Rosyjska propaganda w pigułce, czyli co łączy Putina i Stirlitza?

0
650
Władimir Putin. Źródło: Kremlin.ru, CC BY 3.0 , via Wikimedia Commons

Gdy szerzej nieznany Władimir Putin pokazał się w odbiornikach milionów Rosjan w sylwestrową noc między rokiem 1999 a 2000 stało się jasne, że aby utrzymać władzę i wygrać w nadchodzących wyborach prezydenckich musi przedstawić się społeczeństwu jako mąż stanu, który raz na zawsze zakończy okres wielkiej smuty lat 90. XX wieku. Postanowiono więc wykorzystać pewną legendę.

W 1985 roku Putin jako oficer KGB przybył do Niemieckiej Republiki Demokratycznej, do Drezna, gdzie wykonywał wiele różnych zadań. Żadne z nich nie było jednak godne tych, które powierzano idolowi Putina.

Stirlitz, bo o nim mowa, to fikcyjna postać z powieści Juliana Siemionowa, a także z najsłynniejszej jej ekranizacji: Siedemnaście mgnień wiosny. Putin, zachwycony sowieckim Jamesem Bondem, w rzeczywistości nawet w jednej dziesiątej nie zbliżył się do wyczynów tego legendarnego szpiega.

Ale przecież zwykły Rosjanin o tym nie wiedział. Stworzono więc barwną historyjkę, która od momentu dojścia Putina do władzy towarzyszyła mu tak często, że niemalże sam mógł w nią uwierzyć. Wszystko rozpocząć się miało, gdy sowiecki kolos na glinianych nogach coraz mocniej się chwiał. Społeczeństwo Niemieckiej Republiki Demokratycznej obserwując zachodzące, wolnościowe przemiany w pozostałych państwach bloku wschodniego również przystąpiło do manifestacji, chcąc wyzwolić się spod komunistycznego jarzma.

Rozgniewany tłum Drezna (głównego ośrodka niemieckiej opozycji antykomunistycznej) po zajęciu i zdemolowaniu gmachu znienawidzonej Stasi (Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego) udać się miał pod budynek rezydentury KGB, który, według rosyjskiego przekazu, miał podzielić ów los.

I wtedy, niczym cowboy z amerykańskiego westernu, zjawił się on: Władimir Władimirowicz Putin krzyczący: Njet! Z pistoletem w ręku, oddając kilka strzałów w powietrze ostrzegł szturmujących, że jeśli zrobią jeszcze jeden krok i wtargną na teren posesji podległy obcemu państwu, nie będzie miał skrupułów i dojdzie do rozlewu krwi.

Tłum miał oczywiście pokornie posłuchać polecenia i rozszedł się do domów. Nieugięty, odważny, stanowczy, jedyny sprawiedliwy wśród zdrajców, bronił swojego kraju przed bandą pozorantów chcących zburzyć powstały po II wojnie światowej porządek.

Właśnie taki opis Putina pojawia się przy okazji przytaczania drezdeńskiej historii. Liczy już ona ponad 20 lat, doczekała się ponadto kilku wersji, ale przede wszystkim, co należy stanowczo zaznaczyć, nie ma w niej za grosz prawdy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj