Przymusowe aborcje, sterylizacje i zabijanie noworodków, czyli „kontrola urodzin” w komunistycznych Chinach

0
276
Chiny, rok 1991. Plakat propagandowy. Fot.:Gary Todd from Xinzheng, China, CC0, via Wikimedia Commons

W Chinach, Kambodży, Korei, Rosji, Polsce, Rumunii, Hiszpanii i w Ameryce Południowej oraz we wszystkich innych miejscach gdzie się pojawił. Komunizm zawsze był, jest i będzie systemem zbrodniczym. Nie wszędzie jednak „czerwoni” prowadzili identyczną politykę. A jedną z najmroczniejszych odmian komunistycznych praktyk jest tzw. polityka jednego dziecka w Chińskiej Republice Ludowej.

Jedną z cech komunizmu oraz innych ideologii utopijnych i totalitarnych jest chęć kontrolowania wszystkich obszarów ludzkiego życia. Władze w takich reżimach uznają, że wiedzą lepiej niż społeczeństwo i poszczególni obywatele, co jest dla nich dobre, a co złe. Praktyka uczy, że zawsze się mylą.

I tak po teoretycznie prorodzinnym (na warstwie retorycznej, bo w praktyce także był to czas masowych zbrodni dotykających m.in. rodzin) okresie rządów Mao Tse-tunga, nowa ekipa rządząca Chinami kontynentalnymi zaczęła dawać wiarę kolejnym panoszącym się po świecie absurdalnym i nienaukowym ideologiom. Włodarze komunistycznej ChRL uznali, że dalszy przyrost populacji kraju jest groźny i należy go zahamować. Zahamować wszelkimi metodami.

Dlaczego maltuzjanizm i neomaltuzjanizm to poglądy błędne? W tym miejscu odsyłamy do innego tekstu opublikowanego na naszym portalu kilka miesięcy temu. Teraz zaznaczmy jedynie, że tego typu ideały są w pełni uzasadnione, gdy mówimy o zwierzętach. W przypadku ludzi nie mają jednak żadnego zastosowania, gdyż ludzie potrafią w sposób twórczy odpowiadać na wyzwania i problemy. Zasadności takich tez przeczy kilka ostatnich wieków historii ludzkości, gdy dynamicznemu jak nigdy przyrostowi populacji towarzyszył i nadal towarzyszy radykalny zanik biedy, głodu i chorób. Gdyby neomaltuzjaniści mieli rację, to na świecie poziom biedy byłby coraz większy.

To on wymyślił teorię o „przeludnieniu Ziemi”. Dziś wiemy, że bardzo się mylił!

Władze komunistycznych Chin wiedziały jednak swoje i w roku 1977 postanowiły zakazać małżeństwom posiadania więcej niż jednego potomka. I – jak to w Chinach bywa – rządzący okazali się w swojej nowej polityce nie tylko pomysłowi, ale i radykalni oraz bezwzględni. Rozpoczął się tragiczny czas dla macierzyństwa i ojcostwa w najludniejszym kraju świata.

Państwo pozwalało mieć jedno dziecko, a każde kolejne oznaczało problemy socjalne i prawne. Druga i kolejna ciąża nie była prowadzona przez lekarzy, zaś poród kończył się w szpitalu tylko wtedy, gdy za niego zapłacono z własnej kieszeni. Podobnie sytuacja wyglądała z edukacją tzw. nadprogramowych dzieci. Rodzice mający więcej niż jedno dziecko oczywiście musieli płacić kary za swoje wybory. Była to tak zwana opłata za usługę. Kara to jednak najmniejszy problem.

Chiny to bowiem wielki kraj i nie wszędzie sytuacja wyglądała tak samo. Miejscami przymykano oko na łamanie zbrodniczych przepisów i władze zadowalały się opłaceniem należności finansowej. Do takich też miejsc wiele kobiet pragnących urodzić swoje drugie i kolejne dziecko migrowało.

Jeśli bowiem zdecydowałyby się pozostać w domu, w prowincji radykalnie przestrzegającej przepisów lub w mieście, gdzie rygor był silniejszy, to czekałby je i ich dzieci tragiczny los. Kobiety były bowiem kierowane na przymusowe i obowiązkowe aborcje. Dochodziło do siłowego wywożenia kobiet do placówek przeprowadzających prenatalne morderstwo. Mieliśmy więc do czynienia z porwaniem dorosłej osoby i uśmierceniem nienarodzonego dziecka.

Kobiety musiały także liczyć się z poważną groźbą przymusowej sterylizacji. Dodatkowo w niektórych wsiach nadgorliwi aktywiści organizowali się w patrole i tropili ciężarne kobiety. Sprawdzano, czy mają stosowne pozwolenia.

Zdarzały się także przypadki mordowania własnych dzieci przez matki i ojców. Zwykle ofiarami zbrodni padały dziewczynki. W chińskiej cywilizacji większe znaczenie przypisuje się bowiem synom niż córkom. Dlatego niekiedy matki rodzące jako pierwsze, legalne dziecko dziewczynkę prosiły położną o… jej zamordowanie lub czyniły to same, aby… nie musiał tego robić mężczyzna.

Zbrodniczy wymiar takich praktyk jest oczywisty. Należy jednak zauważyć także, że tego typu proceder doprowadził do zaburzeń w chińskiej populacji. Okazało się bowiem, że w podziale na płcie występuje potężna dysproporcja. Bo o ile w naturalnym stanie rodzi się bardzo podobna liczba chłopców i dziewczynek, o tyle w Chinach komunistycznych rodziło się znacznie więcej chłopców (lub, będąc ścisłym, więcej chłopców przeżywało poród i pierwsze godziny po przyjściu na świat). Chłopców, którzy w wieku dorosłym nie mieli i nadal nie mają szans na znalezienie żony, gdyż potencjalne kandydatki zostały zamordowane i wyrzucone do rzeki lub na pole ryżowe.

Chory system doprowadził w Chinach do potwornych zbrodni, które z pewnością odcisnęły swoje piętno na mentalności ludzi. Mówimy bowiem o wcale nie jednostkowym procederze mordowania własnych dzieci. Nie da się przy tym nie zauważyć różnic cywilizacyjnych między cywilizacją chińską, a schrystianizowaną Europą (nawet w obecnej, zlaicyzowanej wersji). Choć bowiem nikt z nas nie posiada dostatecznych danych, by przeprowadzić w pełni naukowy wywód na ten temat, to intuicja, obserwacje rzeczywistości oraz historia, w tym historia tragicznego XX wieku, podpowiadają nam, że europejskie matki i ojcowie prędzej sami by zginęli niż pozwolili skrzywdzić własne dzieci, o samodzielnym zabijaniu ich nie wspominając. Oczywiście konsekwencje złamania chińskich przepisów nie były dla rodziców przyjemne, ale bez dwóch zdań trudno mówić o heroizmie podczas oceniania postawy wielu Chińczyków. Wielu, ale przecież nie wszystkich, o czym niech świadczą liczne chwalebne przykłady wspomnianych wyżej kobiet migrujących w celu uniknięcia przymusowej aborcji.

Reżim w Pekinie korzystał z polityki jednego dziecka nie tylko w celu kontroli populacji jako takiej, ale także uderzania w wybrane mniejszości etniczne. Na celowniku znaleźli się m.in. Ujgurzy.

W końcu jednak komunistyczne władze ChRL dostrzegły problemy i zagrożenia. Problem i zagrożenia, które były oczywiste od początku, ale zaślepieni ideologią przywódcy z Pekinu ich nie dostrzegali. Przed Chinami kontynentalnymi rozciąga się teraz perspektywa gigantycznego kryzysu w systemie ubezpieczeń emerytalnych. Brakuje bowiem ludzi młodych. Inny problem to wspomniany już wyżej fakt dysproporcji płciowej: młodym mężczyznom brakuje potencjalnych kandydatek na żony. Jak na państwo wpłyną samotni niejako z przymusu, a zarazem często dobrze wykształceni i wpływowi mężczyźni? Tego nie sposób ocenić. Historia zna jednak przypadki atakowania innych państw w celu… zdobycia kobiet (zdobycia siłowego, poprzez porwanie i wywiezienie). Czy więc polityka komunistów cofnie ludzkość do takich czasów? Oby nie.

Chinom ponadto zacznie brakować rąk do pracy, co negatywnie odbije się na rozwoju gospodarczym kraju. Władze będą musiały ratować się imigrantami, jednak chińskie społeczeństwo nie jest otwarte na obcokrajowców, szczególnie afrykańskiego pochodzenia (a to ten kierunek migracyjny wchodzi w grę gdy mówimy o uzupełnianiu braków kadrowych). Wywoła to więc dodatkowe napięcia i problemy.

Najpewniej w ciągu najbliższych kilku dekad dojdzie w ChRL do załamania ekonomicznego, a wszelkie zdobycze technologiczne i modernizacyjne (niewątpliwe, choć przerysowane przez propagandę przez lata podkręcającą wyniki wzrostu gospodarczego) zostaną zaprzepaszczone. Tym samym cel, jaki teoretycznie przyświecał polityce jednego dziecka, a więc ochrona rozwoju gospodarczego i zintensyfikowanie postępów ekonomicznych, nie tylko nie zostanie osiągnięty, ale Chinom grozić będzie cofnięcie się w rozwoju o dekady.

Od kilku lat Chińska Republika Ludowa nie stosuje polityki jednego dziecka. Najpierw dozwolono posiadać dwoje potomków, a obecnie partia akceptuje trójkę dzieci i poniekąd nawet pochwala takie wybory (zwróćmy uwagę na absurd tej sytuacji: partia pozwala lub nie pozwala mieć dzieci). Komunistyczna Partia Chin wyrządziła jednak społeczeństwu (jak i wielu milionom poszczególnych osób: dzieci, matek i ojców) tak wielkie krzywdy, że dzisiejsze trendy na niewiele się zdadzą (najczęściej winy partii polegały na milczącej akceptacji dramatów i braku reagowania na tragedie). Ci, którzy nie urodzili się przez politykę jednego dziecka lub w jej ramach zostali zamordowani nie będą mieli teraz dzieci. I tego nikt nie przeskoczy. Wyrwa demograficzna to fakt. Dodatkowo w chińskiej mentalności zaszły duże zmiany (wspierane przez ogólnoświatowe trendy odchodzenia od wielodzietności jako stanu pożądanego) i dziś niewielu Chińczyków pragnie wykraczać poza model 2+1.

Krótko mówiąc: Chiny czeka tragiczny los, a za kilka lat kryzys może zagrozić władzy KPCh. Można by oczywiście powiedzieć, że partia sama sobie zgotowała ten los i nie ma się co przejmować jej losem (zresztą nigdy nie warto troszczyć się o takie komunistyczne struktury), jednak milionów cierpiących i zamordowanych Chińczyków po ludzku żal.

Michał Wałach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj