na tyle głęboko, iż uprawnione jest mówienie o instrumentalizacji sportu. Bardzo często politycy wykorzystują sportowe imprezy m.in. do integracji obywateli z państwem (systemem i ustrojem), odwrócenia uwagi od realnych problemów czy kreowania wizerunku wroga. Apogeum tego zjawiska przypadło bez wątpienia na XX wiek.

Większość rozważań na temat relacji sportu i polityki można sprowadzić do jednego z trzech stanowisk. Pierwsze zakłada, że pomiędzy sportem a polityką nie ma żadnej zależności, czego wyrazem jest pogląd dotyczący apolityczności sportu. Według zwolenników tej tezy, istnieje sprzeczność pomiędzy wartościami, jakie niesie ze sobą sport, a istotą polityki, która kieruje się partykularnymi interesami państwa/grupy społecznej. Orędownikiem takiego stanowiska był m.in. Pierre de Coubertin, którego idee przetrwały we współczesnym ruchu olimpijskim. Takie założenie wydaje się jednak utopijne. Drugie stanowisko zakłada całkowitą akceptację celów politycznych, dla realizacji których jednym z narzędzi jest sport. Takie podporządkowanie sportu polityce występowało oczywiście w państwach totalitarnych, chociaż wciąż jest ono dostrzegalne (zwłaszcza poza Europą). Trzecie stanowisko to rodzaj pewnego rodzaju kompromisu, który wychodzi z realistycznych założeń, co do wzajemnych relacji sportu i polityki, ale jednocześnie postuluje jasny rozdział obu obszarów. W praktyce wyznaczają go m.in. ramy prawno-organizacyjne imprez sportowych czy praktyka różnych organizacji (jak np. UEFA, MKOL).

Ukoronowaniem procesu kształtowania się nowożytnego ruchu sportowego było powołanie w 1894 r. w Paryżu Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego oraz przeprowadzenie dwa lata później igrzysk olimpijskich w Atenach. Sport szybko stał się jednym ze środków dla manifestowania ambicji politycznych, siły i możliwości. Szlachetna idea rywalizacji, która była jego fundamentem, bardzo często schodziła na dalszy plan, aby ustąpić miejsca względom pozasportowym. Dyktatorzy i politycy doskonale zdawali (i wciąż zdają) sobie sprawę, że oprócz zmagań sportowców świat będzie również z uwagą śledził organizację danej imprezy. Należy pamiętać, że już same decyzje MKOl należy rozpatrywać w kategoriach działań politycznych. Tak było (i nadal jest) m.in. z przyznawaniem prawa do organizacji igrzysk olimpijskich.

Do historii przeszło kilka wielkich imprez sportowych, które musiały ustąpić miejsca polityce. Za przykład realizacji partykularnych interesów politycznych oraz ideologicznych można podać igrzyska olimpijskie w Berlinie w 1936 r., gdy władze III Rzeszy postanowiły wykorzystać sport, aby zaprezentować światu pełnię swoich możliwości. Hitler początkowo nie był zainteresowany igrzyskami, ale szybko zrozumiał, że jest to nieprzeciętna szansa, aby zbić na nich kapitał polityczny. Chociaż ze względu na dyskryminację rasową i antysemityzm, rozważano bojkot igrzysk olimpijskich w Berlinie, to ostatecznie z niego zrezygnowano. Igrzyska były przygotowane z ogromnym rozmachem i kosztowały ok. 30 mln dolarów. Podczas ceremonii otwarcia nad stadionem unosił się potężny sterowiec Hindenburg ze swastykami namalowanymi na ogonie i z flagą pod kadłubem. Igrzyska były pełne monumentalnych dzieł w stylu sztuki nazistowskiej i charakterystycznych odniesień do tradycji antycznych. Sukces propagandowy i sportowy nazistów był pełen. III Rzesza zwyciężyła w generalnej klasyfikacji medalowej. Tym samym Niemcy uznały, że olimpiada dowiodła skuteczności ich systemu rządów.

Podobnie było w faszystowskich Włoszech, gdzie sport również pełnił niezwykle istotną rolę. Benito Mussolini nie był zbyt zagorzałym kibicem piłkarskim, ale wiedział doskonale, że futbol jest najpopularniejszą dyscypliną, a także, że mieszkańcy włoskich miast identyfikują się ze swoimi drużynami, a cały kraj z reprezentacją. To właśnie jej sukcesy wzbudzały we Włochach narodową dumę, do której faszyści przywiązywali tak dużą wagę, w związku, z czym, to właśnie na piłkę nożną przeznaczali najwięcej pieniędzy. Momentem przełomowym były mistrzostwa świata w 1934 r. we Włoszech. Mussolini potraktował bowiem mundial jako okazję dla ukazania potęgi faszystowskiego państwa, wzmocnienia swojej popularności i rozbudzenia we Włochach dumy z tego, że są wielkim narodem.

Koniec drugiej wojny światowej zapoczątkował nową erę w stosunkach międzynarodowych. Narastający konflikt międzynarodowy pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a ZSRR miał wkrótce wpłynąć także na świat sportu, który szybko stał się jedną z najważniejszych przestrzeni do rywalizacji. Trzeba pamiętać, że konkurowano przede wszystkim na dwóch polach: klasyfikacjach medalowych igrzysk olimpijskich oraz podczas konkretnych pojedynków i meczów, które były postrzegane politycznie. Zimnowojenny konflikt odcisnął swoje piętno choćby w 1956 roku. To wtedy doszło do pierwszego klasycznego bojkotu igrzysk, co było odpowiedzią na wydarzenia militarno-politycznego w różnych częściach świata. Na znak protestu przeciwko tłumieniu powstania na Węgrzech przez ZSRR, do Melbourne nie pojechały ekipy Hiszpanii, Holandii i Szwajcarii. Polityka wystąpiła także na igrzyskach w Monachium w 1972 r. Niestety, tym razem tragicznie. Tym razem tragicznie. W nocy 5 września 1972 r. palestyńscy terroryści z organizacji „Czarny Wrzesień” zaatakowali wioskę olimpijską, aby uprowadzić izraelskich sportowców. Akcja miała doprowadzić do uwolnienia z izraelskich więzień Palestyńczyków oraz niemieckich terrorystów (Ulrike Meinhof i Andreasa Baadera). Ostatecznie terroryści zabili wszystkich przetrzymywanych Izraelczyków. Śmierć poniósł również jeden niemiecki policjant. Co ciekawe, Igrzyska trwały jednak dalej.

Jednak to bojkoty Igrzysk Olimpijskich w Moskwie w 1980 r. oraz w Los Angeles cztery lata później należą do najbardziej znanych i rozpoznawalnych. Przeszły one do historii jako synonim upolitycznienia sportu, a także bezpośredniego przeniesienia rywalizacji dwóch mocarstw na grunt igrzysk. Już samo przyznanie organizacji tej największej imprezy sportowej Moskwie wzbudziło wiele kontrowersji. Chociaż zdawano sobie sprawę z tego, jak funkcjonuje ZSRR, to jednak wygrało przekonanie o próbie pokonania ideologicznych i politycznych barier. Dodatkowo uznano, że igrzysk nie mogą organizować wyłącznie kraje kapitalistyczne, skoro sport miał być platformą, która łączy. Władze ZSRR postawiły sobie za cel zorganizowania najlepszych igrzysk w historii, co miało również swój wymiar propagandowy. Wszystko to miało sprawić, że ZSRR będzie ukazany jako „normalny” kraj. Władze liczyły, że uda się odbudować autorytet, który został nadszarpnięty przez kryzys gospodarczy w latach 70. W grudniu 1979 r. nastąpiła jednak interwencja wojsk radzieckich w Afganistanie, co było momentem przełomowym, jeśli chodzi o letnie igrzyska olimpijskie w Moskwie. Pomysł bojkotu igrzysk w Moskwie pojawił się po raz pierwszy podczas nadzwyczajnej sesji NATO w Brukseli 1 stycznia 1980 r, ale szybko nawiązał do niego również prezydent USA Jimmy Carter, który wspomniał o tym w swoim przemówieniu do narodu 4 stycznia 1980 r. Koncepcja prezydenta USA zyskała szybko szerokie poparcie. Ostatecznie w trwających od 19 lipca do 3 sierpnia 1980 r. igrzyskach olimpijskich w Moskwie wzięło udział 80 reprezentacji. Warto podkreślić, że była to jednak najniższa liczba uczestników od 1956 r. Do Moskwy nie przyleciało 67 państw, z czego aż od 45 do 50 ze względu na zainicjowany przez Amerykanów bojkot. Chociaż był to największy pod względem liczby państw bojkot igrzysk olimpijskich, to jednak nie można go uznać za całkowity sukces administracji USA. Spośród 22 państw, które zdobyły dwa lub więcej złotych medali podczas igrzysk olimpijskich w Monachium i Montrealu, tylko pięć przystąpiło do bojkotu, co z pewnością osłabiło wymiar propagandowy całej akcji.

Następne igrzyska olimpijskie odbywały się w amerykańskim Los Angeles, co już samo w sobie oznaczało, że będzie to okazja do „rewanżu” dla państw bloku wschodniego.  W lutym 1984 r. zmarł radziecki przywódca Jurij Andropow, a jego miejsce zajął Konstantin Czernienko, który był uznawany za przedstawiciela „partyjnego betonu”. Od tego momentu zaczęto odchodzić od dialogu, zaś stanowisko ZSRR ulegało zmianie. 8 maja 1984 r. Radziecki NKOl wydał oświadczenie, że nie weźmie udziału w igrzyskach, co argumentowano m.in. antyradziecką histerią w USA oraz brakiem bezpieczeństwa. Większość państw socjalistycznych zachowała się zgodnie z wytycznymi, które płynęły z Kremla, chociaż część z nich zwlekała z decyzją. Były jednak i takie, które się wyłamały. W bojkocie wzięło ostatecznie udział 14 krajów. Warto jednak dodać, że sportowcy tych państw podczas igrzysk w Montrealu zdobyli aż 58 proc. złotych medali. Na skutek bojkotu poziom sportowy igrzysk w Los Angeles uległ obniżeniu, chociaż zostało pobitych 13 rekordów świata i ponad 80 rekordów olimpijskich. Wydaje się, że skuteczność bojkotu była niewielka. ZSRR wziął, co prawda „rewanż” za bojkot igrzysk w Moskwie, ale nie udało się osiągnąć niczego więcej.

Jak widać, bojkot imprez sportowych był czymś typowym w okresie zimnej wojny. Działo się tak, ponieważ politycy zaczęli przypisywać sportowi niezwykle istotną rolę, a z czasem stał się kolejnym polem do politycznej konfrontacji. W efekcie spowodowało to, że organizacje sportowe (zwłaszcza MKOl) stały się niejako aktorami polityki światowej. Trzeba zaznaczyć, że także po 1989 r. mieliśmy wiele przykładów instrumentalizacji sportu. Powyższe przykłady są zaledwie zarysem wzajemnych relacji sportu i polityki, które w praktyce niezwykle często się przenikają. Jak widać, na przestrzeni wieków, wbrew oficjalnym deklaracjom, oba te światy były ze sobą niezwykle mocno sprzężone. I tak też pozostało do dziś.

Dr Karol Gac – dziennikarz, publicysta i komentator życia politycznego. Efekty jego pracy można znaleźć na portalu DoRzeczy.pl, którym kieruje i w tygodniku „Do Rzeczy”. Felietonista „Tygodnika Solidarność” oraz prowadzący poranek „Siódma 9” w rozgłośniach katolickich.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj