Piękność spalona na stosie. Proces i „przepowiednia” Sydonii von Borck

0
646
Z lewej strony obraz z XVIII wieku, nieznanego autorstwa, przedstawiający Sydonię von Borck jako młodą i starą kobietę. Z prawej strony, herb rodziny Borcków, znajdujący się w ratuszu w Greifswaldzie

Historia stosów i czarownic rozpala wyobraźnię. Prześladowania, strach i oskarżenia o czary, były częścią życia ludzi jeszcze raptem 200-300 lat temu, choć dziś oczywiście są pieśnią przeszłości. Dzisiaj jednak wrócimy na chwilę do tych czasów i poznajmy historię pięknej Sydonii von Borck, bohaterki legend i powieści, skazanej za paranie się magią i rzucenie bardzo wyjątkowej klątwy.

Dumne Wilcze Gniazdo i dwór Borcków

Cofnijmy się do 1548 roku. Wtedy to, na leżącym w Strzmielach zamku zwanym Wilczym Gniazdem, lub w znajdującym się nieopodal dworze rodziny Borcków, urodziła się dziewczynka. Sydonia, gdyż takie jej nadano imię, była córką Anny von Schwiecheld oraz zmarłego trzy lata po jej narodzinach, hrabiego Ottona Borcka.

Sydonia miała starszą siostrę Dorotę i brata Ulricha, ale to ona była oczkiem w głowie rodziców. Rozpieszczana przez matkę, wyrosła w przekonaniu, iż jest najpiękniejszą kobietą na Pomorzu. Nawet nie można powiedzieć, że się myliła, gdyż naprawdę zachwycała swoją urodą i rudymi włosami każdego, kto na nią spojrzał.

Ród Borcków posiadał również swoją renomę. W dawniejszych czasach Borckowie byli rycerzami, zazwyczaj sprzyjającymi Polsce i dzielnie stawiającymi czoła krzyżackiemu zagrożeniu. Mieli też swoją mroczniejszą stronę. Krąży wiele opowieści o rycerzach-rozbójnikach z rodu, jak choćby o Maćko Borcku, który w swoim życiu porwał księcia geldryjskiego i napadł na wysłanego z posłannictwem komtura krzyżackiego.

Na czasy Sydonii jednak przypada nie moment rycerskich czynów, a czas finansowego podupadania rodu. Nim problemy z pieniędzmi osiągnęły apogeum, bohaterka naszej opowieści poznała pomorskiego księcia z rodu Gryfitów, Filipa I. Przez jakiś czas mieszkała nawet na dworze książęcym, gdzie zaręczyła się synem Filipa, Ernestem Ludwikiem, którego zwano Pięknym. Jednakże, pod wpływem rodziny, niemogącej pogodzić się z mezaliansem, Ernest wycofał się ze swojego słowa, pojmując w zamian za żonę Zofię Brunszwicką.

Nieszczęśliwa Sydonia opuściła dwór pomorskiego księcia i po śmierci matki w 1568 roku, osiadła wraz z siostrą u brata w Strzmielskiej posiadłości. Choć trzeba przyznać, że nie miały tam łatwo.

Spadek

Ulrich w swoim życiu nie kierował się miłością do rodziny. Niedługo po przybyciu sióstr do Strzmieli, zostały one zmuszone przez niego do zrzeczenia się wszelkich praw do spadku po rodzicach. Zresztą, pobyt kobiet w podupadającym dworze nie trwał zbyt długo. Brat Sydonii ożenił się w 1569, a siostry, nie mogąc znieść jego żony, wyniosły się z dworu. Ulrich jednak nie cieszył się długo niepodzielną władzą w posiadłości. Wkrótce po wyjeździe sióstr, wierzyciele, żądający spłaty długów rodziny Borcków, zmusili go, by porzucił majątek.

Dalsza część losów Sydonii usiana była cierniami.  Siostry nie miały zamiaru poddać ojcowizny, dlatego też wstąpiły na drogę sądową, aby podjąć próbę jej odzyskania. Ta walka okazała się karkołomna, przez co Sydonia, z roku na rok stawała się coraz bardziej konfliktowa. To zresztą nie były jej jedyne problemy. Pomorska piękność została oskarżona przez nowego księcia pomorskiego, Jana Fryderyka, o zniesławienie. Do tego rodzina Sydonii, na nią właśnie zrzucała winę za finansowe problemy rodu. Podobno też, już wtedy, pojawiły się pierwsze plotki o klątwach. Ponoć gdy Ernest Ludwik zerwał z nią zaręczyny, rzuciła klątwę na cały lud Gryfitów, zwiastując jego wymarcie w ciągu kolejnych 50 lat. Pogłoski te, okażą się śmiertelnie ważne w procesie o czary Sydonii, do którego jednak jeszcze wrócimy później.

Samotność

W 1600 roku, zmarła Dorota, co uczyniło Sydonię jeszcze bardziej niedostępną i konfliktową. Nie dość, że pomorska piękność nie miała jednego miejsca, które mogłaby nazwać domem, to jeszcze musiała samotnie kłócić się w sądach nie tylko o spadek po rodzicach, ale i po swojej siostrze.

Nawet w życiu uczuciowym prześladował ją pech. Sydonia, chcąc wymusić na bracie wypłatę posagu, a przez to uzyskać środki do życia, bardzo aktywnie poszukiwała męża. Podobno miała ponad tuzin narzeczonych, lecz mimo piękności i intelektu, żaden nie poprowadził jej do ołtarza. Zapewne wpłynął na to Ulrich, a później i jego syn Otton nasyłający wciąż za nią ludzi, aby uprzykrzali jej życie. Jednakże, według legend, to sama Sydonia jest temu winna. Podobno, gdy Ernest Ludwik cofnął swe słowo i złamał jej serce, pomorska piękność przyrzekła, że nigdy nie wyjdzie za mąż, a według podań, słowa Sydonii miały wielką moc.

Dopiero w 1604 roku trafiła do stałego domu. Została przyjęta do klasztoru w Marianowie, lecz przez swoją wrogość, nie osiągnęła tam wyższego statusu. Nie zmieniło też się jej postępowanie. Wciąż procesowała się z rodziną, próbując odzyskać to, co się jej należało.

Wkrótce jednak pojawiły się bardzo niepokojące plotki na jej temat.

Młot na czarownice

Oskarżanie o czary było czymś popularnym w XVII wieku. Wpływ na to miała między innymi książka Malleus Maleficarum lub też Młot na czarownice, jak nazywa się ją w Polsce. Nazywana podręcznikiem dla inkwizytorów, wydana po raz pierwszy w 1487 roku i wielokrotnie wznawiana jeszcze dwa wieki później, wskazywała jako osoby najczęściej parające się magią kobiety z nizin społecznych. O ile wśród Polaków Młot nie był przez wiele lat tak znany, jak poza granicami kraju, to w 1614 roku zainteresował naszych rodaków, gdy Stanisław Ząbkowic wydał przekład wybranych przez siebie fragmentów na język polski. W ten sposób, chcąc nie chcąc, przyczynił się trochę do skazania Sydonii, straconej za czary raptem 6 lat później. Na tym zakończę wtręt o Młocie, jednakże jakby ktoś łaknął więcej wiedzy o podręczniku dla inkwizytorów, to zachęcam do przeczytania tego artykułu. LINK.

Sydonia zaczęła uchodzić za osobę niepokojącą, choć nie można mieć jej tego za złe. Nic dziwnego, że stroniła od ludzi, po tym, jak przez większość życia miała do czynienia z innymi osobami głównie na drogach sądowych. Umiłowała sobie za to towarzystwo zwierząt i to właśnie z nimi spędzała większość swojego czasu. Do tego zainteresowała się zielarstwem i co ciekawe, wykazywała się wielkim talentem na tym polu. Patrząc jednak na to, że zielarki dość często podejrzewano o czary, nie dziwi, że Sydonia zwróciła na siebie uwagę innych. Zwłaszcza że jej rodzina czyniła wiele, aby wynajdować obciążające ją pogłoski. Sydonii nie pomagał również fakt, że przez swoje agresywne zachowanie i groźby rzucane względem innych, ludzie zaczęli myśleć, że miota w nich prawdziwymi klątwami.

To doprowadziło do pierwszego śledztwa i procesu Sydonii w 1612 roku, lecz w tym wypadku nie udało się znaleźć wystarczających dowodów, by przekonać sędziego. Za kilka lat jednak miało się to zmienić.

Stos

Pojawiło się nowe oskarżenie. To właśnie głównie przez nie trafiła w 1619 roku do więzienia na zamku Oderburg. Otóż chodzi o wspomnianą wcześniej przepowiednię dotyczącą zagłady rodu Gryfitów. Jako że mowa tu o dynastii rządzącej Pomorzem, taka przepowiednia i jednocześnie klątwa, jak ją wtedy traktowano, była już nie tylko oskarżeniem o czary, ale też zdradą stanu.

W więzieniu Sydonia nie miała łatwo. Jej rodzina zapewniła dopływ wielu świadków do sali sądowej, co pogrążało pomorską piękność. W sumie zeznawało przeciwko niej pół setki ludzi, w tym inna, skazana już za czary zielarka. Choć Sydonia wpierw broniła się przed oskarżeniami, to nawet ona nie mogła w stanie znieść zadawanych jej w więziennej celi tortur. W końcu podpisała ona przygotowane zeznania, przyznając się do trucicielstwa, obcowania ze złymi duchami, czarów i zabicia dziewięciu osób. W 1620 roku została ostatecznie skazana, ale jako że pochodziła ze stanu szlacheckiego, przed spaleniem jej na stosie, wpierw ścięto ją mieczem. Wyrok został wykonany 19 sierpnia tego samego roku przy bramie młyńskiej, gdzie zazwyczaj palono czarownice, a ciało skazanej, pochowano na cmentarzu biedoty.

Tak więc to już koniec historii, prawa?

Upadek rodu Gryfitów

Otóż nie do końca. Warto jeszcze raz zerknąć na legendarną wręcz przepowiednię Sydonii, według której ród Gryfitów upadnie w ciągu 50 lat od jej wypowiedzenia. O ile są plotki, jakoby została ona rzucona tuż po zerwaniu zaręczyn, to nie wiadomo tak naprawdę, czy to wtedy została wypowiedziana. Oczywiście, można też uznać, że to oskarżenie wyssane z palca przez rodzinę Sydonii, chcącej jak najbardziej pogrążyć pomorską piękność.

Możliwe też, iż przypadkiem jest, że ówcześnie panujący książę szczeciński, ten sam, który podpisał wyrok skazujący Sydonię, zmarł raptem 3 miesiące po straceniu pomorskiej piękności. Jednakże, kiedy uświadomimy sobie, że ostatni męski członek rodu Gryfitów, Bogusław XIV, zmarł w 1637 roku, raptem 17 lat po spaleniu Sydonii na stosie, gdy zauważymy, że ostatnia kobieta z rodu, księżna Anna de Croÿ umarła w 1660 roku, 48 lat przed pierwszym oskarżeniem pomorskiej piękności o czary, to tych zbiegów okoliczności zbiera się już całkiem sporo.

I co ciekawe, nie są to jedyne zgony Gryfitów w XVII wieku. W tamtym okresie kilkoro książąt z tego rodu, spotkał niewyjaśniony koniec. Do tych tajemniczych zgonów zaczęło już dochodzić za życia Sydonii, dlatego też powodu, oskarżenie o zdradę stanu tak mocno chwyciło.

Czy więc pomorska piękność naprawdę wypowiedziała klątwę i jakieś niepojęte siły dały jej moc? Czy może to tylko legenda, połączona z kilkoma zbiegami okoliczności? Cóż, to może wiedzieć już tylko spalona na stosie, gnębiona przez rodzinę i okradziona Sydonia von Borck. I kto wie, może kiedyś, ktoś ją o to spyta? Według niektórych pomorska piękność do dziś spaceruje po tarasie szczecińskiej twierdzy. Przybrana w uśmiech i zwiewne białe szaty, straszy tych, którzy w nocy odważą zapuścić się w zamkowe komnaty.

Maksymilian Jakubiak

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj